wtorek, 31 stycznia 2023


Jak podaje Roskomnadzor (Federalna Służba ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej), w 2022 roku do agencji wpłynęło 284 tys. skarg – to o 26,5 proc. więcej stosunku do roku poprzedniego, przy czym najczęściej obywatele donosili w sprawie „fejków” na temat wojny. Jednocześnie szczyt donosów Rosjan przypadł na marzec, kiedy to Władimir Putin wezwał do ujawniania „zdrajców narodowych” i stwierdził, że naród rosyjski „zawsze będzie umiał odróżnić prawdziwych patriotów od szumowin”.

Jednak praktyka donosicielstwa wróciła do postsowieckiej Rosji na długo wcześniej. Jak zauważa antropolog Aleksandra Archipowa, od około 2017 roku władze aktywnie zachęcają do donosicielstwa w ramach walki z działalnością opozycyjnej Fundacji Walki z Korupcją więzionego Aleksieja Nawalnego.

Wraz z uchwaleniem w 2020 roku ustawy o rozprzestrzenianiu nieprawdziwych informacji dotyczących koronawirusa, donosicielstwo stało się znacznie bardziej powszechne. Ale dramatyczna zmiana, zdaniem badaczki, nastąpiła w maju 2022 roku. Od tego momentu zaczęto skazywać za wypowiedzi wyłącznie na podstawie słów donosiciela, bez jakichkolwiek innych dowodów.

– Jakaś starsza pani może usłyszeć, że jej sąsiadka dyskutuje z kimś o wojnie, donosi na nią i sąsiadka zostaje ukarana grzywną – przytacza przykład Archipowa.

Nie sposób dokładnie ocenić, ile spraw karnych jest wszczynanych właśnie na podstawie donosu. Od portalu OWD-info, monitorującego motywowane politycznie zatrzymania, uzyskaliśmy informację, że w większości przypadków w aktach sprawy nie podaje się, jak służby dowiedziały się o danej osobie i dlaczego postanowiły ją sprawdzić. Obrońcy praw człowieka oszacowali, że do połowy lata na 1 303 sprawy o „dyskredytację” armii 110 zostało wszczętych po donosie.

– Po wybuchu wojny pojawiło się wiele prawnych instrumentów kontroli i coraz częściej, gdy ludzie słyszą rozmowy, podczas których ktoś wyraża się o wojnie w negatywnym kontekście, dzwonią na policję lub składają skargi do organów ścigania – mówią przedstawiciele OWD-info.

Zdaniem komentatora politycznego Borysa Grozowskiego autorytarne społeczeństwo rosyjskie nabiera niektórych „rozmytych” cech społeczeństwa totalitarnego. W rozmowie z Vot Tak publicysta zauważa, że w rosyjskim społeczeństwie rośnie liczba osób, które wojna zainspirowała do działania i chętnie robią co tylko w ich mocy, by „przybliżyć zwycięstwo” – jak twierdzi Grozowski, można założyć, iż „część donosów jest inspirowana tym szczerym pragnieniem”.

Chociaż współczesne donosicielstwo jest w pewnym sensie podobne do tego z czasów sowieckich, istnieje między nimi zasadnicza różnica: w przeciwieństwie do lat 30. XX wieku, obecnie donoszenie nie jest obowiązkiem obywatela, jak zauważa Grozowski, jest dobrowolne.

– Powiedzmy w 1937 roku, jeśli ujawniono, że masz w jednostce wroga, ale to nie ty go ujawniłeś, mogłeś zostać ukarany jako jego wspólnik – wyjaśnia ekspert.

Zdaniem Grozowskiego sowieckie władze starały się stworzyć w społeczeństwie atmosferę histerii i paranoi.

– Wrogowie są wszędzie, są wśród nas, są odpowiedzialni za wszystkie klęski i nieszczęścia których doświadczamy, a obowiązkiem każdego uczciwego obywatela jest zachować czujność, zdemaskować podstępne machinacje wrogów w swoim najbliższym otoczeniu i dostarczyć informacji o nich właściwym organom – mówi.

Tymczasem w Rosji system polityczny w przeciwieństwie do stalinowskiego, przez ostatnie 30 lat nie był nastawiony na udział obywateli w polityce, ale wręcz przeciwnie – na trzymanie ludzi z dala od polityki.

– Obecnie sytuacja się zmienia, ale nie jest to szybki proces – podsumowuje nasz rozmówca.

Jedną z pierwszych figurantek spraw dotyczących „fejków” na temat o rosyjskiej armii była petersburska artystka i aktywistka Sasza Skoczilenko. W kwietniu 2022 roku doniosła na nią 72-letnia emerytka z „jastrzębim wzrokiem”: zauważyła, że Skoczilenko w sklepie zastąpiła cenniki antywojennymi ulotkami. Dotyczyły one rosyjskiego ataku na szkołę artystyczną w Mariupolu, w której schronili się cywile.

Przesłuchiwana w sądzie kobieta powiedziała, że oburzyły ją „pomówienia” wobec rosyjskich wojskowych, gdyż była pewna, że nie pozwoliliby oni na bombardowanie obiektów cywilnych i ludności cywilnej.

– Bardzo się martwię o rosyjskich żołnierzy na Ukrainie, oglądam wszystkie wiadomości na ten temat… Oczywiście informacje z ulotek są kłamstwem – powiedziała emerytka i dodała, że wręcz trzęsą jej się ręce z oburzenia.

W czerwcu tego samego roku za rozprzestrzenianie „fejków” na temat armii sąd aresztował 54-letniego mieszkańca Petersburga Olega Biełousowa. Doniósł na niego znajomy, któremu nie spodobały się komentarze Biełousowa na portalu społecznościowym. Po jednym z przesłuchań wyjaśnił dziennikarzom swoją motywację: jego zdaniem informacje o zbrodniach wojsk rosyjskich w Buczy, szabrownictwie i gwałtach były kłamstwami. Mężczyzna dodał, że „bezinteresownie pomaga” wojsku, jego najstarszy syn walczy, a on sam jest gotów pójść na front, jeśli będzie taka potrzeba.

Donosiciel zaznaczył również, że wierzy w broń biologiczną – roznoszące wirusa komary [w początkowych miesiącach wojny rosyjska propaganda aktywnie rozprzestrzeniała fałszywą informację na temat rzekomych ukraińskich laboratoriów, gdzie opracowuje się broń biologiczną wymierzoną w Rosjan – Belsat.eu] i popiera byłego sowieckiego wojskowego i handlarza bronią Wiktora Buta. Jak twierdzi mężczyzna, jego decyzja o złożeniu skargi na znajomego spotkała się z aprobatą.

– Wszyscy ludzie mnie wspierają, wszyscy są po mojej stronie, nikt z moich przyjaciół nie krytykował mnie za to – oświadczył.

W lipcu mieszkaniec obwodu moskiewskiego Siergiej Obrazcow doniósł na swoją żonę Ukrainkę, ponieważ ta „wyrażała antyrosyjskie opinie” w kwestii wojny i „zwróciła ich wspólne dziecko przeciwko rosyjskim władzom”. Jak powiedział Siergiej portalowi Moskowskij Komsomolec, bał się, że żona zabierze ich syna do swoich krewnych na Ukrainie.

– W przedszkolu powiedziano nam, że nasz syn powtarza antyrosyjskie hasła, kłóci się z innymi dziećmi. Powtarza po swojej matce, a ja jako odpowiedzialny rodzic nie mogę na to pozwolić – tłumaczył mężczyzna.

belsat.eu/vot-tak.tv

BiznesAlert.pl: Jaka jest sytuacja gospodarcza Białorusi na początku roku?

Bartosz Tesławski: Sytuacja gospodarcza Białorusi jest zła ze wskazaniem na fatalną. Budżet na rok 2023 zakłada 3 mld białoruskich rubli deficytu, a 5 mld białoruskich rubli w budżecie zabezpiecza im najprawdopodobniej pożyczka czy darowizna od Rosji. Oznacza to, że Mińskowi brakuje 8 mld białoruskich rubli do zbilansowania budżetu, a stanowi to ponad 20 procent całości budżetu Białorusi. Gospodarka białoruska skurczyła się w roku 2023 prawdopodobnie o ponad 5 procent, czekamy na ostateczne informacje o zmianie PKB za grudzień i tym samym całościowy wskaźnik spadku Produktu Krajowego Brutto w 2022 roku. Sankcje, zwłaszcza te, które zostały nałożone na Białoruś jeszcze w 2021 roku po porwaniu samolotu z Ramanem Pratasiewiczem na pokładzie skutecznie duszą białoruski eksport, a restrykcje wprowadzone po 24 lutego 2022 sprawiają, że sytuacja gospodarcza jest najprawdopodobniej podstawowym zmartwieniem Mińska.

Czy te problemy gospodarcze przekładają się na decyzje władz i nastrój społeczeństwa?

Wydaje się, że chęć doprowadzenia do zniesienia sankcji, przy świadomości, że Rosja jest obecnie maksymalnie wrażliwa na jakiekolwiek prozachodnie odchylenia jest czymś co ma stanowić główne zadanie dla dyplomacji Siarhieja Aleinika. Mińsk nie chce dać wmanewrować się w wojnę z Ukrainą, bo oznacza to ostateczne stanięcie po stronie Rosji i powiązanie losu Białorusi z wynikiem tego konfliktu. Najprawdopodobniej Białoruś pozostałaby pod sankcjami zachodnimi znacznie dłużej niż Rosja, nawet w sytuacji, gdy wojna dobiegnie końca. Równocześnie Alaksandr Łukaszenka na pewno zdaje sobie sprawę, że nie może sobie obecnie pozwolić na żadne demonstracyjne dystansowanie się od Rosji, o faktycznym nawet nie wspominam. Białoruś pozostaje zależna od finansowej kroplówki z Rosji, ale ta docelowo też może przestać płynąć, jeżeli problemy gospodarki rosyjskiej zaczną się nasilać. Wynegocjowanie kolejnych 5 mld rubli dla budżetu w roku 2024 może być dla Mińska skrajnie trudne.

Społeczeństwo po 2020 roku wydaje się być niestety spacyfikowane, ale na pewno problemem będzie dla niego zmiana kodeksu podatkowego i de facto podwyżka podatków. Te dotkną w dużym stopniu małych, indywidualnych przedsiębiorców, którym biznes może po prostu przestać się “spinać”. Wzrost podatku dla “nierobów” to kolejna próba uzyskania dodatkowych środków dla budżetu bez naruszania jeszcze kluczowego elektoratu Alaksandra Łukaszenki. Mimo powyższych problemów zakładam jednak, że sytuacja gospodarcza może przełożyć się na wzrost emigracji, ale raczej nie doprowadzi do wyjścia Białorusinów na ulicę. Wspomnienie pacyfikacji protestów 2020 roku jest wciąż żywe i raczej na ten moment tylko wejście Białorusi w wojnę z Ukrainą mogłoby stanowić wystarczający impuls do wybuchu otwartych protestów.

Czy Białoruś pomaga Rosji omijać sankcje zachodnie? Przed wyborami w 2020 roku tak było. Były przypadki np. Krewetek made in Białoruś czy bananów. 

Na ten moment skala takiego procederu jest zdecydowanie mniejsza, bo handel z Białorusią jest również utrudniony, a wiele sankcji obejmujących Rosję po inwazji objęło również Białoruś. Obecnie to chyba przede wszystkim Turcja pełni rolę takiej “obwodnicy”, a Białoruś w wyniku nałożonych sankcji staje się uzależniona od eksportu do Rosji. Obecnie poziomy eksportu białoruskiej produkcji do Federacji Rosyjskiej osiągają poziomy, które z pewnością nie są zdrowe dla ich gospodarki. Z czego zatem wynika, że Białoruś nie jest obłożona sankcjami tak jak Rosja? Wszak jej udział w rosyjskiej inwazji na Ukrainę, poza bezpośrednim udziałem, jest oczywisty.

Prawdopodobnie właśnie dlatego, że Białoruś nie zdecydowała się na bezpośredni udział w konflikcie. Zakładam też, że istotną rolę mogło mieć tutaj również zakulisowe stanowisko Ukrainy, która do tej pory utrzymuje relacje z Białorusią na poziomie ambasadorów. Zakładam, chociaż Kijów to na ten moment kategorycznie wyklucza, że Zachód liczy na możliwość jakiegoś pośrednictwa ze strony Białorusi w prowadzeniu rozmów pokojowych lub także na to, że bardziej miękkie stanowisko wobec Mińska, przy ostrym wobec Moskwy ma być dla Białorusi sygnałem, że w przypadku dołączenia do wojny ich sytuacja może się jeszcze pogorszyć.

Były momenty, gdy Białoruś dawała sygnały, że chce w tym konflikcie zachowywać stanowisko idące w kierunku neutralności oczywiście z uwzględnieniem tego, że swoje lotniska i poligony bez ograniczeń udostępnia rosyjskiej armii. Pojawiły się informacje, że Mińsk pomógł Polsce w dostawach węgla, mówił o tym Jarosław Kaczyński czy o tym, że eksport ukraińskiego zboża miał się według jednego ze scenariuszy odbywać z litewskich portów za pośrednictwem białoruskiej kolei. Mińsk ma mało miejsca na manewry, ale widać, że w niektórych kwestiach stanowi “wentyl”.

Ostatnie pytanie dotyczy integracji Rosji i Białorusi. Czy jest realizowana w praktyce?

Wydaje się, że na ten moment realizacja znowu utknęła. Podpisanie map drogowych integracji w 2021 roku, chociaż stanowiło pewien przełom, to jednak nie oznaczało wprowadzenia tego procesu na szybsze tory, a jedynie pokonanie dużej bariery natury politycznej. Obecnie jednak mnóstwo mniejszych barier politycznych i proceduralnych pojawia się na poziomie współpracy obydwu parlamentów, synchronizacji szeregu ustaw etc. W tym roku ma dojść do jakiejś synchronizacji polityki celnej Białorusi i Rosji, ale na duże zmiany, jak na przykład wprowadzenie wspólnej (patrz rosyjskiej) waluty jest zdecydowanie za wcześniej (i mówią o tym nawet sami Rosjanie). Podsumowując, w tym roku nie spodziewam się przełomów.

biznesalert.pl

Gdy stało się jasne, że inwazja na Ukrainę nie idzie po myśli Putina, Kreml próbował "zamrozić" Europę, odcinając ją od surowców. Wiele krajów europejskich postawiło sobie więc za cel uniezależnienie się od rosyjskich surowców energetycznych i spędziło ostatni rok na uczeniu się życia bez nich. I zrobiły to lepiej, niż się spodziewano. Jak Europie udało się ominąć gazowy szantaż Kremla?

Już w grudniu europejskie ceny gazu ziemnego, które skoczyły wiosną, spadły do najniższego poziomu od początku wojny, w styczniu zaś wróciły nawet do poziomu sprzed jej wybuchu.

Josep Borrell, wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, obiecał niedawno, że wszystkie kraje Unii, z wyjątkiem Węgier, zrezygnują z rosyjskiego gazu, ropy i węgla do końca roku, stwierdzając, że sektor energetyczny Europy nie jest już zależny od Rosji. Oto cztery czynniki, które umożliwiły osiągnięcie tego celu.

Przed wojną Rosja była czołowym dostawcą surowców energetycznych w Europie — ropy, gazu, węgla i paliwa uranowego. Kraje europejskie były najbardziej uzależnione od rosyjskiego gazu. W 2021 r. stanowił on około 45 proc. europejskiego importu.

Taką kartą postanowił grać Kreml w czasie wojny. W ostatnim raporcie Komisja Europejska wskazuje, że Rosja celowo wywierała silniejszą presję na europejski rynek gazu: między lipcem a wrześniem 2022 r., w szczycie sezonu, Rosja stopniowo zmniejszała ilość gazu w gazociągu Nord Stream, co doprowadziło do bezprecedensowego wzrostu cen tego surowca pod koniec lata. Do tego czasu udział gazu ziemnego importowanego z Rosji spadł do 17 proc.

We wrześniu Rosja całkowicie odcięła dostawy gazu przez Nord Stream, co groziło pełnym kryzysem energetycznym w UE. Uratowały ją jednak specjalne środki wprowadzone przez kraje Zachodu. Co warto podkreślić, nie bez znaczenia okazało się tempo wprowadzanych zmian.

Pierwszy i najważniejszy pakiet środków antykryzysowych, RePowerEU, został przyjęty jeszcze w maju. Obejmował dywersyfikację źródeł energii, przyspieszone przejście na "czyste" źródła, oszczędności energii — wszystko, co jest potrzebne do osiągnięcia pełnej niezależności od importu z Rosji do 2027 r.

W efekcie pozycję głównego dostawcy gazu do Europy zajęła Norwegia, która przygotowuje się do dalszego zwiększenia eksportu gazu. Przykładowo już teraz jest głównym eksporterem gazu ziemnego do Niemiec, które od pięciu miesięcy pozostają bez gazu rurociągowego z Rosji.

Aby to się udało, niemiecki rząd musiał czasowo przedłużyć pracę elektrowni węglowych i reaktorów jądrowych, ale przede wszystkim przestawić się na zakup skroplonego gazu ziemnego (LNG). Podobnie jak inne kraje UE, Niemcy aktywnie wyposażają swoje porty w terminale do rozpakowywania LNG napływającego z USA, Kataru i Australii. We wrześniu niemieckie magazyny gazu ziemnego — największe w Europie — były wypełnione w ponad 90 proc., a Christian Lindner, niemiecki minister finansów, poinformował niedawno, że jego kraj nie jest już zależny od rosyjskiej energii.

Import zamorskiego gazu skroplonego okazał się największym zbawcą UE: europejski rynek LNG w 2022 r. niemal podwoił się, bijąc do grudnia swój historyczny rekord. We Włoszech, gdzie zakupy rosyjskiego gazu spadły o 87 proc., do poziomu z 1990 r., LNG stał się podstawą dywersyfikacji energetycznej. Od listopada do grudnia 2021 r. jego import wzrósł o 99 proc., co pozwoliło włoskiemu operatorowi przesyłu gazu Snam na maksymalne wypełnienie magazynów i zaopatrzenie kraju na całą zimę.

Kolejny lipcowy pakiet energetyczny nosił nazwę "Save Gas for a Safe Winter". Jego celem było zmniejszenie zużycia gazu w Europie o 15 proc. do końca marca 2023 r. Plan ten postulował zastąpienie gazu innymi źródłami energii, ale przede wszystkim mniejsze zużycie go w domu, biurze, firmach, budynkach rządowych, na basenach publicznych i w pałacach prezydenckich.

W efekcie Europejczycy rzeczywiście zużyli mniej gazu: według Eurostatu od sierpnia do listopada aż o 20 proc. mniej niż średnio w poprzednich pięciu latach, a w niektórych krajach, np. we Włoszech, zużycie spadło o 30 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Według niektórych prognoz zużycie gazu w Europie w 2023 r. prawdopodobnie pozostanie poniżej średniej pięcioletniej, spadając o 16 proc.

Ponadto we wrześniu Unia Europejska interweniowała w sprawie rosnących cen energii, aby zmniejszyć obciążenia finansowe konsumentów i przedsiębiorstw. Kraje europejskie wprowadziły programy pomocy publicznej, a niektóre — na przykład Hiszpania i Francja — tymczasowo całkowicie zamroziły taryfy za energię elektryczną. W sumie rządy UE wydały ponad 700 mld dol. na wsparcie swoich obywateli. Część z tych pieniędzy przeznaczono na zwiększenie dostępności energii odnawialnej.

Ratujący życie LNG to nic innego jak paliwa kopalne. A kraje takie jak Niemcy, Francja, Austria, Holandia i Włochy nieśmiało wróciły nawet do węgla.

Ogólnie jednak inwazja na Ukrainę przekierowała uwagę europejskich przywódców na alternatywne zasoby. Unia Europejska z większym entuzjazmem podchodzi do inwestowania w energię odnawialną, a w okresie od maja do sierpnia wytworzyła rekordową ilość 12 proc. energii elektrycznej z energii słonecznej i 13 proc. z energii wiatrowej.

Patrząc na to, jak kraje rozbudowują zieloną infrastrukturę w obliczu kryzysu energetycznego, Międzynarodowa Agencja Energetyczna skorygowała swoją prognozę dla odnawialnych źródeł energii i obecnie oczekuje, że ich rozwój w ciągu najbliższych 5 lat będzie porównywalny z wynikami z całego ostatniego dwudziestolecia.

Czwarty i ostatni pakiet środków, zatwierdzony przez Unię Europejską w grudniu, ma również na celu przyspieszenie wprowadzania czystej energii. Powinna ona zbliżyć kraje UE do wspólnego zakupu gazu ziemnego i pomóc w dostosowaniu rynku. Szwajcaria, która nie ma własnych magazynów gazu ziemnego, liczy na swoje elektrownie wodne i pomoc sąsiadów — Niemiec, Włoch i Francji, które ostatnio zwiększyły produkcję energii jądrowej.

Szwajcarska Federalna Komisja Energii Elektrycznej zwraca jednak uwagę na to, że jednym z najważniejszych powodów, dla których Europa ma zagwarantowany bezpieczny sezon grzewczy, jest wyjątkowo ciepła zima. Europejczycy przeżywają jedną z najcieplejszych zim w historii, co spowodowało słabsze ogrzewanie domów. Gaz wpompowany do zbiorników w czasie ciepłej pogody przeszedł bez szwanku i chociaż w Europie znów jest zimno, w magazynach jest wystarczająco dużo gazu — nawet jeśli przez resztę zimy temperatury spadną poniżej normy.

Tej zimy Europa skutecznie pokonała Kreml. Eksperci ostrzegają jednak, że następna zima może okazać się znacznie trudniejsza — głównie dlatego, że UE będzie musiała polegać na całkowitym braku dostaw rosyjskiej energii. Europa albo powróci do sporadycznego zakupu rosyjskiego gazu, albo całkowicie przestawi się na alternatywne źródła energii, kładąc kres rosyjskiemu szantażowi energetycznemu.

onet.pl/Nowa Gazieta

Omawiamy tekst rosyjskiego analityka prof. Dmitrija Trenina. Jego zdaniem Rosja, stając się oblężoną twierdzą, musi całkowicie na nowo zarysować swoją strategię na przyszłość. Jaki scenariusz rysuje?

W rosyjskim świecie zdominowanym przez wojenną propagandę zdumiewająco klarowny tekst ukazał się w oficjalnym periodyku „Rossija w globalnoj politikie”, wydawanym pod auspicjami tamtejszego MSZ. Jego autorem jest ceniony na Zachodzie politolog i były pułkownik wywiadu prof. Dmitrij Trenin. Wspierając „specjalną operację wojskową na Ukrainie”, bez złudzeń wylicza strategiczne porażki wojskowe, geopolityczne i gospodarcze, jakie Moskwa poniosła w 2022 r. Jego zdaniem niezależnie od tego, jak zakończy się wojna, nie ma powrotu do żadnego z wzorców ZSRR i Rosji od 1945 i 1989 r.

Według Trenina najazd na Ukrainę 24 lutego to już nie punkt zwrotny, lecz narastające od lat załamanie całej rosyjskiej polityki. Już w 2000 r. stało się jasne, że polityka Moskwy zmierzająca do integracji Rosji jako wielkiego mocarstwa z Zachodem i zdominowanym przez USA ładem światowym wymaga korekty. Bez powodzenia podjęto ją w 2010 r. w postaci „resetu” w relacjach z USA oraz „partnerstwa modernizacyjnego” z Niemcami i „innymi państwami europejskimi”. Kryzys ukraiński z 2014 r. ostatecznie pogrzebał ideę integracji Rosji ze wspólnotą zachodnią i związany z nią projekt „wielkiej Europy od Lizbony po Władywostok”.

Relacje z Zachodem zaczęły się pogarszać. „Sankcje gospodarcze USA i UE, rywalizacja polityczna, wojna informacyjna zamieniły dawne partnerstwo w konfrontację, którą wielu nazwało, analogicznie do konfrontacji drugiej połowy XX w., wojną hybrydową. W lutym 2022 r. wojna hybrydowa nabrała wymiaru militarnego, nastąpiła konfrontacja – na razie pośrednia, jeśli mówimy o konflikcie między Rosją a państwami NATO na czele z USA. Ten stan całkowicie zrywa z dziedzictwem partnerstwa, załamały się ostatnie nadzieje”.

Konflikt zbrojny na Ukrainie otworzył zupełnie nowy etap w sytuacji wewnętrznej i zagranicznej Rosji. Zmieniają się granice kraju, jego demografia, system gospodarczy, stosunki i nastroje społeczne, otoczenie polityczne, postawy ideowe itd. Dramatycznie zmieniła się też międzynarodowa pozycja Rosji, która się już nie globalizuje, a regionalizuje i dzieli na przeciwstawne bloki. Już nie obowiązuje zasada Clintona it’s the economy, stupid, teraz to »geopolityka, głupcze!«”.

Zdaniem Trenina 24 lutego 2022 to cezura, która uruchomiła nieoczekiwane procesy:
  • Od początku wojny na Ukrainie stopień jedności krajów anglojęzycznych, Europy i azjatyckich sojuszników wokół USA osiągnął niespotykane dotąd wartości. Nie tylko Wielka Brytania, Polska i kraje bałtyckie, ale także Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania zajęły ostro antyrosyjskie stanowisko. Po raz pierwszy w historii Rosja nie ma na Zachodzie już nie tylko sojuszników, ale nawet rozmówców zdolnych do odgrywania roli pośredników, „tłumaczy” itp. Rozwiała się tradycyjna neutralność wielu krajów europejskich. Do antyrosyjskiego sojuszu przystąpiły nie tylko Finlandia i Szwecja, które zdecydowały się na przystąpienie do NATO, ale także Austria, Irlandia, a nawet nienależąca do żadnych stowarzyszeń Szwajcaria. Po stronie tej koalicji, liczącej ok. 50 krajów na całym świecie, stoi również Watykan.
  • Zachód nie zdołał kompletnie izolować Rosji, ale potrafił wykorzystać instytucje międzynarodowe. Uzyskał większość głosów poparcia dla antyrosyjskich rezolucji. ONZ i OBWE opowiedziały się przeciwko Rosji. Nawet fizyczny udział rosyjskich przedstawicieli na forach tych organizacji uzależnia się od decyzji władz amerykańskich i europejskich. Kwestionowany jest status Rosji jako stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, a prawo weta Rosji w Radzie Bezpieczeństwa jest obchodzone poprzez kierowanie spraw do Zgromadzenia Ogólnego.
  • Przestało działać odstraszanie nuklearne, na które liczyło rosyjskie przywództwo. Ostrzeżenia o najpoważniejszych konsekwencjach w przypadku mieszania się przez Zachód do konfliktu ukraińskiego nie przeszkodziły państwom NATO w uzbrajaniu i szkoleniu armii ukraińskiej, przekazywaniu informacji wywiadowczych do Kijowa w czasie rzeczywistym, szerokiej pomocy finansowej, gospodarczej i technicznej – a więc w aktywnej interwencji bez wysyłania własnych sił zbrojnych. Ponadto rosyjskie akcentowanie potencjału nuklearnego Rosji i ćwiczenia strategicznych sił nuklearnych interpretowano na Zachodzie i powielane na całym świecie jako dowód przygotowań Moskwy do rozpętania wojny nuklearnej.
Paradoksalnie – dziwi się Trenin – ta kampania informacyjna nie doprowadziła do publicznego protestu na Zachodzie przeciwko zagrożeniu nuklearnemu i na rzecz zakończenia militarnego wsparcia dla Ukrainy. Czynnik strachu już nie działa. Wojna zastępcza NATO z supermocarstwem nuklearnym Rosją nie jest już uważana za coś naprawdę niebezpiecznego. Atak na USA lub kraje NATO uchodzi za nieprawdopodobny ze względu na jego samobójczy charakter, a użycie broni nuklearnej na terytorium Ukrainy miałoby jedynie ograniczone skutki i zdemaskowałoby Rosję jako wroga całej ludzkości.

Zerwane więzi gospodarcze, energetyczne i geopolityczne:
  • Zniszczone zostały gospodarcze więzi Rosji z Zachodem. Sankcje USA i UE przeciwko Federacji Rosyjskiej, rozpoczęte w roku 2014 r., przekształciły się w totalną wojnę gospodarczą, monetarną i finansową. W efekcie model geoekonomiczny, którym kierowała się Moskwa od rozpadu ZSRR i przejścia do relacji rynkowych, załamał się w jego najważniejszym segmencie – relacji z Zachodem. Rosja stanęła przed czymś, czego zupełnie się nie spodziewała – zamrożeniem i konfiskatą suwerennych rezerw walutowych, aktywów prywatnych przedsiębiorców, a w istocie wykluczeniem z systemu transakcji finansowych z walutami zachodnimi. W rezultacie kraj stracił nie tylko połowę rezerw banku centralnego, ale także dostęp do zachodnich rynków. Tym samym nie spełniło się oczekiwanie, że zachodni gracze ekonomiczni, działając we własnym interesie, złagodzą skutki geopolitycznych starć.
  • Szczególnie bolesnym rozczarowaniem dla Moskwy jest zerwanie więzi energetycznych z Europą, tworzonych i pielęgnowanych przez rosyjskie kierownictwo przez 50 lat, już od czasów zimnej wojny. Były one uważane za gwaranta stabilności relacji z Europą – w przeciwieństwie do stosunków z USA, w których nic takiego nie istniało. Rosja dbała o swój wizerunek ultrapewnego dostawcy energii do krajów UE, zakładając zarazem, że Europa nie ma innych możliwości niż dostawy rosyjskiego gazu. Te rachuby także spełzły na niczym. Polityczna decyzja UE o odmowie importu rosyjskiej ropy i węgla oraz wprowadzanie ograniczeń – także stopniowych odmów – w imporcie gazu zerwały najważniejszą więź materialną między Rosją a Europą, czego symbolem stało się sabotażowe zniszczenie drugiej nitki gazociągu bałtyckiego.
  • Najważniejszym wydarzeniem w geopolityce Europy jest przyspieszony demontaż partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, opartego – podkreśla Trenin – na fenomenalnym pojednaniu między Rosją a Niemcami po drugiej wojnie światowej, a także na roli, jaką Związek Radziecki odegrał w kwestii zjednoczenia Niemiec po zakończeniu zimnej wojny. Relacje między Moskwą a Berlinem znów stają się wrogie: w niemieckiej opinii publicznej szybko odbudowuje się obraz zacofanej, reakcyjnej i agresywnej Rosji, a w opinii rosyjskiej w związku z bronią dostarczaną przez Niemcy na Ukrainę – wspomnienia o najeździe 1941 r. Zatrute relacje między dwoma największymi graczami w Europie służą geopolitycznym interesom USA i Wielkiej Brytanii, ale w przyszłości będą ważnym czynnikiem niestabilności w Europie.
Utrata sojuszników i respektu na świecie:
  • Specjalna operacja wojskowa Rosji na Ukrainie – ciągnie dalej Trenin – pokazała, że z formalnych sojuszników i partnerów Rosji w ramach powstałej w 1992 r. Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) jedynie Białoruś stanęła po stronie Moskwy. Wszyscy pozostali sojusznicy, a także partnerzy w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAEU), zajęli stanowisko neutralne. Ich głównym motywem było uniknięcie jakiegokolwiek psucia stosunków z USA i Zachodem oraz wykorzystanie skupienia Moskwy na Ukrainie do dalszej dywersyfikacji polityki zagranicznej i dystansowania się od Rosji. Sytuacja ta stawia przed Moskwą pytanie o przyszłość jej podejścia do problemów sojuszu i integracji z byłymi republikami radzieckimi.
  • Niezdolność Rosji do szybkiego wykonania zadań specjalnej operacji wojskowej w wielu krajach europejskich dramatycznie zmniejszyła respekt wobec rosyjskiej siły militarnej i rosyjskiego uzbrojenia. Obnażyła także poważne problemy ze strategią oraz taktyką polityczną i wojskową; luki w szkoleniu, uzbrojeniu, wyposażaniu i obsadzie Sił Zbrojnych; w gotowości mobilizacyjnej kraju, w tym przemysłu; w ideologicznym wymiarze polityki państwa; w zachowaniu części elit i społeczeństwa. Te i inne problemy zniechęcają sojuszników i zachęcają przeciwników Rosji do wyznaczania bardziej zdecydowanych celów – aż po „ostateczne rozwiązanie kwestii rosyjskiej” poprzez zadanie Rosji strategicznej klęski i spowodowanie zmiany ustroju w kraju, jego demilitaryzacją (w tym denuklearyzacją), przeformatowaniem geograficznym i politycznym, reedukacją i zmianą elit, a w rezultacie z ogólną marginalizacją Rosji.
Jednak Trenin widzi także dla Moskwy „światełko w tunelu”. Jest nim – jak to nazywa – „światowa większość” stojąca jakoby po stronie Rosji. To największe kraje Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Chiny, Indie, Turcja, Iran, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Brazylia, RPA, Indonezja dążące do wzmocnienia swojej suwerenności i udziału w zarządzaniu światem. Zajęły stanowisko neutralne, a Iran i Chiny – prorosyjskie lub wyraźnie życzliwe wobec Moskwy. Także postępowanie Turcji, członka NATO i sojusznika USA, obiektywnie służy interesom Rosji.

Co prawda, więzi Rosji z tymi krajami są zróżnicowane. Są trudności, sprzeczności, a nawet elementy rywalizacji, ale to „najważniejszy i najcenniejszy zasób współczesnej Rosji”, którego nie miał ZSRR, musiał więc wydawać znaczne środki na utrzymanie w swej orbicie krajów wschodniej Europy, z których tylko NRD i Czechosłowacja miały rozwinięty potencjał przemysłowy i technologiczny.

Położenie Rosji – zdaniem Trenina – jest trudne, ale nie beznadziejne. W każdym razie nie ma odwrotu. Teoretycznie możliwa jest kapitulacja, „ale i ona nie cofnie Rosji ani do czasów z lutego 2022, ani z 2013 r. To byłaby droga do narodowej katastrofy, prawdopodobnego chaosu i całkowitej utraty suwerenności. Jeśli chcemy tego uniknąć, to nasz ogólny kierunek ruchu jest tylko do przodu. Niezbędnym warunkiem sukcesu jest rozwiązanie problemu Ukrainy”. Oto możliwe opcje:
  • Przegrana wojna – mimo starań Rosji – a co za tym idzie, faktyczne zwycięstwo wroga, zapowiada wstrząs. W dziejach historii Rosji były przegrane wojny – choćby krymska, potem rosyjsko-japońska. Doprowadziły one do reform wewnętrznych i dalszego rozwoju. Były inne zyski z porażek. Pokój brzeski uratował potęgę bolszewików, traktat ryski zakończył nieudaną wojnę sowiecko-polską, ustabilizował zachodnią granicę powstającego ZSRR. Niezwykle wysoka cena zapłacona za sukces w wojnie fińskiej stała się pierwszym wkładem w zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Jednak ci, którzy mają nadzieję na powtórkę z lat 1855–56, powinni zawsze pamiętać o tragedii z lat 1916–17.
  • Opcja druga to „zamrożenie” działań wojennych wzdłuż linii frontu, co jednak oznaczałoby uznanie przez Moskwę niezdolności do realizacji deklarowanych celów, „czyli moralną klęskę”. Ponadto byłoby tylko „wytchnieniem przed prawdopodobnym wznowieniem działań wojennych przez wroga, który nie zamierza rezygnować ze swoich maksymalistycznych celów”. Niemniej jednak taka opcja istnieje i jest opracowywana przez zainteresowane strony.
  • Wariant trzeci Trenin nazywa opcją „strategicznego sukcesu”, jako że „zwycięstwo” jest w rosyjskiej świadomości zarezerwowane dla druzgocącej klęski i bezwarunkowej kapitulacji wroga na wzór 1945 r. W odniesieniu do sytuacji w Ukrainie strategicznym sukcesem byłoby „przejęcie przez Rosję kontroli nad całą wschodnią, południową i środkową częścią sąsiedniego państwa. Zachodnia część Ukrainy, pozostająca poza kontrolą Rosji, w zasadzie nie może być włączona w rosyjską przestrzeń cywilizacyjną; byłaby w nim ciałem obcym, źródłem niestabilności”.
Co prawda, Galicja i Wołyń nieuchronnie stałyby się bastionem ukraińskiego ultranacjonalizmu i odskocznią dla zachodniej obecności i wpływów, ale ten przyczółek-twierdza – według Trenina – nie będzie miał masy krytycznej, aby poważnie zagrozić Rosji. „Ogólny sukces polityki rosyjskiej na Ukrainie zależeć będzie w decydującym stopniu od konsolidacji dorobku militarnego poprzez polityczną, gospodarczą i ideową integrację kontrolowanych terytoriów z Rosją. Ta opcja będzie wymagała ogromnych zasobów i skoncentrowanych wysiłków przez wiele lat i niestety wielu poświęceń, ale strategicznie będzie zwycięska”.

Przekładając język Trenina na język historiografii: teraz celem Moskwy jest drugi po 2014 r. rozbiór Ukrainy. Przy czym analityk dodaje: „Jakiekolwiek rozwiązanie konfliktu ukraińskiego nie będzie oznaczać ustanowienia stabilnego status quo w Europie Wschodniej. Presja na Rosję z Zachodu w kierunku europejskim będzie kontynuowana w kilku kierunkach. Oprócz samego ukraińskiego, który pozostanie głównym punktem zapalnym, będą to kierunki białoruski, naddniestrzański, kaliningradzki i kaukaski. Aby przetrwać, Moskwa będzie musiała umocnić swoje pozycje na całej linii zachodniego frontu geopolitycznego od Arktyki po Morze Czarne”. Słowem, ukryć się za nową żelazną kurtyną.

Według Trenina za próbę wyrwania się z amerykańskocentrycznego ładu i ochrony swoich interesów bezpieczeństwa Rosja została skutecznie „wyrzucona” z globalnego porządku. I uwaga! W warunkach rozpoczynających się zawirowań – nie tylko w geopolityce, ale także w ekonomii i w sferze militarnej – Rosja nie ma już żadnego interesu ani szczególnych możliwości utrzymania status quo w Europie i na świecie jako całości. Niegdyś jeden z filarów i strażników porządku ustanowionego w 1945 r. Rosja przekształciła się w kraj bojowy, broniący swojej suwerenności i tożsamości oraz walczący o ład światowy wykluczający hegemonię jednego państwa. To nowa rola, przypominająca rolę rewolucyjnej Rosji, ale bardzo od niej różna.

Przejście do nowej ery będzie uzależnione od wyniku rywalizacji między USA a Chinami. Jak dotąd kraje grupy BRICS – Chiny, Indie, Brazylia, RPA – i inne kraje „światowej większości” mają większe szanse na – jak to nazywa Trenin – „naprawienie ładu światowego”, a konflikt między Rosją a Zachodem ma istotny wpływ na jej dalszy rozwój.

I pogróżka: „Zbójecki” status Rosji na Zachodzie oznacza, że Moskwa ma „wolną rękę w stosunkach z byłymi partnerami, którzy znów stali się przeciwnikami”. Moskwa może zatem złamać porozumienie z USA w sprawie nierozprzestrzeniania broni atomowej. „Rosja nie może działać zgodnie z amerykańskim podejściem do nierozprzestrzeniania broni jądrowej wobec Iranu i Korei Północnej”.

Drugi atut Rosji – według Trenina – to bliższe powiązania z Chinami i głębszy dialog z Indiami, następnie z Turcją jako wschodzącym konsumentem gazowym, z Arabią Saudyjską i innymi krajami OPEC, a także z Katarem. Główni konsumenci rosyjskiej żywności znajdują się również na Bliskim i Środkowym Wschodzie, w Azji i Afryce. W dziedzinie technologii Chiny i Indie mogą być wiodącymi partnerami.

Ponadto Rosja musi zbudować elementy przejściowego porządku światowego w dziedzinie monetarnej i finansowej, aby uciec od hegemonii dolara; w technologii – wzmocnienie suwerenności narodowej; w sferze medialnej – ograniczenie dominacji mediów angloamerykańskich. Szczególnie ważnym kierunkiem z punktu widzenia budowy podstaw przejściowego ładu światowego jest wzmacnianie organizacji międzynarodowych krajów niezachodnich, zwiększanie ich efektywności i wpływów oraz budowanie regionalnych systemów bezpieczeństwa w całej Eurazji, w Azji Centralnej, na Kaukazie i Morzu Kaspijskim, w Zatoce Perskiej i innych regionach.

Słowem: Rosja nie będzie już „rosnąć razem z Zachodem”, lecz w trudnej i długotrwałej konfrontacji z nim. Strategiczny sukces jest – zdaniem Trenina – realny, są po temu odpowiednie zasoby wewnętrzne i zewnętrzne, ale wymaga on zdecydowanej woli politycznej kierownictwa, bezwarunkowego patriotyzmu elit i ogólnonarodowej solidarności.

(...)

polityka.pl