piątek, 21 września 2018
W Monachium SS-Obergruppenführer Gottlob Berger przejął trzynaście worków walut o wartości ocenianej na 18 milionów dolarów (ok. 170 mln obecnie). Kilka dni później do tego samego oddziału banku Rzeszy ponownie wtargnęli esesmani, lecz zdołali wywieźć tylko niewiele ponad milion dolarów. Była to część wielkiej akcji rabowania niemieckich banków prowadzanej przez SS.
We Wrocławiu pojawił się tajemniczy wysłannik Heinricha Himmlera. Podobno nazywał się Ollenhauer, choć tytułowano go również grafem von Hollerei. Widywano go w mundurze majora Wehrmachtu i po cywilnemu. To on nadzorował wyszukiwanie miejsc, gdzie można by ukryć skarby z Wrocławia, na które złożyły się kosztowności rekwirowane obywatelom i zakładom jubilerskim oraz bankom. Nie udało się ustalić, jak wielka była to fortuna, bo nie odnaleziono pokwitowań ani spisów gromadzonych kosztowności i bankowych aktywów.
Skrzynie składano w wielkim gmachu prezydium policji. Początkowo w podziemnych korytarzach ustawiono 56 metalowych skrzyń ważących od 50 do 200 kg, z wiekami uszczelnionymi gumą. Z biegiem czasu było ich tak dużo, że skrzynie nie tylko metalowe, lecz także drewniane, różnej wielkości i wagi, ustawiano na parterze. W styczniu i na początku lutego 1945 roku, zanim wojska sowieckie zamknęły pierścień wokół Wrocławia, wywożono je do skrytek w lochach zamków, sztolniach opuszczonych kopalń cynku i złota oraz niedokończonych chodników podziemnego kompleksu Riese w Górach Sowich, w rejonie Wałbrzycha. Do dzisiaj tego gigantycznego majątku nie odnaleziono.
newsweek.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)