środa, 17 lutego 2021


Termin „wojna mozaikowa” nie został wybrany przypadkowo. Jak mówią przedstawiciele DARPA chodzi o to aby na polu bitwy współdziałało ze sobą wiele małych elementów, tworzących jednak z większej perspektywy jeden spójny obraz. Mozaika została też wybrana z innego względu. To kompozycja w której „każdy element pasuje do każdego”. Współczesne metody działania porównują z kolei do puzzli, w których każdy element ma swoje przyporządkowanie i może zostać zainstalowany w jedynym wyznaczonym dla niego miejscu, a jego brak może uniemożliwić przyłączenie kolejnych elementów.

Rozwiązania te są spadkiem po wypracowanej po wojnie wietnamskiej doktrynie „łamacza ofensyw” (Assault Breaker), która miała skutecznie powstrzymać sowiecką ofensywę w Europie. Wówczas także dostrzegano korzyści płynące ze współpracy na polu bitwy i planowano stoczyć bitwę powietrzno-lądową (air-land battle). W swoich czasach koncepcja ta, oparta o ówczesny poziom techniczny, sprawdziła się. Sowieci nie zdecydowali się na wojnę w Europie, a na własnej skórze amerykańskie założenia odczuł Saddam Husajn podczas Operacji Pustynna Burza w 1991 roku. Jednak, jak podkreśla DARPA, bitwa powietrzno-morska opierała się na osiągnięciu zdolności do współpracy „kilku elementów” sił zbrojnych z kilkoma innymi. Udało się to zresztą osiągnąć wielkim nakładem kosztów i pracy, a prawidłowe zadziałanie tej współpracy zależało od prawidłowego przeprowadzenia wielu procedur. Cały ten system DARPA określa dzisiaj jako „kruchy”, wymagający wielkich nakładów pracy, a także nieskalowalny.

Oczywiście kruchy z punktu widzenia współczesnego pola bitwy, po ogromnym rozwoju w zakresie digitalizacji pola walki, łączności oraz dostępnych platform rozpoznawczych i bojowych. Jak informuje DARPA, niemal wszystkie platformy potrzebne do realizacji „wojny mozaikowej” już w USA istnieją, a nawet są wdrożone do służby. Wyzwaniem pozostaje jednak stworzenie systemu ich pewnej komunikacji między sobą i z dowództwem. Jako przykład podawany jest fakt, że dwa najlepsze myśliwce – F-22 Raptor i F-35 Lightning II nie mają możliwości wymiany informacji między sobą w trybie trudnowykrywalnym.

Właśnie stworzenie systemu dobrej wymiany informacji i łączności jest wymagane. Tak aby dowódca miał informacje ze wszystkich dostępnych sensorów i mógł wyznaczyć do wykonania zadania odpowiednie siły. Docelowo w wojnie mozaikowej ma jednak chodzić o coś więcej. O to, aby dzięki włączeniu wszystkich systemów do wspólnej sieci dane zadanie można było wykonywać na wiele możliwych sposobów. Dzięki tej elastyczności po utracie np. jednego środka mającego je wykonać, dowódca może mieć nadal wiele różnych innych możliwości. Sieć niezliczonych połączeń pomiędzy różnymi uczestnikami pola walki, w połączeniu z ich dużą ilością (pojawienie się inteligentnej broni, działającej w rojach i bezzałogowców różnych typów i klas) ma sprawiać, że przeciwnik nie będzie mógł przewidzieć jaki rodzaj uderzenia go czeka. Nawet po odparciu ataku będzie musiał się też liczyć z kolejnym, który będzie mógł nadejść z zupełnie innej strony.

defence24.pl

Na kontynencie wkrótce opadła bambusowa kurtyna, kończąc jedną z największych migracji w historii Chin. Jednak przeważająca część społeczeństwa ani zbyt entuzjastycznie nie popierała nowych władz, ani nie była im przeciwna. Większość nie miała wyboru – musiała pozostać na miejscu, przyglądając się wyzwoleniu i towarzyszącym mu fanfarom z mieszanką ulgi, nadziei i obaw.

Po uroczystościach pojawiła się policja. Nie była tak przyjacielsko nastawiona jak żołnierze. Patrole policyjne wkraczały do domów, szukając zabronionych przedmiotów, od broni po odbiorniki radiowe. Policjant, który nękał rodzinę Kang Zhengguo w Xi’anie, miał na sobie znoszony mundur i mówił z ciężkim północnym akcentem z Shaanxi. „Zawsze podawaliśmy mu w salonie herbatę, ale wydawał się nieprzyzwyczajony do gładkich krzeseł z drzewa cedrowego i po chwili kucał wprost na krześle, nie zdjąwszy nawet butów”. Interesował go należący do rodziny lampowy odbiornik radiowy. Policja podejrzewała, że urządzenie to wykorzystywano do wysyłania depesz, a nie do odbierania programów. Głowę domostwa Kangów nieustannie wzywano na policję do składania wyjaśnień. W końcu ojciec miał dość i oddał odbiornik.

W całych Chinach policja odwiedzała osoby podejrzewane o sprzyjanie dawnym władzom. W wielkich miastach, takich jak Pekin, Szanghaj czy Wuhan, kilka dni po wyzwoleniu pojawiły się zespoły specjalne, szkolone do przejęcia spraw dotyczących bezpieczeństwa publicznego. Uzyskawszy informacje od zakonspirowanych członków partii komunistycznej, rozeszli się do komisariatów i kwater policji, skąd wydali zarządzenie, by wszyscy pozostali na stanowiskach. Generał Chen Yi, nowy burmistrz Szanghaju, zamienił szpiczastą czapkę na ciemny beret i podczas trzygodzinnego posiedzenia, z niezapalonym papierosem wiszącym w kąciku ust, wzywał siły policyjne, by się „zreformowały, a równocześnie kontynuowały pracę bez zbytniego niepokoju”.

Komuniści nie mieli wyboru – musieli zwrócić się do urzędników i policjantów starego reżymu, by pracowali dalej. We wszystkich instytucjach – na poczcie, w ratuszu, w komendzie policji – część najwyższych funkcjonariuszy poprzedniego systemu znikała, a na ich miejsce pojawiały się nowe twarze. Były to kadry partyjne, którym powierzono nadzór nad przejmowaniem władzy:

Typowy urzędnik [nowych] władz, w mundurze koloru niebieskiego lub khaki, przypominającym wojskowy, z głową przykrytą sukienną czapką, często niezdejmowaną nawet w biurze, znacznie bardziej przypomina radzieckiego komisarza niż chińskiego funkcjonariusza. Żyje oszczędnie […]. Jest biednym człowiekiem; to partia go ubiera, żywi i zapewnia mu dach nad głową. Tytoń i mydło otrzymuje z oficjalnego przydziału, a miesięcznie ledwo zarabia dość, by kupić sobie parę byle jakich sandałów. Sypia na podłodze, a w zarekwirowanych europejskich budynkach odrzuca miękkie materace, na których nie potrafiłby zasnąć. Wobec obcych zachowuje dystans i jest dostępny jedynie dla tych nielicznych, których wyznaczono do prowadzenia „stosunków zagranicznych”. Upiera się, by inni Chińczycy mówili do niego w dialekcie pekińskim, teraz bardziej niż kiedykolwiek oficjalnym języku całego kraju, a nie w lokalnym dialekcie szanghajskim czy jakimś innym.

Większość codziennych zadań wykonywali byli pracownicy dawnych władz. W 1945 roku policja narodowców zaczęła rejestrację gospodarstw domowych i wydawanie dowodów tożsamości w kontrolowanych przez siebie miastach. Gospodarstwo domowe było pojęciem wykraczającym poza samą rodzinę: mogło odnosić się do każdej kolektywnej jednostki, takiej jak fabryczny hotel robotniczy czy oddział szpitalny. Nowe władze przejęły system rejestracji domostw, początkowo uznawany przez komunistów za „faszystowski”, ale nadały mu nowy aspekt. Kartki na żywność wydawano głowie każdego gospodarstwa domowego – głowie rodziny, kierownikowi fabryki czy opatowi w klasztorze – i tej osobie powierzano obowiązek zgłaszania wszelkich zmian w składzie domostwa. Racjonowanie i rozdawnictwo żywności na podstawie systemu rejestracji oznaczało ogromną ilość papierkowej roboty, ponieważ każdy komisariat policji musiał wydawać bony z przydziałami kilka razy w miesiącu. Zapewniało jednak państwu możliwość wglądu w każde gospodarstwo domowe w stopniu nigdy wcześniej nieznanym.

Poza rejestracją gospodarstw domowych każda osoba otrzymywała etykietkę określającą status społeczny (chengfen), oparty na „pochodzeniu rodziny”, „zawodzie” i „statusie indywidualnym”. Takich etykietek było około sześćdziesięciu i zostały one pogrupowane w ogólniejsze kategorie klasowe. Te z kolei określano jako „dobre”, „średnie” lub „złe” na podstawie domniemanej lojalności wobec rewolucji, na przykład:

klasy dobre:
kadry rewolucyjne
żołnierze sił rewolucyjnych
męczennicy sprawy rewolucji
robotnicy przemysłowi
chłopi należący do biedoty i niższej klasy średniej

klasy średnie:
drobnomieszczaństwo
średniozamożni chłopi
inteligencja i ludzie wykształceni

klasy złe:
właściciele ziemscy
bogaci chłopi
kapitaliści

Te przydziały klasowe wkrótce miano uprościć do dwóch sobie przeciwstawnych: czerwonych i czarnych, czyli przyjaciół i wrogów. Już niedługo miały one na wiele następnych dziesięcioleci określać los człowieka, ponieważ dzieci dziedziczyły status głowy gospodarstwa domowego.

W pierwszej kolejności policja aresztowała najbardziej oczywistych wrogów reżymu – domniemanych zbrodniarzy wojennych, przewodniczących tajnych stowarzyszeń, znanych przywódców dawnego reżymu, którzy jeszcze nie uciekli. Wkrótce jednak podejrzani stali się wszyscy należący do „złych klas”, ponieważ komuniści starali się dopaść ukrytych wrogów rewolucji, szpiegów i tajnych agentów. Ostatecznie Chiny wciąż były w stanie wojny. Mimo wszystkich parad zwycięstwa ostatnie obszary Chin kontynentalnych wyzwolono dopiero pod koniec 1950 roku.

Frank Dikotter - Tragedia wyzwolenia

Kilka miesięcy temu władze w Pekinie wzięły na cel potężne chińskie spółki technologiczne, które przez wiele lat korzystały z nietypowej swobody regulacyjnej za Murem i rozwinęły działalność m.in. aż na pole usług finansowych. Ich niekontrolowany rozwój na tym rynku zaczął zagrażać nie tylko interesom wpływowych osób, ale i stabilności systemu finansowego Państwa Środka.

Na początku listopada ogłoszono projekt zmian regulacji fintechów. Mają one być traktowane bardziej jak banki, a nie spółki technologiczne, czyli podlegać ściślejszej kontroli państwa i tworzyć większe bufory kapitałowe. Planowana modyfikacja przepisów była oficjalnym powodem wstrzymania największego debiutu giełdowego świata: spółki Ant Financial, należącej do imperium Jacka Ma, do niedawna najbogatszego Chińczyka.

Jednak jak donosił "Wall Street Journal", decyzję o zawieszeniu IPO miał podjąć sam Xi Jinping. Przywódcę Chin miała zirytować publiczna wypowiedź założyciela Alibaby, w której Ma bezpardonowo skrytykował regulacje i stan sektora finansowego za Murem. Co było faktycznym powodem anulowania debiutu Ant Financial tuż przed planowanym startem: podrażniona ambicja "nowego Mao", obawy o stabilność finansową kraju czy naruszenie interesów wpływowych grup, a może wszystko na raz? Tego nie wiemy, ale jasne stało się, że Ma podpadł Pekinowi.

Gdy na kolejne dwa miesiące zniknął z życia publicznego, zaczęły pojawiać się plotki: czyżby niepokorny miliarder zniknął "z chińską charakterystyką", czyli został po cichu zatrzymany i jest więziony? Pomimo atrakcyjności takiej narracji wśród osób dobrze poinformowanych dominowało inne stanowisko: to sam Ma zdecydował się przeczekać trudny okres, by nie drażnić smoka.

bankier.pl