czwartek, 9 lipca 2026



W Ankarze sojusznicy i sekretarz generalny powtórzyli manewr z ubiegłorocznego szczytu w Hadze, który pozwolił ogłosić stronie amerykańskiej sukces w postaci przyjęcia celu wydatków na poziomie 5% PKB. W stolicy Turcji sojusznicy koncentrowali się zatem na eksponowaniu pokaźnych wzrostów nakładów na obronę, efektów rozbudowy współpracy przemysłowej i nowych kontraktów zbrojeniowych. W ten sposób częściowo udało się zatrzeć poważne napięcia w relacjach transatlantyckich związane m.in. z amerykańską presją w kwestii Grenlandii i niedostatecznym z perspektywy Waszyngtonu wsparciem europejskich sojuszników dla działań przeciw Iranowi. Choć Trump na konferencjach prasowych powtórzył krytykę pod adresem sojuszników, dyskusja na Radzie Północnoatlantyckiej miała być konstruktywna. Na współpracę w ramach NATO wpłynie jednak zapowiedziane przez USA zmniejszenie ich wkładu w regionalne plany obronne Sojuszu (...), oznaczające przyśpieszoną redukcję sił i środków przypisanych do obrony Europy.

(...)

Sojusznicy europejscy i Kanada pozostają na wyraźnej trajektorii wznoszącej w zakresie wydatków obronnych, choć wzrost ten jest nierównomierny. Ogółem wydatki obronne Europy i Kanady zwyżkowały w 2025 r. o 19% rok do roku (nominalnie o 139 mld dolarów), a w okresie 2022–2026 o niemal 120%.

Na szczycie w Hadze w 2025 r. sojusznicy przyjęli nowy cel wydatków obronnych – 5% PKB rozłożone na 3,5% wydatków stricte obronnych i 1,5% okołoobronnych (...). W 2026 r. średnia dla Europy i Kanady w pierwszej kategorii wynosi 2,53%, a w drugiej 1,4% PKB. Według szacunków NATO cel 3,5% PKB już w 2026 r. osiągnie pięciu sojuszników – Estonia, Grecja, Łotwa, Litwa i Polska.

Rosnące wydatki obronne mają pozwolić na zrealizowanie przyjętych w 2025 r. celów rozwoju zdolności dla poszczególnych państw członkowskich, a tym samym umożliwić europejskim sojusznikom przejęcie od USA głównego ciężaru odpowiedzialności za obronę. Nadal jednak widoczny jest geograficzny dysparytet w europejskich inwestycjach w obronność między państwami położonymi bliżej Rosji a resztą. W 2026 r. państwa regionu Morza Bałtyckiego (Niemcy, Polska, państwa nordyckie i bałtyckie) wydadzą łącznie ok. 281 mld dolarów, tj. niespełna 40% ogółu wydatków „europejskiego NATO” (jeśli doliczyć do tego zaangażowane w regionie Holandię i Wielką Brytanię, otrzymamy niemal 60%).

Dalsze wzrosty wydatków obronnych w wielu państwach stoją pod znakiem zapytania ze względu na sytuację budżetową. Stąd poszukiwanie nowych pozabudżetowych źródeł finansowania programów zbrojeniowych. (...) W Ankarze obecni byli przedstawiciele największych banków obszaru euroatlantyckiego, które planują zintensyfikowanie akcji kredytowej oraz inwestycji kapitałowych w sektorze obronnym.

Szczyt NATO w Ankarze pokazał, że w zakresie współpracy zbrojeniowej sojusznicy przechodzą od deklaracji i planowania do fazy implementacji. Spotkanie było też okazją do ogłoszenia licznych nowych mniejszych projektów dwu- i wielostronnych oraz koalicji zakupowych, a także narodowych programów modernizacyjnych. Celem gospodarza, Turcji, była promocja rodzimego przemysłu obronnego oraz przekonanie USA do zniesienia sankcji na współpracę w tym sektorze, w tym powrót do programu F-35.

Przy okazji Forum Przemysłowego ogłoszono istotne decyzje dotyczące rozwoju wielonarodowych zdolności o znaczeniu ogólnosojuszniczym. Do floty samolotów tankowania w powietrzu (A330 MRTT), których liczba osiągnie wkrótce 10 z zaplanowanych 12 sztuk, dołączyła Finlandia. Powstaną też nowe wspólne floty: samolotów transportowych A400M (finansowanie zapewnią Belgia, Chorwacja, Francja, Hiszpania, Polska, Turcja i Wielka Brytania), bezzałogowców rozpoznania morskiego MQ-4C Tryton (finansowanie do pięciu sztuk zapewnią Dania, Finlandia, Niemcy i Norwegia) oraz samolotów wczesnego ostrzegania AWACS Saab GlobalEye, które zastąpią wysłużone natowskie maszyny E-3 Sentry (finansowanie do 10 sztuk zapewnią Belgia, Kanada, Dania, Niemcy, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Holandia, Norwegia i Rumunia). Są to ważne zdolności domeny powietrznej, w szczególności w kontekście planów wycofywania ich odpowiedników z natowskiego planowania obronnego przez USA. Do istotnych projektów należy też inicjatywa dronowa (NATO Drone Edge). Przewiduje ona alokowanie 40 mld dolarów w zdolności do zwalczania dronów w ciągu najbliższych pięciu lat. W jej ramach sojusznicy zobowiązali się do pięciokrotnego zwiększania liczby szkolonych operatorów dronów do końca 2027 r. Dodatkowo zapowiedziano zakup 700 pocisków PAC-2 i 200 PAC-3 przez Agencję Wsparcia i Zamówień NATO.

Równie ważne były umowy zawarte z amerykańskim przemysłem obronnym w sprawie przenoszenia produkcji do Europy. W Niemczech uruchomiona ma zostać produkcja pocisków balistycznych ATACMS (Rheinmetall/Lockheed Martin). Ponadto zapowiedziano włączanie europejskich dostawców do łańcucha produkcji pocisków powietrze–powietrze AMRAAM oraz utworzenie europejskiego centrum serwisowego rakiet PAC-3 (USA, Polska, Niemcy, Holandia i Szwecja). Dzień przed szczytem Polska Grupa Zbrojeniowa i amerykański Anduril Industries podpisały porozumienie dotyczące utworzenia w Polsce linii finalnego montażu niskokosztowych pocisków manewrujących Barracuda-500.

Postanowienia szczytu w Ankarze są korzystne dla Ukrainy. Europa, która niemal w pełni utrzymuje zagraniczne wsparcie militarne dla Kijowa, zabezpieczyła jego stabilne finasowanie na lata 2026–2027. Wzrośnie ono z 40 mld do 70 mld euro. Dodatkowe 30 mld pochodzić będzie z unijnej pożyczki dla Ukrainy. Szczyt NATO poprzedziły dyskusje na temat konieczności bardziej równomiernego rozłożenia nakładów na pomoc Ukrainie pomiędzy europejskimi sojusznikami. W 2025 r. jej jedną trzecią dostarczyły państwa nordyckie. Z kolei najhojniejszy darczyńca (11,5 mld euro w br.) – RFN – postulował zwiększenie transparentności donacji.

Niezwykle istotnym mechanizmem wsparcia Ukrainy są zakupy uzbrojenia przez europejskich sojuszników, Kanadę, Japonię, Australię i Nową Zelandię w amerykańskim przemyśle w ramach utworzonego w 2025 r. mechanizmu Prioritised Ukraine Requirements List (PURL). Obecnie PURL finansuje ok. 70% pocisków do systemów obrony powietrznej Patriot i ok. 90% do innych systemów, a także pociski do systemów artyleryjskich HIMARS. W 2025 r. w ramach PURL zadeklarowano 4 mld dolarów. Na 2026 r. planowano zebrać 15 mld dolarów, jednak deklaracje z pierwszej połowy roku opiewają na zaledwie 3 mld. Do końca marca br. zrealizowano wpłaty w wysokości 4,15 mld.

NATO nieprzerwanie kontynuuje adaptację struktury swoich sił w regionie nordycko-bałtyckim. Jeszcze przed szczytem ogłoszono, że dowództwo korpusu niemiecko-holenderskiego (1 GNC) od lipca przejmuje odpowiedzialność za kierowanie obroną Estonii i Łotwy, podczas gdy dowództwo korpusu w Szczecinie (MNC NE) skoncentruje się na działaniach w Polsce północnej i na Litwie. W Ankarze Kanada ogłosiła, że zostanie trzecim państwem ramowym – obok Łotwy i Danii – dowództwa Wielonarodowej Dywizji Północ (MND N). Dodatkowo przedstawiciele państw bałtyckich poinformowali, że zmianie ulegnie status misji nadzoru ich przestrzeni powietrznej (BAP). Stanie się ona misją obronną, co oznacza większą swobodę i ujednolicenie zasad użycia siły w przypadku naruszeń przestrzeni powietrznej. Po posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej sekretarz generalny ogłosił również, że podjęto decyzję w sprawie newralgicznej dla logistyki paliwowej rozbudowy sojuszniczego systemu rurociągów (NATO Pipeline System) na wschodnią flankę (...).

osw.waw.pl


Do 27 czerwca spór polsko-ukraiński eskalował w rejestrze czysto symbolicznym i bilateralnym: dekret o „bohaterach UPA", odebranie Orderu Orła Białego, odesłanie orderu, zwrot polskiego odznaczenia przez ambasadora Ukrainy. Każdy ruch miał kontrę, a ukraińskie media grały rejestr godnościowy, z rekordowym postem tygodnia orderowego: „Nie po to Ukraina przyjęła bój od Rosji, która uzasadniała inwazję pretensjami historycznymi, żeby dziś inne kraje dyktowały nam..." (30,6 tys. interakcji).

28 czerwca spór zmienia adres. Grupa EKR wnosi o debatę i rezolucję ws. „ludobójstwa UPA", a w kolejnych dniach EPL negocjuje własną, kompromisową poprawkę do raportu akcesyjnego. Od tego momentu każda kolejna eskalacja symboliczna Kijowa miała już wymierną cenę: nie polską kontrę, lecz zapis w dokumencie oceniającym drogę Ukrainy do UE. I od tego momentu eskalacja ustaje. Panteon, uchwalony 1 lipca, był procedowany wcześniej i pozostał ostatnim aktem; przez cały okres prac PE nad poprawkami Kijów nie dołożył ani jednego nowego gestu.

Ślad mechanizmu widać w strukturze ram. W tygodniu, w którym sprawa trafia do PE, rama akcesyjna skacze w ukraińskich mediach z 3,5% do 16,7% interakcji: media relacjonują wypowiedź Władysława Kosiniaka-Kamysza, że „z Banderą Ukraina do Unii Europejskiej nie wejdzie", oraz warunki wicepremiera ws. kultu OUN. Ukraiński czytelnik po raz pierwszy dostaje spór o UPA opakowany nie jako polską histerię, lecz jako zagrożenie dla akcesji. Po głosowaniu rama rośnie do 22,9%.

Charakterystyczne jest też, jak ukraińskie media relacjonują samo głosowanie: proceduralnie i bez podjęcia rękawicy. Ukraińska Prawda w najsilniejszym poście o rezolucji akcentuje, że punkt o UPA „włączono za propozycją polskich deputowanych", hromadske poprzestaje na cytacie o podważaniu stosunków sąsiedzkich. Zero polemiki, zero mobilizacji godnościowej, która jeszcze dwa tygodnie wcześniej dawała posty po 30 tys. interakcji. To jest właśnie pauza taktyczna w praktyce redakcyjnej: temat się odnotowuje, ale się go nie gra.

Sekwencja z 8 lipca domyka mechanizm. Rano PE głosuje poprawkę EPL, przyjętą miażdżącą większością (za piątą częścią 592 głosy). Tego samego dnia, na marginesie szczytu NATO, Zełenski po raz pierwszy od kryzysu orderowego siada z Nawrockim, a jego komunikat po spotkaniu jest wzorcową deeskalacją: „zagrożenie mamy jedno i wspólne: to Rosja", rozmowa „ważna i potrzebna". Spotkanie odbywa się przy pełnej świadomości Kijowa, że w Parlamencie Europejskim właśnie zapada zapis o „niepotrzebnej i niesprowokowanej eskalacji", i czyta się jako sygnał adresowany nie tylko do Warszawy, ale i do PE: Ukraina schodzi z kursu kolizyjnego.

plukrpe100726.netlify.app


Według rozeznania Delegatury Rządu na Kraj na początku 1944 roku siły UPA miały wynosić około 40 tys. osób. Oczywiście aparat propagandowy OUN-UPA z właściwą sobie przesadą głosił, że „Jest nas milion!” - co, biorąc pod uwagę ukraińską ludność Galicji i Wołynia, na której UPA bazowała, werbunek do SS „Galizien” i innych formacji kolaboranckich, przymusowy nabór młodzieży do robót w Niemczech oraz wcześniejszą mobilizację, dokonaną w 1941 roku przez władze radzieckie - jest nieprawdopodobne.

(...)

Prawdą jest natomiast, że UPA dysponowała nadmiarem broni i amunicji, w którą zaopatrywała się różnymi sposobami. Posiadała polską broń z 1939 roku, radziecką z rozbitych armii, włoską, węgierską, słowacką oraz niemiecką uzyskaną półlegalnie lub po prostu kupioną. Miała własną artylerię oraz pewną liczbę czołgów, rusznikarnie, warsztaty naprawcze i wytwórnie min, granatów, a nawet moździerzy (derkaczy).

Tak stosunkowo liczna (ok. 40 tys.), uzbrojona i hojnie przez hitlerowców (o czym szerzej za chwilę) wyposażona UPA stała się w niektórych rejonach Ukrainy Zachodniej jedyną władczynią terenu. „Tam, gdzie stały gęsto bandy banderowskie - pisze P. Werszyhora w innej swej pracy pt. Operacja San-Wisła (Warszawa 1968) - drobne grupy partyzantów (radzieckich) prawie nie mogły działać. Dobrze znając miejscowość, mając we wszystkich wioskach agentów i łączność, bandyci zręcznie i bezlitośnie likwidowali nasze drobniejsze grupy(...)”. Banderowcy w krótkim czasie rozprawili się także z dotychczas pozostającym przy życiu aktywem radzieckim. „Cały były radziecki aktyw zlikwidowany” - donosił 17 kwietnia 1944 roku z Wołynia dowódca zgrupowania partyzanckiego I.A. Artiuchow. Z tej samej informacji dowiadujemy się, że banderowcy likwidowali nie tylko aktywistów radzieckich narodowości ukraińskiej i ich rodziny, ale także rodziny tych osób, które gościły w swoich domach partyzantów radzieckich. Komentując to wydarzenie, banderowiec Borys Łewyćkyj pisze: „Działania UPA skierowane przeciw komunistycznym partyzantom, których rola w walce przeciwko niemieckim oddziałom z każdym miesiącem zwiększała się, przyniosły znaczny uszczerbek radzieckim operacjom militarnym. W konkurencyjnej walce ... silniejsze oddziały UPA zwyciężały w walkach z małymi komunistycznymi grupami partyzanckimi”.

UPA najhałaśliwiej reklamowała się wśród Ukraińców jako wróg Polaków. Uważając między innymi polskie powiaty hrubieszowski, włodawski i chełmski za „integralną część wolnej Ukrainy”, banderowcy w swej ulotce pisali: „Będziemy dążyć do tego (podobnie jak na Wołyniu i w Galicji - E.P.), by raz na zawsze pozbyć się z naszych ziem wrogiej polskiej ludności, która przeszkadza nam w walce z bolszewikami ... . A więc rzeź! I to było szczere i prawdziwe.

Edward Prus - Atamania UPA


Na Kubaniu olej napędowy można znaleźć przy federalnej trasie M4, a ludzie są zmuszeni nocować na stacjach benzynowych w oczekiwaniu na cysterny — mówi rolnik pracujący w tym regionie. Jednocześnie na stacjach benzynowych obowiązują limity — 100 lub 200 l na osobę, podczas gdy jeden kombajn zużywa podczas jednej zmiany nawet 300 l paliwa. — Wielu nie ryzykuje wyjazdu na żniwa bez pewności, że paliwo zostanie dostarczone na pole — opowiada rozmówca magazynu "Forbes".

Na Krymie, który stał się epicentrum kryzysu paliwowego, maszyny "po prostu stoją bez ruchu" — poinformował przedstawiciel organizacji działającej na półwyspie. W obwodzie rostowskim, gdzie co roku zbiera się około 10 mln t zboża, rolnicy już mówią o możliwej utracie nawet 15 proc. plonów — opowiada Władimir Pokład, dyrektor ds. doradztwa w zakresie zarządzania w grupie Delowoj Profil.

Z powodu ataków na rafinerie, którym w ciągu ostatnich dwóch miesięcy uległy wszystkie z 10 największych zakładów rafineryjnych, produkcja oleju napędowego w Rosji spadła o prawie 40 proc., a wykorzystanie mocy przerobowych rafinerii spadło do najniższego poziomu od początku lat 2000.

W obwodzie swierdłowskim sytuacja jest krytyczna — powiedział magazynowi "Forbes" pracownik regionalnego przedsiębiorstwa rolnego. — Zapasy paliwa wystarczą na miesiąc, a co będzie potem — nikt nie wie. Na razie urzędnicy tylko sporządzają niekończącą się liczbę tabel z harmonogramami zapotrzebowania i możliwości w zakresie paliwa, i to wszystko — narzeka. — Wszyscy rozumieją, że jeśli nie zbierzemy plonów, będzie koszmar. Ale nikt nie wie, jak konkretnie pomóc — dodaje.

W Jakucji obowiązują ograniczenia — do 200 l oleju napędowego na osobę. Jednak ogromne terytoria republiki nie pozwalają producentom "jeździć" traktorami na odległość 200-300 km po paliwo, którego ledwo wystarczy na jeden dzień pracy — narzeka dyrektor wykonawcza Stowarzyszenia "Narodowy Rolnik Jakucji" Maja Gulajewa.

Dla małych i średnich gospodarstw, które nie dysponują własnymi zapasami paliwa, sytuacja jest jeszcze gorsza. — Zapasy oleju napędowego wystarczają jedynie na 14 dni prac polowych, co zmusza do kupowania paliwa na rynku wtórnym po zawyżonych cenach — mówi Pokład.

Problem z paliwem pogłębia fakt, że zbiory trzeba przeprowadzić dosłownie w ciągu tygodnia — 10 dni od momentu dojrzewania ziarna — zauważa dyrektor centrum analitycznego SovEcon Andriej Sizow. Jeśli się nie zdąży, ziarno zacznie się wysypywać, a jeśli pojawią się deszcze, kombajny po prostu nie będą mogły wyjechać na pole — tłumaczy.

onet.pl\The Moscow Times