LOREN BALHORN: Byłeś aresztowany za [Leonida] Breżniewa za publikowanie samizdatu (tajnych materiałów dysydenckich), a następnie za Putina za udział w nielegalnej demonstracji. Czy powiedziałbyś, że dzisiejsze represje są gorsze niż w Związku Radzieckim?
BORYS KAGARLICKI: Trudno to porównywać, bo jedne aspekty są gorsze, a inne lepsze. Zdecydowanie gorzej jest w tym sensie, że ludzie są aresztowani za drobne wykroczenia, które za Breżniewa nie zostałyby zauważone. W ZSRR chodziło o stabilność. Nie podobało im się, że ktoś to podważa. Z drugiej strony bycie zbyt surowym przyniosłoby efekt przeciwny do zamierzonego, więc represje były rutynowe i niezbyt surowe.
Więźniów politycznych jest teraz więcej niż za Breżniewa. Poza tym teraz ludzie muszą płacić grzywny, co nie było praktyką sowiecką. Grzywna to bardzo kapitalistyczny sposób karania sprzeciwu. Ale jedną rzeczą, która jest teraz zdecydowanie lepsza, jest to, że mamy Internet, który daje nam tysiąc razy większą pojemność niż w przypadku samizdatu.
LOREN BALHORN: Jeśli większość Rosjan nie zajmuje stanowiska w sprawie wojny, jakie mają obawy? Z pewnością martwią się skutkami sankcji gospodarczych?
BORYS KAGARLICKI: Sytuacja gospodarcza pogarsza się i zaczniemy to poważnie odczuwać pod koniec sierpnia lub września. To stopniowy proces. Jedna firma się zamyka, ludzie muszą szukać nowej pracy, potem inna i tak dalej. Niektóre towary znikają, ale nie wszystkie.
Jak powiedziałem, większość Rosjan jest apolityczna. Dbają o swoją pracę, rodzinę, najbliższych przyjaciół, a może domy i zwierzęta. Rosjanie nie są też zbyt religijni, choć Kościół odgrywa ważną rolę jako instytucja polityczna. Ważne jest, aby twoje życie rodzinne było nienaruszone, wtedy możesz tolerować resztę.
Problem w tym, że to nie będzie trwać w nieskończoność. Wojna wpłynie na twoją rodzinę, twoją pracę, a nawet twoje zwierzęta. A kiedy zacznie wpływać na prywatne życie ludzi, wszystko może się zmienić natychmiast. Myślę, że opór może zacząć rosnąć bardzo szybko, gdy rząd zrobi coś, co wpłynie na życie rodzin. Dlatego nie wypowiedzieli otwarcie wojny.
(...)
LOREN BALHORN: Jak myślisz, jak długo rosyjska gospodarka wytrzyma?
BORYS KAGARLICKI: Może trwać przez kolejne dwa, a może trzy miesiące, w zależności od konkretnej branży. Ważną rzeczą jest jednak to, że faceci, którzy naprawdę wszystko posiadają, zaczynają odnosić straty. Nikt nie dba o branże ani ludzi, wszystkim zależy na zyskach.
Niektóre części burżuazji są coraz bardziej niezadowolone z tego, co się dzieje i są naprawdę zainteresowane jakimś rodzajem porozumienia pokojowego. Problem w tym, że nie mają oni zbyt wiele do powiedzenia politycznego, ponieważ decyzje podejmuje bardzo wąski zespół skupiony wokół Putina. Nie każdy oligarcha ma do niego dostęp.
Nazywam to „irracjonalną centralizacją władzy”. Trwa to od dłuższego czasu i wynika częściowo z nieefektywności państwa. Lokalna biurokracja jest tak nieefektywna i skorumpowana, że aby cokolwiek się stało, centrum musi łączyć coraz więcej władzy. Centrum nie ufa lokalnym biurokratom właśnie dlatego, że systematycznie ich podkopują. To samonapędzający się proces, który stał się całkowicie irracjonalny i wykracza daleko poza wszystko, co widzieliśmy w okresie sowieckim.
LOREN BALHORN: Jeśli, jak mówisz, burżuazja jest niezadowolona z wojny, to czy otwiera to możliwość pęknięć w obrębie rosyjskiej elity lub samego państwa?
BORYS KAGARLICKI: Putin jest jedynym, który podejmuje decyzje, mimo że obecnie jest bardzo odizolowany. Wokół Putina jest niewielka grupa, która również jest skrajnie odizolowana, nawet w obrębie elity. Wygląda na to, że wojsko nie jest szczęśliwe. Prawdopodobnie w wojsku są podziały, nie wiemy, ale są oznaki dużych podziałów.
Za Putinem pozostaje głównie policja i grupa najbardziej uprzywilejowanych oligarchów. To bardzo mała grupa w obrębie klasy kapitalistycznej i dlatego nie sądzę, że przetrwają bardzo długo, ponieważ jest to sprzeczne z długoterminową logiką społeczeństwa kapitalistycznego. Potrzebujesz szerszej bazy, przynajmniej w klasie rządzącej, by rządzić krajem.
To wyjaśnia paraliż rządu w ciągu ostatnich czterech miesięcy. Ta bardzo wąska grupa, która nie reprezentuje już nawet elity, nie była w stanie wypracować konsensusu wokół jakiejkolwiek inicjatywy i podjąć decyzji.
LOREN BALHORN: Jaki jest ich plan? Czy celem jest ostateczne porozumienie i reintegracja z Zachodem z pozycji o zwiększonej sile, czy też widzimy początek długoterminowego zwrotu w kierunku Azji?
BORYS KAGARLICKI: Na tym właśnie polega problem: nie ma planu. Wiedzą, że popełnili straszny błąd i że może to być fatalne, i tyle. To, że doszło do błędu, jest nie do zaakceptowania dla Putina i jego zespołu. Rząd nigdy nie uznaje porażki publicznie ani nawet nieformalnie, ale bez rozpoznania błędu, nie można posunąć się do przodu. Nie można opracować żadnej strategii.
Analizy zachodnie zakładają, że mamy do czynienia z racjonalnymi ludźmi dokonującymi racjonalnych wyborów, a przynajmniej z ludźmi dokonującymi wyborów. Ale nie ma wyboru, nikt nie dokonuje wyborów! Nawet jeśli są propozycje, żadna propozycja nie działa, ponieważ żadna nie jest akceptowana przez wystarczającą liczbę osób w elicie, aby była realna.
LOREN BALHORN: Jeśli nie ma planu, co skłoniło Putina do przekroczenia Rubikonu i inwazji na Ukrainę po ośmiu latach impasu w Donbasie?
BORYS KAGARLICKI: To kolejny powszechny, ale zrozumiały błąd w zachodniej analizie: myślenie, że wojna jest zakorzeniona w geopolityce. Myślę, że polityka międzynarodowa odegrała w tej decyzji bardzo drugorzędną rolę, jeśli w ogóle. Było to w większości uwarunkowane sytuacją domową, co wyjaśnia, dlaczego stało się to tak nagle i zawiodło tak żałośnie. Wojna nie była przygotowana, nie stała za tym dyplomacja, bo nie chodziło o politykę zagraniczną, chodziło o politykę wewnętrzną.
Podczas tak zwanej „wielkiej recesji” w latach 2008-2010 gospodarka Rosji kurczyła się szybciej niż jakakolwiek inna gospodarka rozwinięta. Rosja była całkowicie uzależniona od ropy i gazu. Kiedy światowa gospodarka się skurczyła, załamał się również popyt na ropę i gaz, co doprowadziło do upadku gospodarczego Rosji.
Jednak do 2011 r. miał miejsce jeden z najszybszych wzrostów. Gdy Rezerwa Federalna rozpoczęła program luzowania ilościowego, wysoki poziom spekulacji na rynku ropy zasypał pieniądze rosyjskie firmy i rosyjską elitę, prowadząc do klasycznego kryzysu nadmiernej akumulacji. Mieli dużo pieniędzy, ale nie mieli gdzie ich zainwestować. Byłoby to możliwe tylko wtedy, gdybyś zmienił strukturę rosyjskiej gospodarki, co oznacza również zmianę struktury społeczeństwa, co nie jest czymś, co zrobisz, gdy masz tak całkowicie konserwatywny rząd i elitę.
To podsycało wewnętrzne sprzeczności, ponieważ wszyscy widzieli, że przepaść między bogatymi a biednymi bardzo szybko rośnie, nawet w porównaniu z poprzednim okresem. Doprowadziło to również do sprzeczności w elicie co do tego, jak te pieniądze mają być dzielone między różne grupy. Efektem były duże projekty infrastrukturalne, takie jak Most Krymski, najdroższy most w historii.
W tej sytuacji ekspansja militarna to kolejny sposób na wykorzystanie dodatkowych pieniędzy. Budujesz dużo sprzętu wojskowego, który potem musisz jakoś wykorzystać, więc jedziesz do Syrii. Zasadniczo po prostu spalasz pieniądze, aby napędzać swoją gospodarkę. Ten ekspansjonizm zbiegł się wtedy z trzecim aspektem, a mianowicie, że Putin jest poważnie chory.
LOREN BALHORN: Chory fizycznie?
BORYS KAGARLICKI: Ma raka i inne choroby. To oczywiście plotki, ale każdy na ulicy o nich wie. Nawet gdyby nie był chory, nie będzie żył wiecznie — rządzi już od ponad dwudziestu lat. A kiedy dochodzisz do punktu, w którym musisz zdecydować, kto będzie następnym władcą, musisz zapytać: Jak zamierzasz zarządzać przekazaniem władzy?
Putin wielokrotnie obiecywał rozpoczęcie procesu transformacji, ale nigdy tego nie zrobił, ponieważ po nominacji następcy nie ma już kontroli. Pierwotny plan zmiany konstytucji w 2020 r., który został zatwierdzony przez samego Putina, polegał na zorganizowaniu transformacji w taki sposób, aby Putin stał się swego rodzaju czołowym ajatollahem, jak w Iranie. Potem nagle, tego samego dnia, w którym Duma planowała głosować za poprawką, [proputinowska posłanka do Dumy] Walentyna Tereshkova wezwała do przedłużenia kadencji Putina, i oczywiście wszyscy w ciągu dwudziestu minut zmienili zdanie i zagłosowali za czymś w przeciwnym.
Pomysł polegał na krótkiej walce, ogłoszeniu zwycięstwa, a następnie pokierowaniu przejściem tak, jak chcieliby.
Zniszczyli instytucje zaprojektowane do zarządzania transformacją, więc teraz mają transformację bez żadnych reguł i zarządzaną przez samego Putina. Do tego potrzebujesz nadzwyczajnych mocy. Jak zdobywasz niezwykłe moce? Wojna.
W ten sposób doszli do punktu, w którym potrzebowali wojny, ale nie chcieli takiej wojny, która ma miejsce teraz. Pomysł polegał na krótkiej walce, ogłoszeniu zwycięstwa, a następnie pokierowaniu przejściem tak, jak chcieli. Po zakończeniu procesu może następny prezydent zajmie się pojednaniem z Zachodem.
Byli w stu procentach pewni, że wszystko na Ukrainie upadnie w ciągu dwudziestu czterech godzin. Może plan mógł zadziałać w 2014 roku, ale nie zadziałał w 2022 roku. Nie udało się.
(...)
LOREN BALHORN: Patrząc w przyszłość, co dalej? Czy widzisz w rosyjskim społeczeństwie jakieś możliwości dla ruchu antywojennego lub postępowego?
BORYS KAGARLICKI: Myślę, że armia wyczerpuje się. Dostawy zachodniego sprzętu bardzo poważnie zmieniają sytuację militarną. Jest to bardzo podobne do wojny krymskiej, kiedy Brytyjczycy i Francuzi mieli lepszą broń. Jeśli rozmawiasz z ludźmi bliskimi rosyjskiemu wojsku, są bardzo zaniepokojeni, a czasem nawet wpadają w panikę.
Myślę, że jeśli na Ukrainie będzie więcej porażek, to cóż, coś się wydarzy. Nie wiem co, ale będą miały miejsce dramatyczne wydarzenia. Nie mówię, że zamierzają przeprowadzić zamach stanu, bo to bardzo wykracza poza rosyjską tradycję wojskową, ale mogą interweniować w taki czy inny sposób.
Jeśli spróbują przeprowadzić powszechną mobilizację, albo rozszerzą projekt o nowe kategorie, wtedy dojdzie do buntu. Nie wiemy, jaka będzie dokładna reakcja, ale będzie bardzo negatywna.
Jeszcze wczoraj rozmawiałem z Grigorijem Judinem, innym lewicowym socjologiem w Moskwie, który właśnie wrócił z zagranicy, a on powiedział: „Słuchaj, jeśli chodzisz po Moskwie, co widzisz? Wszędzie ogromne płoty. Żaden inny kraj europejski nie ma tylu ogrodzeń”. Ludzie za ogrodzeniem nie dbają o to, co jest po drugiej stronie, są po prostu odgrodzeni w swoim małym świecie.
Rząd jest bardzo zadowolony z obecnego społeczeństwa. Ale jeśli zostaną zmuszeni do zburzenia wszystkich tych płotów, pojawi się coś, co całkowicie zmieni grę. To społeczność małych grup odizolowanych od siebie, ale w pewnym momencie spotkają się, czy im się to podoba, czy nie. I to jest moment szansy dla lewicy i dla wszystkich, którzy chcą zmian społecznych. Ludzie będą musieli nauczyć się komunikować, organizować i identyfikować swoje wspólne interesy. To jest dokładnie ten moment, który się zbliża i to jest nasza szansa.
jacobin.com