czwartek, 16 lipca 2026



W tym samym czasie Mongołowie przygotowywali swoją drugą, tym razem już trwałą inwazję na Ruś. Ta od dawna doświadczała rajdów, najazdów, nalotów ludzi stepu, choć i sama chętnie najeżdżała stepy, gdy balans sił temu sprzyjał. W XII wieku Połowcy stali się elementem symbiotycznie wplecionym w relacje między ruskimi książętami. W sporach między nimi o wyniku decydowało w praktyce to, której ze stron połowiecki chan użyczy swojego stepowego wojska. W kronice ignatiewskiej z lat 1055–1236 jest mowa o 30 najazdach Połowców na Ruś i Porosie, 27 pochodach Rusi i czarnych kłobuków (czapek) na Połowców i 38 wspólnych przedsięwzięciach Rusinów i Połowców zarówno w walkach bratobójczych książąt, jak i w walkach z zewnętrznym wrogiem. W większości wypadków rosyjscy książęta płacili stepowym pobratymcom pozwoleniem na grabież ziem księstw przeciwnika.

(...)

Mongołowie różnili się od tureckich Połowców. W czasie ich drugiej inwazji (1237–1240) byli pod takim wpływem cywilizacji chińskiej, że rządząca elita Mongołów nie należała już do kultury nomadów. Mongolskie jassy (prawa Czyngis-chana) weszły w symbiozę z konfucjanizmem; tradycyjne więzy pokrewieństwa, tak ważne w dawniejszych tureckich kulturach stepowych, połączyły się z nową, niezwykle rygorystyczną dyscypliną, a stepowe techniki wojenne doznały ogromnego wzbogacenia technologiami militarnymi pochodzącymi z Chin.

Mongolska penetracja północnej Rosji zimą 1237/1238 stanowiła wielki szok dla mieszkańców Nowogrodu, ponieważ wcześniej stepowi najeźdźcy nigdy nie docierali aż tak daleko. Aleksander nie przygotował obrony, a Nowogród zwrócił się do swojej ulubionej, tradycyjnej polityki naginania się do tego, co nieuniknione, zwłaszcza jeśli to nie szkodziło handlowi. Ludzie modlili się do Boga o pomoc i wydawało się, że to podziałało, gdyż Mongołowie zawrócili niemal o kilka kilometrów od miasta. Aleksander kontynuował promongolską politykę swojego ojca Jarosława Wsiewołodowicza i uznał nad sobą władzę mongolskiego chana jako suzerena. Nowogród zgodził się płacić ordzie daninę i stał się dla Mongołów „dobrym miastem”. Inne miasta poszły śladem Nowogrodu. Życie gospodarze i kulturalne przetrwało i w pewnym stopniu rozkwitało pod panowaniem Mongołów. Wzmocnieniu uległa tendencja prawosławnej Rosji do odseparowania się od katolickiej zachodniej Europy.

Co ważne, tezę o dewastacji Rusi w wyniku okupacji mongolsko-tatarskiej należy uznać za obciążoną mitem. Prawie połowa terytorium Rusi włącznie z największą i najbogatszą częścią Rusi – ziemią nowogrodzką, a także księstwami połockim, turowo-pińskim i częścią smoleńskiego – uniknęły zniszczeń ze strony najeźdźcy. O tym, że ziemia Nowogrodu nie ucierpiała w 1239 roku, Europa była doskonale poinformowana, choćby dzięki kolonii kupców zachodnich w Nowogrodzie. W 1239 roku ogromna armia stepowa wycofała się spod Nowogrodu, gdyż ten zgodził się płacić ordzie dziesięcioprocentową daninę.

Nie uległy też zniszczeniu księstwa niżowe (ziemie rostowska, suzdalska i włodzimierska). Ojciec Aleksandra Newskiego – Jarosław Wsiewołodowicz – nie uczestniczył w obronie ziem księstwa włodzimiersko-suzdalskiego. Nie wysłał obiecanej pomocy walce o Ruś swoim starszym braciom, przez co faktycznie skazał ich na śmierć. Za swe „zasługi” został wyróżniony przez ordę: otrzymał jarłyk (decyzję) mianujący go wielkim księciem ruskim.

Gdy tylko Batu-chan się wycofał, Jarosław Wsiewołodowicz napadł na wolne jeszcze od ordy ziemie swojego dawnego konkurenta – księcia kijowskiego Michała Czernihowskiego. Zadał mu klęskę, zajął Kamieniec, wziął do niewoli żonę księcia, a Michała zmusił do ucieczki. W drodze powrotnej pobił pod Smoleńskiem księcia litewskiego i wziął go do niewoli. Oczywiste jest, że tego wszystkiego nie mógł dokonywać książę władający księstwem zniszczonym przez Tatarów-Mongołów.

Nie ma więc podstaw często głoszona stereotypowa teza, że w latach 1239–1242 Ruś znalazła się w imadle między Mongołami a Zachodem.

Być może było tak, że skoro zarówno Zachód, jak i Ruś zostały napadnięte przez Mongołów, to i Zachód i Ruś mogły się uważać za sojuszników; właśnie o tym może świadczyć to, że w 1248 roku papież obiecał Aleksandrowi pomoc w walce przeciwko Mongołom. A być może było, tak że jeżeli w Europie uznano Rusinów za sojuszników Mongołów, to wówczas konfrontacja z nimi stanowiła część obrony świata zachodniego przed mongolskim naporem. 

Wiadomo, że Tatarzy-Mongołowie wcielali armie podbitych ludów do swojego wojska. Zatem również rdzeń armii chańskiej ruszającej na Europę powinien składać się z drużyn pokonanych ruskich księstw. Postępując w ten sposób, Mongołowie rozwiązywali co najmniej dwa problemy: po pierwsze, kompensowali straty bojowe; po drugie, zabezpieczali tyły przed buntami na podporządkowanych terytoriach. W jassach Czyngis-chana znajdujemy tezę, że pokonany nie może być przyjacielem. Mimo to o udziale drużyn północnowschodniej Rusi w pochodzie Batu na Europę historycy nie mają żadnych danych; milczą na ten temat Kroniki nowogrodzkie. Rozsądnie więc jest przypuścić, że Batu miał inny plan: północno-wschodnia Ruś powinna wspomóc pochód Batu na Europę i uderzyć na Liwonię. W bagnach i lasach regionu nadbałtyckiego zastosowanie dużej konnicy stepowej było nieefektywne. Ten aspekt strategiczny ma istotne znaczenie w zrozumieniu działań Aleksandra Newskiego w kampanii liwońskiej 1240–1242, zakończonej bitwą na jeziorze Pejpus.

Czemu więc wciąż pokutuje mit o agresji katolickiego Zachodu na Ruś? Mit agresji Zachodu był potrzebny, by wytworzyć mit zbawcy Rusi od Zachodu – wielkiego wodza Aleksandra Newskiego, cementujący władzę włodzimierskosuzdalskiej dynastii Wsiewołodowiczów, a później – Romanowów.

Aleksander ze swoim ojcem Jarosławem podjęli wielką decyzję geopolityczną. Dotychczas na Rusi współistniały dwa modele władzy państwowej: arystokratyczno-republikański reprezentowany przez Ruś Kijowską i Nowogród oraz samodzierżczy, monarchiczny, absolutystyczny reprezentowany przez, na przykład, księstwo włodzimiersko-suzdalskie. Po tym, jak Ruś Kijowska padła pod ciosami Tatarów-Mongołów, już tylko Nowogród, choć zwasalizowany przez ordę, reprezentował pierwszy z modeli. Gdy na ramionach ordy władzę na całym obszarze Rusi koncentrowali książęta moskiewscy – bezpośredni potomkowie Aleksandra Newskiego – planowo niszczyli nowogrodzki republikanizm. Prawnuk Aleksandra Newskiego – Iwan Groźny – dokonał całkowitej, ostatecznej, nieodwracalnej likwidacji, a nawet, można rzec, eksterminacji republiki nowogrodzkiej. Iwan Groźny reformował Ruś, tak by rządziła nią religia bezwzględnego podporządkowania carowi (ten tytuł sam sobie nadał, gdy oficjalnie uznał Moskwę za Trzeci Rzym i za spadkobiercę Bizancjum), religia, która czyniła go namiestnikiem Boga, religia, której centrum mieściło się w Moskwie. Władza, z którą nie można się porozumiewać, pojawiła się na Rusi już w jej początkach – kiedy jej książętom, pierwszym samodzierżcom, zapewniała władzę siła ich drużyn. Euroazjatyckie samodzierżawie stanowiło sedno wyboru historycznego Aleksandra Newskiego.

W państwie mongolsko-tatarskim dominował typ społeczeństwa będący symbiozą tradycji stepowych, prawdopodobnie też – nestorianizmu i mającego już wtedy wielowiekową tradycję chińskiego konfucjanizmu. W myśl tego ostatniego podstawową jednostkę społeczeństwa stanowiła rodzina, której głowa – ojciec – sprawował władzę niemal absolutną. Rodzina miała być wzorem dla wszelkiej większej wspólnoty, w tym – państwa. Podstawą funkcjonowania rodziny i wszelkich wspólnot było ścisłe przestrzeganie rytuałów. Ich rola była tak wielka, że zastępowały prawo. Podstawowymi zasadami były: synowska miłość, przestrzeganie hierarchii, posłuszeństwo wobec wyższych rangą w hierarchii, zakaz wszelkich ekscesów. W tej koncepcji społeczeństwa prawo odgrywało rolę drugorzędną, przede wszystkim represywną. Była to świadoma polityka społeczna cesarzy chińskich, by ludzie bali zwracać się do sądów po sprawiedliwość; niemal celowa zła organizacja sądownictwa miała wzbudzać wśród poddanych wstręt do prawa i skłaniać ich do tego, by spory rozstrzygali za pomocą pozasądowych procedur. Innymi słowy, dla społeczeństwa chińskiego prawa nie stanowią normalnego sposobu rozstrzygania konfliktów między ludźmi. Z punktu widzenia konfucjanizmu prawa nie mają znaczenia dla udoskonalenia społeczeństwa i im ich jest mniej, tym lepiej, a zwracanie się do sądu jest amoralne.

Odejście od praworządności ku konfucjanizmowi zaczęło się w łonie ordy po śmierci Czyngis-chana, który zamierzał budować społeczeństwo oparte na prawie (Wielka Jassa). Od czasów Złotej Ordy podobne podejście ukorzeniło się w świadomości społecznej Rusinów. Dotykamy tu źródła zasadniczej różnicy między Rosją a Zachodem. Na Zachodzie podstawą porządku społecznego jest prawo, a w Rosji porządek ten opiera się na podstawach moralnych, czyli w istocie na pewnego rodzaju konfucjanizmie. Wpływ tego sposobu myślenia w Rosji jest przemożny. Rosyjscy demokraci XIX wielu (Czernyszewski, Dobrolubow i inni) nie udzielali prawu żadnej pozytywnej roli jako czynnikowi przemian społecznych. Innym przykładem jest ruch intelektualny i polityczny zwany „słowianofilstwem”. Czy to wydaniu XIX-wiecznym w osobie Iwana Siergiejewicza Aksakowa (1823–1886), czy to w XXIwiecznej wersji noszącej nazwę „euroazjatyzm”, w wydaniu integralnego tradycjonalisty Aleksandra Gelewicza Dugina, pobrzmiewa stały lejtmotyw: narody Zachodu w swej próżności błądzą, gdy wierzą, iż praworządność, konstytucjonalizm, republikanizm są najlepszymi formami rządzenia, przez co zubożają swoją duszę i zmierzają do swej zguby; ocalającą alternatywą jest samoświadoma dusza słowiańska (czyli przede wszystkim – rosyjska), której intelektualnym głosem są między innymi wymienieni intelektualni liderzy.

Jerzy Pluta - Jezioro Pejpus 1242


15 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski ogłosił, że w nowym rządzie nie znajdzie się Mychajło Fedorow, dotychczasowy minister obrony. Pretekstem do zwolnienia tego bardzo popularnego ministra stała się rekonstrukcja rządu i rzekomo zbyt powolna realizacja reformy systemu mobilizacji. Powodem wskazanym przez głowę państwa był konflikt ministra z naczelnym dowódcą generałem Ołeksandrem Syrskim.

(...)

Komentarz
  •     Głównym powodem zwolnienia Fedorowa wydaje się chęć zatrzymania jego działań na rzecz walki z korupcją w sektorze obronnym i wprowadzenia przejrzystości (cyfryzacji procesu) zamówień publicznych. Po objęciu stanowiska ministra obrony pół rok temu podjął on próbę zmiany systemu realizacji przetargów, skutecznie ograniczając możliwości uzyskiwania zamówień na podstawie nieformalnych relacji producentów broni z przedstawicielami SG (Sztab wskazuje potrzeby w zakresie rodzajów uzbrojenia i wyposażenia dla sił zbrojnych, które następnie w drodze przetargów realizuje Agencja Zamówień Obronnych). Do rozdzielenia jest kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie, a szereg firm korzystało z nieformalnych kontaktów, by sprzedać swoje produkty po zawyżonej cenie lub o niskiej jakości. W marcu br. rola SG w zakupach dronów została ograniczona do określania parametrów technicznych, bez wskazywania konkretnego produktu i jego producenta. Późniejszy wybór odbywa się wyłącznie na podstawie osiągnięć bojowych danego modelu odnotowywanych w cyfrowych systemach koordynacji pola walki (Mission Control). Zapowiedzi objęcia tymi zmianami pozostałych rodzajów broni i sprzętu spowodowały wzmożenie nacisków grup lobbingowych na zdymisjonowanie niewygodnego ministra.
  •     Formalnym pretekstem do odsunięcia Fedorowa stał się jego konflikt z generałem Syrskim i Sztabem Generalnym. Za niedopuszczalną ingerencję uznali oni m.in. pomysł ministra, aby dokonywać analizy wyników operacji wojskowych wyłącznie na podstawie informacji z systemów cyfrowych integrujących dane z pola walki (m.in. system DELTA). Dzięki temu miano uzyskać pełną wiedzę na temat strat zadawanych armii rosyjskiej oraz zasobów, które wykorzystano do tego celu. Fedorowowi zarzucono podporządkowanie oceny efektywności działań bojowych algorytmom, bez uwzględnienia specyfiki pola walki. Spór z Syrskim nabrał charakteru konfliktu personalnego, a jego podłożem było nie tylko odmienne podejście do spraw wojskowych i znaczenia technologii, lecz także znaczna różnica pokoleniowa wyrażająca się w odmiennych stylach komunikacji i organizacji pracy. Odwołanie Fedorowa będzie skutkowało spowolnieniem modernizacji armii, w tym ograniczeniem wykorzystania dronów i systemów koordynacji pola walki, wyhamowaniem zwalczania korupcji w sektorze obronnym i oszczędnościami w zakupach uzbrojenia.
  •     Dymisja Fedorowa świadczy o obawach prezydenta Zełenskiego o rosnącą popularność ministra i ryzyko konkurencji politycznej z jego strony. Zgodnie z badaniami ośrodka KMIS z czerwca br. w rankingu zaufania Fedorow uplasował się na drugim miejscu, przed urzędującym prezydentem (byłemu ministrowi obrony ufa 50% respondentów, a 21% nie). Usunięcie młodego (ur. w 1991 r.) polityka i niezaproponowanie cenionemu specjaliście równorzędnej posady wpisuje się w sposób działania Zełenskiego wobec zaradnych, uczciwych i usamodzielniających się urzędników, których rosnąca pozycja mogłaby stać się dla niego politycznie konkurencyjna. Z podobnych pobudek w 2024 r. zdymisjonowano wicepremiera Ołeksandra Kubrakowa czy prezesa Ukrenerho Wołodymyra Kudryckiego. Decyzja doprowadzi prawdopodobnie do spadku popularności urzędującego prezydenta.
  •     Dymisja Fedorowa wywołała znaczny rezonans społeczny oraz krytykę ze strony mediów i organizacji obywatelskich. W ciągu siedmiu lat sprawowania urzędu ministra cyfryzacji (2019–2026) oraz wicepremiera (2019–2026), a od początku tego roku szefa resortu obrony, odniósł on liczne sukcesy, przede wszystkim za sprawą udanej cyfryzacji administracji publicznej (m.in. aplikacja Dija) oraz „dronizacji” armii. Osiągnięcia te są uznawane za kluczowe w kontekście skutecznego oporu wobec rosyjskiego najeźdźcy.
  •     Odważne wystąpienia Fedorowa, w tym bezprecedensowo ostra krytyka pod adresem Sztabu Generalnego, świadczą o chęci podkreślenia niezależności i podmiotowości politycznej. Rosnąca popularność byłego już ministra obrony, protesty społeczne przeciwko jego odwołaniu oraz demonstrowane ambicje polityczne stawiają go w rzędzie potencjalnych poważnych kandydatów w przyszłych wyborach prezydenckich.
osw.waw.pl


W ciągu sześciu miesięcy jakie minęły od uprowadzenia z Caracas prezydenta Nicolasa Maduro "Rubio stał się de facto wicekrólem Wenezueli, sprawując taką kontrolę nad suwerennym narodem, jakiej nie miał żaden amerykański urzędnik odkąd Paul Bremer III przybył do Bagdadu w 2003 roku, by rządzić okupowanym przez USA Irakiem" - ocenia dziennik.

Sekretarz stanu USA w praktyce kontroluje finanse Wenezueli, dystrybucję bogactw naturalnych państwa czy funkcjonowanie jego rządu - pisze "NYT" /"New York Times"/, powołując się na rozmowy z kilkunastoma osobami zbliżonymi do rządów w Waszyngtonie i Caracas.

Rubio pozostaje w stałym kontakcie z Rodriguez, ale nie jest to relacja partnerska, lecz "manifestacja siły USA w erze (prezydenta Donalda) Trumpa, w której zwycięzca bierze wszystko, niezależnie od kwestii suwerenności i prawa międzynarodowego" - komentuje dziennik.

Ocenia ponadto, że zwłaszcza bezpośrednia kontrola administracji Trumpa nad finansami tego państwa wyróżnia osobliwie jego status wśród innych krajów zależnych od USA militarnie czy finansowo.

Amerykański resort finansów przejmuje bowiem dochód z większości wenezuelskiego eksportu, a następnie przekazuje go Caracas poprzez system bankowy, tak jakby "rodzice wręczali dzieciom kieszonkowe". Rubio i jego zespół określają przy tym kto i na co może wydać przekazane środki - opisuje "NYT".

Ten sam zespół ułatwił amerykańskim firmom dostęp do sektora naftowego Wenezueli, ponieważ najważniejszym celem Trumpa w odniesieniu do Caracas jest, w ocenie rozmówców dziennika, zagwarantowanie Stanom Zjednoczonym korzyści z wenezuelskiej ropy.

W opinii "NYT" jest to bardzo niezwykły układ pomiędzy resztkami reżimu Madura a Waszyngtonem, przypominający stosunki kolonialne.

Dziennik pisze również, że o świcie 3 stycznia, wkrótce po uprowadzeniu Madura przez amerykańskich żołnierzy, Rubio odbył z Rodriguez rozmowę telefoniczną po hiszpańsku, podczas której powiedział, że ma ona wybór między współpracą z administracją Trumpa, a szerzej zakrojonymi atakami na infrastrukturę, bazy wojskowe i wysokiej rangi urzędników swego kraju.

Gdy wkrótce potem Delcy Rodriguez zaczęła kompletować swój gabinet, Rubio wpływał na jej decyzje kadrowe. Później zaś ostrzegł Caracas, że nie może prowadzić interesów z przeciwnikami USA.

Nie wiadomo, kto dalej będzie rządził w Wenezueli. Najpopularniejszą postacią w polityce jest przywódczyni wenezuelskiej opozycji Maria Corina Machado. Ale ma ona wielu wrogów w armii i aparacie bezpieczeństwa, toteż Rubio zrezygnował ze współpracy z nią i postawił na Delcy Rodriguez - wyjaśnia dziennik.

Politolodzy sądzą, że teraz tymczasowa prezydent liczy na to, że przeczeka Trumpa i zachowa władzę. Na razie jednak to, czy w kraju odbędą się wybory, które o tym przesądzą, nie zależy od niej - zależy od Rubio - konkluduje "NYT". 

PAP