sobota, 4 maja 2024


– OZE produkują z prawie zerowa ceną zmienną i w każdym dobrze zorganizowanym systemie energetycznym korzystna jest jak największa produkcja z tych źródeł – a wówczas efektem jest zmniejszanie cen hurtowych – a więc finalnie naszych rachunków. Ograniczenie produkcji OZE jest oczywistą stratą (dla wszystkich – stwierdza ekspert.

Taryfy dynamiczne mają na celu związanie aktualnych cen hurtowych energii elektrycznej z cenami oferowanymi klientom końcowym. Dzięki temu możliwe jest bezpośrednie odzwierciedlenie zmian na rynku hurtowym w cenach dla ostatecznych odbiorców. Z uwagi na rosnącą ilość energii ze źródeł odnawialnych, w niektórych momentach doby może wystąpić nadmiar produkcji, prowadzący do spadku cen na rynku hurtowym. W rezultacie ceny detaliczne mogą być również niższe, co może zachęcić zarówno przemysł, jak i indywidualnych odbiorców do zwiększenia zużycia energii w okresach, gdy jest ona tańsza.

– Oczywiście wymaga to przestawienia sposobu produkcji (przemysł) – aczkolwiek nadwyżka energii z PV może już dziś dawać interesujące ceny w ciągu słonecznych dni a dla klientów indywidualnych – pojawienia się urządzeń domowych które automatycznie dostosują się  zmiany poboru zgodnie z optymalizacją kosztów. Wcześniej czy później wpływanie to także na atrakcyjność szerokiego stosowania wszelkiego typu magazynów energii – stwierdza Świrski.

W polskim sektorze energetycznym obecnie panują warunki, które stanowią wyzwanie dla wprowadzenia dynamicznych taryf. Zdominowany przez kilku głównych graczy i obciążony nadmierną regulacją rynek nie sprzyja innowacjom w tym zakresie.

– Taryfy dynamiczne maja rację bytu dla bardzo dobrze rozwiniętego rynku energii i dobrej konkurencji. W warunkach polskich rynek energii jest całkowicie zdruzgotany regulacjami ostatnich kilku lat (mrożenie, regulowanie i subsydiowanie cen) i przy organizacji rynku z dominująca rolą zaledwie kilku koncernów – trudno oczekiwać interesujących taryf dynamicznych. Nowa regulacja przedłużająca system „mrożenia cen” na drugą połowę 2024 generalnie jest sprzeczna z reguła wolnego rynku i pisząc ironicznie – Polska będzie chyba pierwszym w świecie połączeniem stosowania zaawansowanych taryf dynamicznych z systemem stałych – „mrożonych” cen. Dlatego tez przynajmniej  tym roku oczekiwania ze taryfy dynamiczne zmienią cokolwiek należy odłożyć na później – stwierdza ekspert.

– Na szybko można oczywiście wprowadzać pewne modyfikacje rynku bilansującego i zmieniać systemy płatności ze OZE (w kierunku ujemnych cen) ale pierwszoplanowe zadanie dla polskiego systemu energetycznego to szybkie inwestycje w magazyny energii i same sieci oraz odbudowa wolnego rynku – a więc zniesienie systemów „mrożenia cen” – dodaje.

Jak to wygląda w kwestii redukcji OZE, czy będą one trwały cały czas w tym roku? Jak powinniśmy na to patrzeć?

– Niestety na realny efekt będziemy czekać i redukcje OZE będą trwały cały czas w 2024 (widać to w pierwszym tygodniu maja). Konieczne jest zrozumienie ze system energetyczny przyszłości będzie jednak inny niż cały czas się zakładało i że będziemy poszukiwać nie energii „w podstawie” (jak mówi się przy promowaniu energetyki jądrowej) ale „energii elastycznej” – ze źródeł które mogą być uruchamiane bardzo szybko i na krótkie okresy czasu w ciągu doby. Warto popatrzeć zwłaszcza na rolę magazynów energii które np. w koncepcjach przyszłego systemu energetycznego Kalifornii maja pełnić pierwszoplanową rolę (we współpracy z OZE) – powiedział Świrski.

biznesalert.pl

Zastępca szefa wywiadu wojskowego Ukrainy Wadym Skibicki we wspomnianym wyżej wywiadzie podkreślił, że zarówno Ukraina, jak i Rosja starają się obecnie wywalczyć "najbardziej korzystną pozycję" przed możliwymi negocjacjami. Odbędą się one według Skibickiego nie wcześniej niż w drugiej połowie 2025 roku. Czyli prawie rok po wyborach prezydenckich w USA, w których ma się rozstrzygnąć również dalsze wsparcie Amerykanów dla Ukrainy.

Do tego czasu według zastępcy Budanowa atakująca Ukrainę Rosja będzie już słabsza i będzie musiała stawić czoła poważnym trudnościom na froncie. Z informacji Skibickiego wynika, że rosyjskie zdolności produkcyjne ostatnio wzrosły i osiągną swoje apogeum na początku 2026 roku. Po czym Kreml będzie miał kłopoty z powodu braku materiałów do produkcji sprzętu wojskowego. Kijów uważa, że Moskwie do tego czasu może zabraknąć też inżynierów i personelu do obsługiwania oraz produkcji tego sprzętu.

Ostatecznie obie strony mogą zostać bez broni. Ale jeśli nic się nie zmieni, Ukraina odczuje to jako pierwsza - powiedział Skibicki.

Według sztabu generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy Rosja osiągnęła ostatnio taktyczny sukces na południowym zachodzie miejscowości Ozheretyne, gdzie tym samym uniemożliwiła rotację ukraińskich wojsk. Wojskom rosyjskim udało się przełamać pierwszą linię obrony na tym odcinku frontu. Według ukraińskiego dowództwa, przewaga Rosjan w tym rejonie sprawiła, że Ukraina jest nieco opóźniona w działaniach obronnych i jest jej trudniej ustabilizować sytuację. "Rosja rzuca tam wszystko, co ma, aby osiągnąć sukces" - piszą żołnierze, którzy walczą na tym kierunku. Według ukraińskich żołnierzy rosyjska armia sporo się nauczyła po 2022 roku. I teraz działa o wiele lepiej, sprawniej i szybciej, a jej działania są związane z lepszym niż wcześniej rozeznaniem rosyjskich dowódców. 

Wadym Skibicki uważa, że rosyjska armia chce za wszelką cenę zająć cokolwiek przed 9 maja. W przeciwnym razie - jak mówi - będą musieli to zrobić przed wizytą Putina w Pekinie, która się zbliża. Twierdzi, że Kreml żąda od żołnierzy pokaźnych sukcesów, którymi Putin będzie mógł się pochwalić w Chinach. 

Nasz problem jest bardzo prosty: nie mamy broni. Rosjanie dobrze  wiedzieli, że kwiecień i maj będą dla nas trudnym okresem - podkreślił oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego.

gazeta.pl