sobota, 19 lutego 2022


- Nie należy mieć złudzeń co do północnego sąsiada. Za jedynego rzeczywistego potencjalnego wroga Finowie zawsze uważali tylko ZSRR, a fiński system wojskowy, oparty na zasadach totalnej mobilizacji, był budowany tylko do zadań organizowania obrony przed ZSRR. Jednocześnie Zachód milcząco zawsze był potencjalnym sojusznikiem Finów na wypadek ewentualnej konfrontacji z ZSRR. Mówienie o neutralności Finów byłoby błędem w każdym okresie. Ich tak zwany zrównoważony kurs był zawsze koniecznym środkiem, a nie szczerym neutralnym stanowiskiem. Finlandia nigdy go nie miała w okresie po 1945 roku. Chociaż jednocześnie Finowie aktywnie pozyskują sowiecką broń od początku lat 60. XX wieku. - RUSŁAN PUCHOW, DYREKTOR ROSYJSKIEGO CENTRUM ANALIZ STRATEGII I TECHNOLOGII (CAST)

Jeśli chodzi o sprzęt fińska armia posiada faktycznie znaczną liczbę pojazdów produkcji radzieckiej, w tym pozyskiwanych m. in. po armii NRD. Są one jednak modernizowane i dostosowywane do specyfiki eksploatacji. Na przykład poprzez pozyskanie w Polsce kamuflaży multispektralnych, które Grupa Lubawa dostarczyła dla modernizowanych BMP-2. Ostatnie zakupy sprzętu pochodzenia posowieckiego miały miejsce na poczatu ostatniej dekady XX wieku. Później nastąpił bardziej zdecydowany zwrot w stronę sprzętu zachodniego wraz z pogłębieniem współpracy wojskowej zarówno z NATO jak i z neutralną Szwecją.

Rosjanie mówią dziś o Szwecji i Finlandii jako „pozornie neutralnych" ze względu na ich zacieśnienie współpracy z Sojuszem Północnoatlantyckim. Przy tym Moskwa zdaje się nie zauważać, że powodem silnego zwrotu tych państw w ostatniej dekadzie były działania Moskwy, a szczególnie aneksja Krymu i wojna w Donbasie.

W tym kontekście nie powinno dziwić, że obecna fińska strategia bezpieczeństwa do 2025 r. mówi o asymetrycznym charakterze przyszłych wojen, potrzebie dużej mobilności a także sieciocentrycznych systemach wymiany informacji zunifikowanych z potencjalnymi sojusznikami. Finowie nie zrezygnowali też nigdy z systemu „totalnej obrony" opartego na powszechnym szkoleniu, poborze i wysokim rozproszeniu sił na terenie kraju, połączonym z maskowaniem miejsc rozlokowania. W taką strategię wpisują się też F-35A, które Finowie najwyraźniej uznali za zdolne do działania w warunkach rozproszenia sił, także w oparciu o stosowane tam wciąż drogowe odcinki lotniskowe. Puchow słusznie zauważa, że jest to strategia nastawiona na ewentualna konfrontację z Rosją i odparcie ataku sił znacznie silniejszego przeciwnika. Trudno dziwić się, że Helsinki postrzegają ten kraj nadal jako jedynego potencjalnego agresora i szukają oparcia w sojuszach. Stąd rosnący zakres współpracy z NATO, ale przede wszystkim ze Szwecją i Norwegią.

Moskwa widzi te działania jako zagrożenie dla swojej północnej flanki, która jest silna głównie w zakresie marynarki wojennej i lotnictwa. Może też stać się w najbliższym czasie istotnym kierunkiem ekspansji. Rosyjski ekspert postrzega fińską armię, jako dobrze wyszkolona i wyposażoną, szczególnie w kontekście specyfiki regionalnej. Finowie potrafią w optymalny sposób wykorzystać zarówno warunki terenowe jak i klimatyczne, a siły zbrojne były wzmacniane w ostatnich dekadach, a nie redukowane jak w wielu państwach zachodnich. Zakupy F-35, podobnie jak koreańskich 155 mm armatohaubic K9 (spokrewnionych z polskim Krabem i tureską Firtiną), wielu typów broni przeciwpancernej czy pojazdów Patria AMV, są elementem tych działań. Helsinki nie wykluczają wstąpienia do NATO, ale nadal silne są ruchy sprzeciwiające się porzuceniu neutralności. Jest to krok którego Rosja zdecydowanie się obawia, gdyż może on wymagać wzmocnienia potencjału na północy, ale też brania pod uwagę całkowicie odmiennej sytuacji strategicznej na Bałtyku.

defence24.pl

Pekin jest żywotnie zainteresowany skutkami międzynarodowymi kryzysu ukraińsko-rosyjskiego, ponieważ elity ChRL i Rosji łączy chęć przebudowy istniejącego porządku międzynarodowego. Przywódcy KPCh liczą, że sukces Moskwy mógłby doprowadzić do poważnego osłabienia NATO, a nawet wręcz do rozpadu wspólnoty transatlantyckiej. Odizolowana od USA, podatna na rosyjską presję militarną i skłócona wewnętrznie UE nie tylko pozostanie otwarta na penetrację ekonomiczną ChRL, lecz także będzie zneutralizowana jako sojusznik USA w rywalizacji globalnej z Chinami. Niemniej Pekinowi zależy na utrzymaniu wrażenia, że rosyjski partner działa niezależnie od niego. Jest to w rozumieniu Chińczyków zarówno ważne dla zachowania przez Putina prestiżu, jak i potrzebne do tego, by zapobiec łączeniu obecnego kryzysu z rywalizacją globalną Chin i USA. Dlatego ChRL długo unikała wszystkiego, co mogłoby sugerować, że dochodzi między oboma państwami w tej sprawie do konsultacji. Pekin obserwuje również, czy przyjęta przez Moskwę taktyka agresywnych działań sprawdzi się i będzie mogła być zaadaptowana w przyszłości na potrzeby rywalizacji chińsko-amerykańskiej w regionie Azji i Pacyfiku.

Mimo że przywódcy ChRL nie wsparli Moskwy od razu, to propaganda chińskich mediów państwowych dała jasno do zrozumienia, po czyjej stronie opowiada się KPCh. Od połowy grudnia ub.r. widoczny jest w państwowych mediach stopniowy wzrost ilościowy materiałów powtarzających rosyjską narrację o „ekspansji NATO”, prowokowaniu „kolorowych rewolucji” przez zachodnie służby na terenie państw byłego ZSRR i „uzasadnionych obawach Rosji o bezpieczeństwo” w obliczu presji USA, podobnej do tej wywieranej na ChRL. Pojawiają się zawoalowane sugestie, że nieradząca sobie z pandemią COVID-19 administracja Stanów Zjednoczonych szuka wojny dla odwrócenia uwagi opinii publicznej. Powtarzanym też często elementem przekazu jest wskazywanie na rzekome próby USA rozbicia chińsko-rosyjskiej relacji „o najwyższym poziomie wzajemnego zaufania, koordynacji i wartości strategicznej”, budującej „nowy typ stosunków międzynarodowych” – jak to nazywa propaganda KPCh, która stara się zarazem za wszelką cenę unikać stosowania terminu „sojusz”. Wydaje się, że w ten sposób KPCh nie tylko wyraża wsparcie dla Moskwy, lecz także przygotowuje własne społeczeństwo na spodziewany konflikt ukraińsko-rosyjski.

osw.waw.pl

Europejski system gazowy pokazał w 2021 roku elastyczność, a hurtowe rynki – swoją odporność – taki jest główny wniosek ACER (Agencji UE ds. współpracy Regulatorów) z monitoringu hurtowych rynków gazu. Wysokie ceny gazu są głównie efektem działania fundamentalnych czynników popytu i podaży na rynkach.

System pokazał elastyczność, rozumianą jako zdolność przyjęcia przepływów gazu, wynikających z sygnałów cenowych; co więcej infrastuktura gazowa jest na tyle rozbudowana, że w systemie nie ma już wąskich gardeł, które utrudniałyby realizację tych przepływów – stwierdziła Agencja. Jednocześnie ACER zauważył, że nawet jeśli nie zanotowano poważniejszych zakłóceń w dostawach, to stopień bezpieczeństwa spadł w efekcie niższego importu LNG i za pośrednictwem gazociągami, oraz niższych stanów magazynowych. 

Ceny gazu były wynikiem fundamentalnych czynników podaży i popytu. Cenę dodatkowo podbijała niepewność, ceny kontraktów forward rosły z obawy o przyszłą podaż – takie są, według ACER główne przyczyny wysokich cen. Agencja zauważyła jednocześnie rynkowy efekt – wyrównania się cen w hubach. To ma być dowód na elastyczność rynków i dostosowanie się ich do powstałej sytuacji. 

Konstrukcja rynków jest efektywna, ale wymagana jest refleksja nad tym, w jaki sposób mechanizmy rynkowe mogą chronić otoczenie, kiedy wystąpią ekstremalne ceny – konkluduje ACER. Agencja wskazuje na efekty drogiego gazu. Wzrost cen do historycznie wysokich poziomów nie tylko wpłynęły na wysokość rachunków konsumentów, ale uderzyły też przemysł, który musiał wręcz ograniczać produkcję. Innym efektem był powrót energetyki do węgla, który nawet przy wysokich kosztach emisji CO2, stał się konkurencyjnym źródłem produkcji prądu. 

W całym roku konsumpcja gazu w UE i Wielkiej Brytanii wzrosła o 4,8%. Jednak w I połowie roku wzrost ten wynosił aż 12% w ujęciu rocznym, co było efektem odbudowy gospodarek po pandemii, przedłużającej się zimy i zwiększonego popytu ze strony energetyki. 

Za to w II połowie roku konsumpcja spadła o 3%, a to z powodu ograniczania popytu z powodu wysokich cen gazu i przełączania się energetyki na węgiel. 

W całym roku zużycie gazu do produkcji energii elektrycznej spadło o 4% w ujęciu rocznym, za sprawą przede wszystkim wzrostu konkurencyjności węgla. 

Wahaniom ulegał import LNG, w ujęciu rocznym spadając o 16%. Tempo sprowadzania skroplonego gazu było silnie skorelowane ze stanem światowych rynków. Przez trzy kwartały import do Europy był wyjątkowo niski w efekcie panujących na różnych rynkach cen. Producentom zdecydowanie bardziej opłacało się sprzedawać w innych regionach świata, przede wszystkim w Azji. 

Dopiero w IV kwartale wywindowane we wrześniu na absurdalne poziomy ceny na europejskich hubach przyciągnęły dostawy z rynku spot. Import dodatkowo napędziły spadek cen w Azji i rosnące tam zapasy. Przez ostatnie trzy miesiące 2021 roku strumień LNG, trafiający do Europy był wyższy o 32% w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Mimo wszystko dostawy LNG nie zdołały znacząco wyhamować wzrostu cen – ocenia ACER. 

Największym dostawcą LNG w 2021 roku  były USA z 28% udziałem, Katar – 24% i Rosja – 20%. 

Znamienne jest jednak, że nawet w tak kryzysowej sytuacji zdolności regazyfikacji europejskich terminali LNG były wykorzystywane zaledwie w 37%, podczas gdy rok wcześniej było to 45%.

Import gazu tradycyjnymi drogami okazał się sporo niższy niż w przedpandemicznym rokiem 2019. Z Rosji popłynęło mniej o 3%, przy czym w ostatnich miesiącach roku spadek ten sięgnął aż 25%. Gazprom pozostał największym dostawcą Europy, mimo spadku wolumenu i mimo tego, że wzrosły dostawy rurami z Norwegii. Znacząco wzrósł natomiast import z Algierii i Azerbejdżanu, oba te kraje dały Europie w sumie 10% gazu. 

Mniejsze dostawy LNG i gazociągami z Rosji spowodowały, że niezbędne było wytłoczenie większych wolumenów z magazynów. W kwietniu poziom zapasów w UE był ponad 30% niższy niż rok wcześniej. Latem zatłoczono znacząco mniej – o 15% rok do roku. W październiku w magazynach było o 15 mld m sześc. mniej niż rok wcześniej. Tymczasem w ubiegłych latach magazyny dawały średnio 26% zimowego popytu. ACER jednoznacznie wskazuje, że za słabe napełnienie magazynów odpowiada Gazprom, który w swoich magazynach w państwach europejskich zgromadził rekordowo mało gazu.

wysokienapiecie.pl