Chociaż dyplomatyczne manewry, w tym wiadomości o tymczasowym zawieszeniu broni na linii Waszyngton-Teheran, nieco uspokoiły nastroje wśród giełdowych spekulantów – co widać po spadku notowań kontraktach na ropę – w świecie fizycznego handlu surowcem panuje ogromne napięcie. Ze względu na paraliż kluczowego szlaku przez Cieśninę Ormuz rafinerie muszą ostro walczyć o zabezpieczenie natychmiastowych dostaw.
Doprowadziło to do rzadko spotykanej anomalii: giełdowe wyceny (bazujące na kontraktach futures) żyją własnym życiem, a ceny na rynku kasowym (tzw. rynku spot), gdzie płaci się za fizyczny towar dostarczany bezzwłocznie, poszybowały w górę. Sytuację zaostrza fakt, że weekendowe rozmowy pokojowe zakończyły się fiaskiem, a Stany Zjednoczone grożą wzmocnieniem blokady irańskiego eksportu, co może objąć działania militarne w rejonie cieśniny.
Analitycy Investment Institute przy banku UniCredit zobrazowali ten problem, zestawiając ceny najbliższych kontraktów terminowych (ICE Brent) z cenami dla fizycznych dostaw ropy w Europie Północno-Zachodniej (tzw. wskaźnik Dated Brent). Różnica tych cen stała się w ostatnich dniach niespotykanie wysoka.
Analitycy przypominają, że w czasie pandemii COVID-19, gdy światowa gospodarka zamarła, a magazyny pękały w szwach, fizyczny surowiec był drastycznie tańszy niż w kontraktach terminowych. Sytuacja odwróciła się po inwazji Rosji na Ukrainę – strach przed załamaniem podaży z kierunku wschodniego wywindował ceny surowca z bieżącą dostawą.
Jednak to, co dzieje się teraz w związku z wojną w Iranie, przyćmiewa wydarzenia z ostatnich lat. Nabywcy na rynku fizycznym są dziś zmuszeni płacić gigantyczną premię za możliwość otrzymania namacalnego towaru z Morza Północnego w najbliższym czasie.
Sytuację tę w żargonie rynków finansowych określa się jako backwardation. W stabilnych warunkach gospodarczych standardem jest zjawisko odwrotne (contango), gdzie surowiec z odroczonym terminem dostawy jest droższy, by zrekompensować koszty jego magazynowania w czasie. Obecnie jednak skrajny strach przed niedoborami odwrócił tę krzywą. Tak wysokie premie na rynku natychmiastowym ograniczają pole do spadków cen na giełdach i sprawiają, że rynek jest niezwykle podatny na powrót silnego backwardation, jeśli tylko napięcia zbrojne znów się nasilą.
Mimo deklaracji Donalda Trumpa o rychłym odblokowaniu Cieśniny Ormuz (przez którą przed eskalacją przepływała jedna piąta światowej ropy), rynek fizyczny zupełnie nie wycenia tego optymistycznego scenariusza. Ewentualne polityczne rozejmy nie rozwiążą problemu z dnia na dzień. Zniszczona infrastruktura, zawyżone stawki ubezpieczeń statków oraz chroniczne zatory logistyczne sprawiają, że fizyczny dostęp do ropy będzie poprawiał się bardzo opornie i nierównomiernie. Europejskie rafinerie, zamiast liczyć na dyplomatyczne zabiegi, w tej sytuacji godzą się na przepłacanie za towar tu i teraz.
bankier.pl