poniedziałek, 26 czerwca 2023


„La Stampa” podała też informacje uzyskane przez portal „Agents.media”, że spośród 12 stałych członków Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej tylko pięć osób przyjęło twarde stanowisko wobec buntu Prigożyna. Inni milczeli. Lista „milczących” w czasie trwania puczu obejmuje też innych wysokich urzędników i funkcjonariuszy. W niedzielę późnym wieczorem przedstawił ją dobrze poinformowany kolektyw rosyjskich dziennikarzy.

Jak przekazuje dzisiejsza „La Stampa”: wśród milczących byli dyrektor FSB Aleksander Bortnikow, szef administracji prezydenta Anton Wajno, pierwszy zastępca szefa administracji prezydenta Siergiej Kirijenko, zastępca szefa administracji prezydenta, propagandysta Putina Aleksiej Gromow, premier Michaił Miszustin, minister spraw wewnętrznych Władimir Kołokolcew. Publicznie nie wypowiadali się też były wpływowy szef służb Nikołaj Patruszew, dowódca Federalnej Służby Wojsk Gwardii Narodowej Rosji Wiktor Zołotow czy były minister obrony Siergiej Iwanow.

Jak pisze gazeta pod ziemię zapadł się też minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. To milczenie jest zdaniem gazety bardzo znamienne.

W imieniu Putina piętnowali Prigożyna tylko Dmitrij Miedwiediew, przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin, przewodnicząca Rady Federacji Walentina Matwienko oraz dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej Siergiej Naryszkin. Robili to też główni gubernatorzy, poczynając od petersburskiego Aleksandra Begłowa.

onet.pl

Po zwycięstwie Władimira Putina w wyborach prezydenckich w 2018 r. Dmitrij Miedwiediew pozostał premierem — był to jeden z warunków porozumienia zawartego między politykami podczas zamiany stanowisk z 2011 r. O takiej sytuacji poinformowały "Meduzę" dwa źródła zbliżone do Kremla, a także rozmówca bliski ówczesnym władzom rosyjskim.

— Miedwiediew chciał wrócić [do prezydentury], ale Putin mu na to nie pozwolił. Otrzymał jednak "gwarancje", że przez kolejne dwie kadencje prezydenckie będzie piastował urząd premiera — wyjaśnia "Meduzie" źródło bliskie Kremlowi.

Zastrzega jednak, że już wtedy u Miedwiediewa "zaczęły pojawiać się problemy". Przykładowo w 2018 r. organy ścigania zaczęły prześladować biznesmenów bliskich premierowi, a jeden z jego najbliższych współpracowników, Arkadij Dworkowicz, nie został włączony do nowego rządu. Według źródeł "Meduzy" osobiście nalegał na to prezydent Rosji.

— Putin chciał osłabić Miedwiediewa. Prawdopodobnie nie miał wątpliwości co do tego, że będzie on ubiegał się o kolejną kadencję w 2024 r. Ogólnie rzecz biorąc, Miedwiediew radził sobie jednak całkiem dobrze — byłby premierem przez [kolejne] sześć lat — powiedziało "Meduzie" źródło bliskie ówczesnemu rządowi.

Jego kariera na stanowisku premiera zakończyła się jednak na początku 2020 r. Miedwiediew podał się do dymisji natychmiast po tradycyjnym przemówieniu Putina do Zgromadzenia Federalnego, w którym ten zapowiedział kilka poprawek do konstytucji.

Jedna z poprawek przyznała rosyjskiemu parlamentowi prawo do mianowania szefów ministerstw federalnych — do tej pory ich nominacja była proponowana przez premiera i zatwierdzana przez prezydenta. Ponadto władza prezydencka została rozszerzona o "ogólne zarządzanie" rosyjskim rządem. W ten sposób premier stał się podrzędną postacią w utworzonym pionie władzy.

Według dwóch źródeł zbliżonych do Kremla poprawki te nie były wcześniej omawiane z Miedwiediewem — został on "postawiony przed faktem dokonanym". — Dla Miedwiediewa osłabienie pozycji premiera było naruszeniem porozumienia z 2011 r. Okazało się, że jego wpływy zostały odcięte, został oskubany — mówi jeden z rozmówców.

Nadal nie jest jasne, czy Miedwiediew sam podjął decyzję o rezygnacji, czy też został do niej zmuszony. Według źródeł "Meduzy" zbliżonych do Kremla poprawki wywołały "negatywną reakcję" premiera i możliwe, że sam podjął decyzję o ustąpieniu. Rosyjski serwis BBC opublikował wcześniej tę samą wersję, powołując się na osoby "bliskie Miedwiediewowi". Niemniej jednak inne źródła twierdziły, że Putin zmusił Miedwiediewa do ustąpienia — tak donosił chociażby Forbes.

— Putin [w owym czasie] potrzebował skutecznego rządu, który zwiększyłby efektywność wydatków socjalnych, a tym samym pomógł stworzyć dobre wrażenie na obywatelach przed wyborami do Dumy Państwowej w 2021 r. i wyborami prezydenckimi w 2024 r. — uważa politolog Nikołaj Pietrow.

Michaił Miszustin, były szef Federalnej Służby Podatkowej, stanął na czele skuteczniejszej, zdaniem Putina, wersji rosyjskiego rządu. Specjalnie dla Miedwiediewa utworzono nowe stanowisko: zastępcy przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa (po wojnie ten organ rządowy stał się znany jako jedno z kluczowych stanowisk w rosyjskim systemie rządów; przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa jest Władimir Putin).

— To [stanowisko] zostało wymyślone przez Putina na spotkaniu z Miedwiediewem [po przemówieniu na Zgromadzeniu Federalnym]. Przesłanie brzmiało: jesteś moim zastępcą, a zastępca Putina to bardzo wysokie stanowisko. Z powodu pośpiechu początkowo jednak autorytet tego stanowiska był nikły, a obowiązki Miedwiediewa pozostały niejasne — mówi źródło "Meduzy" bliskie Kremlowi.

Rzeczywiście, ustawa ustanawiająca stanowisko wiceprzewodniczącego Rady Ministrów stwierdzała jedynie, że jego uprawnienia mają być określane przez prezydenta. Później Putin wydał dekret stwierdzający, że jego zastępca w Radzie Bezpieczeństwa może odbywać spotkania "w imieniu" prezydenta, "informować" go "o kwestiach bezpieczeństwa narodowego" oraz "uczestniczyć w opracowywaniu i wdrażaniu kursu polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej".

Jednak według dwóch rozmówców "Meduzy" bliskich Kremlowi to sekretarz Nikołaj Patruszew pozostaje prawdziwym "panem Rady Bezpieczeństwa", podczas gdy "Miedwiediew został odstawiony na boczny tor". Jego stosunki z niektórymi członkami Rady Bezpieczeństwa również się nie układały: wysokiej rangi urzędnicy bezpieczeństwa nie lubili "cywila" na takim stanowisku.

— Miedwiediew został wrzucony w środowisko, które było dla niego tak wrogie, jak to tylko możliwe — mówi Nikołaj Pietrow.

Rosyjski serwis BBC, cytując "osobę, która była częścią wewnętrznego kręgu byłego premiera", napisał, że Miedwiediew czuł się "naprawdę źle" na tym tle "po raz pierwszy" po swojej dymisji. "Siedział, odpoczywał, medytował. Nikt z nim, byłym prezydentem i premierem, nie rozmawiał o wyborze Miszustina na jego następcę".

Jeden z bliskich Kremlowi rozmówców "Meduzy" zauważa jednak: — Dzięki udziałowi w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa zachował jeden z najważniejszych zasobów w pionie władzy — regularny dostęp do pierwszej osoby w państwie.

W rezultacie, jak twierdzą źródła, nie minęło wiele czasu, zanim Miedwiediew "zbudował sobie nową ścieżkę kariery", która miała ponownie zbliżyć go do Putina — a może nawet go zastąpić.

Po swojej rezygnacji Dmitrij Miedwiediew nie tylko otrzymał stanowisko zastępcy szefa Rady Bezpieczeństwa, ale także zachował inną ważną funkcję — przewodniczącego partii Jedna Rosja, którą sprawował od jesieni 2011 r.

Dwa źródła "Meduzy" zbliżone do Kremla twierdzą jednak, że Miedwiediew zawsze był "mało zainteresowany" partią rządzącą: — Postrzegał ją jako dodatek do [premierostwa], coś w rodzaju dodatkowego plusa do statusu. Nawet nie próbował umieszczać swoich ludzi na stanowiskach kierowniczych.

Na nowej drodze kariery Miedwiediew oparł się na Jednej Rosji. Według rozmówców bliskich Kremlowi i źródła w samej partii były premier uznał, że w nowych warunkach stanowisko przewodniczącego Dumy Państwowej, które połączy z kierownictwem partii, będzie dla niego najlepszą pozycją.

— Oczywiście rozumiał, że wszystkie decyzje personalne dotyczące rządu będą zatwierdzane przede wszystkim przez Putina, ale sądził, że on, jako lider partii i przewodniczący, również będzie miał w tym swój udział. — [Spodziewałem się], że [nawet nowy] premier go odwiedzi" – mówi źródło "Meduzy" w Jednej Rosji.

Jednak według jednego ze źródeł partyjnych Miedwiediew dość szybko zdał sobie sprawę z tego, że praktycznie "nie ma realnego wpływu" na Jedną Rosję. Wszystkie znaczące stanowiska w partii zajmowali albo ludzie bliscy sekretarzowi generalnemu Jednej Rosji Andriejowi Turczakowi, albo współpracownicy Siergieja Kirijenki, szefa kremlowskiego bloku politycznego.

Z tego powodu Dmitrij Miedwiediew, formalnie pozostając szefem partii, faktycznie nie mógł uczestniczyć w jej operacyjnym zarządzaniu. Niemniej jednak nadal planował być jej przedstawicielem w wyborach do Dumy jesienią 2021 r. Według źródła "Meduzy" bliskiego obecnemu kierownictwu Jednej Rosji Miedwiediew liczył na Władimira Putina, z którym udało mu się utrzymać "dobre i równe stosunki".

"Meduza" napisała wówczas, że scenariusz z Miedwiediewem na czele listy partyjnej w wyborach był rzeczywiście "podstawowy" i "kluczowy" dla Jednej Rosji. "Kommiersant", powołując się na źródła w administracji prezydenckiej i Jednej Rosji, podkreślił, że Miedwiediew jako lider partii "nie może nie znaleźć się na liście". Źródło bliskie kierownictwu Jednej Rosji powiedziało "Meduzie": "Zgodnie z wszelką logiką, lider partii powinien znaleźć się na szczycie listy; nie było żadnych sygnałów sprzecznych z tą logiką".

Jednak w czerwcu 2021 r., w przeddzień przedwyborczego kongresu partii, pojawił się ów sygnał. Według dwóch źródeł zbliżonych do Kremla i rozmówcy z kręgu Jednej Rosji Putin osobiście ogłosił Miedwiediewowi, że nie znajdzie się na liście partii — i że nie zostanie przewodniczącym Dumy Państwowej.

— Putin nie lubi, gdy narzuca mu się jego decyzję, a Miedwiediew to zrobił. Tym bardziej w działalności Miedwiediewa można było podejrzewać pretensje do sukcesji. Prezydent upokorzył go więc, całkowicie usuwając z kampanii — wyjaśnia źródło bliskie administracji prezydenckiej.

— Rosyjski serwis BBC napisał, że był jeszcze jeden powód tej decyzji: Kreml był niezadowolony z wysokich "anty-ratingów" Miedwiediewa. Według agencji sondażowej VTsIOM z czerwca 2021 r. niemal 70 proc. ankietowanych Rosjan mu nie ufało.

W rezultacie na szczycie listy Jednej Rosji znalazła się następująca piątka: minister obrony Siergiej Szojgu, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, szefowa centrum edukacyjnego Syriusz Anna Szmelewa, ówczesna rzecznik praw dziecka Anna Kuzniecowa oraz naczelny lekarz Denis Protsenko ze szpitala Kommunarka (jego popularność wzrosła podczas pandemii COVID-19). Wypowiadali się też publicznie w imieniu Jednej Rosji — w kampanii tej partii nie było miejsca dla Dmitrija Miedwiediewa.

— Putin jest dobrym kadrowcem, doskonale rozumie niezdolność Miedwiediewa do wykonywania odpowiedzialnej, poważnej pracy. Miedwiediew pracował jako premier, dopóki Putin nie potrzebował prawdziwego premiera. Miedwiediew jest niezdolny do bycia prawdziwym mówcą. Ale dopóki lider Jednej Rosji nie musi wykonywać żadnej prawdziwej pracy, Miedwiediew może siedzieć na tym stanowisku — mówi Nikołaj Pietrow.

Miedwiediew był do tego stopnia urażony decyzją Putina, że nie udał się do siedziby Jednej Rosji w dniu wyborów (19 września 2021 r.), powołując się na chorobę. Nie wyjaśnił nawet, dlaczego nie znalazł się na liście partii. — Możemy powierzyć partię ludziom, którzy pracują w najważniejszych sferach naszego życia, którzy są dobrze znani mieszkańcom naszego kraju — brzmiała jedyna publiczna odpowiedź byłego prezydenta.

Do końca 2021 r. Dmitrij Miedwiediew praktycznie zniknął z życia publicznego. Wojna zmieniła jednak wszystko.

W ciągu pierwszego roku wojny Miedwiediew — od dawna uważany za jednego z głównych rosyjskich liberałów systemowych — zmienił się w zaciekłego kremlowskiego jastrzębia. Były prezydent zaczął aktywnie działać na własnym kanale na Telegramie, w którym regularnie grozi Zachodowi bronią nuklearną, nazywając naród niemiecki "Szkopami", a Stany Zjednoczone "Pindostanem". Mieszkańcy Włoch są teraz dla Miedwiediewa "makaroniarzami", a Ukraińcy "Chochołami".

"Naszym głównym zadaniem jest zadać miażdżącą klęskę wszystkim wrogom: Ukronazistom, USA, ich sługusom w NATO, w tym podłej Polsce, i innym zachodnim gnidom. Musimy w końcu odzyskać wszystkie nasze ziemie. Chronić wszystkich naszych ludzi na zawsze" — pisze Miedwiediew w jednym ze swoich typowych wpisów.

Dwa źródła "Meduzy" bliskie Kremlowi i źródło bliskie rosyjskiemu rządowi uważają, że Miedwiediew świadomie wybrał tę retorykę. Zdaniem źródeł "Meduzy" ma on "przynajmniej edytować" posty, a nawet "samodzielnie pisać niektóre z nich".

Według źródeł "Meduzy" po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa w przededniu inwazji na Ukrainę, podczas którego Putin otwarcie upokorzył każdego, kto opowiadał się za kontynuowaniem dialogu z Zachodem, Miedwiediew "zdał sobie sprawę z tego, że lepiej być ostrożnym — nie ma możliwości, aby przypomniano mu o jakimkolwiek liberalizmie". Źródła uważają, że atakując "kolektywny Zachód" i przeciwników wojny, Miedwiediew miał nadzieję nie tylko uchronić się przed kompromitacją, ale także wzmocnić swoją pozycję.

Użytkownicy mediów społecznościowych i blogerzy (nawet ci popularni) często tłumaczą metamorfozę Miedwiediewa w bardziej prozaiczny sposób. Przypisują emocjonalność jego postów rzekomemu problemowi z alkoholem. Nie ma jednak na to wiarygodnego potwierdzenia. Rozmówcy "Meduzy" również sugerują, że Miedwiediew może pić, ale nie ma na to żadnych dowodów.

Źródła "Meduzy" zbliżone do Kremla twierdzą, że oświadczenia Miedwiediewa "nie przeszkadzają najwyższemu kierownictwu": — Jest jasne, że to jego opinia; nic nie wynika z tych gróźb. Wszyscy już się do tego przyzwyczaili. Co więcej, krążą opinie, że Władimir Putin częściowo zgadza się z ocenami, których Miedwiediew nie wstydzi się wygłaszać.

Politolog Nikołaj Pietrow wskazuje w wywiadzie, że gdyby Miedwiediew zachowywał się inaczej podczas wojny, stosunek do byłego prezydenta byłby znacznie bardziej krytyczny wewnątrz systemu: — Dla Zachodu byłby on najbardziej naturalnym przedstawicielem kontr-elity, przeciwieństwem Putina. Robi wszystko, by nikt go o to nie podejrzewał. Demonstruje Putinowi, że jest poza podejrzeniami, a Zachodowi — że nie można z nim robić interesów.

Na tym tle państwowe i przychylne władzy media, które nie rozpieszczały Miedwiediewa w ciągu ostatnich dwóch lat, zaczęły regularnie cytować jego posty. Dwóch dziennikarzy pracujących dla takich mediów powiedziało, że administracja prezydencka "zdecydowanie zaleciła" propagandystom monitorowanie publikacji Miedwiediewa i publikowanie wiadomości na ich podstawie.

W rozmowie z "Meduzą" pracownicy prorządowych mediów sugerują, że zostało to zrobione celowo, aby "przyćmić" bardziej powściągliwego Władimira Putina. Jednocześnie źródła bliskie Kremlowi odrzucają tę wersję: według nich za dyrektywą cytowania rażących wypowiedzi byłego prezydenta nie kryje się żaden "przebiegły plan". Wpisuje się to jedynie w ogólną strategię Kremla podczas wojny.

Pod koniec grudnia 2022 r. Władimir Putin "wymyślił" kolejne nowe stanowisko dla Miedwiediewa. Obsadził go na pozycji swego pierwszego zastępcy w Komisji Wojskowo-Przemysłowej. Teraz były premier podróżuje po przedsiębiorstwach obronnych i otwarcie cytuje Stalina, grożąc represjami wobec tych, którzy zakłócają porządek państwowy.

Źródło bliskie rosyjskiemu rządowi podkreśla, że nowe stanowisko sprawiło, że rosyjskie elity bardziej liczą się z Miedwiediewem, ale nie dodało mu "prawdziwego autorytetu". Źródło zbliżone do Kremla wyjaśnia, że "Miedwiediew ma wpływy, ale w porównaniu z jego statusem premiera, spadły one bardzo znacząco". Z kolei rozmówca z Jednej Rosji opisuje Miedwiediewa jako "weselnego generała" partii. Inne źródło utrzymuje, że Miedwiediew jest po prostu nikim.

Mówiąc o miejscu Miedwiediewa w rosyjskim pionie władzy, jedno z kremlowskich źródeł opisuje go jako "pociąg pancerny na torze rezerwowym", którego Putin może jeszcze potrzebować. — Może zostać przywrócony na tor jako sprawdzony następca, ale może gnić tam, gdzie stoi. Prezydent nie zamierza jeszcze odchodzić.

Dwie osoby zbliżone do rosyjskiego rządu twierdzą, że sam Miedwiediew nie ma już nadziei na prezydenturę: — On chce tylko jednego — żeby wszyscy dali mu spokój, zarówno patrioci, jak i liberałowie

meduza.io

– Rebelia Prigożyna uderzyła w serce rosyjskiej armii i jeszcze bardziej ją rozczłonkowała – mówi ekspert Onetowi. – Zresztą ta armia i tak była już podzielona. Ja dzielę ją na "biznesmenów" i "patriotów" – dodaje.

Zdaniem wojskowego "biznesmeni" to ludzie, którzy tworzą rosyjską armię, ale tylko z myślą o pieniądzach. Ich działania nie podniosły jakości wojska.

– Tutaj chodzi po prostu o grupy interesów – przekonuje nasz rozmówca. – Z kolei grupa "patriotów", która też oczywiście zarabia na armii, bardziej patrzy jednak w przyszłość, robi również coś dla państwa. Ta grupa jest trochę mniejsza – dodaje.

Co najważniejsze, ppłk Korowaj zaznacza, że "patrioci" zawsze byli spychani przez Władimira Putina na drugi plan. Powód jest oczywisty.

– Biznesmenów jest łatwiej kontrolować, poprzez dostęp lub zamykanie im możliwości biznesowych. Trzeba pamiętać, że dziś Rosja to nie jest Związek Sowiecki z wszechobecną KGB, ale po prostu grupy interesów, które Putin rozgrywa, mając władzę i dostęp do pewnych służb. Natomiast gdyby te grupy się razem zebrały, to Kreml miałby większe problemy – przekonuje ekspert.

onet.pl

Wielu ludzi w Rosji szybko zidentyfikowało główną przyczynę rosyjskich porażek na froncie ukraińskim. To niezdecydowanie i zdrada elity, która nie chce walczyć na serio, a także rozbieżność między przywództwem a strukturą gospodarczą kraju w czasie wojny. Niepowodzenia na froncie zaostrzyły nastroje antyelitarne, częściowo zmieniając przebieg walk wewnątrz Rosji: aby wygrać wojnę zewnętrzną, trzeba najpierw wygrać wojnę wewnętrzną.

Umocniły się pozycje i wzrosła liczba tych, którzy uważają współczesne państwo rosyjskie za pośrednie i gorsze, żyjące w nienaturalnych granicach obcego sobie życia, pod przywództwem zbyt globalistycznej i burżuazyjnej elity. To, co niektórym wydaje się sukcesem masowej repatriacji elit, dla innych jest tylko pierwszym krokiem – nie końcem, a początkiem procesu.

Niepowodzenia na froncie przywróciły żądania kolektywizacji i nacjonalizacji gospodarki, powrotu administracji państwowej i nadzoru do najdalszych zakątków. Ta prośba jest odczuwalna także na Kremlu, gdzie zaczęto mówić o nowej formie Rosji jako ulepszonej wersji ZSRR bez jego ekonomicznych mankamentów.

Prigogine poszedł jeszcze dalej w swoim programie na przyszłość. Mówi nie o łagodniejszej, ale twardszej wersji ZSRR - gigantycznej Korei Północnej z powszechną mobilizacją obywateli i gospodarki, przynajmniej do zwycięstwa.

W tym poszukiwaniu nowej równowagi Putin okazał się obrońcą starej elity i gospodarki rynkowej, przez co stał się bardziej podatny na wojnę i żądania oczyszczenia i przeformatowania państwa.

Przez długi czas Prigożynowi pozwolono atakować elitę za swoją przydatność na froncie, a także za pewną przydatność dla samego Putina, obok którego odgrywał rolę przerażającej alternatywy, zachęcającej elitę, w tym niezadowolonych z przebiegu wojny, aby zbliżyć się do obecnego przywódcy. Jednak sam Prigożyn postanowił pełnić swoje antyelitarne funkcje w inny sposób - mniej przyjemny dla jego szefa.

Po odbiciu się od frontu ukraińskiego wojna skierowała się do Rosji i wywołała falę represji, wypędzeń, donosów, zakazów, a teraz naturalnie przeszła w fazę wewnętrznej konfrontacji zbrojnej na rzecz przeformatowania Rosji pod przywództwem Prigożyna. 

Za moment, w którym Prigożyn zdecydował się przekroczyć linię, można uznać 13 czerwca, kiedy to Putin nakazał podporządkowanie formacji ochotniczych Ministerstwu Obrony. Groziło to Prigożynowi utratą głównego atutu siłowego i rozwiązaniem jego armii w rosyjskich siłach zbrojnych.

(...)

carnegieendowment.org



Według "NYT" i "WSJ" amerykański wywiad wiedział o spisku Grupy Wagnera.

Jeśli wywiad USA wiedział, to głównodowodzący wojsk ukraińskich gen. Wałerij Załużny również. Najwyraźniej dlatego prowadził ofensywę. Dobrze jest atakować, gdy twój wróg ma u siebie przewrót wojskowy, rewolucję lub wojnę domową. Tak zaatakowali Niemcy Rosję w 1918 r. W ten sposób Putin zajął Krym. Nawiasem mówiąc, Rostów jest głównym węzłem logistycznym walczącej armii rosyjskiej. Jest tam cała żywność i amunicja. Samo zajęcie Rostowa przez Wagnera położyło kres zaopatrywaniu rosyjskiej armii.

Zajęcie przez Grupę Wagnera kwatery głównej operacji w Rostowie było jak detonacja bomby atomowej w głównym centrum logistycznym, komunikacyjnym i zaopatrzeniowym armii rosyjskiej w Ukrainie.

Wywiad USA wiedział, ponieważ przechwycił komunikację Grupy Wagnera. Kto jeszcze wiedział? To elementarne, drogi Watsonie — FSB powinna była wiedzieć. Putin jest paranoikiem. FSB w Rosji słucha wszystkich i wszystkiego. Towarzysze Putina chętnie zgodziliby się go wyrzucić, ale nie mogą — bo FSB ich słucha.

Powtórzę jeszcze raz: FSB nie mogła nie wiedzieć. Po pierwsze, bunt był przygotowywany z dużym wyprzedzeniem. Nie jest możliwe, by w ciągu godziny zebrać potężną pięść, która zajmie Rostów i ruszy w kierunku Moskwy, nawet jeśli w jej skład wchodzi nie 25 tys., jak powiedział Prigożyn, ale 4 tys. najemników.

Nie jest możliwe załadowanie czołgów na lawety w ciągu godziny (a czołgi, zauważmy, podróżowały na lawetach, poprawnie i wygodnie), czy zebranie paliwa i żywności. Znowu za grupą szturmową bardzo sprawnie ruszył tabor Prigożyna i oddziały drugiego rzutu. Co tam jest! Spójrzcie, gdzie znajdował się obóz Prigożyna — w pobliżu Jenakijewa. Spójrzcie na położenie Jenakijewa. Miejscowość ta leży 200 km po najlepszej autostradzie od Rostowa. Prosty strzał.

Prigożyn, kiedy wyszedł z Bachmutu, natychmiast rozbił swój obóz w strategicznym miejscu.

Myślę, że FSB wiedziała o wszystkim.

(...)

Najważniejszą rzeczą w każdym zamachu stanu z niewielkimi siłami jest zaskoczenie. Szybkość jest potrzebna na wojnie, a szybkość jest jeszcze ważniejsza w zamachu stanu. Państwo jest ogromną, skrzypiącą, niezdarną maszyną, ale kiedy się rozpędzi, jest przerażające.

Prigożyn działał błyskawicznie. Zaczął w piątek wieczorem, rano był w Rostowie, a wieczorem następnego dnia miał być w Moskwie. Liczył się z tym, że niektórzy nie zrozumieją, niektórzy nie będą mieli czasu, a niektórzy będą zwlekać i czekać, by zobaczyć, kto wygra. Każdy urzędnik może zwlekać sześć godzin, dziesięć, dzień. Potem trzeba coś zrobić. Kiedy państwo się odkręci, to koniec. Prigożyn zamierzał prześlizgnąć się między kołami zębatymi, zanim się obrócą.

I tak się stało. Wszyscy obserwowaliśmy te gorączkowe próby rozkopania autostrady przez lokalne władze za pomocą koparek oraz policjantów, wojsko i służby bezpieczeństwa, którzy nagle wszyscy zniknęli.

Jednak wszystko to odnosi się do państwa, które niczego się nie spodziewało. I zostało zaskoczone. A ja właśnie zasugerowałam, że FSB wiedziała. Nie mogła nie wiedzieć. Są ludzie, którzy zostali wyznaczeni do obserwowania Prigożyna.

Więc jak państwo zostało zaskoczone? Ogromne, niezdarne, ale świadome z wyprzedzeniem, mogło zastawić pułapkę na Prigożyna. Oczywiście, mogło też tylko zasugerować, że jest pułapka, a Prigożyn by się zatrzymał.

I zatrzymał się.

Ale wcześniej zniszczył wiarygodność Putina.

Zwróćmy uwagę, przeciwko komu maszerował Prigożyn. Przeciwko Szojgu. Mówił o armii i tłustych szczurach z MON. To oni, argumentował Prigożyn, są winni przegranej wojny.

Ale czy nie jest to wina FSB? Czy FSB nie doniosła Putinowi, że czekają na niego w Kijowie z kwiatami? Ale Prigożyn ani słowem nie wspomniał o FSB.

Ja widzę to tak, że Prigożyn został zapędzony w kozi róg. Zgromadził ogromny kapitał wojskowy, wszedł w konflikt z Ministerstwem Obrony i odkrył, że w nadchodzącej ukraińskiej kontrofensywie cały ten kapitał zostanie unieważniony: wagnerowcy zostaną wysłani na linię frontu i tam zginą.

Prigożyn miał sojuszników w Moskwie, którzy obiecali mu wsparcie. Byli to ci sami sojusznicy, których zadaniem było stłumienie rebelii Prigożyna. Prigożynowi dano czas na zniszczenie wiarygodności Putina (którego nie było w Moskwie, bo przez cały czas puczu siedział w Wałdaju), a następnie wyjaśniono, że jeśli wejdzie do Moskwy, zostanie zniszczony. Że czekają tam na niego.

Nie oznacza to jednak, że wszystko poszło gładko. Na przykład jest mało prawdopodobne, by wszystkie strony spodziewały się, że zgniły rząd Putina upadnie wzdłuż trasy Prigożyna z taką szybkością, a w Rostowie tłum pobiegnie do czołgów, wiwatując: "Wagner, Wagner!".

(...)

onet.pl/Nowa Gazieta