sobota, 20 maja 2023


- Regularne oddziały armii rosyjskiej - to amatorzy. Przypomnę, że "druga armia świata" składa się w 90 proc. z poborowych, więc jakość ich działania jest bardzo wątpliwa. Na front trafiają właściwie świeżo zmobilizowani ludzie, którzy nie mają pojęcia ani dlaczego tam są, ani co robią – mówi Koreń. Przypomina, że na początku inwazji na pełną skalę Rosjanie wysyłali na Ukrainę oddziały zawodowych żołnierzy. - Po ponad roku wojny widać, że niewiele z nich zostało – dodaje.

Wyjaśnia, że taktyka armii rosyjskiej nie należy do skomplikowanych. Jak mówi, na pierwszy ogień Rosjanie "wypychają" poborowych. - Wysyłają ich na pewną śmierć licząc na to, że napierająca masa osłabi naszą linię. Za nimi idą zawodowi żołnierze, ale jest ich zdecydowanie za mało, by zadać nam znaczący cios – podkreśla.

Zdaniem Kornia Rosjanie nieefektywnie wykorzystują swoje zasoby. Zauważa on, że rosyjska taktyka spalonej ziemi wymaga ogromnych nakładów finansowych.

- Zrównanie z ziemią całego miasta, to ogromny koszt, bo artyleria działa właściwie bez przerwy. Oprócz tego niszcząc budynki odbierają sobie możliwość ukrycia się. To działa w obie strony: oni widzą nas, ale my ich również – mówi. I dodaje, że większość żołnierzy rosyjskich nie potrafi posługiwać się sprzętem, który w efekcie często przejmują wojska ukraińskie.

Jak mówi, Rosjanie nie mają już żadnej motywacji do walki. - Na początku wojny kradli, rabowali i myśleli, że coś zyskają. Z terenów okupowanych wywieźli już wszystkie telewizory, dywany i klozety. Teraz stacjonują na zielonych rubieżach, których nie da się ograbić - podkreśla. Motywacją nie są też pieniądze, bo jak wynika z informacji ukraińskiego wywiadu, większość rosyjskich poborowych od miesięcy nie dostaje żołdu. - Chcą już tylko przeżyć. Wiedzą, że po naszej stronie czeka ich śmierć – zaznacza Koreń.

onet.pl