Jak wynika z analizy danych Instytutu Studiów nad Wojną przeprowadzonej na początku maja, Ukraina drugi miesiąc z rzędu odzyskała więcej terytorium, niż straciła na rzecz Rosjan. Szumnie zapowiadana rosyjska ofensywa w Donbasie utknęła. Kolejne próby przełamania ukraińskich pozycji przynoszą Moskwie ogromne straty przy minimalnych zyskach.
Wydaje się, że Kijów postanowił wykorzystać tę sytuację, żeby przyspieszyć proces negocjacyjny. Prezydent Zełenski wysłał list otwarty do Putina z propozycją rozmów. Putin propozycję odrzucił. Jak jednak prezydent Ukrainy przyznał w wywiadzie dla Sky News, skontaktował się z nim powiązany z Kremlem oligarcha Roman Abramowicz. Miał on, powołując się na Władimira Putina, sondować możliwość zawarcia kompromisu między Kijowem a Moskwą.
(...)
Serhij jest dowódcą jednego z pułków w ukraińskiej armii. Na froncie od początku wojny.
- To normalny ruch polityczny, żeby pokazać całemu światu, że chcemy pokoju, a Putin jest agresorem - ocenia.
- A wierzysz, że teraz może być zawieszenie broni? Rosja może się zgodzić?
- Nie wierzę już nikomu, przyjacielu, poza swoją bronią i towarzyszami broni obok mnie. Dowódca naszego korpusu powiedział niedawno, że przy tej dynamice na froncie za pięć, sześć miesięcy możemy zdobyć inicjatywę i zacząć zmieniać bieg wojny. W to właśnie wierzę. Bo widzę, jak pracują nasi chłopcy i jak zdychają rosyjscy żołnierze.
Tego dnia Donald Trump ogłosił, że niedługo będzie pokój. Serhij to słyszał, ale o Trumpie woli nie mówić.
Oleh stracił na froncie nogę i rękę.
- Po kontrofensywie z 2023 r. przestałem już robić prognozy i czegokolwiek oczekiwać - mówi. - Rosjanie będą atakować tak długo, jak długo ich kierownictwo będzie wierzyć, że ostatecznie zdołają nas złamać. Nawet teraz, mimo strat poniesionych przez rosyjską armię w ciągu ostatniego roku i żałosnego tempa postępów, Rosjanie działają tak samo jak wcześniej.
W zachodnich analizach od miesięcy powtarza się ten sam motyw: strukturalne problemy rosyjskiej gospodarki, gigantyczny deficyt budżetowy, nieuchronny kryzys. Na Ukrainie ten motyw słyszeli wszyscy. I wszyscy już przestali go traktować jak prognozę.
- Od dwóch lat czytam o tych problemach - mówi Oleh, ale jak dotąd nie znajduje to odzwierciedlenia ani na polu walki, ani w gotowości Kremla do ustępstw czy konkretnych rozmów. Jedynie ponownie zaczęły pojawiać się rozmowy o nowej mobilizacji w Rosji. Niezależnie od polityki nam pozostaje tylko dalej się bronić.
(...)
Na początku zeszłego tygodnia w Kijowie Kyryło Budanow - szef biura prezydenta Ukrainy, dawny dowódca wywiadu wojskowego - zorganizował Forum Bezpieczeństwa i Strategii. Uczestniczyłem w nim.
Budanow to człowiek, który przez lata prowadził operacje, które wpłynęły na bieg tej wojny. Teraz, jako polityk, również jest konkretny.
Rozmowa z Anne Applebaum była centralnym punktem forum. Budanow mówił:
(...)
Z tego, co mówił Budanow, wyłonił się też obraz Rosji, który rzadko pojawia się w mediach - nie triumfalistyczny i nie katastroficzny. Obraz kraju, który zaczyna odczuwać wojnę inaczej niż jeszcze trzy czy dwa lata temu.
Rosjanie widzą wojnę na własnym terytorium. Drony uderzają w rafinerie i miasta. Problemy gospodarcze to dla Kremla kłopot, ale nie katastrofa. Rosjanie są przyzwyczajeni do biedy i ograniczeń. Ale coraz trudniej utrzymać narrację o silnym, kontrolującym sytuację Kremlu, kiedy ludzie słyszą eksplozje i syreny alarmowe.
I to - zdaniem Budanowa - jest prawdziwa presja. Nie wskaźniki gospodarcze, ale poczucie wymykania się sytuacji spod kontroli.
Co do Putina, Budanow zwrócił uwagę, że bardzo mało prawdopodobne jest, aby prezydent Rosji po ponad dwudziestu sześciu latach budowania systemu władzy po prostu odszedł. Ale w tym też ukraiński polityk widzi pewną negocjacyjną szansę.
(...)
Budanow zwrócił też uwagę na "przezroczysty front".
- Obie strony praktycznie wszystko widzą. Drony, satelity, wywiad elektroniczny - razem stworzyły sytuację bez precedensu w historii wojen. Duże ruchy wojsk są niemożliwe do ukrycia. Każda większa koncentracja sił jest widoczna, zanim jeszcze zdąży się rozwinąć. To oznacza, że klasyczne przełamanie frontu - błyskawiczny manewr, zaskoczenie, głęboka penetracja - jest w tej chwili strukturalnie bardzo trudne do wykonania - podsumował.
To chyba najlepiej wyjaśnia, dlaczego front stoi. Po zakończeniu tej wojny armie całego świata będą ją analizować właśnie pod tym kątem.
/Już to robią, min. od dwóch-trzech lat, wojna po tej wojnie nie będzie wygladać tak samo, mamy teraz impas dronowy, ale środki antydronowe rozwijają się cały czas i przyjdzie czas równowagi, zniwelowania teraźniejszej przewagi dronów taktycznych nad innymi broniami, pancernymi, artylerią, które przecież nie znikną - red./
(...)
Jak zmusić Rosję do rozmów? Pytam o to polskiego analityka zajmującego się Ukrainą i relacjami transatlantyckimi, który chce pozostać anonimowy.
Jego diagnoza jest następująca: ukraińska pozycja negocjacyjna składa się z dwóch elementów - bierze się z sytuacji na froncie, ale też z nastrojów wewnątrz kraju. Front wygląda najlepiej od jesieni 2023 r. Sytuacja wewnętrzna jest bardzo krucha — energetyka nie wróci do sprawności przed zimą, mobilizacja budzi rosnący opór, wewnętrzna rywalizacja polityczna narasta.
I tu pojawia się pęknięcie, które determinuje całą europejską politykę wobec tej wojny:
- Europa kieruje się przesłanką frontu i uważa, że trzeba negocjować, bo sytuacja militarna jest najlepsza od lat. Rosja kieruje się przesłanką zaplecza i uważa, że wojna na wyczerpanie idzie zgodnie z planem, nawet jeśli z pewnym odchyleniem od założonego kalendarza.
(...)
Jedna z tych diagnoz jest błędna.
Analityk jest też jednoznaczny w ocenie tego, czy to dobry moment na negocjacje:
- To zły moment, żeby wchodzić w rozmowy z Rosją, bo Rosja właśnie teraz zaczyna odczuwać ciężar wojny. Wejście w rozmowy z Rosją teraz to rzucenie jej koła ratunkowego. Rosja pod presją sankcji, z deficytem budżetowym, z rosnącymi kosztami mobilizacji i z wojną coraz bardziej widoczną na własnym terytorium - to Rosja ze znacznie słabszą pozycją negocjacyjną niż rok temu. Ale trójkąt Brytyjczycy-Niemcy-Francuzi kieruje ich własna polityka wewnętrzna; zasłaniają się tylko trudnym stanem ukraińskiego zaplecza. Inicjatywę ma prezydent Macron, który szuka spuścizny swojej prezydentury i liczy na to, że będzie nią pokój na Ukrainie.
/Macron ma Le Pen na karku, nie tylko ego - red./
wp.pl
Wydaje się, że Kijów postanowił wykorzystać tę sytuację, żeby przyspieszyć proces negocjacyjny. Prezydent Zełenski wysłał list otwarty do Putina z propozycją rozmów. Putin propozycję odrzucił. Jak jednak prezydent Ukrainy przyznał w wywiadzie dla Sky News, skontaktował się z nim powiązany z Kremlem oligarcha Roman Abramowicz. Miał on, powołując się na Władimira Putina, sondować możliwość zawarcia kompromisu między Kijowem a Moskwą.
(...)
Serhij jest dowódcą jednego z pułków w ukraińskiej armii. Na froncie od początku wojny.
- To normalny ruch polityczny, żeby pokazać całemu światu, że chcemy pokoju, a Putin jest agresorem - ocenia.
- A wierzysz, że teraz może być zawieszenie broni? Rosja może się zgodzić?
- Nie wierzę już nikomu, przyjacielu, poza swoją bronią i towarzyszami broni obok mnie. Dowódca naszego korpusu powiedział niedawno, że przy tej dynamice na froncie za pięć, sześć miesięcy możemy zdobyć inicjatywę i zacząć zmieniać bieg wojny. W to właśnie wierzę. Bo widzę, jak pracują nasi chłopcy i jak zdychają rosyjscy żołnierze.
Tego dnia Donald Trump ogłosił, że niedługo będzie pokój. Serhij to słyszał, ale o Trumpie woli nie mówić.
Oleh stracił na froncie nogę i rękę.
- Po kontrofensywie z 2023 r. przestałem już robić prognozy i czegokolwiek oczekiwać - mówi. - Rosjanie będą atakować tak długo, jak długo ich kierownictwo będzie wierzyć, że ostatecznie zdołają nas złamać. Nawet teraz, mimo strat poniesionych przez rosyjską armię w ciągu ostatniego roku i żałosnego tempa postępów, Rosjanie działają tak samo jak wcześniej.
W zachodnich analizach od miesięcy powtarza się ten sam motyw: strukturalne problemy rosyjskiej gospodarki, gigantyczny deficyt budżetowy, nieuchronny kryzys. Na Ukrainie ten motyw słyszeli wszyscy. I wszyscy już przestali go traktować jak prognozę.
- Od dwóch lat czytam o tych problemach - mówi Oleh, ale jak dotąd nie znajduje to odzwierciedlenia ani na polu walki, ani w gotowości Kremla do ustępstw czy konkretnych rozmów. Jedynie ponownie zaczęły pojawiać się rozmowy o nowej mobilizacji w Rosji. Niezależnie od polityki nam pozostaje tylko dalej się bronić.
(...)
Na początku zeszłego tygodnia w Kijowie Kyryło Budanow - szef biura prezydenta Ukrainy, dawny dowódca wywiadu wojskowego - zorganizował Forum Bezpieczeństwa i Strategii. Uczestniczyłem w nim.
Budanow to człowiek, który przez lata prowadził operacje, które wpłynęły na bieg tej wojny. Teraz, jako polityk, również jest konkretny.
Rozmowa z Anne Applebaum była centralnym punktem forum. Budanow mówił:
(...)
Z tego, co mówił Budanow, wyłonił się też obraz Rosji, który rzadko pojawia się w mediach - nie triumfalistyczny i nie katastroficzny. Obraz kraju, który zaczyna odczuwać wojnę inaczej niż jeszcze trzy czy dwa lata temu.
Rosjanie widzą wojnę na własnym terytorium. Drony uderzają w rafinerie i miasta. Problemy gospodarcze to dla Kremla kłopot, ale nie katastrofa. Rosjanie są przyzwyczajeni do biedy i ograniczeń. Ale coraz trudniej utrzymać narrację o silnym, kontrolującym sytuację Kremlu, kiedy ludzie słyszą eksplozje i syreny alarmowe.
I to - zdaniem Budanowa - jest prawdziwa presja. Nie wskaźniki gospodarcze, ale poczucie wymykania się sytuacji spod kontroli.
Co do Putina, Budanow zwrócił uwagę, że bardzo mało prawdopodobne jest, aby prezydent Rosji po ponad dwudziestu sześciu latach budowania systemu władzy po prostu odszedł. Ale w tym też ukraiński polityk widzi pewną negocjacyjną szansę.
(...)
Budanow zwrócił też uwagę na "przezroczysty front".
- Obie strony praktycznie wszystko widzą. Drony, satelity, wywiad elektroniczny - razem stworzyły sytuację bez precedensu w historii wojen. Duże ruchy wojsk są niemożliwe do ukrycia. Każda większa koncentracja sił jest widoczna, zanim jeszcze zdąży się rozwinąć. To oznacza, że klasyczne przełamanie frontu - błyskawiczny manewr, zaskoczenie, głęboka penetracja - jest w tej chwili strukturalnie bardzo trudne do wykonania - podsumował.
To chyba najlepiej wyjaśnia, dlaczego front stoi. Po zakończeniu tej wojny armie całego świata będą ją analizować właśnie pod tym kątem.
/Już to robią, min. od dwóch-trzech lat, wojna po tej wojnie nie będzie wygladać tak samo, mamy teraz impas dronowy, ale środki antydronowe rozwijają się cały czas i przyjdzie czas równowagi, zniwelowania teraźniejszej przewagi dronów taktycznych nad innymi broniami, pancernymi, artylerią, które przecież nie znikną - red./
(...)
Jak zmusić Rosję do rozmów? Pytam o to polskiego analityka zajmującego się Ukrainą i relacjami transatlantyckimi, który chce pozostać anonimowy.
Jego diagnoza jest następująca: ukraińska pozycja negocjacyjna składa się z dwóch elementów - bierze się z sytuacji na froncie, ale też z nastrojów wewnątrz kraju. Front wygląda najlepiej od jesieni 2023 r. Sytuacja wewnętrzna jest bardzo krucha — energetyka nie wróci do sprawności przed zimą, mobilizacja budzi rosnący opór, wewnętrzna rywalizacja polityczna narasta.
I tu pojawia się pęknięcie, które determinuje całą europejską politykę wobec tej wojny:
- Europa kieruje się przesłanką frontu i uważa, że trzeba negocjować, bo sytuacja militarna jest najlepsza od lat. Rosja kieruje się przesłanką zaplecza i uważa, że wojna na wyczerpanie idzie zgodnie z planem, nawet jeśli z pewnym odchyleniem od założonego kalendarza.
(...)
Jedna z tych diagnoz jest błędna.
Analityk jest też jednoznaczny w ocenie tego, czy to dobry moment na negocjacje:
- To zły moment, żeby wchodzić w rozmowy z Rosją, bo Rosja właśnie teraz zaczyna odczuwać ciężar wojny. Wejście w rozmowy z Rosją teraz to rzucenie jej koła ratunkowego. Rosja pod presją sankcji, z deficytem budżetowym, z rosnącymi kosztami mobilizacji i z wojną coraz bardziej widoczną na własnym terytorium - to Rosja ze znacznie słabszą pozycją negocjacyjną niż rok temu. Ale trójkąt Brytyjczycy-Niemcy-Francuzi kieruje ich własna polityka wewnętrzna; zasłaniają się tylko trudnym stanem ukraińskiego zaplecza. Inicjatywę ma prezydent Macron, który szuka spuścizny swojej prezydentury i liczy na to, że będzie nią pokój na Ukrainie.
/Macron ma Le Pen na karku, nie tylko ego - red./
wp.pl
