Rosjanie twierdzą, że okrążyli ukraińskie siły w rejonie Pokrowska i Myrnohradu w obwodzie donieckim. Szef rosyjskiego sztabu generalnego Walerij Gierasimow ogłosił to podczas narady z Władimirem Putinem, mówiąc także o rzekomym "okrążeniu Kupiańska". Według niego rosyjskie wojska miałyby "zamykać pierścień" wokół ukraińskich pozycji i odcinać linie zaopatrzenia. Jednak dostępne dane tego nie potwierdzają. Ani ukraiński projekt analityczny DeepState, ani amerykański Instytut Studiów nad Wojną nie odnotowują takich zmian na mapie frontu. Co więcej, pod samym Pokrowskiem w ostatnich dniach posuwają się również oddziały ukraińskie - m.in. odbito wieś Suchećke na północny wschód od miasta.
Mimo to walki w tym rejonie pozostają wyjątkowo zacięte. Ukraińskie źródła potwierdzają, że linia frontu jest tam bardzo niestabilna. Z relacji ukraińskich żołnierzy walczących na kierunku pokrowskim wynika, że rosyjskie siły stosują tam nową taktykę - przenikają do miasta małymi, dwu lub trzyosobowymi grupami. Dowódca z 68. brygady o pseudonimie "Gus" relacjonuje, że w Pokrowsku może znajdować się nawet 200 rosyjskich żołnierzy - małych grup, które "przesączają się" po dwóch lub trzech ludzi, ukrywają w piwnicach i czasami podejmują krótkie wymiany ognia z siłami ukraińskimi. Nie próbują się umacniać, ale badają teren i czekają na wsparcie. Ukraińskie Dowództwo Sił Szybkiego Reagowania informuje, że Rosjanie koncentrują swoje wysiłki na północ od miasta, a analitycy ISW zauważają zmianę priorytetów rosyjskiego natarcia - z rejonu Dobropilla na sam Pokrowsk.
Według ukraińskiego Sztabu Generalnego część z Rosjan zdołała dotrzeć aż w okolice linii kolejowej, która dzieli Pokrowsk na dwie części. Rosjanie próbują wykorzystać "międzypozycyjne przestrzenie", gdzie brakuje stałej ukraińskiej piechoty, by stopniowo zwiększać swoją obecność w mieście. W rezultacie, jak oceniają ukraińscy wojskowi, w samym Pokrowsku może się obecnie znajdować od 200 do 400 rosyjskich żołnierzy. - Przeciwnik, dzięki infiltracji małych grup piechoty, zgromadził w mieście około dwustu wojskowych. W Pokrowsku trwają walki ogniowe, aktywnie działają drony. Próby wroga, by przebić się głębiej i umocnić w zabudowie miejskiej, są neutralizowane poprzez działania kontrdywersyjne - podają w ukraińskim Sztabie Generalnym.
Rosyjskie wojska intensywnie ostrzeliwują linie logistyczne, utrudniając wjazd do miasta. Do samego Pokrowska praktycznie nie da się wjechać samochodem, przyznają żołnierze. Według nich sytuacja może się ustabilizować, jeśli uda się wyprzeć rosyjskie grupy z obrzeży miasta. W przeciwnym razie - jeśli Rosjanie odetną kluczowe drogi zaopatrzenia - zagrożony może być nie tylko Pokrowsk, lecz także sąsiedni Myrnohrad, wciąż w pełni kontrolowany przez Ukrainę.
Analitycy zauważają, że obecnie główny nacisk rosyjskiego natarcia skupia się na okolicach Rodynśkiego i Griszynego, które stanowią kluczowy węzeł logistyczny Sił Obrony Ukrainy. - Rosjanie atakują zmechanizowanymi grupami, niekiedy w sile całego batalionu pancernego - ponad 30 wozów bojowych - w kierunku Griszynego. Celem jest odcięcie głównych tras zaopatrzeniowych i stworzenie warunków do operacyjnego okrążenia Pokrowska i Myrnohradu - mówi wojskowy analityk Dmytro Sniehyriow w rozmowie z telewizją Espreso.
Ukraiński ekspert podkreśla, że mimo trudnej sytuacji ukraińskie wojska zmieniły taktykę i prowadzą tzw. aktywną obronę. - Nawet przy utracie niektórych pozycji Siły Obrony pokazują zdolność do walki i kontrataków. To nie jest sytuacja, w której Rosjanie mogą po prostu wejść i się utrzymać. Ich sukcesy są minimalne i okupione ogromnymi stratami - zaznacza ekspert. Dodaje też, że choć sytuacja jest "nad wyraz trudna", nie ma obecnie realnych podstaw, by mówić o rychłym upadku miasta.
Portal "Ukraińska Prawda" informował w ostatnich dniach, że w niektórych brygadach dochodzi do przekazywania dowództwu nieprawdziwych informacji o stanie pozycji. Na tzw. pozycji N, którą jednostka oznacza na mapie jako utrzymaną, może faktycznie przebywać zaledwie dwóch rannych żołnierzy niezdolnych do walki albo też może nie być tam nikogo. Jak pisze portal, dowódcy decydują się na takie fałszowanie danych, by uniknąć kontroli, a niekiedy także odpowiedzialności karnej.
gazeta.pl