Kryterium zgody pasywnej (nie to nie – no means no) zastąpiła zgoda afirmatywna (tak to tak). Regulaminy większości uczelni definiują ją jako "zezwolenie wyrażone zdaniem lub gestem jednoznacznie twierdzącym przez partnera trzeźwego, przytomnego i świadomego sytuacji". Pierwsze "tak" to dopiero początek. "Spółkujący muszą osiągać obustronne porozumienie co do kolejnych etapów zbliżenia, zaś aprobata może zostać cofnięta przez jedną ze stron bez podania przyczyny w dowolnym momencie" – rozstrzyga standardowy uniwersytecki regulamin. Dotyczy on zarówno osób spółkujących spontanicznie, po raz pierwszy, jak i żyjących w stałym związku.
Jak ktoś nie chce zgłębiać przepisów, może ściągnąć apkę, która pozwala wyszczególnić oczekiwania, ustalić, czy partner jest trzeźwy za pomocą testu matematycznego, zadeklarować wiek, odhaczyć dopuszczalne pozycje oraz techniki, zrobić wspólne zdjęcie, elektronicznie parafować umowę o stosunku, zapisać bez możliwości późniejszego skasowania lub modyfikacji i przystąpić do rzeczy. Jednak, gdy dojdzie do pozwu o przemoc seksualną, aplikacje zaciemniają sprawę, bo partner ma przecież prawo rozmyślić się w trakcie zbliżenia. – Program rejestruje stan zaistniały przed nawiązaniem kontaktu fizycznego, tymczasem zgoda jest kryterium dynamicznym – tłumaczy adwokatka Sandra Park.
Dawniej licealiści przechodzili kursy bezpieczeństwa i higieny seksu. Zdobywali wiedzę o biologicznym mechanizmie kopulacji, oczekiwaniach płci przeciwnej, antykoncepcji, chorobach wenerycznych. Nakładali prezerwatywy na plastikowe penisy, słuchając tłumaczeń, że kalendarzyk czy stosunek przerywany nie dają pewności, lepsza pigułka. Teraz dowiadują się, że niechciana ciąża to pestka. Zbliżenie grozi głębokim rozczarowaniem, dezorientacją, żalem, bólem, wstydem, poczuciem winy, utratą szacunku do samego siebie, długotrwałym urazem psychicznym, stanami lękowymi, depresją. Nie lepiej odpalić pornosa? Przedstawiciele pokoleń Y i Z dużo dyskutują zatem o seksie na portalach społecznościowych, ale teoretycznie. Dwie dekady temu mężczyzn poszczących rok lub dłużej było trzy razy mniej niż dziś. 60 proc. pań i panów w wieku 18-34 lata nie ma stałego partnera. Zalecający abstynencję konserwatyści nie wpadli na myśl, że stopniowo staje się ona drugą naturą i odbiera chęć do zawierania małżeństw. Broniący kobiet przed wszelkimi formami molestowania liberałowie nie sądzili, że sporo mężczyzn okaże się cenić wygodę bardziej niż stosunek obwarowany uciążliwymi restrykcjami.
Kulturoznawca Roland Kelts pisze: "Młoda generacja odkryła, że seks wirtualny uwalnia od obowiązków, które niosą relacje nawiązywane w świecie realnym". Wedle sondażu produkującej erotyczne zabawki firmy Tenga masturbuje się 91 proc. panów i 78 proc. pań, zaś prym wiodą milenialsi ze średnią 88 proc. dla obu płci. Pogłębione badania wykazały, że najpierw traktują internetową pornografię jako namiastkę, z czasem odechciewa im się wypraw do realu. Zwłaszcza że w sieci mogą natychmiast zaspokoić każdą, najbardziej perwersyjną żądzę.
"Młodzi ludzie zostali okradzeni ze zmysłowości" – narzekała publicystka konserwatywnego "The Spectator" Joanna Williams. "Szkoła uczy, że pożądanie nieujęte w biurokratyczne karby jest groźne, spontaniczność grozi więzieniem, wzajemne zaufanie to mrzonka" – pisała. Wtóruje jej Heather Mac Donald z prawicowego think tanku Manhattan Institute: "Erotyka stanowi domenę irracjonalnych zachowań, niewypowiedzianych potrzeb, dwuznaczności. Właśnie niepewność, co będzie dalej, oznacza, że się kochasz, a nie myjesz zęby".
onet.pl