wtorek, 3 marca 2026



Wojskowi, z którymi rozmawiała Verstka, odnoszą się do „zerowania” nie tylko jako do bezpośrednich zamachów. Popularnym sposobem pozbycia się niechcianego żołnierza jest wysłanie go na szturm, gdzie przeżycie jest praktycznie niemożliwe, często bez kamizelki kuloodpornej i broni.

Ten rodzaj „zerowania” jest powszechny w wielu jednostkach Ministerstwa Obrony. Na przykład w 114. Samodzielnej Brygadzie Strzelców Zmotoryzowanych – nowej jednostce armii rosyjskiej, której historia sięga donieckiego batalionu separatystów „Wostok”. Od początku wojny na pełną skalę brygada brała udział między innymi w walkach o Awdijiwkę i Awdijiwską Koksownię. (...)

Jednym z dowódców brygady jest pułkownik Igor Istratij, Bohater Rosji i Bohater „DRL”, zwany „Saidem”. Wojskowi opisują tego niesławnego dowódcę jako osobiście wydającego rozkazy egzekucji i zachęcającego do tortur. „Said” najłatwiej eliminuje tych, którzy popadli w niełaskę, atakując. Jurij, który służył w 114. Brygadzie, opowiada, jak zostali wysłani do szturmu bez broni i sprzętu, a „Said” nalegał, aby żołnierze „zdobyli wszystko, czego potrzebują w walce”. „Żebyście zrozumieli, walczyliśmy z dwoma lub trzema plutonami z czterema magazynkami po 120 naboi każdy” – wspomina źródło w Wierstce. „A oni przywitali nas czołgami, Gradami, Tszmelami i granatnikami przeciwpancernymi”. „Pierwsza bitwa miała miejsce zimą 2023 roku, kiedy właśnie wkraczaliśmy do Krasnogorowki. Było nas 47. Pięciu z nich dotarło do samej wioski. Trzy minuty walki”.

„Wiesz, tam jest taki bałagan, że... Nigdy nie wiesz, kto cię zastrzeli: twoi ludzie czy herby” – mówi żołnierz Dmitrij z tej samej brygady.

(...)

Tak było również podczas szturmu na wieś Oriechowoje w obwodzie donieckim na Ukrainie, którego zdobycie zajęło kilka miesięcy. Wojsko określa walkę o nią mianem samobójczej. Żołnierz szturmowy o pseudonimie „Fix” z 80. Pułku Pancernego 90. Dywizji Pancernej Grupy Centrum w czerwcu 2025 roku odmówił wykonania misji „ujawnienia pozycji ogniowych” Sił Zbrojnych Ukrainy bez kamizelki kuloodpornej i broni. W wojsku tę rolę nazywa się „latarnią” – żołnierz jest wykorzystywany jako przynęta, wysyłany do przodu, aby sprowokować wroga do otwarcia ognia i w ten sposób poznać jego dokładne położenie. „Biegniesz tylko w jedną stronę, a za tobą blokuje cię oddział, który uniemożliwia ci powrót. Jedyną szansą na przeżycie jest zranienie i schwytanie przez Ukraińców” – wyjaśnia jeden z żołnierzy.

Po usłyszeniu, że „Fix” odmówił pełnienia funkcji „latarni”, dowódca kompanii szturmowej „B” „Kemer” nakazał go pobić. Dwóch jego towarzyszy broni z 80. pułku powiedziało o tym Wierstce. Tortury zostały sfilmowane: bili go rękami, kijami i paralizatorem. „Tak, to „Fix” na nagraniu. To ludzie „Kemera” pobili go prawie na śmierć, a potem on go zastrzelił. Pochowali go w pasie lasu” – powiedział Wierstce jego towarzysz broni o pseudonimie „Kurgan”. Jego rodzinie powiedziano, że mężczyzna rzekomo opuścił swoją jednostkę bez pozwolenia.

(...)

Wojsko również uważa tortury w dołach i piwnicach za formę „zerowania” – ponieważ najczęściej kończą się śmiercią ofiary. Zmobilizowany żołnierz Aleksiej wspomina, jak koledzy żołnierze, którzy upili się po powrocie na tyły po trzech, czterech miesiącach służby, byli wysyłani do dołów. „Nazywaliśmy to banią: myli się tam, przygotowywali się cały dzień. I oczywiście w ciągu dnia mężczyzna znajdował alkohol, upijał się do nieprzytomności, a następnego dnia musiał wracać i był kompletnie bezużyteczny. Więc był wysyłany do dołu w kajdankach”.

Dół miał dwa metry głębokości i szerokości, a na nim umieszczano kratę. Następnie przyjeżdżał samochód ciężarowy Kamaz z beczką wody, którą dostarczano żołnierzom, i dół napełniano aż do rusztu. „Więc mężczyzna po prostu, jak ryba, próbował łykać powietrze przez kratę. Tak go torturowali dowódcy”. Ci ukarani żołnierze umierali stopniowo: wyciągano ich żywych, ale po kilku godzinach w zimnej wodzie „naturalnie nabawisz się zapalenia płuc, obrzęku nerek i wszystkiego, co się z tym wiąże”. „Jeśli będzie miał szczęście, trafi do szpitala. To zależało od dowódcy, w jakim był nastroju. Jeśli będzie miał pecha, wróci na swoje pozycje. Jaka więc jest opieka medyczna na pozycjach? Poza bandażami i promedolem nie ma nic. Więc po prostu umrze tam z powodu obrzęku płuc lub niewydolności nerek”.

Ludzie nie tylko siedzą w dołach, ale także zabijają się nawzajem. Mówi o tym były żołnierz Jurij ze 114. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych.

„Kiedy ktoś zaczyna pytać, na przykład o pensję, albo narzekać, zamykają go w dole z kratą” – wyjaśnia Jurij, żołnierz brygady. „Nie dają im nic do picia, nic do jedzenia, biją ich dwa, trzy, cztery razy dziennie, każdego dnia, wyprowadzają ich i biją. I takich ludzi jest tam mnóstwo. Ktoś ginie w tym dole”.

Aby ukryć to „wyzerowanie”, mówi żołnierz, „po prostu rzucają zwłoki na linię frontu i rozstrzeliwują je gdzieś”, jakby padły w bitwie. Kiedy w dole zostają dwie lub trzy osoby, mówi się im: „Chłopaki, jeśli chcecie wyjść, to walczcie. Ktokolwiek zostanie, wyjdzie”.

„Wyobraź sobie, oto towarzysz, który osłania mnie swoją piersią, a ja muszę z nim walczyć, muszę go pobić”. „Więc wolałbym sam umrzeć. Rozumiesz tam sytuację?” – pyta Jurij.

verstka.media


Siły rosyjskie kontynuują natarcie na zachód od Hulajpola, próbując przełamać ukraińską obronę Werchniej Tersy. Celem operacyjnym jest próba zamknięcia sił ukraińskich w worku wokół Orichiwa, czemu towarzyszy natarcie wojsk rosyjskich od strony Stepnohirśka i Prymorśkego, gdzie postęp Rosjan został w ostatnich dniach zahamowany. Powodzeniu tego zamysłu Rosjan ma przeszkodzić realizowana od początku lutego ukraińska operacja zaczepna na granicy obwodów dniepropetrowskiego i zaporoskiego. Ukraińcy próbują wbić się klinem w stronę Nowohryhoriwki, dążąc do objęcia trasy łączącej Hulajpole z Wełyką Nowosiłką zasięgiem rażenia dronów w celu odcięcia wojsk najeźdźczych od zaplecza logistycznego. Według źródeł ukraińskich obrońcy poczynili postęp w tym rejonie, przejmując kontrolę nad pobliskimi Werbowem i Berezowem.

Wojska okupanta kontynuują natarcie od południa na przedmieściach Konstantynówki. Niewielkim grupom wroga udaje się przenikać do miasta od południa i drogi Bachmut–Pokrowsk. Od strony północnej agresor wysadził 25 lutego tamę w rejonie wsi Osykowe. W konsekwencji doszło do częściowego zalania trasy z Drużkiwki do Konstantynówki, a co za tym idzie – przynajmniej chwilowego przerwania szlaku logistycznego i utrudnienia zaopatrzenia oraz przemieszczania się wojsk ukraińskich. Atak stanowi zapowiedź skoncentrowania wysiłków na próbie operacyjnej izolacji Konstantynówki, czemu towarzyszy postęp agresora na zachód od Czasiw Jaru w kierunku Drużkiwki.

Według analitycznego portalu DeepState w lutym siły rosyjskie poczyniły najmniejsze postępy od lipca 2024 r., zajmując zaledwie 126 km² terytorium państwa ukraińskiego (dla porównania w styczniu 2026 r. opanowały 245 km², a w grudniu 2025 r. – 445 km²). Jak zauważono, najwięcej sukcesów Rosjanie odnieśli na kierunkach słowiańsko-kramatorskim (49 km²), pokrowskim (40 km²) i konstantynowskim (26 km²). Twórcy portalu podkreślają, że spadkowi tempa przejmowania obszarów nie towarzyszyło zmniejszenie częstotliwości ataków – ta utrzymuje się na niemal tym samym poziomie co w styczniu. Zwolnienie tempa potwierdzają także źródła rosyjskie, wskazujące, że w styczniu przejęto 560 km², podczas gdy w lutym jedynie 255 km². Wpływ na to miały niesprzyjające warunki pogodowe oraz kontrataki wojsk ukraińskich w obwodzie dniepropetrowskim.

osw.waw.pl


Amerykańsko-izraelski atak na Iran i jego regionalne reperkusje w znaczący sposób wpływają na światowe rynki surowców energetycznych, w tym najmocniej na rynek gazu. 2 marca Katar, trzeci eksporter gazu skroplonego na świecie, ogłosił tymczasowe wstrzymanie produkcji LNG, a dzień później części produktów pochodnych (w tym mocznika, polimerów, metanolu i aluminium). QatarEnergy LNG, największy globalny podmiot produkujący gaz skroplony, powołując się na siłę wyższą, przestał wysyłać surowiec do swoich odbiorców. Bezpośrednią przyczyną były irańskie ataki dronowe na instalacje energetyczne w będących centrami produkcji LNG miastach przemysłowych Musajid i Ras Laffan. Do ogłoszenia force majeur przyczyniło się de facto ustanie od 1 marca ruchu tankowców przez cieśninę Ormuz.

Konsekwencją decyzji Kataru są znaczne wzrosty cen gazu u kluczowych odbiorców surowca w Azji i Europie. Na holenderskiej giełdzie TTF notowania 3 marca oscylują w okolicach 55 euro/MWh, tj. o 77% więcej od poziomów z piątku 27 lutego, sprzed ataku na Iran. Tempo wzrostów cen jest najwyższe od czasu kryzysu gazowego z lat 2022–2023 (wówczas sięgały one nawet 200 euro/MWh). Rosną także ceny na giełdach i w powiązanych z koszykiem produktów naftowych (które również drożeją w konsekwencji wojny w Iranie) kontraktach na LNG dla odbiorców azjatyckich.

Katar eksportuje rocznie ok. 112–115 mld m3 LNG, co stanowi ok. 20% całości sprzedawanego na świecie gazu skroplonego. 

(...)

Komentarz

Doraźnie dwu–trzydniowe wstrzymanie dostaw LNG z Kataru nie powinno mieć większego wpływu na ilość gazu dostępnego na świecie. Spore ilości surowca wciąż znajdują się na tankowcach poza cieśniną Ormuz, w drodze do odbiorców. Dodatkowo czynnikiem łagodzącym negatywne efekty rynkowe jest to, że kończy się zima i rosną temperatury, a wraz z nimi spada zapotrzebowanie na gaz do celów grzewczych. (...)

Najbardziej negatywne skutki ustania transportu przez cieśninę Ormuz dotkną państwa Azji, które są odbiorcami 80% LNG z Kataru. (...)

W ostatnich latach zależność Europy od dostaw katarskiego LNG malała wraz ze wzrostem importu z USA. W 2025 r. dostawy z Kataru stanowiły tylko ok. 8% importu gazu skroplonego do UE (i mniej niż 4% całego importu gazu). Najwięcej gazu sprowadzają stamtąd Włochy (32% w ich koszyku LNG), Polska (25%) i Belgia (17%). UE, w związku z minimalizacją importu z Rosji, jest mocno zależna od światowego rynku LNG – zarówno od dostępnych ilości surowca, jak i jego cen. Dodatkowo, po rekordowo mroźnej zimie, unijne magazyny gazu są w przeważającej części opróżnione, co zmniejsza możliwość wykorzystania składowanego w nich surowca do łagodzenia wzrostów cen czy – w dłuższej perspektywie – do uzupełniania ewentualnych niedoborów na rynku.

(...)

Pomimo pewnej zależności od importu z Kataru Polska znajduje się obecnie w relatywnie dobrym położeniu. Import katarskiego gazu odbywa się na podstawie kontraktu długoterminowego (do 2034 r.) w wolumenach 2,2–2,7 mld m3 rocznie (z pewną elastycznością), co stanowi ok. 10–12% całości surowca zużywanego w kraju. Zaplanowane na marzec dwie pierwsze dostawy są już w drodze. LNG zabezpiecza niecałe 40% polskiego zapotrzebowania na gaz. Oprócz Kataru gaz skroplony sprowadzamy przede wszystkim z USA, głównie na podstawie kilku kontraktów długoterminowych podpisanych jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny na Ukrainie, z cenami powiązanymi z notowaniami na amerykańskiej giełdzie Henry Hub, mniej narażonej na skutki kryzysu. Dodatkowo ponad 40% potrzebnego surowca Polska importuje przez gazociąg Baltic Pipe (głównie z Norwegii), a reszta pochodzi z własnego wydobycia bądź sprowadzana jest przez połączenia z sąsiadami (z Czechami, Litwą i Niemcami). Wreszcie polskie magazyny są dziś wypełnione w większym stopniu (51%) niż średnio w UE (30%). Wszystko to powinno łagodzić wpływ aktualnych zakłóceń w dostawach z Kataru na rynek krajowy. Zarazem na sytuację w Polsce i na polskich giełdach rzutować będą wzrosty na giełdach europejskich i światowych, a dłuższy zastój w dostawach katarskich wolumenów przełoży się z pewnością na zwiększenie kosztów importu (w tym zapełniania magazynów) i wyższe ceny surowca.

osw.waw.pl


Nasze zapasy amunicji "klasy średniej i średnio wysokiej" nigdy nie były tak duże - zapewnił we wtorkowym wpisie na platformie Truth Social prezydent USA Donald Trump. Zarzucił byłemu prezydentowi Joe Bidenowi, że oddał zaawansowaną broń Ukrainie.

"Zapasy amunicji Stanów Zjednoczonych, klasy średniej i średnio wysokiej, nigdy nie były wyższe czy lepsze - jak mi dzisiaj powiedziano; mamy praktycznie nieograniczone jej zapasy" - napisał Trump. Dodał, że w związku z tym "wojny mogą "trwać bez końca" i z sukcesami, przy korzystaniu jedynie z tych zapasów".

Prezydent ocenił jednak, że w przypadku najwyższej klasy pocisków zapasy są na dobrym poziomie, ale "nie na takim na jakim byśmy chcieli, aby były". Zaznaczył, że "znaczna część zaawansowanej broni jest zmagazynowana dla nas w krajach oddalonych".

"Śpiący Joe Biden poświęcił cały swój czas i pieniądze naszego kraju, DAJĄC wszystko P.T. Barnum (Zełenski!) Ukrainy - warte Setki Miliardów Dolarów - i chociaż oddał tak wiele z tego, co miało najwyższą wartość (ZA DARMO!) i nie zadał sobie trudu, aby to zastąpić" - napisał Trump.

P.T. Barnum był XIX-wiecznym amerykańskim przedsiębiorcą, który jest uważany za jednego z prekursorów nowoczesnego przemysłu rozrywkowego. Był m.in. twórcą cyrku Barnum & Bailey Circus.

Trump zakończył swój wpis, podkreślając, że podczas swojej pierwszej kadencji (2017-2021) odbudował siły zbrojne i dalej to robi. "Stany Zjednoczone są gotowe do wielkiego zwycięstwa!!! Dziękuję za uwagę" - zakończył.

Dziennik "Washington Post" napisał w niedziele, że wysocy rangą amerykańscy wojskowi są zaniepokojeni kurczącymi się zasobami systemów obrony powietrznej i obawiają się, że wojna na Bliskim Wschodzie może wymknąć się spod kontroli. O panujących w Waszyngtonie obawach dotyczących zasobów rakiet przechwytujących pisał w niedzielę także "Wall Street Journal", oceniając że "kurczące się zapasy mogą ograniczyć opcje" prezydenta Trumpa. 

PAP