9 kwietnia 1989 roku 35-letni Dmitrij Kisielow zaczął pracować jako korespondent parlamentarny w Telewizji Centralnej ZSRR, dokąd zaprosił go jej redaktor naczelny Eduard Sagałajew. Jednak już w marcu 1991 roku Kisielowa odsunięto od anteny. Powodem było to, że prezenter odmówił odczytania na żywo notatki informacyjnej poświęconej wydarzeniom pod wileńskim ośrodkiem telewizyjnym, gdy radzieckie czołgi i specnaz na rozkaz z Moskwy przystąpiły do szturmu wieży telewizyjnej oraz gmachu litewskiego radia i telewizji, próbując wyprzeć stamtąd zwolenników niepodległości republiki. Wojskowi użyli ostrej amunicji, ładunków wybuchowych i pojazdów opancerzonych przeciwko wielotysięcznemu, bezbronnemu tłumowi. Zginęło 14 obrońców wileńskiego ośrodka telewizyjnego, ponad 700 osób zostało rannych.
Jak później wspominał sam Dmitrij Kisielow, tekst „przygotowany gdzieś na Kremlu" był napisany dość niezdarnie, bez odwołań do źródeł. Twierdzono w nim, że litewscy protestujący, uzbrojeni w metalowe pręty, napadli na funkcjonariuszy organów ścigania.
– Wydało mi się, że to zwyczajna zmyślona historia, bo nie było tam ani jednego nazwiska, brakowało szczegółów, które budują poczucie wiarygodności, nie podano czasu ani tras – słowem, nie było żadnych dodatkowych informacji – opowiadał.
Eduard Sagałajew mówił dziennikarce Oldze Saburowej, że młody Kisielow był tubą pierestrojki, zwolennikiem demokracji i zagorzałym orędownikiem obiektywizmu w telewizji. W latach 1994–1997 prowadził program „Okno na Europę", na którego stworzenie otrzymał grant Komisji Europejskiej przeznaczony na wspieranie instytucji demokratycznych w Rosji. Program ukazywał się co miesiąc, a jak wspomina korespondent Nowej Gaziety Aleksandr Miniejew, Komisja Europejska płaciła około 30 tys. dolarów za każdy odcinek.
Dziennikarz Dmitrij Gubin, którego z Kisielowem łączyła 25-letnia przyjaźń, twierdził, że we wczesnych latach swojej telewizyjnej kariery Kisielow jednoznacznie występował przeciwko cenzurze i zniekształcaniu informacji na żądanie oficjalnej władzy. Tego samego uczył młodzież w niezależnej Szkole Mistrzostwa Dziennikarskiego „Internews".
– Uważał, że lepiej się powiesić, niż być propagandystą. Uczył, żeby się nie uginać, a sam nie tyle się ugiął – złożył się jak scyzoryk – mówił Dmitrij Gubin.
W 2000 roku Dmitrij Kisielow przyjechał na Ukrainę, by pracować jako redaktor naczelny serwisu informacyjnego ICTV. Dziennik Kommiersant pisał wówczas, że prezenter bierze lekcje ukraińskiego, a na jego wizytówce widnieje pisane z ukraińska imię i nazwisko: „Dmytro Kyselow". Co więcej, gazeta odnotowywała, że był zadowolony z „europejskiego wyboru Ukrainy".
– Na Ukrainie nie było i nie ma wojny — w odróżnieniu od Rosji, gdzie dziesiątki tysięcy ludzi giną w Czeczenii. Zabija się ich bez liku, bo nikt nie potrafi podać dokładnej liczby ofiar wśród ludności cywilnej. W Moskwie to normalne, że przy wejściu do Ostankina stoi dwóch ludzi z kałasznikowami i w kamizelkach kuloodpornych. To tworzy pewną aurę. Tutaj, na Ukrainie, nie ma tego zupełnie. Ludzie spokojnie chodzą po ulicach – opowiadał w 2002 roku.
Mówiąc o Rosji, wspominał również o „chorobie", która tkwi w społeczeństwie. Zdaniem prezentera została ona ukształtowana przez imperialny ustrój państwowy, który zmuszał ludzi do oddawania za niego życia.
– A tam [w Rosji – od red.] to przerośnięte poczucie jest dodatkowo obciążone poczuciem wielkości – mówił Dmitrij Kisielow.
Jednak już dwa lata później, w 2004 roku, pracownicy ICTV wyrazili Kisielowowi wotum nieufności i oskarżyli go o zniekształcanie wiadomości na tle kampanii prezydenckiej Wiktora Janukowycza. Zdaniem samego prezentera to właśnie na Ukrainie doszło do jego „ewolucji" i zmiany poglądów.
Stało się to po tym, jak Kisielow na własne oczy zobaczył „pomarańczową rewolucję". Tak nazwał serię pokojowych protestów, które wybuchły po sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Pierwotnie zwycięstwo odniósł wówczas Wiktor Janukowycz, ale w rezultacie Sąd Najwyższy Ukrainy zarządził ponowne głosowanie i prezydentem został opozycjonista Wiktor Juszczenko.
Latem 2008 roku Kisielow został zastępcą dyrektora generalnego WGTRK. Tam we wrześniu 2012 roku zaczął prowadzić program informacyjno-analityczny „Wiesti niedieli" w telewizji Rossija-1.
Już rok później, relacjonując wydarzenia Euromajdanu na Ukrainie, „Wiesti niedieli" dokonały oczywistej manipulacji faktami. W materiale o protestach z 30 listopada i 1 grudnia zamieniono chronologię wydarzeń tak, by rozpędzenie pokojowego Majdanu wyglądało na następstwo późniejszych starć pod administracją prezydenta. Choć było dokładnie na odwrót. 13 lutego 2014 roku rosyjska społeczna komisja ds. skarg na prasę wydała orzeczenie nr 98.
Stwierdzono w nim, że materiał Dmitrija Kisielowa „Ukraińskie wiece" w programie „Wiesti niedieli" z 8 grudnia 2013 roku zniekształca fakty, narusza chronologię protestów na Euromajdanie i było robione dla celów czysto propagandowych.
(...)
Pod kierownictwem Kisielowa w programie zaczęły pojawiać się ewidentne fejki. W wydaniu programu „Wiesti niedieli" z 24 kwietnia 2016 roku pokazano podrobiony dokument hauptsturmführera SS z dywizji „Galizien". Po zdemaskowaniu Kisielow przyznał, że to fałszywka, ale sprostowanie błędu przekuł w kolejne oskarżenie Ukrainy o udział w wojnie po stronie nazistowskich Niemiec.
W tym samym roku francuski Canal+ w programie Le Petit Journal wykrył, że bohaterowie reportażu „Wiesti niedieli" mówią zupełnie co innego, niż przypisano im w rosyjskim tłumaczeniu. Autor programu Yann Barthès zwracał uwagę, że przez mniej więcej połowę czasu w sześciominutowym materiale „Wiesti" pokazuje się protestujących przeciwko reformie prawa pracy, a nie przeciwko UE.
Francuscy dziennikarze odnaleźli też wszystkich bohaterów rosyjskiego reportażu, a ci oświadczyli, że ich słowa zostały zniekształcone lub wręcz zmyślone. Przy czym twierdzenia jednej z uczestniczek protestów potwierdzało nagranie z rejestratora, który miała przy sobie w chwili wywiadu dla rosyjskiego dziennikarza. Dmitrij Kisielow zareagował na oskarżenia powściągliwie. W wywiadzie dla gazety Kommiersant oświadczył: „Rzeczywiście czasem przepuszczamy niedoróbki".
Po rozpoczęciu pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku retoryka wojenna stała się centralnym elementem „Wiesti niedieli". Już w pierwszym wydaniu po 24 lutego Dmitrij Kisielow twierdził, że Zachód „omamił" Ukrainę, urządził tam „krwawy zamach stanu" i „nakierował ją na wojnę z Rosją", a Rosjan i Ukraińców nazywał „podzielonym narodem" przez analogię do powojennych Niemiec.
W wydaniu z 6 marca wprost usprawiedliwiał już deklarowane przez Kreml cele inwazji, porównując „denazyfikację" Ukrainy z denazyfikacją nazistowskich Niemiec: zdaniem Kisielowa taka procedura jest możliwa „tylko przymusowo i tylko w wyniku klęski militarnej" ukraińskich władz.
W innych wydaniach zajęty przez rosyjskie wojska Mariupol nazywano „wyzwolonym od ukraińskich neonazistów", ukraińskich żołnierzy – „bojownikami" i „nazistami", a doniesienia strony ukraińskiej o działaniach rosyjskiej armii systematycznie opisywano jako prowokacje informacyjne: przykładowo wydanie z 17 kwietnia ukazało się z tytułem „Kijów lepi fejki ze wszystkiego jak leci".
(...)
Prowadzący „Wiesti Niedieli” był znany z agresywnej retoryki. I często wygłaszał treści, których wprost nie mógł powiedzieć Kreml. W 2014 r. w szczytowym momencie „kryzysu ukraińskiego” który skończył się aneksją Krymu i zajęciem części Donbasu czołowy rosyjski propagandysta rzucił widzom hipotezę nt. rzekomego pojawienia się siwizny u ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy.
Prowadzący jeden z głównych programów informacyjnych w rosyjskiej TV Kiseliow stwierdził wtedy, że amerykański polityk przeraził się tym, co usłyszał od Władimira Putina.
– Rosja jest jedynym krajem na świecie zdolnym obrócić Stany Zjednoczone w radioaktywny popiół! Nie wiem, czy to przypadek, ale Obama zadzwonił do Putina 21 stycznia, a następnego dnia, dosłownie 22 stycznia, w oficjalnym organie prasowym rosyjskiego rządu ukazał się artykuł, który dość jasno wyjaśnia, jak działa nasz system gwarantowanego odwetu nuklearnego Perimietr. W Stanach Zjednoczonych nazywa się to „Martwą Ręką”. Nawet jeśli wszyscy ludzie na naszych stanowiskach dowodzenia zamilkną po wrogim ataku nuklearnym, niezniszczalny system automatycznie wyśle nasze strategiczne pociski z silosów i okrętów podwodnych we właściwym kierunku – oznajmił Kisielow, pozując na tle grafiki wielkiego grzyba atomowego.
/"Dr Strangelove" Kubricka - red./
centrumeuropy.pl