sobota, 30 maja 2026



Stratedzy banku inwestycyjnego Goldman Sachs podnieśli prognozę dla indeksu S&P 500 na ten rok. Obecnie spodziewają się 17-procentowego wzrostu głównego amerykańskiego indeksu akcji w całym roku, do 8000 punktów. Ich wcześniejsza prognoza była skromniejsza i wynosiła 7600 punktów.

– Dalszy wzrost zysków spółek powinien prowadzić do dalszego wzrostu rynku akcji – twierdzą stratedzy. – Wyższa prognoza dla indeksu odzwierciedla rosnące oczekiwania dotyczące zysków firm z S&P 500 po wyjątkowo silnym sezonie publikacji wyników za pierwszy kwartał.

Nowa prognoza oznacza, że indeks, w porównaniu z czwartkową ceną zamknięcia może wzrosnąć jeszcze o 5,8%. Stratedzy spodziewają się, że zysk na akcję spółek z indeksu w 2026 roku wyniesie 340 USD, czyli o 24% więcej niż rok temu. W 2027 roku wskaźnik ten wzrośnie o kolejne 13%. Jednak relatywne wyceny akcji spółek nie powinny rosnąć.

– Połączenie spowalniającego wzrostu zysków i utrzymującej się niepewności co do przyszłości sztucznej inteligencji oraz sytuacji makroekonomicznej powinno zapobiec gwałtownemu wzrostowi wycen – uważają stratedzy Goldman Sachs. – Nastroje wokół sztucznej inteligencji i stóp procentowych stwarzają ryzyko w obu kierunkach.

Mohamed El-Erian, główny doradca ekonomiczny w Allianz, zwraca uwagę na znikającą premię za ryzyko z inwestycji w akcje w porównaniu z obligacjami.

– Różnica między stopą zwrotu z rynku akcji a rentownością obligacji się zmniejszyła – zacytował Mohamed El-Erian nagłówek z dziennika „Wall Street Journal”.

Chodzi o to, że zmniejszyła się różnica między stosunkiem zysków spółek tworzących indeks S&P 500 do ich kapitalizacji rynkowej a rentownością 10-letnich obligacji skarbowych USA. Wskaźnik ten utrzymuje się ostatnio na poziomie zaledwie nieco powyżej zera.

Oznacza to, że przybliżony potencjalny zwrot z akcji niewiele różni się od zwrotu z niezwykle bezpiecznej inwestycji, jaką są amerykańskie obligacje skarbowe. Główną przyczyną jest spadek cen obligacji wywołany obawami przed inflacją, co podniosło rentowności obligacji na całym świecie.

– Nie ma jednej oczywistej odpowiedzi na pytanie, co w tej sytuacji powinni zrobić inwestorzy. To najlepiej pokazuje, przed jakimi nietypowymi wyzwaniami stają dziś zarządzający portfelami ze względu na zachowanie fundamentów budowy portfela – a konkretnie zmieniające się oczekiwania dotyczące stóp zwrotu, zmienności oraz wzajemnych korelacji – twierdzi ekonomista.

Jeff Currie, mieszkający w Singapurze główny strateg ds. energii w Carlyle, ostrzega, że sytuacja, którą obserwuje na miejscu, wkrótce powtórzy się w Europie i USA. Jego zdaniem oficjalne dane o zapasach wprowadzają w błąd – część ropy musi bowiem na stałe pozostać w zbiornikach, aby zapewnić techniczne minimum niezbędne do funkcjonowania infrastruktury.

    – Obserwowaliśmy gwałtowny wzrost cen produktów naftowych. Paliwo lotnicze wprawdzie potaniało, ale teraz na pierwszym planie jest diesel. Problemy w Singapurze wcale nie zniknęły, a przesunęły się jedynie z paliwa lotniczego na diesel – mówi Jeff Curie.

Europa prawdopodobnie wkrótce zderzy się z problemami o podobnym charakterze, po okresie względnego spokoju, który potrwa jeszcze około miesiąca.

– Wszystkie te zapasy, które są wykorzystywane w USA, z amerykańskiej strategicznej rezerwy ropy, są eksportowane do Europy, więc Europejczycy uważają, że nie mają problemów, ponieważ otrzymują ropę importowaną z USA, ale to nie może trwać wiecznie – mówi Jeff Currie.

Samym Stanom Zjednoczonym również nie uda się uniknąć problemów. 

– W lipcu stanie się to problemem dla USA – prognozuje Jeff Currie.

Podobnego zdania jak Jeff Currie jest Mike Wirth, szef największego amerykańskiego koncernu naftowego Chevron. Według niego wywołany wojną w Iranie brak równowagi na rynku udawało się dotychczas częściowo łagodzić dzięki zapasom. Jednak te zapasy się kurczą.

– Bufory i poduszki bezpieczeństwa są stale wyczerpywane, a zdolność rynku do zamortyzowania tych zakłóceń jest znacznie mniejsza niż na początku – powiedział Mike Wirth podczas konferencji zorganizowanej przez bank inwestycyjny Bernstein.

Sytuacja ta powinna znaleźć odzwierciedlenia także w dynamice cen ropy.

    – W ciągu najbliższych kilku tygodni prawdopodobnie zobaczymy, jak ta presja w większym stopniu przekłada się na ceny kontraktów fizycznych na ropę. Spodziewałbym się większego wzrostu cen w czerwcu, a tym bardziej w lipcu – twierdzi szef Chevronu.

bankier.pl


Według ekonomistów Sandera Tordoira oraz Brada Setsera z londyńskiego Center for European Reform to właśnie Niemcy stały się obecnie epicentrum tak zwanego drugiego chińskiego szoku. Pojęcie to odnosi się do fali taniego, ale coraz bardziej zaawansowanego technologicznie eksportu, który wypycha europejskich graczy z ich tradycyjnych rynków zbytu. Zjawisko to jest widoczne nie tylko w samej Azji, ale również na terenie Europy oraz w państwach trzecich, gdzie niemieckie koncerny dotychczas niepodzielnie dominowały.

Koszty tej transformacji dla rynku pracy są niezwykle wysokie i wciąż rosną. Badacze z Center for European Reform szacują, że w wyniku rosnącej presji ze strony azjatyckiego eksportu niemiecka gospodarka bezpowrotnie straciła już około 400 tysięcy miejsc pracy (tyle dodatkowych miejsc pracy byłoby za Odrą, gdyby nie działania konkurencji z Azji, głównie z Chin). Równolegle obserwuje się niepokojące trendy w samej strukturze wytwarzania dóbr.

(...)

U źródeł tego makroekonomicznego przesunięcia leży specyficzny model wsparcia rodzimego biznesu stosowany przez władze w Pekinie. Autorzy londyńskiego raportu przypominają, że azjatyckie przedsiębiorstwa korzystają z potężnych państwowych subwencji, preferencyjnych linii kredytowych oraz sztucznie zaniżanego kursu krajowej waluty.

Taka struktura zachęt pozwala im na zalewanie globalnych rynków produktami o niezwykle konkurencyjnych cenach, co uderza w kluczowe dla Niemiec sektory, takie jak motoryzacja, budowa maszyn, przemysł chemiczny czy branża lotnicza.

/Przesunięto zasoby z deweloperki, która upada na produkcję przemysłowo-eksportową, przy dalszym "głodzeniu" popytu krajowego; w Chinach - red./

(...)

Relacje handlowe między oboma państwami przechodzą obecnie głęboką transformację strukturalną, która budzi niepokój części analityków. Niemcy, które przez dziesięciolecia traktowały rynki azjatyckie głównie jako chłonnego odbiorcę swoich zaawansowanych produktów, same stają się obecnie stroną zależną technologicznie.

Zjawisko to jest szczególnie widoczne w kluczowym dla niemieckiego PKB sektorze motoryzacyjnym. Jak zauważają eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, branża ta pozostaje głęboko zintegrowana z rynkiem azjatyckim nie tylko pod względem wolumenu sprzedaży, ale przede wszystkim w obszarze łańcuchów dostaw i transferu technologii.

Przykładem tego trendu są niedawne porozumienia zawarte podczas wizyty kanclerza. Koncern Bosch podpisał strategiczną umowę z firmą Nio dotyczącą rozwoju technologii inteligentnych pojazdów elektrycznych. Z kolei giganci tacy jak BMW czy Mercedes-Benz Group nawiązali ścisłą współpracę z chińską spółką Momenta, by wspólnie rozwijać zaawansowane systemy wspomagania kierowcy i jazdy autonomicznej.

Zmianę układu sił widać w oficjalnych statystykach makroekonomicznych. Analizy pokazują, że tradycyjna wymiana handlowa traci na dynamice z perspektywy europejskiej. Tylko w ubiegłym roku niemiecki eksport na chiński rynek skurczył się o prawie 10 proc. rok do roku.

(...)

Władze w Pekinie doskonale zdają sobie sprawę z tej zmieniającej się dynamiki i aktywnie wykorzystują ją w swojej strategii dyplomatycznej. Ośrodek Studiów Wschodnich określa te działania mianem dyplomacji technologicznej. Eksponując swoje osiągnięcia, na przykład poprzez prezentację zaawansowanych robotów humanoidalnych podczas wizyty niemieckiej delegacji w zakładach Unitree w Hangzhou, azjatycki partner buduje wizerunek państwa innowacyjnego.

/Trwa nieustanna medialno-propagandowa, pokazująca "wspaniałe i niebywałe" osiągnięcia ChRL, powtarzana przez niektórych oszołomów krajowych - red./

(...)

Sytuacja ta tworzy poważny dylemat strategiczny dla całej Unii Europejskiej. Ekonomiści z Center for European Reform ostrzegają, że niemiecka klasa polityczna wciąż nie docenia prawdziwej skali problemu i długofalowych konsekwencji obecnych procesów gospodarczych. Ich zdaniem standardowe narzędzia polityki wewnętrznej, takie jak deregulacja czy powolne reformy strukturalne, okażą się całkowicie niewystarczające, aby zatrzymać postępujący proces deindustrializacji kontynentu.

Eksperci londyńskiego think tanku wprost apelują, aby rząd w Berlinie zaczął aktywniej wspierać unijne inicjatywy mające na celu gospodarczą ochronę wspólnego rynku przed nieuczciwą, subsydiowaną konkurencją z zewnątrz. Jednak postawa największych niemieckich korporacji, takich jak Volkswagen, BASF czy Siemens Energy, skutecznie blokuje ten kierunek.

Koncernom tym zależy przede wszystkim na unikaniu jakichkolwiek barier celnych czy wojen handlowych, które mogłyby spotkać się z działaniami odwetowymi i odciąć je od dostępu do kluczowych innowacji oraz gigantycznego rynku zbytu.

Rozdźwięk między instytucjami unijnymi a największą gospodarką Wspólnoty postępuje. Podczas gdy Bruksela stara się opracowywać mechanizmy obronne i promować agendę zmniejszania zależności gospodarczej od zewnętrznych mocarstw, Berlin wybiera drogę pogłębiania bilateralnych relacji. Jak zauważają analitycy OSW, dla azjatyckich partnerów Niemcy stały się w obecnej sytuacji geopolitycznej kluczowym aktorem, który posiada wystarczające wpływy polityczne, aby skutecznie spowalniać wprowadzanie ewentualnych europejskich restrykcji handlowych.

money.pl

Rosną koszty obsługi długu publicznego. W analizie American Institute for Economic Research czytamy, że w maju dług federalny przekroczył 100 procent PKB po raz pierwszy od 1946 r. Zdaniem autorów badania obecna sytuacja różni się od powojennej i jest groźniejsza, ponieważ Stany Zjednoczone mają starzejące się społeczeństwo, rosnące wydatki na programy emerytalne i zdrowotne oraz trwałe deficyty.

W tym samym opracowaniu podkreślono, że rosnące stopy procentowe zwiększają koszt obsługi długu, ponieważ tempo wzrostu gospodarczego nie przewyższa już kosztu finansowania zobowiązań.

(...)

Na wzrost cen, niepewność i niestabilność wpływa sama polityka administracji Donalda Trumpa. Rentowność obligacji, notowania giełdowe, plany przedsiębiorstw zmieniają się jak w kalejdoskopie pod wpływem szybko zmieniających się i często sprzecznych ze sobą sygnałów co do intencji rządu USA. Widzą to nie tylko Amerykanie. Efektem są wyższe koszty importu, rosnące koszty produkcji, a ostatecznie wyższe ceny – pisał niedawno brytyjski "The Guardian".


money.pl


Według ekonomistów Sandera Tordoira oraz Brada Setsera z londyńskiego Center for European Reform to właśnie Niemcy stały się obecnie epicentrum tak zwanego drugiego chińskiego szoku. Pojęcie to odnosi się do fali taniego, ale coraz bardziej zaawansowanego technologicznie eksportu, który wypycha europejskich graczy z ich tradycyjnych rynków zbytu. Zjawisko to jest widoczne nie tylko w samej Azji, ale również na terenie Europy oraz w państwach trzecich, gdzie niemieckie koncerny dotychczas niepodzielnie dominowały.

Koszty tej transformacji dla rynku pracy są niezwykle wysokie i wciąż rosną. Badacze z Center for European Reform szacują, że w wyniku rosnącej presji ze strony azjatyckiego eksportu niemiecka gospodarka bezpowrotnie straciła już około 400 tysięcy miejsc pracy (tyle dodatkowych miejsc pracy byłoby za Odrą, gdyby nie działania konkurencji z Azji, głównie z Chin). Równolegle obserwuje się niepokojące trendy w samej strukturze wytwarzania dóbr.

(...)

U źródeł tego makroekonomicznego przesunięcia leży specyficzny model wsparcia rodzimego biznesu stosowany przez władze w Pekinie. Autorzy londyńskiego raportu przypominają, że azjatyckie przedsiębiorstwa korzystają z potężnych państwowych subwencji, preferencyjnych linii kredytowych oraz sztucznie zaniżanego kursu krajowej waluty.

Taka struktura zachęt pozwala im na zalewanie globalnych rynków produktami o niezwykle konkurencyjnych cenach, co uderza w kluczowe dla Niemiec sektory, takie jak motoryzacja, budowa maszyn, przemysł chemiczny czy branża lotnicza.

/Przesunięto zasoby z deweloperki, która upada na produkcję przemysłowo-eksportową, przy dalszym "głodzeniu" popytu krajowego; w Chinach - red./

(...)

Relacje handlowe między oboma państwami przechodzą obecnie głęboką transformację strukturalną, która budzi niepokój części analityków. Niemcy, które przez dziesięciolecia traktowały rynki azjatyckie głównie jako chłonnego odbiorcę swoich zaawansowanych produktów, same stają się obecnie stroną zależną technologicznie.

Zjawisko to jest szczególnie widoczne w kluczowym dla niemieckiego PKB sektorze motoryzacyjnym. Jak zauważają eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, branża ta pozostaje głęboko zintegrowana z rynkiem azjatyckim nie tylko pod względem wolumenu sprzedaży, ale przede wszystkim w obszarze łańcuchów dostaw i transferu technologii.

Przykładem tego trendu są niedawne porozumienia zawarte podczas wizyty kanclerza. Koncern Bosch podpisał strategiczną umowę z firmą Nio dotyczącą rozwoju technologii inteligentnych pojazdów elektrycznych. Z kolei giganci tacy jak BMW czy Mercedes-Benz Group nawiązali ścisłą współpracę z chińską spółką Momenta, by wspólnie rozwijać zaawansowane systemy wspomagania kierowcy i jazdy autonomicznej.

Zmianę układu sił widać w oficjalnych statystykach makroekonomicznych. Analizy pokazują, że tradycyjna wymiana handlowa traci na dynamice z perspektywy europejskiej. Tylko w ubiegłym roku niemiecki eksport na chiński rynek skurczył się o prawie 10 proc. rok do roku.

(...)

Władze w Pekinie doskonale zdają sobie sprawę z tej zmieniającej się dynamiki i aktywnie wykorzystują ją w swojej strategii dyplomatycznej. Ośrodek Studiów Wschodnich określa te działania mianem dyplomacji technologicznej. Eksponując swoje osiągnięcia, na przykład poprzez prezentację zaawansowanych robotów humanoidalnych podczas wizyty niemieckiej delegacji w zakładach Unitree w Hangzhou, azjatycki partner buduje wizerunek państwa innowacyjnego.

/Trwa nieustanna medialno-propagandowa, pokazująca "wspaniałe i niebywałe" osiągnięcia ChRL, powtarzana przez niektórych oszołomów krajowych - red./

(...)

Sytuacja ta tworzy poważny dylemat strategiczny dla całej Unii Europejskiej. Ekonomiści z Center for European Reform ostrzegają, że niemiecka klasa polityczna wciąż nie docenia prawdziwej skali problemu i długofalowych konsekwencji obecnych procesów gospodarczych. Ich zdaniem standardowe narzędzia polityki wewnętrznej, takie jak deregulacja czy powolne reformy strukturalne, okażą się całkowicie niewystarczające, aby zatrzymać postępujący proces deindustrializacji kontynentu.

Eksperci londyńskiego think tanku wprost apelują, aby rząd w Berlinie zaczął aktywniej wspierać unijne inicjatywy mające na celu gospodarczą ochronę wspólnego rynku przed nieuczciwą, subsydiowaną konkurencją z zewnątrz. Jednak postawa największych niemieckich korporacji, takich jak Volkswagen, BASF czy Siemens Energy, skutecznie blokuje ten kierunek.

Koncernom tym zależy przede wszystkim na unikaniu jakichkolwiek barier celnych czy wojen handlowych, które mogłyby spotkać się z działaniami odwetowymi i odciąć je od dostępu do kluczowych innowacji oraz gigantycznego rynku zbytu.

Rozdźwięk między instytucjami unijnymi a największą gospodarką Wspólnoty postępuje. Podczas gdy Bruksela stara się opracowywać mechanizmy obronne i promować agendę zmniejszania zależności gospodarczej od zewnętrznych mocarstw, Berlin wybiera drogę pogłębiania bilateralnych relacji. Jak zauważają analitycy OSW, dla azjatyckich partnerów Niemcy stały się w obecnej sytuacji geopolitycznej kluczowym aktorem, który posiada wystarczające wpływy polityczne, aby skutecznie spowalniać wprowadzanie ewentualnych europejskich restrykcji handlowych.

money.pl


Putin stwierdził 29 maja na konferencji prasowej z dziennikarzami, że siły rosyjskie każdego dnia posuwają się we wszystkich kierunkach, tak że tylko Rosja ma “prawo”, aby powiedzieć, że wojna dobiega końca, i zasugerował, że wojna Rosji zmierza w kierunku dokończenia swoich celów. Twierdzenie Putina sugeruje, że Rosja zajmuje tak silną pozycję na polu bitwy, że Ukraina będzie musiała zgodzić się na żądania Rosji dotyczące zakończenia wojny. Twierdzenia Putina ignorują różne sukcesy Ukrainy na polu bitwy, w tym znaczne spowolnienie tempa natarcia Rosji, niedawne wyzwolenie przez Ukrainę większego terytorium niż siły rosyjskie zajęte w kwietniu 2026 r. oraz dojrzewającą kampanię uderzeniową średniego i dalekiego zasięgu. ISW oceniło niedawno, że powtarzające się wyolbrzymianie przez rosyjskie dowództwo wojskowe sukcesów rosyjskiej armii w terenie prawdopodobnie dało Putinowi fałszywe postrzeganie sytuacji na polu bitwy. Te przesady prawdopodobnie prowadzą Putina do przekonania, że jego siły mogą osiągnąć jego cele w perspektywie krótko- i średnioterminowej, mimo że w 2026 r. wyniki Rosji na polu bitwy stale spadały.

(...)

Szef władz okupacyjnych Krymu Siergiej Aksyonow ogłosił 29 maja, że rosyjskie (...) władze ograniczą sprzedaż benzyny AI-95 na (...) Krymie do nie więcej niż 20 litrów (5,283 galona) na osobę dziennie, począwszy od 30 maja. 30 maja rosyjska opozycyjna Meduza poinformowała, że ukraińskie strajki spowodowały zakłócenia na autostradzie M-14 Rostów-Krym (którą rosyjscy urzędnicy (...) określają jako autostradę R-280), powodując następnie niedobory paliwa na okupowanym Krymie. Meduza zauważył, że niedobory paliwa spowodowały już powstanie długich linii przez stacje benzynowe na (...) Krymie.

(...)

Ukraińska grupa partyzancka z siedzibą na Krymie - Atesz, poinformowała 30 maja, powołując się na źródło informacji poufnych w rosyjskim ugrupowaniu sił Dniepru, że siły rosyjskie przenoszą wyszkolone oddziały obserwacyjne dronów i elektroniczny sprzęt bojowy z bliżej nieokreślonych pozycji na linii frontu, aby wesprzeć rosyjską logistykę wojskową wzdłuż autostrady M-14 Rostów-Krym. Atesz poinformował, że rosyjskie dowództwo wojskowe wprowadziło politykę wymagającą, aby rosyjskie konwoje wojskowe podróżujące autostradą M-14 podróżowały nocą i przy złej pogodzie, pokonywały nie mniej niż 120 kilometrów na godzinę i włączały osobę z detektorem dronów do każdego pojazdu. Przesunięcia te, jeśli są prawdziwe, prawdopodobnie w dalszym ciągu będą wspierać ukraińskie wysiłki na rzecz osiągnięcia taktycznej dominacji dronów w sektorach pierwszej linii frontu.

understandingwar.org


Dziennik zaznacza też, że amerykański wiceprezydent jest znany z obsesyjnego wręcz przewijania ekranu swojego telefonu oraz bezpośredniego odpowiadania w mediach społecznościowych swoim krytykom. Zachowania te miały skłonić szefową sztabu Białego Domu, Susie Wiles, do upomnienia Vance'a i nakazania mu ograniczenia aktywności w internecie, argumentując, że publiczne spory w mediach społecznościowych nie przystają do urzędu wiceprezydenta.

Niepewną przyszłość polityczną J.D. Vance'a potwierdza również niedawna wypowiedź Donalda Trumpa, który zapytany o to, kto najlepiej nadaje się do dalszego kontynuowania jego polityki, odpowiedział enigmatycznie: "Ktokolwiek to przejmie, będzie miał ogromne znaczenie. A gdyby trafiła się niewłaściwa osoba — katastrofa".

onet.pl


W tym tygodniu organizacja Freedom 250, której powstanie ogłosił w ubiegłym roku Trump, przedstawiła pierwszą grupę artystów, mających wystąpić podczas wydarzenia. Znaleźli się wśród nich: Martina McBride, Bret Michaels, Young MC, Morris Day&The Time, The Commodores, Vanilla Ice i Flo Rida. Od tamtej pory niektórzy z nich odwołali udział. Część zrezygnowała, tłumacząc to obawami o polityczne powiązania wydarzenia.

Trump w sobotnim wpisie skrytykował wykonawców i zasugerował, że sam może wystąpić z przemówieniem podczas obchodów.

"Rozumiem, że artyści dostają "tremy" w związku ze swoim występem (...), dlatego zastanawiam się nad sprowadzeniem Największej Atrakcji na świecie - człowieka, który przyciąga znacznie większą publiczność niż Elvis w szczytowym okresie swojej kariery, i robi to bez gitary; człowieka, który kocha nasz kraj bardziej niż ktokolwiek inny; oraz człowieka, którego niektórzy uważają za najlepszego prezydenta w historii - DONALDA J. TRUMPA, aby zastąpił tych wysoko opłacanych, trzeciorzędnych "artystów" i wygłosił wielkie przemówienie, mobilizując kraj do dalszego działania, tak jak robiłem to przez cały okres mojej prezydentury!" - napisał Trump w swoim serwisie społecznościowym Truth Social.

"Dlatego, za pośrednictwem tego wpisu na TRUTH, polecam moim przedstawicielom sprawdzenie możliwości zorganizowania (...) w Waszyngtonie, o tej samej godzinie i w tym samym miejscu, wiecu pod hasłem "AMERICA IS BACK" (Ameryka wróciła). Zaproszeni będą wyłącznie wielcy patrioci - będzie to dzikie i piękne święto Ameryki!" - przekazał prezydent.

PAP