Podstawowym problem dla zarządu spółki jest ustalenie, kto i na czyje polecenie zainstalował szpiegowskie oprogramowanie oraz jakie informacje wyciekały i dokąd. Prezes Łysakowski wzywa więc do siebie administratorów systemu informatycznego Nitro-Chemu.
Osobom z zewnątrz może się wydawać, że w tak ważnej dla bezpieczeństwa państwa i NATO spółce dział informatyczny składa się z wielu specjalistów o wysokich kwalifikacjach z zakresu informatyki i ochrony bezpieczeństwa danych. W rzeczywistości jest to dwóch ludzi, Krzysztof M. i Radosław N., z których żaden nie posiada wykształcenia informatycznego. Co więcej, ich umowy o pracę nie zawierały klauzuli o poufności lub odpowiedzialności za ujawnianie poufnych informacji.
Dział informatyczny był niczym innym jak małym, zagraconym pokoikiem. — Ile razy tam przychodziłem, tyle razy zaskakiwał mnie straszny nieporządek — mówi nam jeden z pracowników. — Pomieszczenie było zawalone dyskami, kablami, obudowami komputerów. Oni chyba tym handlowali.
Kolejny dodaje: — Wiem, że pracownicy firmy, którzy przychodzili do kanciapy informatyków w prywatnych sprawach, nie mieli problemu z nabyciem urządzeń, które były im potrzebne.
Podczas spotkania prezesa z informatykami, pierwsza część problemu, czyli ustalenie kto i na czyje polecenie zainstalował program VNC Server zostaje dość szybko rozwiązana. Obaj przyznali, że to oni zainstalowali program szpiegowski.
Młodszy z nich twierdził, że zrobił to na polecenie głównego informatyka. Główny w pisemnym oświadczeniu przyznał zaś, że instalowali program na zlecenie poprzedniego prezesa Nitro-Chemu, Krzysztofa Kozłowskiego oraz Karoliny Szober, dyrektor finansowej.
Zatem o szpiegowskim oprogramowaniu — jak wynika z oświadczenia głównego informatyka Nitro-Chemu — wiedział, poprzedni prezes tej firmy i dyrektor finansowa. Nie wiedział zaś, co też w oświadczeniu napisał informatyk, obecny zarząd bydgoskiej spółki na czele z prezesem Łysakowskim. Tymczasem to oni byli szpiegowani.
Co więcej, kiedy Andrzej Łysakowski objął stanowisko prezesa Nitro-Chemu w sierpniu 2020 r., otrzymał nowy komputer, na którym został zainstalowany program szpiegujący. A wtedy zlecający to Krzysztof Kozłowski był jedynie jego zastępcą.
Zanim w połowie kwietnia 2017 r. Krzysztof Kozłowski został prezesem Nitro-Chemu razem z bratem przez wiele lat prowadził w Białych Błotach niedaleko Bydgoszczy firmę Akwarystyka Morska "Idolek". Specjalizowała się w morskich rybkach, świadczyła też usługi z zakresu doradztwa, projektowania i zakładania akwariów.
Kozłowski z wykształcenia jest technologiem drewna i inżynierem budownictwa. Pracował też w zakładzie produkującym meble biurowe i był dyrektorem firmy Liber, zajmującej się obróbką metali.
Drzwi do Nitro-Chemu otworzyły mu jednak bliskie związki z politykami obecnej władzy. Kozłowski początkowo angażował się w działalność Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Był asystentem posła tej partii, Tadeusza Cymańskiego.
Zawrotną karierę w spółkach skarbu państwa Kozłowski zawdzięcza jednak bydgoskiemu posłowi PiS, Bartoszowi Kownackiemu. Kiedy w listopadzie 2015 r. został on wiceministrem w kierowanym przez Antoniego Macierewicza resorcie obrony narodowej, intratne posady w spółkach zbrojeniowych zaczęli dostawać jego bydgoscy współpracownicy. Jednym z nich był właśnie Kozłowski, który najpierw trafił do rady nadzorczej Nitro-Chemu, by po kilku miesiącach awansować na prezesa tej firmy.
Wtedy właśnie Kozłowski zatrudnił swoją znajomą z Białych Błot Karolinę Szober. Zanim została ona dyrektor finansową firmy liczącej pół tysiąca ludzi, pracowała jako księgowa w wiejskiej szkole w podbydgoskiej miejscowości.
Bartosz Kownacki na początku 2018 r. stracił ministerialne stanowisko, kiedy z rządu został odwołany Macierewicz. Zachwiała się wówczas także pozycja Kozłowskiego w Nitro-Chemie. Mimo problemów z zarządzaniem i kiepskich wyników finansowych zdołał się on jednak utrzymać na fotelu prezesa aż do 2020 r.
Wiosną tego roku został rozpisany konkurs na stanowisko prezesa Nitro-Chemu. Wygrał Andrzej Łysakowski, absolwent Akademii Sztuki Wojennej (w przeszłości – Akademia Obrony Narodowej). Ukończył też studia menedżerskie w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studia MBA w Collegium Humanum Szkoły Głównej Menedżerskiej. Od 2017 r. pełnił funkcję prezesa i dyrektora naczelnego Wojskowych Zakładów Inżynieryjnych z siedzibą w Dęblinie.
Nawet wówczas Kozłowski nie pożegnał się na dobre z Nitro-Chemem. Polityczni protektorzy zdołali go uratować, choć sprawował już tylko funkcję wiceprezesa.
Łysakowski pełną parą zabrał się za naprawianie kondycji firmy po swoim poprzedniku. W pierwszym, naprawczym roku udało mu się ustabilizować sytuację finansową spółki mimo dużych inwestycji m.in. w infrastrukturę. W kolejnym roku, pod jego rządami Nitro-Chem po raz pierwszy od lat wypracował zysk.
W maju 2022 r. rada nadzorcza w końcu zdołała odwołać Kozłowskiego. Miesiąc później do Łysakowskiego dołączył Wojciech Kotlarek, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Szkoły Głównej Handlowej oraz studiów podyplomowych "Zarządzanie wartością firmy". Kotlarek pracował też w strukturach PKN ORLEN i grupie LOTOS.
(...)
Trudno się więc dziwić, że na pierwszym posiedzeniu rady nadzorczej Nitro-Chemu po otrzymaniu raportu prezes Łysakowski w imieniu zarządu informuje jej członków, że zwolnił informatyków pracujących w firmie. Dodał, że zamierza zwolnić również ich szefową — dyrektor finansową, Karolinę Szober, gdyż to m.in. na jej polecenie instalowali oni szpiegowskie oprogramowanie.
Zarząd zapowiedział również członkom rady nadzorczej, że planuje zlecenie kolejnego audytu, który ma wykazać, jakie dokumenty i dokąd wyciekły z komputerów firmy.
Rada obradowała w połowie listopada. Dlatego zarząd Nitro-Chemu ze zdziwieniem przyjął informację, że kolejne posiedzenie odbędzie się już miesiąc później.
Dwa dni przed wigilią, 22 grudnia, do Nitro-Chemu ponownie przyjechali członkowie rady. W agendzie posiedzenia prezes Łysakowski i wiceprezes Kotlarek znaleźli zaskakujący punkt: "zmiany w zarządzie".
Pracownicy firmy wspominają, że tamtego dnia prezes i wiceprezes byli kilkukrotnie wzywani na posiedzenie, aby składać wyjaśnienia. Jak twierdzą nasi informatorzy, członkowie rady pochwalili nawet zarząd za wyciągnięcie firmy z kryzysu finansowego. Pochwałom trudno się zresztą dziwić. Jeszcze rok wcześniej, po poprzednim prezesie Kozłowskim spółka była ponad 7 mln zł na minusie i notowała prawie 40-procentowe straty. W tym roku już w listopadzie była ponad 15 mln na plusie po wykonaniu 113 proc. założonego planu.
Zaraz jednak po pochwałach rada nadzorcza poinformowała Łysakowskiego i Kotlarka, że zostali odwołani. Mało tego, odwołanie prowadzone było w trybie natychmiastowym.
Łysakowski nie mógł nawet wrócić do swojego biura, żeby zabrać choćby prywatne rzeczy. Na miejscu musiał zostawić wszelkie przepustki i klucze, również do służbowego auta.
Zakłady Nitro-Chem znajdują się na dalekich obrzeżach Bydgoszczy. Prezes musiał na własną rękę szukać transportu do domu. — Kiedy opuszczał teren zakładu, na bramie został przeszukany, tak jakby był o coś podejrzany — wspominają pracownicy.
Ani Łysakowski, ani Kotlarek do dziś nie poznali oficjalnych powodów odwołania.
Kiedy Łysakowski opuszczał Nitro-Chem, na stanowisko pełniącego obowiązki prezesa rada nadzorcza powołuje jednego ze swoich członków, Rafała Mendlika. Z wykształcenia jest on prawnikiem, jednak przez ostatnie 25 lat był pracownikiem produkcji w Nitro-Chemie. Doszedł tam do stanowiska mistrza. — To nie jest wysokie stanowisko. Nad nim jest jeszcze kierownik i dyrektor — informują nas pracownicy zakładu. Mendlik nie posiada też doświadczenia menedżerskiego.
onet.pl




