Stratedzy banku inwestycyjnego Goldman Sachs podnieśli prognozę dla indeksu S&P 500 na ten rok. Obecnie spodziewają się 17-procentowego wzrostu głównego amerykańskiego indeksu akcji w całym roku, do 8000 punktów. Ich wcześniejsza prognoza była skromniejsza i wynosiła 7600 punktów.
– Dalszy wzrost zysków spółek powinien prowadzić do dalszego wzrostu rynku akcji – twierdzą stratedzy. – Wyższa prognoza dla indeksu odzwierciedla rosnące oczekiwania dotyczące zysków firm z S&P 500 po wyjątkowo silnym sezonie publikacji wyników za pierwszy kwartał.
Nowa prognoza oznacza, że indeks, w porównaniu z czwartkową ceną zamknięcia może wzrosnąć jeszcze o 5,8%. Stratedzy spodziewają się, że zysk na akcję spółek z indeksu w 2026 roku wyniesie 340 USD, czyli o 24% więcej niż rok temu. W 2027 roku wskaźnik ten wzrośnie o kolejne 13%. Jednak relatywne wyceny akcji spółek nie powinny rosnąć.
– Połączenie spowalniającego wzrostu zysków i utrzymującej się niepewności co do przyszłości sztucznej inteligencji oraz sytuacji makroekonomicznej powinno zapobiec gwałtownemu wzrostowi wycen – uważają stratedzy Goldman Sachs. – Nastroje wokół sztucznej inteligencji i stóp procentowych stwarzają ryzyko w obu kierunkach.
Mohamed El-Erian, główny doradca ekonomiczny w Allianz, zwraca uwagę na znikającą premię za ryzyko z inwestycji w akcje w porównaniu z obligacjami.
– Różnica między stopą zwrotu z rynku akcji a rentownością obligacji się zmniejszyła – zacytował Mohamed El-Erian nagłówek z dziennika „Wall Street Journal”.
Chodzi o to, że zmniejszyła się różnica między stosunkiem zysków spółek tworzących indeks S&P 500 do ich kapitalizacji rynkowej a rentownością 10-letnich obligacji skarbowych USA. Wskaźnik ten utrzymuje się ostatnio na poziomie zaledwie nieco powyżej zera.
Oznacza to, że przybliżony potencjalny zwrot z akcji niewiele różni się od zwrotu z niezwykle bezpiecznej inwestycji, jaką są amerykańskie obligacje skarbowe. Główną przyczyną jest spadek cen obligacji wywołany obawami przed inflacją, co podniosło rentowności obligacji na całym świecie.
– Nie ma jednej oczywistej odpowiedzi na pytanie, co w tej sytuacji powinni zrobić inwestorzy. To najlepiej pokazuje, przed jakimi nietypowymi wyzwaniami stają dziś zarządzający portfelami ze względu na zachowanie fundamentów budowy portfela – a konkretnie zmieniające się oczekiwania dotyczące stóp zwrotu, zmienności oraz wzajemnych korelacji – twierdzi ekonomista.
Jeff Currie, mieszkający w Singapurze główny strateg ds. energii w Carlyle, ostrzega, że sytuacja, którą obserwuje na miejscu, wkrótce powtórzy się w Europie i USA. Jego zdaniem oficjalne dane o zapasach wprowadzają w błąd – część ropy musi bowiem na stałe pozostać w zbiornikach, aby zapewnić techniczne minimum niezbędne do funkcjonowania infrastruktury.
– Obserwowaliśmy gwałtowny wzrost cen produktów naftowych. Paliwo lotnicze wprawdzie potaniało, ale teraz na pierwszym planie jest diesel. Problemy w Singapurze wcale nie zniknęły, a przesunęły się jedynie z paliwa lotniczego na diesel – mówi Jeff Curie.
Europa prawdopodobnie wkrótce zderzy się z problemami o podobnym charakterze, po okresie względnego spokoju, który potrwa jeszcze około miesiąca.
– Wszystkie te zapasy, które są wykorzystywane w USA, z amerykańskiej strategicznej rezerwy ropy, są eksportowane do Europy, więc Europejczycy uważają, że nie mają problemów, ponieważ otrzymują ropę importowaną z USA, ale to nie może trwać wiecznie – mówi Jeff Currie.
Samym Stanom Zjednoczonym również nie uda się uniknąć problemów.
– W lipcu stanie się to problemem dla USA – prognozuje Jeff Currie.
Podobnego zdania jak Jeff Currie jest Mike Wirth, szef największego amerykańskiego koncernu naftowego Chevron. Według niego wywołany wojną w Iranie brak równowagi na rynku udawało się dotychczas częściowo łagodzić dzięki zapasom. Jednak te zapasy się kurczą.
– Bufory i poduszki bezpieczeństwa są stale wyczerpywane, a zdolność rynku do zamortyzowania tych zakłóceń jest znacznie mniejsza niż na początku – powiedział Mike Wirth podczas konferencji zorganizowanej przez bank inwestycyjny Bernstein.
Sytuacja ta powinna znaleźć odzwierciedlenia także w dynamice cen ropy.
– W ciągu najbliższych kilku tygodni prawdopodobnie zobaczymy, jak ta presja w większym stopniu przekłada się na ceny kontraktów fizycznych na ropę. Spodziewałbym się większego wzrostu cen w czerwcu, a tym bardziej w lipcu – twierdzi szef Chevronu.
bankier.pl
– Dalszy wzrost zysków spółek powinien prowadzić do dalszego wzrostu rynku akcji – twierdzą stratedzy. – Wyższa prognoza dla indeksu odzwierciedla rosnące oczekiwania dotyczące zysków firm z S&P 500 po wyjątkowo silnym sezonie publikacji wyników za pierwszy kwartał.
Nowa prognoza oznacza, że indeks, w porównaniu z czwartkową ceną zamknięcia może wzrosnąć jeszcze o 5,8%. Stratedzy spodziewają się, że zysk na akcję spółek z indeksu w 2026 roku wyniesie 340 USD, czyli o 24% więcej niż rok temu. W 2027 roku wskaźnik ten wzrośnie o kolejne 13%. Jednak relatywne wyceny akcji spółek nie powinny rosnąć.
– Połączenie spowalniającego wzrostu zysków i utrzymującej się niepewności co do przyszłości sztucznej inteligencji oraz sytuacji makroekonomicznej powinno zapobiec gwałtownemu wzrostowi wycen – uważają stratedzy Goldman Sachs. – Nastroje wokół sztucznej inteligencji i stóp procentowych stwarzają ryzyko w obu kierunkach.
Mohamed El-Erian, główny doradca ekonomiczny w Allianz, zwraca uwagę na znikającą premię za ryzyko z inwestycji w akcje w porównaniu z obligacjami.
– Różnica między stopą zwrotu z rynku akcji a rentownością obligacji się zmniejszyła – zacytował Mohamed El-Erian nagłówek z dziennika „Wall Street Journal”.
Chodzi o to, że zmniejszyła się różnica między stosunkiem zysków spółek tworzących indeks S&P 500 do ich kapitalizacji rynkowej a rentownością 10-letnich obligacji skarbowych USA. Wskaźnik ten utrzymuje się ostatnio na poziomie zaledwie nieco powyżej zera.
Oznacza to, że przybliżony potencjalny zwrot z akcji niewiele różni się od zwrotu z niezwykle bezpiecznej inwestycji, jaką są amerykańskie obligacje skarbowe. Główną przyczyną jest spadek cen obligacji wywołany obawami przed inflacją, co podniosło rentowności obligacji na całym świecie.
– Nie ma jednej oczywistej odpowiedzi na pytanie, co w tej sytuacji powinni zrobić inwestorzy. To najlepiej pokazuje, przed jakimi nietypowymi wyzwaniami stają dziś zarządzający portfelami ze względu na zachowanie fundamentów budowy portfela – a konkretnie zmieniające się oczekiwania dotyczące stóp zwrotu, zmienności oraz wzajemnych korelacji – twierdzi ekonomista.
Jeff Currie, mieszkający w Singapurze główny strateg ds. energii w Carlyle, ostrzega, że sytuacja, którą obserwuje na miejscu, wkrótce powtórzy się w Europie i USA. Jego zdaniem oficjalne dane o zapasach wprowadzają w błąd – część ropy musi bowiem na stałe pozostać w zbiornikach, aby zapewnić techniczne minimum niezbędne do funkcjonowania infrastruktury.
– Obserwowaliśmy gwałtowny wzrost cen produktów naftowych. Paliwo lotnicze wprawdzie potaniało, ale teraz na pierwszym planie jest diesel. Problemy w Singapurze wcale nie zniknęły, a przesunęły się jedynie z paliwa lotniczego na diesel – mówi Jeff Curie.
Europa prawdopodobnie wkrótce zderzy się z problemami o podobnym charakterze, po okresie względnego spokoju, który potrwa jeszcze około miesiąca.
– Wszystkie te zapasy, które są wykorzystywane w USA, z amerykańskiej strategicznej rezerwy ropy, są eksportowane do Europy, więc Europejczycy uważają, że nie mają problemów, ponieważ otrzymują ropę importowaną z USA, ale to nie może trwać wiecznie – mówi Jeff Currie.
Samym Stanom Zjednoczonym również nie uda się uniknąć problemów.
– W lipcu stanie się to problemem dla USA – prognozuje Jeff Currie.
Podobnego zdania jak Jeff Currie jest Mike Wirth, szef największego amerykańskiego koncernu naftowego Chevron. Według niego wywołany wojną w Iranie brak równowagi na rynku udawało się dotychczas częściowo łagodzić dzięki zapasom. Jednak te zapasy się kurczą.
– Bufory i poduszki bezpieczeństwa są stale wyczerpywane, a zdolność rynku do zamortyzowania tych zakłóceń jest znacznie mniejsza niż na początku – powiedział Mike Wirth podczas konferencji zorganizowanej przez bank inwestycyjny Bernstein.
Sytuacja ta powinna znaleźć odzwierciedlenia także w dynamice cen ropy.
– W ciągu najbliższych kilku tygodni prawdopodobnie zobaczymy, jak ta presja w większym stopniu przekłada się na ceny kontraktów fizycznych na ropę. Spodziewałbym się większego wzrostu cen w czerwcu, a tym bardziej w lipcu – twierdzi szef Chevronu.
bankier.pl
