poniedziałek, 17 sierpnia 2026



Wpis prezydenta Zełenskiego w rocznicę Bitwy Warszawskiej👇dobrze pokazuje ewolucję ukraińskiej polityki historycznej w ostatniej dekadzie.

Kijów odwołuje się teraz do ukraińskiego wsparcia dla Polski w wojnie z sowiecką Rosją w 1920 r. Rzeczywiście 16-tysięczne siły ukraińskie odegrały ważną rolę w obronie Zamościa przed bolszewicką Armią Konną  gen. Budionnego i strategicznie ważnej granicy z Rumunią.

Tymczasem do 2016 r. w Kijowie (podobnie jak wielu innych miastach Ukrainy) istniały aż trzy ulice Budionnego. Teraz to ul. Wasyla Kuka (ostatni przywódca UPA), Iwana Bohuna (jeden z przywódców Powstania Chmielnickiego) i Chlebowa.

Aż do 2017 r. pod Oleskiem, niedaleko Lwowa, istniał monumentalny pomnik Armii Konnej (ciekawy artystycznie👇), która przecież złupiła Galicję. Siłą inercji przetrwał 26 lat ukraińskiej niepodległości.

Ukraińska polityka historyczna wciąż ewoluuje.

Wyzwaniem na przyszłość pozostaje znalezienie narracji o tych Ukraińcach (większość), którzy po 1917 r. wybrali komunizm zamiast tworzenia niepodległego państwa oraz miejsca dla milionów Ukraińców w Armii Czerwonej, w tym w Armii Konnej. 

Dobrym studium przypadku jest jej 6. Dywizja na czele z urodzonym pod Odessą Semenem Tymoszenką (potem marszałek i minister obrony ZSRR), która w 1920 r. szturmowała Zamość. Bronił go Marko Bezruczko, urodzony pod Zaporożem. Dwóch Ukraińców po dwóch stronach frontu (o ich żołnierzach nie mówiąc).

x.com/W_Kononczuk


Paradoks polega na tym, że obie największe partie w duopolu są ofiarami dezinformacji. To nie jest tylko tak, że dostaje jedna strona. Jeżeli prezes Prawa i Sprawiedliwości otwiera dzisiaj sondaże i widzi, że mu ubywa, to nie ubywa mu dlatego, że nagle coś się wydarzyło — zastrzega Michał Fedorowicz, analityk internetu, współzałożyciel organizacji analitycznej i badawczej Res Futura.

— Ubywa mu, bo rośnie Konfederacji — stwierdza prowadząca podcast Magdalena Rigamonti.

— Jest coś więcej. Ubywa mu tylko i wyłącznie dlatego, że jego partia [...] pada ofiarą dezinformacji jeszcze większej niż Koalicja Obywatelska. Dlatego, że główną narracją partii i środowisk skrajnych jest, że to PiS doprowadził do tej sytuacji — mówi Fedorowicz, mając na myśli przyjęcie przez Polskę uchodźców z Ukrainy. Jego zdaniem Ukraińców otacza obecnie "czarna magma złych emocji".

"Nikt nie wygra z taką eskalacją emocji w mediach społecznościowych"

To według niego dla PiS fatalna sytuacja. — Nie będzie żadnego efektu Czarnka. Nie będzie efektu nikogo. Politykom Prawa i Sprawiedliwości po rozpadzie wydaje się, że będą się z kimś licytować. Nie mają na to kwitów. Mało tego, nie mają dzisiaj nawet możliwości rozmowy z tymi ludźmi [dawnymi wyborcami PiS — przyp. red.], bo oni są już dawno gdzie indziej. Dawno przeszli na drugą stronę — mówi Fedorowicz.

Analityk uważa, że główne siły polityczne muszą uporządkować sytuację w polskim internecie. Jego zdaniem jest on w tym momencie zdominowany przez siły, nie zawsze anonimowe, które prowadzą działalność wrogą wobec państwa polskiego i podważają fundamenty jego bezpieczeństwa. — [Uporządkowanie tego] jest w interesie głównych partii politycznych, ale też w interesie klasy politycznej ogólnie pojętej — mówi Fedorowicz.

(...)

I przypomina sytuację z lutego 2022 r. — Grupy, konta, profile, kanały antyszczepionkowe. Setki tysięcy ludzi w tych grupach. Pamiętamy sondaże, blisko połowa badanych mówiła, że [szczepionki to] trucizna, śmierć itd. A na początku [pandemii COVID-19 — przyp. red.] praktycznie wszyscy uznawali, że tylko wariaci mówią, że szczepionki [to trucizna]. I te konta z dnia na dzień, a właściwie w nocy zmieniły się na konta, które zaczęły wspierać [...] agresję Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. I teraz co będzie, jeżeli te setki grup nagle zaczną mówić, że w sumie to nie powinniśmy...

— Np. że nie powinniśmy bronić się przed Rosją? — pyta Magdalena Rigamonti.

— Na przykład — przyznaje Fedorowicz. — I teraz: albo nastąpi w tej sprawie pewien rodzaj zgody politycznej, albo wszyscy stracą. I to nieważne, czy to będzie premier, prezydent, szef opozycji, ministrowie itd. Nikt, powtarzam, nikt z taką eskalacją emocji w mediach społecznościowych nie wygra. Bo im na samym końcu chodzi tak naprawdę, żeby polska klasa polityczna przestała zarządzać naszym krajem. I do tego są prowadzone [działania].

— Ukraińców możemy podmienić na kogoś innego. Zobaczmy, jaki jest wizerunek Polski w mediach społecznościowych w Niemczech: piesek NATO, który szczeka i który chce wojny. Róbmy wszystko, żeby im jak najszybciej odciąć fundusze unijne. Róbmy wszystko, żeby nie dostali w ogóle broni, bo tylko prowokują. Musimy się jak najszybciej dogadać z Rosją, bo piesek NATO, piesek Amerykanów absolutnie chce wojny — opisuje narrację o Polsce Fedorowicz. Wskazuje to jako przykład, jak łatwo odwraca się narracje w mediach społecznościowych. Przestrzega, że w momencie kryzysu może się to wydarzyć w Polsce.

— Widzimy dzisiaj problem systemowy. Jest masa instytucji, masa think tanków, masa grantów. Walczymy z dezinformacją... My palimy bez sensu te pieniądze, wydając je na walkę z dezinformacją. Widzę frustrację ludzi, którzy się tym zajmują [...] i którzy walczą z wiatrakami. Co z tego, że oni powiedzą, że to konto to fejk, jak ono produkuje cały czas fejki i nikt nie jest w stanie go zamknąć. Więc nie chodzi o to, żeby walczyć z dezinformacją dla samego pokazywania w nieskończoność, że ktoś kłamie — mówi Fedorowicz.

— Mamy kampanię wyborczą, co prawda nie ogłoszoną, ale rozpoczętą. Temat stosunku do Ukraińców to będzie temat przewodni tej kampanii. Jest tak — i to też wynika z raportu Res Futura, Centrum Mieroszewskiego i Press Club Polska — że ten, kto jest przeciwko Ukraińcom, to jest też antyrządowy — zauważa Rigamonti.

— Tak, to wybór ideologiczny — odpowiada Fedorowicz. — Kampania w mediach społecznościowych w 2027 r. będzie kampanią szaloną — dodaje.

— "Szalona" to słowo, które można różnie interpretować. To będzie armagedon? Nigdy takiej nie było? — dopytuje Rigamonti.

— Spójrzmy sobie z technicznego punktu widzenia. To będzie kampania już na doładowaniu AI, sztucznej inteligencji, LLM-ów [wielkich modeli językowych — przyp. red.]. Tak naprawdę to będzie taka prawdziwa kampania mechaniczna. 

(...)

Jak w takim otoczeniu będzie wyglądała kampania wyborcza? — Po pierwsze, to będzie kampania 30 mln ekraników, tak byśmy to nazwali. To znaczy, nie będzie jednej, całej kampanii. Jeżeli jakikolwiek sztab myśli, że zrobi jakąś jedną linię kampanijną, to jest w błędzie. Już 2025 r. pokazał, że każdy ma swoją kampanię na dwóch dominujących mediach społecznościowych — mówi Fedorowicz. — To będzie kampania rozproszona. Każdy będzie czerpał informacje ze swoich źródeł. Po drugie, nie będzie to kampania o przekonywaniu. Będzie to kampania o budowaniu emocji. To już widzieliśmy w 2025 r. w czasie wyborów prezydenckich. Nie będzie rozmowy, będzie kampania o performance'ach, o występach, o tym, kto komu bardziej, kto lepiej klika, kto jest bardziej epicki, a kto jest śmieszny — opisuje Fedorowicz.

— Tylko gdzie w tym Ukraińcy? — pyta Rigamonti.

— Ukraińcy będą tą kartą, która będzie oznaczała: jeżeli jesteś za Ukrainą, to tak naprawdę nie jesteś Polakiem, popierasz "Niemca Tuska", chcesz, żeby polskie państwo upadło itd. Ukraińcy będą jednym z tych głównych czterech-pięciu tematów kampanii — mówi Fedorowicz. I wymienia kolejne, choć zastrzega, że nie układa ich w kolejności ze względu na ich znaczenie. — Zielony Ład i tematy energetyczne to dwa. Tu będą też rachunki. Do tego wszystkiego dochodzi nam paliwo itd. Trzy to są kwestie dotyczące naszego bezpieczeństwa, ale bezpieczeństwa opisanego właśnie przez stosunek do Ukrainy. I cztery — to będą tematy dotyczące służby zdrowia i w ogóle polityk społecznych. Widzimy to w poszczególnych referendach w samorządach, widzieliśmy to w kampanii. Rośnie całe pokolenie użytkowników, którzy mają wszystko w mediach społecznościowych, mają wszystko w komórce. I chcą mieć też państwo w komórce i nie chcą tak naprawdę mieć polityki społecznej. Czyli wraca coś, czego nie było przez długie lata — mówi Fedorowicz.

onet.pl