środa, 1 czerwca 2022


Rosja przyjęła w Donbasie strategię równania z ziemią z bezpiecznej odległości, dlatego tak ważne jest, aby Berlin wysłał Kijowi broń defensywną - mówiła Baerbock przemawiając do członków izby niższej niemieckiego parlamentu.

Baerbock mówiła, że Rosjanie prowadzą wojnę mającą na celu "wyludnić" Donbas i zniszczyć tam wszelką cywilizację.

- Miasto po mieście, wioska po wiosce, rosyjskie jednostki niszczą ich (mieszkańców Donbasu - red.) z bezpiecznej odległości - powiedziała szefowa MSZ Niemiec.

- Najpierw rakiety, potem samoloty i artyleria, a potem, gdy wszystko jest zrównane z ziemią, wjeżdżają czołgi - mówiła Baerbock.

Dlatego - jak dodała - Niemcy muszą wysłać "więcej artylerii, dronów i środków obrony przeciwlotniczej, by pomóc obronić się Ukrainie przed tą rzezią".

Wcześniej Olaf Scholz zapowiedział dostarczenie Ukrainie zestawów przeciwlotniczych IRIS-T.

wp.pl

Lekarz ze szpitala w Chersoniu w rozmowie z BBC mówi, że trafia do niego wielu pacjentów z "opatrzeniami od żelazek i papierosów", a także śladami rażenia prądem, bliznami po podduszaniu, złamaniami i licznymi siniakami".

- Byli torturowani, jeśli nie chcieli przechodzić na rosyjską stronę; za udział w wiecach; za służenie w obronie terytorialnej; za to, że członkowie ich rodziny walczyli przeciwko separatystom - wyliczał rozmówca BBC dodając, że niektóre osoby były torturowane zupełnie bez powodu.

Jeden z torturowanych, który znany był ze swojego sprzeciwu wobec rosyjskiej okupacji, został tak ciężko pobity, że zemdlał - relacjonuje BBC. Inny, który pracował jako dziennikarz, miał złamane cztery żebra.

- W Chersoniu ludzie cały czas znikają - mówi były mieszkaniec miasta, którego rodzice nadal pozostają w Chersoniu.

- Wojna nadal (tam) trwa, tylko że to ta jej część bez bomb - dodaje rozmówca BBC.

Podobne doniesienia bada organizacja Human Rights Watch oraz misja ONZ monitorująca kwestię praw człowieka na Ukrainie.

rp.pl

Według doniesień z ostatnich godzin walk, Ukraińcy wycofują się powoli z Siewierodoniecka albo są z niego wypierani. Rosjanie mają kontrolować północno-wschodnią część miasta, udało im się też dotrzeć m.in. do okolic centrum handlowego Jazz położonego w centrum miasta.

Siewierodonieck jest ostatnim dużym bastionem sił ukraińskich w obwodzie ługańskim na wschodzie kraju. Zdaniem mera miasta Ołeksandra Striuka, wojska rosyjskie kontrolują około połowy Siewierodoniecka, a linia frontu dzieli teraz miasto na pół. Trwają walki uliczne, ale jak zapewnia mer, oddziały ukraińskie nadal się bronią.

Choć w ubiegłym tygodniu amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW) informował, że zdobycie Siewierodoniecka nie przyniesie Rosji żadnych istotnych korzyści wojskowych ani ekonomicznych, upadek miasta ma cel strategiczny: pozwoli ogłosić, że armia Putina zajęła obwód ługański w całości.

By zrealizować ten cel, na froncie miał się pojawić 56-letni gen. Giennadij Żidko - donosi włoski dziennik "Corriere della Sera". Wojskowy to z pochodzenia Uzbek, "absolutnie wierny" prezydentowi Putinowi. Generał kieruje wydziałem politycznym rosyjskiej armii. Po powrocie z wojny w Syrii miał zajmować się mobilizacją, propagandą i logistyką. W Donbasie ma kierować razem z gen. Aleksandrem Dwornikowem ofensywą wojsk rosyjskich w bitwie o Siewierodonieck.

Zdaniem prof. Piotra Grochmalskiego, dyrektora Instytutu Studiów Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie, pojawienie się gen. Żidko na froncie może być ruchem podobnym do wizytacji szefa sztabu generalnego rosyjskiej armii gen. Walerija Gierasimowa w Izumiu pod koniec kwietnia.

- Najwyraźniej Putin wysłał go na front w Donbasie w ramach nadzoru nad rosyjskimi jednostkami. Żidko, tak ja pozostali generałowie, ma za zadanie często raportować Putinowi. Tyle że raporty wojskowych mówiły o tym, że Rosjanie w wielu miejscach atakują i atakują. Później wychodziło na mapie, że stoją w miejscu - mówi nam ekspert.

Jak dodaje, "Putinowi poprzewracało się w głowie". - Godzinami siedzi z wąską grupą dowódców wojskowych i analizuje każdy element frontu. Wygląda to jak obrazki z Adolfem Hitlerem podczas II wojny światowej, który siedział w kwaterze z generalicją. Z Putina zrobił się nagle "wybitny kartograf" i "specjalista od map" - ironizuje prof. Grochmalski.

Według naszego rozmówcy, na Kremlu panuje ogromna presja, by bitwę o Siewierodonieck wygrać jak najszybciej.

- W ostatnich dniach na froncie miała miejsce spektakularna i bolesna porażka Rosjan. Podczas przeprawy przez rzekę Doniec stracili jedną, batalionową grupę. To wywołało histerię, szczególnie wśród nacjonalistycznych ekspertów od armii. M.in. na kanale Telegram pojawiło się bardzo wiele krytycznych głosów dotyczących jakości dowodzenia przez Rosjan. Presja dotarła też na Kreml. Świadczą o tym słowa szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który mówił o jak najszybszym "wyzwolenie Donbasu" - ocenia prof. Grochmalski.

Z kolei w opinii płk Andrzeja Kruczyńskiego, byłego oficera GROM-u, uczestnika działań specjalnych i misji zagranicznych, pojawienie się nowego generała w Donbasie nie zmieni przebiegu walk i nie wpłynie na morale rosyjskiej armii.

- Putin może próbować sobie rzucać co najlepsze, ale to jest tylko jedna osoba. Od Syrii już trochę lat minęło, a na pewno dużo się zmieniło. Specyfika działań w Syrii i Ukrainie różni się - i to zasadniczo. Ktoś kiedyś powiedział: "potrzebuję generałów, którzy mają szczęście". Żidko miał szczęście w Syrii. Tu nie zmieni przebiegu i obrazu walk. Jeden generał nic nie oznacza. Nie jest w stanie zmotywować swoich podwładnych, są oni traktowani jako "mięso armatnie", wyglądają jak "banda wyrzutków", mają archaiczny sprzęt. Nie wróżę im finalnie sukcesu, rzucili resztki wszystkiego, co mieli - ocenia wojskowy.

Jak informował portal Defence24.pl, Żidko zdobył uznanie przełożonych, planując operacje wojskowe w Syrii w latach 2016-2017, a więc w jednym z najtrudniejszych okresów wojny, gdy wyzwalano miasta Palmyra i Dajr az-Zaur. To właśnie za operację syryjską otrzymał najwyższe wyróżnienie wojskowe - złotą gwiazdę Bohatera Rosji i stanowisko zastępcy Szefa Sztabu Generalnego, a później dowódcy sił obrony przeciwlotniczej.

- Rosjanie próbują dowodzić w operacji w Donbasie jak w Syrii. Tylko że Syryjczycy nie mieli broni przeciwlotniczej, a Rosjanie mieli tam pełne panowanie w powietrzu i w ostrzale artyleryjskim. W Ukrainie sytuacja jest inna, a ilość strat Rosjan w polu - przerażająca. Jeśli uruchamiają dodatkowe miejsca szpitalne na Krymie, to pokazuje, że naprawdę poszli na całość w przypadku Siewierodoniecka. Ewidentnie zredukowali działania na innych kierunkach, by opanować tą miejscowość - ocenia prof. Grochmalski.

W podobnym tonie wypowiada się płk Kruczyński. - Rosjanie są bliscy przejęcia Siewierodoniecka, tylko że ich taktyka kosztuje ogromną ilość czasu, ludzi, sprzętu i pieniędzy. Żeby zniszczyć miasto i jego obrońców, trzeba megatony bomb, które kończą się Rosjanom. To nie jest studnia bez dna, że mogą sobie strzelać 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. Putinowi wszystko zaczyna się kończyć. Wysłanie gen. Żidko to znak, że "tonący brzytwy się chwyta" - podsumowuje.

wp.pl

Rosjanie zdali sobie sprawę z tego, jak trudne życie wiodą ich waleczni żołnierze, uczestniczący w "specjalnej operacji wojskowej" w Ukrainie. Dotarły do nich informacje, że to wojsko nie tylko nie dysponuje podstawowym sprzętem koniecznym do przetrwania, ale także cierpi na niedostatek pożywienia. Ruszyły społeczne akcje, które mają wesprzeć chłopaków na froncie.

Natalija Abijevová, brokerka z Niżnego Nowogrodu, od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę wysłała już do granicy siedem transportów z zaopatrzeniem. - Cały świat pomaga naszym wrogom. Dlatego chcemy wspierać naszych ludzi - wypowiedź kobiety cytuje idnes.cz. Czeski portal donosi, że rosyjska społeczniczka dostarczała już wojsku krótkofalówki, lornetki i apteczki, a teraz wyekspediowała tiry z ziemniakami i cebulą, bo armia głoduje.

- Od początku walk zebrałam od ludzi ponad 3,5 mln rubli na zakup sprzętu, żywności i odzieży dla naszych mężczyzn walczących w Ukrainie - mówi kobieta. Nie tylko ona przyłączyła się w ten sposób do wojny. Popularne ruchy rozprzestrzeniły się w całej Rosji, zbierając pieniądze lub sprzęt dla wojska. Według "The New York Times" te społeczne działania są nie tylko dowodem publicznego poparcia dla wojny, ale także rosnącej świadomości Rosjan, że ich wojsko okazało się żałośnie nieprzygotowane na konflikt o takiej skali.

Tatiana Plotnikowa z Nowokujbyszewska już dwukrotnie przejechała ponad 1600 kilometrów do granicy, by dostarczyć to, czego potrzeba na froncie. Kobieta aktualizuje listy pilnie potrzebnych artykułów na portalu społecznościowym VKontakte. Teraz najbardziej pożądane są środki znieczulające, bandaże, antybiotyki, kule i wózki inwalidzkie, ale wcześniej dostarczała też drony, noktowizory i wojskowe zaopatrzenie.

Większość grup, które zbierają pieniądze dla wojska, działa niezależnie od rządu rosyjskiego. Wolontariusze polegają na kontaktach w oddziałach i szpitalach wojskowych, z których otrzymują informacje, co jest potrzebne.

Rosyjskie media państwowe rzadko informują o tych obywatelskich inicjatywach, ponieważ podważają one narrację Kremla, że zgodnie z planem państwo radzi sobie dobrze w wojnie.

- Lekarze zapewnili nas, że mają wszystko, czego potrzebują - powiedział w środę prezydent Władimir Putin, który odwiedził po raz pierwszy od inwazji szpital wojskowy, w którym leczą się ranni żołnierze.

Jednak kłam tym słowom zadają media społecznościowe. Blogerzy apelują i zbierają pieniądze, w prywatnych darowiznach widząc klucz do zwycięstwa. "Nasi chłopcy umierają, ponieważ brakuje im wszystkiego, podczas gdy Zachód zaopatruje Ukrainę przekazał w Telegramie bloger o pseudonimie Ranger Z. Mężczyzna pokazał nagrania na których widać, że rosyjscy żołnierze noszą swoje rzeczy w plastikowych reklamówkach i wezwał do zbiórki na wojskowe specjalistyczne plecaki. Prosił tez o pieniądze na buty, skarpety, czołówki, zapalniczki, czapki, a także na cukier i baterie. "Jestem pewien, że w Rosji jest wielu zamożnych ludzi i odnoszących sukcesy przedsiębiorstw, które mogą i chcą uczestniczyć w tak dobrej sprawie. To nie armia tego potrzebuje (choć oczywiście o wiele wygodniej będzie walczyć w ten sposób), potrzebuje tego naród" - napisał.

wp.pl