niedziela, 19 stycznia 2025



Toomas Hanso, ekspert Międzynarodowego Centrum Ochrony i Bezpieczeństwa (International Centre for Defence and Security, ICDS), zauważył, że incydenty te nie są wyjątkowe. Jak wyliczył, tylko w ostatnich latach ponad 30 światłowodów łączących Tajwan z pobliskimi wyspami zostały zerwane, potencjalnie celowo, przez chińskie statki; po raz ostatni 3 stycznia 2025.

Według estońskiego eksperta, to co łączy zdarzenia w Cieśninie Tajwańskiej i na Morzu Bałtyckim, to ich częstotliwość, geopolityczne napięcia w obu tych regionach oraz to, że miały one bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo narodowe oraz infrastrukturę komunikacyjną.

belsat.eu/PAP


Zuckerberg uzasadniał zmiany tym, że dotychczasowe, bardziej restrykcyjne ograniczenia dotyczące np. imigracji czy tożsamości płciowej, okazały się oderwane od rzeczywistości. Czyli, mówiąc prościej, wygrana Trumpa w wyborach prezydenckich pokazała, że dla wielu ludzi granice tego, co powinno być dopuszczalne w sferze publicznej, są znacznie szersze niż te, które wyznaczała polityka firmy. A skoro tak, to jak przekonuje większość komentatorów, zapowiedziane zmiany są po prostu oddaniem pola Trumpowi i przyznaniem się do porażki.  

W tej opowieści założyciel Facebooka spędził ostatnie lata na pełnej determinacji walce o bardziej uprzejmą, kulturalną, opartą na szacunku debatę publiczną (albo, dla jego krytyków, na wpychaniu ludziom do gardeł wyznawanej przez niego poprawności politycznej), a teraz, w obliczu wygranej Trumpa, skapitulował, podkulił ogon i w lęku przed szykanami ze strony nowego prezydenta wyrzeka się swoich wartości.  

Jest znacznie gorzej.

Meta nie zatrudniała fact-checkerów i nie wprowadziła restrykcyjnych (i nieraz absurdalnych) reguł przeciwdziałania mowie nienawiści i publikowaniu nielegalnych treści (związanych np. z pornografią dziecięcą czy terroryzmem) z poczucia misji. Robiła to w wyniku ogromnych zewnętrznych nacisków i krytyki, która spadała na firmę w obliczu wszechobecnych dowodów na negatywny wpływ Facebooka na naszą polityczną i społeczną rzeczywistość.  

W 2016 roku Craig Silverman, redaktor i założyciel serwisu BuzzFeed Canada, przeprowadził analizę, jakie treści polityczne publikowane na Facebooku w trakcie kampanii prezydenckiej w USA cieszyły się największą popularnością. W okresie trzech miesięcy poprzedzających dzień wyborów, 20 najpopularniejszych nieprawdziwych artykułów wyborczych wygenerowało więcej zaangażowania internetowego (udostępnień, reakcji i komentarzy) niż 20 najpopularniejszych artykułów pochodzących z czołowych mediów. Największe zaangażowanie czytelników na Facebooku wywołał nieprawdziwy materiał skrajnie prawicowej strony o nazwie "Ending the Fed" zatytułowany "Papież Franciszek szokuje świat, popiera Donalda Trumpa na prezydenta".  

Silverman odkrył dodatkowo, że popularność fałszywych wiadomości nie była stała, lecz zwiększyła się wielokrotnie w okresie wyborczym, spychając rozpoznawalne media na boczny tor. Wiele portali publikujących fake newsy powstało zaledwie na kilka miesięcy przed wyborami, a ich clickbaitowe tytuły i efekt domina wynikający z rozpowszechniania tekstów w mediach społecznościowych doprowadziły do lawinowego wzrostu liczby zaangażowanych odbiorców. 

W tym samym roku dziennikarze Wall Street Journal dotarli do wewnętrznego raportu Facebooka, z którego wynikało, że około dwie trzecie osób dołączających do ekstremistycznych grupek na platformie trafia do nich dzięki rekomendacjom podsyłanym im przez facebookowy algorytm ("spójrz na grupy, do których możesz chcieć dołączyć").  

Inny wewnętrzny eksperyment firmy, przeprowadzony w 2019 roku, polegał na stworzeniu przez badaczy pracujących dla Facebooka fałszywego konta. Chodziło o to, by zobaczyć, jakie treści będą trafiały na jego stronę główną ("feed"). W zaledwie trzy tygodnie została ona zalana pornografią oraz treściami promującymi mowę nienawiści i dezinformację.  

W 2021 roku wewnętrzna analiza treści politycznych publikowanych na platformie w trakcie kampanii prezydenckiej w USA w 2020 roku wykazała, że aż 10 proc. wszystkich wyświetleń zebrały posty przekonujące, że wybory były sfałszowane.  

Każdy kolejny raport wewnętrzny l potwierdzał to samo. Sama podstawowa architektura działania platformy, prowadzi do natężenia mowy nienawiści i obecności dezinformacji na Facebooku. To, jak szerzą się toksyczne treści na Facebooku, to nie anomalia, wynik błędów czy niedopatrzeń. To po prostu sama istota platformy, naturalna konsekwencja tego, jak została zaprojektowana i w oparciu o jakie mechanizmy działa.  

Wszystkie zmiany wprowadzane przez Zuckerberga w celu "wyrugowania mowy nienawiści i fake newsów" z Facebooka były wprowadzane w momencie, w którym politycy  coraz głośniej przekonywali o potrzebie wprowadzenia znacznie bardziej restrykcyjnych regulacji dotyczących działania platformy. Założyciel firmy wychodził wtedy cały na biało, przekonywał, że on sam ma pełną świadomość problemu i nie spocznie, aż go nie rozwiąże, a ustawodawcy niech sobie nie zaprzątają tym głowy, w końcu wszyscy chcemy tego samego, Facebook popełnił błędy, ale nie wynikały one ze złej woli, teraz będzie inaczej.  

Zmiany oczywiście były kosmetyczne i pod publiczkę, bo zasadnicze zmniejszenie toksycznego wpływu Facebooka na społeczeństwo i politykę wymagałoby zmiany algorytmów w sposób, który zmniejszałby zaangażowanie użytkowników, a to osłabiłoby przychody od reklamodawców. Co nie zmienia faktu, że pozostawały kosztowne - a jednocześnie tworzyły grunt pod domaganie się kolejnych.  

Dojście Trumpa do władzy to zatem dla Zuckerberga nie zagrożenie, przed którym musi się bronić padając na kolana i posypując głowę popiołem.  

Jest dokładnie odwrotnie - to dla założyciela Facebooka ogromna szansa, by odwrócić trend rosnącej presji na większe uregulowanie działalności platform społecznościowych i rozliczanie ich z tego, jak zwalczają negatywne konsekwencje swojego modelu biznesowego. Zuckerberg zwalnia fact-checkerów, bo wraz z powrotem Trumpa do władzy zmniejsza się polityczna presja na to, żeby Meta ich zatrudniała. Luzuje reguły dotyczące mowy nienawiści, fake newsów i promowania ekstremizmu, bo dzięki temu zwiększy się zaangażowanie użytkowników, a dzięki Trumpowi nie grożą mu już w Stanach Zjednoczonych z tego tytułu prawne konsekwencje.  

Co jeszcze ważniejsze, Trump to dla Mety potencjalny zbawiciel w walce z ustawodawcami spoza Stanów Zjednoczonych, którzy podejmowali i podejmują znacznie bardziej zdecydowane kroki. Jak powiedział w swoim nagraniu Zuckerberg, ma nadzieje "współpracować z prezydentem Trumpem w celu przeciwstawiania się rządom, które uwzięły się na amerykańskie korporacje i chcą je jeszcze bardziej cenzurować". Nieprzypadkowo na pierwszym miejscu wymienił Unię Europejską, która "tworzy coraz więcej praw sankcjonujących cenzurę i utrudniającą tworzenie nowych innowacji".

gazeta.pl