wtorek, 27 czerwca 2017
Tworzenie zaawansowanej wiedzy technicznej i innowacji jest skoncentrowane geograficznie oraz ograniczone głównie do tzw. megaregionów. O ich sile decyduje klasa kreatywna. (...)
Twórcą tych określeń jest amerykański badacz Richard Florida. Twierdzi on, że na obszarach megaregionów powstaje duża część PKB, generują też one znaczny odsetek globalnych technologicznych innowacji. Zdaniem badacza na świecie jest w tej chwili około 40 silnych megaregionów. Liczby określające ich potencjał są porażające: skupiają aż 20 proc. światowej populacji, produkują dwie trzecie globalnego PKB oraz generują 85 proc. wszystkich światowych innowacji. Florida przekonuje, że mniejsze miasta i skupione wokół nich regiony mają tylko jedną szansę, by sprostać wyzwaniom szybko zmieniającej się kapitalistycznej gospodarki – zbudowanie powiązań z megaregionem. Kluczową grupą społeczną napędzającą rozwój technologii i wiedzy w tych kluczowych regionach jest klasa kreatywna.
Klasa kreatywna dzieli się według Floridy na dwa segmenty. Pierwszy z nich to tzw. superaktywny rdzeń obejmujący przedstawicieli następujących zawodowych obszarów: inżynierii, edukacji, programowania komputerowego, prac badawczo-rozwojowych, jak również osób związanych ze sztuką, projektowaniem i mediami. Wszyscy oni są w pełni zaangażowani w pracę twórczą. Drugim segmentem są „twórczy profesjonaliści”, czyli konwencjonalni pracownicy o gruntownym przygotowaniu naukowym, działający w sektorach takich jak służba zdrowia, biznes, finanse, prawo i edukacja. Zajmują się oni rozwiązywaniem konkretnych problemów, korzystając z rozległej wiedzy nabytej na studiach.
Florida twierdzi, że klasa kreatywna gromadzi się w miejscach, które rozwijają się pod względem tzw. trzech „T”: technologii, talentu i tolerancji. Oznacza to, że gospodarcza ekspansja miast i regionów nie jest już uzależniona w tak dużym stopniu jak w XX wieku od ich potencjału finansowego, dostępności do surowców, czy gęstości zaludnienia, ale od zapewnienia młodym ludziom odpowiedniego klimatu do rozwoju, dostępu do innowacji i technologii oraz innych inspirujących, utalentowanych pracowników.
Najbardziej wyróżniającą cechą klasy kreatywnej jest jej stosunek do pracy, która nie jest traktowana jedynie jako źródło zarobkowania, ale staje się częścią stylu życia. Twórcze umysły wybierają więc miejsce zamieszkania nie tylko pod kątem rozwoju zawodowego, ale także potencjału społecznego czy kulturalnego danego ośrodka: dostępu do muzeów, centrów handlowych, nowoczesnych kawiarni i restauracji czy wysokiej jakości infrastruktury. „Kreatywna” generacja jest skrajnie indywidualistyczna, co prowadzi do zaniku tradycyjnie rozumianych lokalnych więzi społecznych. Florida przekonuje, że kapitał społeczny przekształca się więc powoli w kapitał kulturowy.
forsal.pl
Pomimo faktu, iż od kilkunastu lat sunniccy fanatycy z Al-Kaidy (a od 2014 roku także islamiści z Państwa Islamskiego) systematycznie organizują mniej lub bardziej spektakularne zamachy terrorystyczne w większości z państw sąsiadujących z Iranem (w Iraku, Afganistanie, Turcji czy Pakistanie) – Teheranowi udawało się dotychczas uniknąć tego losu. W głównej mierze działo się tak dzięki dużej skuteczności (opartej jednak na bezwzględności i brutalności) irańskich służb i struktur bezpieczeństwa, zdolnych do zapobieżenia nie tylko niedozwolonej aktywności antypaństwowej o charakterze politycznym, ale i regularnych działań terrorystycznych. Jak się jednak wydaje, klucz do odpowiedzi na pytanie o to, w jaki sposób udało się Iranowi unikać tak długo ataków ze strony struktur globalnego dżihadu sunnickiego, leży gdzie indziej. Wiele wskazuje bowiem na to, iż przyczyną takiego stanu rzeczy było... nieformalne porozumienie między władzami irańskimi a kierownictwem Al-Kaidy, zawarte gdzieś ok. 2001/2002 roku, po faktycznym upadku Islamskiego Emiratu Afganistanu, stworzonego i kierowanego przez afgańskich talibów blisko sprzymierzonych z ugrupowaniem założonym i kierowanym przez Osamę bin Ladena. O porozumieniu takim (i jego „szczegółach”) informowano wielokrotnie począwszy już od początku lat 2000., jego zakres, charakter i sam fakt, iż miałoby być ono zawarte między śmiertelnymi ideologicznymi i teologicznymi przeciwnikami sprawiał jednak, że długo nie brano tych doniesień na poważnie. Z biegiem czasu pojawiało się jednakże coraz więcej dowodów na prawdziwość tych informacji, a pośrednią wskazówką na zasadność tezy o istnieniu jakiegoś porozumienia między Teheranem a centralą Al-Kaidy może być właśnie i to, że Irańczykom udało się przez wiele lat uniknąć fali morderczych zamachów w wydaniu sunnickich dżihadystów.
Jak wspomniano, ten „romans z rozsądku” między radykalnym szyickim Iranem a równie radykalną sunnicką Al-Kaidą rozpoczął się w momencie, kiedy międzynarodowa koalicja antyterrorystyczna pod wodzą Stanów Zjednoczonych kończyła pierwszy etap swej operacji w Afganistanie. Kampania militarna o kryptonimie „Enduring Freedom” w krótkim czasie doprowadziła do obalenia afgańskiego emiratu talibów i dość sprawnego zainstalowania w Kabulu reżimu pro-zachodniego. W tym samym czasie, gdzieś na przełomie 2001 i 2002 roku, dziesiątki operatorów i członków kierownictwa Al-Kaidy (w tym najwyższego szczebla) – przebywających w bazach i obozach szkoleniowych tej organizacji, rozsianych po całym terytorium Afganistanu kontrolowanym dotychczas przez talibów – rozpaczliwie szukało dróg ucieczki z kraju. Wielu z nich się to nie udało (ci albo zginęli, albo zasilili już wkrótce szeregi „pensjonariuszy” specjalnego więzienia w bazie Guantanamo), jednak zaskakująco duża liczba liderów Al-Kaidy, zwłaszcza wysokich rangą członków kierownictwa tej organizacji (z samym jej emirem, Osamą bin Ladenem, na czele), zdołała ujść cało i wolno z afgańskiej matni. Zdecydowana większość z nich znalazła schronienie – podobnie jak w przypadku kierownictwa talibów – na terenie sąsiedniego Pakistanu, nie bez wiedzy i akceptacji ze strony jego władz (a zwłaszcza struktur bezpieczeństwa, w tym osławionego wywiadu wojskowego ISI). Jednak kilkunastu prominentnych liderów centrali Al-Kaidy, najpewniej odciętych od pakistańskiego kierunku ucieczki, zmuszonych zostało na początku 2002 roku do przekroczenia granicy z Iranem. Już później okazało się, że byli wśród nich tak ważni dla organizacji bin Ladena ludzie, jak Saif al-Adel (członek jej centralnego komitetu wojskowego, uważany za autora głównych programów szkoleniowych Al-Kaidy, szczególnie w zakresie minerstwa i konstruowania urządzeń wybuchowych), Sulejman Abu Ghaj’th (do 2002 roku „rzecznik prasowy” Al-Kaidy, prywatnie zięć bin Ladena), Abu Hafs al-Mauritani (prominentny islamski teolog i poeta, ideologiczny i duchowy doradca bin Ladena), czy Abu Muhammad al-Masri (kolejny członek komitetu wojskowego Al-Kaidy). Wraz z nimi w Iranie znalazło się – według niepotwierdzonych informacji, bazujących na „przeciekach” strony irańskiej – nawet ok. 800 bojowników Al-Kaidy. Większość została skrupulatnie wyłapana przez irańskie siły bezpieczeństwa i aresztowana do wiosny 2003 roku (moment nieprzypadkowy – to wtedy właśnie padł reżim Saddama Hussajna w Iraku, a dziesiątki tysięcy amerykańskich i zachodnich żołnierzy znalazło się nagle nad zachodnią granicą Iranu). Co bardziej prominentni członkowie kierownictwa Al-Kaidy – w tym najbliższa rodzina Osamy – zyskali w Iranie status internowanych, będąc faktycznie osadzonymi w areszcie domowym. Część źródeł twierdzi jednak, że większość bojowników i niższych rangą operatorów Al-Kaidy przez lata cierpiała w Iranie niewygody w specjalnych obozach internowania lub wprost w więzieniach. Warto odnotować, że przez kilka kolejnych lat zarówno sam Osama bin Laden, a także jego zastępca (i późniejszy następca) Ajman az-Zawahiri, słali władzom w Teheranie oficjalne pisma, grożące Iranowi „najsurowszymi konsekwencjami” ze strony ruchu dżihadu, jeśli Irańczycy nie uwolnią głównych operatorów Al-Kaidy i członków rodziny lidera tej organizacji. Irańczycy do żądań tych się jednak nie zastosowali (...), a sama Al-Kaida nigdy nie wywiązała się ze swych gróźb.
psz.pl
Odkrycie, że lasy często przyczyniają się – w skali rocznej - do ochłodzenia powierzchni ziemskiej w tropikach i regionach o klimacie umiarkowanym oraz do jej ocieplenia w wysokich szerokościach geograficznych, nie było dla badaczy nowością. Zaskoczyło ich jednak to, że zjawisko schładzania w średnich i niskich szerokościach geograficznych okazało się niemal tak silne, jak we wstępnych estymacjach z użyciem samych danych z satelity. Naukowcy byli przekonani, że faktyczny efekt będzie znacznie niższy niż wynikający z obliczeń, gdyż dane z satelity uwzględniają tylko bezchmurne dni, pomijając te z pokrywą chmur.
Kolejnym odkryciem był fakt, że mechanizmy odpowiedzialne za regulowanie temperatury na powierzchni – zwłaszcza transferu wody i ciepła z ziemi do atmosfery przez konwekcję i ewapotranspirację (proces parowania terenowego obejmujący parowanie z roślin i z gruntu) – mają o wiele większe znaczenie dla klimatu, niż dotychczas sądzono. Co więcej, w wielu przypadkach wydają się ważniejsze niż czynniki związane z energią słoneczną.
Jak tłumaczy główny autor badania, Ryan Bright z Norweskiego Instytutu Badań Bioekonomicznych, choć lasy (zwłaszcza wieczne zielone) często pochłaniają więcej promieniowania słonecznego niż łąki czy tereny uprawne, wydalają też więcej wilgoci do atmosfery i przyczyniają się do większego mieszania się powietrza przy powierzchni Ziemi niż te o niższej roślinności.
naukawpolsce.pap.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)