poniedziałek, 13 kwietnia 2026



Absolutnie najważniejsze w tym kontekście będzie cofnięcie weta dla ogromnej unijnej pożyczki dla Ukrainy ustalonej jeszcze pod koniec 2025 roku. Opiewa ona na 90 miliardów euro i jest absolutnie kluczowa dla utrzymania ukraińskiego budżetu na powierzchni w latach 2026-27. Bez niej już w tym miesiącu Ukraina miała zacząć odczuwać brak pieniędzy, ponieważ normalne dochody jej budżetu pozwalają pokryć jedynie około połowy potrzeb. Wydatki na ten rok zaplanowano na poziomie 97,5 miliarda euro (wydatki na wojsko to około połowy tej kwoty), podczas gdy przychody na zaledwie 59 miliardów. Przy czym według oceny Sławomira Matuszaka z Ośrodka Studiów Wschodnich i tak budżet jest nierealny, ponieważ chociażby zakłada niższe wydatki na wojsko niż faktycznie wydano w 2025 roku. Czyli tak jakby w jakiś sposób udało się w tym roku prowadzić wojnę taniej niż w ubiegłym, co jest mało realne.

Pożyczka unijna ma pokryć 2/3 potrzeb Ukraińców w latach 2026-27. Resztę pieniędzy mają przekazać państwa grupy G7. Początkowo w 2025 roku UE miała pomysł pozyskać te 90 miliardów głównie z zajęcia rosyjskich funduszy państwowych zamrożonych w unijnych instytucjach finansowych po wybuchu wojny. Ten pomysł jednak upadł ze względu na brak zgody szeregu państw UE, obawiających się skutków prawnych i finansowych takiego kroku w dłuższej perspektywie. Protezowym rozwiązaniem jest więc pożyczenie tych 90 miliardów na rynku. UE ma gwarantować ich spłatę i póki co ponosić koszty obsługi. Spłata ma nastąpić po wojnie, pod warunkiem, że Ukraina uzyska reparacje od Rosji. Co oznacza, że z dużym prawdopodobieństwem nigdy i to państwa unijne będą musiały spłacić ten dług.

Orban początkowo zgodził się na taki mechanizm, choć razem z Czechami i Słowacją wywalczył wyjątek, na mocy którego Węgry nie musiały ponosić kosztów tej pożyczki. Było to kluczowe ustępstwo, w zamian za które miał zobowiązać się nie wetować rozwiązania. W marcu jednak i tak to zrobił, argumentując że Ukraińcy zaatakowali pośrednio jego państwo, odcinając dostawy rosyjskiej ropy nitką ropociągu przyjaźń biegnącą przez Ukrainę. Faktycznie dostawy ustały, ponieważ rosyjski dron uszkodził jedną z przepompowni. Według Orbana, Ukraińcy zwlekali jednak z naprawami. Te mają się zakończyć "wiosną". Ponadto Orban uczynił retorykę antyukraińską jednym z filarów swojej przegranej kampanii wyborczej, więc o ugodzie nie mogło być na razie mowy. Teraz wszystko się zmieniło. TISZA wstępnie deklarowała szybkie wycofanie weta w tej sprawie.

Podobna ulga może nastąpić w mniejszym programie Europejska Inicjatywa dla Pokoju (EPF). Utworzono go jeszcze przed wojną w Ukrainie z zamiarem udzielania wsparcia różnym państwom, aby zapobiegać konfliktom. Po napaści Rosji Ukraina stała się błyskawicznie priorytetowym odbiorcą pomocy poprzez ten mechanizm. Planowano używać go między innymi do płacenia państwom członkowskim za starszy sprzęt wojskowy przekazany Ukrainie. Większość pieniędzy miała pochodzić z odsetek od wspomnianych wcześniej zamrożonych w UE rosyjskich funduszy budżetowych. Węgry się temu sprzeciwiały i złożyły dwa pozwy do unijnych sądów, aby blokować wypłatę pieniędzy i z nadzieją uzyskania wyroku, który umożliwiłby trwałe zawetowanie tego rozwiązania. Wyroków jeszcze nie ma.

Polska nie otrzymała z tego powodu około dwóch miliardów euro, o czym mówił w marcu premier Donald Tusk. To pieniądze za nasz starszy sprzęt wojskowy o radzieckich korzeniach, który głównie w latach 2022-23 przekazaliśmy Ukraińcom.

(...)

Poważną pośrednią ulgę Ukrainie przyniesie też na pewno znacząca zmiana nastawienia Węgier wobec Rosji. Po pierwsze w kwestii nakładania unijnych sankcji. Orban od lat był głównym hamulcowym co ostrzejszych działań UE w tym zakresie. W lutym zawetował 20. rundę dodatkowych sankcji na Rosję, choć nie zablokował w marcu cyklicznego odświeżenia tych już obowiązujących. Dwa razy w roku wszystkie 27 państw wspólnoty musi za tym zgodnie zagłosować, aby trwały. Jest to okazja do targów nad tym, kogo by z listy podmiotów lub osób objętych sankcjami usunąć. Na przykład według śledztwa portalu "Vsquare" w 2024 roku szef węgierskiego MSZ Peter Szijjártó koordynował ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem starania na rzecz usunięcia z listy osób objętych sankcjami siostry jednego z bliskich Władimirowi Putinowi oligarchów, Aliszera Usmanowa. Węgrom udało się tego ostatecznie dopiąć podczas kolejnej rundy odświeżania sankcji na początku 2025 roku.

Nowy rząd Węgier najpewniej nie będzie jednak otwarcie proukraiński. Jak mówił jeszcze przed wyborami  w rozmowie z Gazeta.pl dr Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich, lata propagandy mediów kontrolowanych przez rząd ugruntowały już nastawienie Węgrów wobec Ukrainy. Nie jest ono pozytywne. Przeważać ma przekonanie, że od wojny lepiej trzymać się z daleka. Tisza, w ocenie eksperta, nie będzie szła wbrew tym nastrojom społecznym. Owszem, przestanie blokować pomoc unijną i zdystansuje się wobec Moskwy, ale Budapeszt nie stanie się autentycznym sojusznikiem Kijowa. Raczej będą to relacje poprawne.

Ma to się w ocenie Sadeckiego przejawić także w negocjacjach nad akcesją Ukrainy do UE. Ich faktyczne rozpoczęcie też było już od lat blokowane przez Fidesz. Tisza blokadę najpewniej zniesie, ale to nie będzie oznaczać, że jest fanem wizji Ukrainy w UE. Wręcz przeciwnie, można się spodziewać sceptycznego i protekcjonistycznego nastawienia.

gazeta.pl


Jak podał w niedzielę „WSJ”, powołując się na swoje źródła, Arabia Saudyjska zwróciła się do koncernów Hanwha i LIG Nex1 o możliwość przyspieszenia dostaw systemów ziemia-powietrze M-SAM (Cheongung II). Rijad miał także kontaktować się z Japonią w sprawie pozyskania amerykańskich rakiet przechwytujących do wyrzutni Patriot.

O dodatkowe rakiety przechwytujące wnioskowały również Zjednoczone Emiraty Arabskie, które niedawno użyły południowokoreańskiego systemu do obrony przed irańskim atakiem.

Według „WSJ” Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadzą też obecnie rozmowy z ukraińskimi producentami uzbrojenia.

„Amerykański przemysł obronny nie zwiększył wystarczająco mocy produkcyjnych, pomimo wzrostu popytu, dlatego firmy ze Stanów Zjednoczonych mogą stracić potencjalne kontrakty” – ocenił „WSJ”.

PAP


Pomiędzy styczniem a marcem całkowite dochody państwa zmniejszyły się o 8,2%, i wyniosły 8,3 biliona rubli, podczas gdy wydatki wzrosły o 17%, osiągając poziom 12,9 biliona rubli. W sektorze energetycznym odnotowano spadek dochodów z ropy i gazu o 45%, do kwoty 1,4 biliona rubli. Przychody z podatków w sektorach niezwiązanych z ropą i gazem wzrosły o 7,1%, osiągając 6,9 biliona rubli, jednak nie wystarczyło to do zrekompensowania spadku dochodów z węglowodorów oraz rosnących kosztów zobowiązań krajowych i wojskowych.

Pomimo przekroczenia rocznego celu deficytu już w pierwszym kwartale, rosyjskie Ministerstwo Finansów poinformowało, że budżet jest realizowany "zgodnie z docelowymi parametrami strukturalnego deficytu". Władze najprawdopodobniej spodziewają się ożywienia gospodarczego w połowie roku, napędzanego rosnącymi cenami energii wywołanymi wojną na Bliskim Wschodzie.

Według obliczeń agencji Reuters, w kwietniu główne dochody Rosji z podatku naftowego mają ulec podwojeniu, osiągając poziom 700 miliardów rubli (9 miliardów dolarów). Stanowi to istotne wsparcie dla rocznego celu, jakim jest zgromadzenie 7,9 biliona rubli z podatków od wydobycia kopalin. Rosja, będąca drugim największym eksporterem ropy na świecie, może zwiększyć wpływy w wyniku wysokich cen tego surowca. Ostateczna wielkość dodatkowych dochodów uzależniona jest od czasu trwania wojny amerykańsko-izraelskiej przeciwko Iranowi.

Jak dodatkowo czytamy w komunikacie rosyjskiego Ministerstwa Finansów, "z dniem 1 marca 2026 r. miesięczne transakcje kupna/sprzedaży walut obcych i złota zostały zawieszone do 1 lipca 2026 r. z powodu generowania dodatkowych (utraconych) dochodów z ropy naftowej i gazu. Decyzja ta została podjęta w związku z planowanymi zmianami parametru bazowej ceny ropy naftowej, mającymi na celu zwiększenie stabilności finansów publicznych i wzmocnienie systemu finansowego kraju. Po wznowieniu transakcji, szczegóły rozliczeń zostaną ustalone z uwzględnieniem wielkości odroczonych transakcji kupna/sprzedaży walut obcych i złota".

bankier.pl


Na przełomie lutego i marca odbyłem kolejną podróż studyjną na Ukrainę. Jej celem była ocena charakteru wojny oraz kierunku, w którym zmierza. Poniżej moje obserwacje, poszerzone o wydarzenia z ostatnich 45 dni.

Rok temu napisałem tutaj nitkę, której głównym przesłaniem było to, że Ukrainę czekają bardzo ciężkie miesiące — głównie ze względu na problemy z mobilizacją, ale też szeroko pojętą organizację walki.

Od tego czasu Rosjanie zdobyli aglomerację pokrowsko-myrnohradzką i weszli do Łymania. Zajmując Siewiersk, znaleźli się ok. 20 km na wschód od Kramatorska i Słowiańska.

Skala zdobyczy terytorialnych w obw. Zaporoskim (kierunek Hulajpole) przełożyła się na sukces operacyjny, którego jednak Rosjanie nie byli w stanie w pełni wykorzystać.

Na południe od Zaporoża znajdowali się w odległości 15–20 kilometrów od miasta. W rezultacie, mimo bardzo dużych strat, rosyjskie zdobycze terytorialne w 2025 r. były o ok. 30% większe niż w 2024 r. Rok 2026 rozpoczął się więc nie tylko z poważnie uszkodzonym systemem energetycznym Ukrainy, ale też z utrwaloną rosyjską inicjatywą strategiczną na większości kierunków.

Mimo to początek roku był dla Ukrainy relatywnie udany i wiele wskazuje na to, że ten trend nie musi się odwrócić wraz z nadejściem wiosny.

Po pierwsze, moim zdaniem ukraiński kontratak na kierunku Hulajpole (koniec stycznia) był bardzo skuteczny. Ukraińcy nie tylko odepchnęli Rosjan za rzekę Hajczur, ale też według naszych szacunków Rosjanie utracili ok. 400–500 km².

Były to największe ukraińskie zdobycze od czasu operacji kurskiej latem 2024 r. W ciągu 6 tygodni Ukraińcy cofnęli rosyjskie zdobycze o kilka miesięcy.

Mimo problemów z koordynacją i niepełnej realizacji celów, operacja była dużym sukcesem taktycznym. Pokazała, że przy odpowiednim rozpoznaniu i integracji artylerii oraz dronów możliwe jest częściowe przywrócenie manewru wojsk zmechanizowo-motowych. To może być model (po dopracowaniu) dla przyszłych operacji.

Idąc dalej, mobilizacja generuje większe siły, a skala dezercji oraz przypadków samowolnego oddalania się z jednostek maleje. Najważniejsze jest jednak to, że siły lądowe przestały się kurczyć i przynajmniej na poziomie stanów osobowych mamy stabilizację, choć te stany są bardzo niskie.

Dzięki artylerii, dronom oraz KABom, Rosjanie posiadają przewagę w strefie 20–80 km. Tutaj natomiast przewiduję bardzo duże zmiany w następnych 3–6 miesiącach. W ostatnich paru tygodniach z większą częstotliwością pojawiają się filmiki pokazujące ukraińskie uderzenia na średnim dystansie, do 100 km za FLOTem. Jest to bardzo pozytywna ewolucja ukraińskich zdolności do niszczenia rosyjskich celów na głębokim zapleczu. Dodatkowo ukraińskie cykle decyzyjne są po prostu szybsze. Ukraińcy lepiej też używają dronów (w skali całego frontu), a część jednostek jest na naprawdę świetnym poziomie. Różnice w produkcji dronów są jednak bardzo duże: 480–500 tys. vs 250–300 tys. Miesięcznie na korzyść Rosjan.

Trzeciego października 2025 r. Ukraińcy przeprowadzili pierwszy atak dronowy na zakłady chemiczne. Od tego czasu takich ataków było 19, z czego aż 13 od początku roku. Te ataki stanowią część systematycznej kampanii przeciwko rosyjskiej bazie przemysłowej, a tego typu obiekty pełnią kluczową rolę w produkcji komponentów dla przemysłu zbrojeniowego, w tym materiałów wybuchowych, paliw oraz prekursorów dla amunicji i systemów rakietowych.

Dobrze też widzieć kilkukrotne ataki na te same cele przemysłowe czy związane z eksportem ropy i gazu. Od momentu amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran, Ukraińcy przeprowadzili co najmniej 7 ataków na rafinerie oraz porty w obw. Leningradzkim służące do eksportu węglowodorów. Częste ”rewizyty” spowodują, że Rosjanie nie będą mogli w pełni wykorzystać wysokich cen ropy na światowych rynkach. Rosyjskie braki w amunicji przeciwlotniczej oraz lepsza organizacja ukraińskich ataków powodują, że ich skuteczność będzie prawdopodobnie rosła.

Z ocen mniej pozytywnych: Zajęcie Siewerska oraz dalsze rosyjskie postępy terytorialne na wschód aglomeracji Kramatorsko-Słowiańskiej pozwoliły Rosjanom na zbliżenie się na odległość ok. 15 km od granicy Kramatorska. Wschodnie obrzeża miasta są ostrzeliwane przez rosyjską artylerię polową oraz drony. Jeśli Rosjanie będą postępować według swojego typowego planu, to wraz z zajęciem kolejnych miejscowości, będą próbować odciąć całą aglomerację od zaopatrzenia, poprzez ataki dronów na główne linie komunikacyjne. W zasadzie ma już to miejsce, ale intensywność tych uderzeń jest mała i ograniczona tylko do drogi łączącej Izium ze Słowiańskiem. Oprócz prób podejścia do aglomeracji ze wschodu, atakujący prawdopodobnie spróbują też zbliżyć się do Słowiańska od północy i północnego zachodu, aby zasięgiem swoich dronów objąć większą liczbę dróg wiodących do miasta. Ciężko jest z całą pewnością oszacować, jak będzie przebiegać rosyjska „ofensywa” wiosenno-letnia, ale widać, że lekcje z poprzednich lat nie zostały odrobione. Rozbicie ataków pancerno-zmechanizowanych skończy się powrotem do prób ciągłej infiltracji. Dużo sprzecznych informacji pojawia się ws. rosyjskich stanów osobowych. Z jednej strony wiele jednostek odczuwa ich niedobór, ale z drugiej są znaki wskazujące, że Rosjanie przygotowują siły na zapleczu. Jedno nie wyklucza drugiego, natomiast informacji o tym, że Rosjanom w ostatnich miesiącach osłabł nabór, pojawia się coraz więcej.

Mimo utrzymującej się rosyjskiej inicjatywy strategicznej i postępów terytorialnych w 2025 r., początek 2026 r. przyniósł wyraźne oznaki stabilizacji po stronie Ukrainy.

(...)

x.com/konrad_muzyka


"Kochający wolność naród węgierski zdecydowanie opowiedział się za demokracją i rządami prawa. Gratuluję im i Peterowi Magyarowi, nowemu premierowi Węgier" — napisał szef komisji sił zbrojnych w Senacie USA Roger Wicker w platformie X. "[Węgrzy] odrzucili zgubny wpływ Władimira Putina, najokrutniejszego dyktatora świata, i sami zdecydowali o swojej przyszłości" — dodał. Zaznaczył, że liczy na "jeszcze silniejszą przyjaźń między Stanami Zjednoczonymi a naszymi pozostałymi sojusznikami z NATO".

Radość z wyniku wyborów parlamentarnych na Węgrzech wyraził też republikański kongresmen Joe Wilson, współprzewodniczący Komisji Helsińskiej [właśc. Komisji ds. Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie]. On także przedstawił porażkę premiera Węgier Viktora Orbana jako odrzucenie przez Węgrów rosyjskich wpływów.

"Gratulacje dla narodu węgierskiego za odrzucenie zgubnego wpływu Rosji i Chin! Jako młody chłopak inspirowałem się odważnym sprzeciwem narodu węgierskiego wobec Sowietów. Przyszłość Węgier należy do Węgrów" — napisał.

(...)

Amerykańska administracja w bezprecedensowo wyraźny i otwarty sposób wzywała Węgrów do głosowania na Orbana. Trump co najmniej pięciokrotnie udzielił Orbanowi poparcia w wyborach, a dzień przed głosowanie sugerował nawet, że jest gotów wykorzystać "potęgę amerykańskiej gospodarki" do pomocy węgierskiej gospodarce. W ramach poparcia dla Orbana wizytę przed wyborami złożyli na Węgrzech także wiceprezydent USA J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio.

(...)

Ugrupowanie Petera Magyara TISZA — według wyników obliczonych na podstawie niemal 99 proc. przeliczonych głosów — może liczyć na 138 mandatów w liczącym 199 miejsc parlamencie Węgier. Koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem Orbana otrzymała 55 mandatów. Do parlamentu wejdzie też skrajnie prawicowa partia Mi Hazank, która może liczyć na sześć miejsc. Wynik Tiszy daje jej większość niezbędną do zmiany konstytucji oraz ustaw przyjętych przez rząd Orbana przez 16 lat, gdy pozostawał u władzy. Orban pogratulował zwycięstwa rywalowi.

onet.pl