Twitter kojarzy mi się jakie dobre źródło informacji, ale przede wszystkim, jako miejsce obrzydliwych wojen ideologicznych.
- Internet kilka lat temu zrobił się „PiS-netem”. Partia i jej wynajęci ludzie, zdominowały narrację w mediach. To nie jest tajemnica, że chłopacy z prawicy pojechali do amerykańskiej części Republikanów i tam się nauczyli, jak zacząć siać ten ferment. Wydali mnóstwo pieniędzy, powołali gazety i portale, które jechały po bandzie. Między innymi dzięki temu wygrali wybory. Ale na takich oddanych władzy dziennikarzy, którzy kłamią, też jest sposób. Po programach mówię takiemu: „Jeśli jeszcze raz będziesz kłamał, że Polska jest w rozkwicie, to uważaj, bo zadam ci ze dwa lub trzy pytania i wyjdziesz na gamonia”.
O przyjazny, wolny od propagandy internet trzeba powalczyć poprzez budowanie wspólnoty. Mam już dość tych kłótni. Chce pokazać, że ludzie w polityce, którzy w pewnym momencie na skutek dobrych wiatrów i wiedzy, znaleźli się na wysokich pozycjach, to nie są drętwi i chamscy nudziarze.
To ustalmy: w internecie jest więcej hejterów czy dobrych ludzi?
- Trudno powiedzieć. Pozbywam się tych, z którymi dyskusja nie ma sensu. U mnie są trzy życia i ban. Kiedy ktoś jest dla mnie wredny lub mi ubliża, to "wciskam na niego" i przelatuje konto. Pamiętam te twarze, nicki. I do widzenia! W necie są proste zasady: nie dyskutuj z gościem, który myśli zero-jedynkowo i bezmyślnie określił się politycznie. Staraj się za to nie lekceważyć tych, którzy myślą inaczej, ale przynajmniej mają tę wspaniałą cechę, że chcą z tobą debatować.
Zarzuca się panu brak podawania źródłach informacji.
- Jeśli ktoś zarzuca, że moje informacje są niepełne, albo nie ma w nich źródeł, to ja mówię: napisz, cholera, do mnie i pogadamy. Myślę, że nie zawiedziesz się na mojej wiedzy, fajnie porozmawiamy wtedy na temat małej energetyki wiatrowej lub czegokolwiek innego. Moje źródła są tak szerokie, że czasami trudno mi je ustalić. Część rzeczy biorę z głowy, mam tam gigabajty danych. Zawsze pracowałem też na kilkudziesięciu newsletterach, codziennie śledzę dziesiątki stron: ekonomicznych, transportowych, Unii Europejskiej, sportowych i wielu innych. Kiedy chce wiedzieć, co w zbożu - giełda Chicago, kiedy szukam informacji o surowcach - Londyn.
(...)
Śledzi pan konto „Mądrości z Twittera Janusza Piechocińskiego”?
- Tak. I często śmieję się komentarzy na tym profilu. Nie znam tych ludzi osobiście, ale nie zamierzam prosić Facebooka o wyłączenie tego fanpejdża.
Ale przez takie inicjatywy pana konto uznawane jest w kategoriach mema.
- Mi to nie przeszkadza. Jeśli mojemu czytelnikowi nie poruszę szarych komórek tymi statystykami, a chociaż dostarczę powodów, dla których przepona zadziała, to i tak będę zadowolony. Uśmiechnięci są lepiej dotlenieni, a ludzie pełni optymizmu są szczęśliwsi. Wiem na pewno, że masa osób traktuje moje konto jako źródło poważnej wiedzy.
noizz.pl