sobota, 19 listopada 2022


Źródła "Meduzy" bliskie administracji prezydenckiej w Rosji stwierdziły, że odwrót z Chersonia był "bardzo bolesnym wydarzeniem" dla "rosyjskich elit".

Inny rozmówca — biznesmen z "wewnętrznego kręgu" Władimira Putina, skomentował ten fakt jeszcze dosadniej — Istnieje zrozumienie, że przegraliśmy prawdziwą wojnę. Ludzie zaczynają się zastanawiać, jak żyć, jakie miejsce chcieliby zająć w przyszłości, o jakie stawki chcieliby grać. Z jednej strony pojawią się nastroje rewanżystyczne. Z drugiej strony — żądanie normalizacji i stabilizacji.

Blok polityczny prezydenta jest nieco bardziej optymistyczny. Jeden z rozmówców "Meduzy" powiedział, że Kreml wciąż ma nadzieję, iż konsensus na Zachodzie "załamie się na rzecz Ukrainy" ze względu na zapotrzebowanie na tanią energię.

Oprócz tego Moskwa liczy również na dramatyczną zmianę sytuacji politycznej w Ukrainie i rezygnację Wołodymyra Zełenskiego ze stanowiska. Z czego wynika oczekiwanie na takie wydarzenia? Tego nie wiadomo. Rozmówcy "Meduzy" twierdzą jednak z przekonaniem, że dzięki ogłoszeniu mobilizacji w ciągu kilku miesięcy rosyjska armia osiągnie większą gotowość bojową i będzie w stanie odwrócić sytuację na froncie.

O ile "elity" z Kremla mocno przeżyły odwrót z Chersonia, o tyle — zdaniem rozmówców "Meduzy" — nie wpłynął on znacząco na nastroje większości Rosjan.

— Społeczeństwo prawie tego nie zauważa, nie jest tym zainteresowane. Nie było czasu na propagandowe nagłośnienie aneksji Chersonia. Dzięki Bogu przeszkodziła w tym mobilizacja. Na początku ludzie myśleli, że jest źle, ale teraz okazuje się, że nieszczęście pomogło. Ludziom nie zależało aż tak na Chersoniu i dlatego łatwo przyjmują oficjalne wyjaśnienia, że trzeba było z niego zrezygnować.

Dane z niezależnych badań socjologicznych raczej potwierdzają te tezy.

Wysoki rangą rozmówca "Meduzy" w jednym z regionalnych rządów tłumaczył, że jego region jest "daleko od Chersonia" i ma "własne życie". Lokalni politycy i biznesmeni, z jakimi rozmawiali dziennikarze, nie wierzą jednak, że Kremlowi uda się odwrócić sytuację na swoją korzyść.

Rozmówca w regionalnym biurze "Jednej Rosji" podsumował: — Incydent w Chersoniu jest postrzegany jako hańba i konsekwencja bałaganu w państwie. Podejrzewaliśmy, że tak jest, ale nie, że w aż takim stopniu.

Inny urzędnik wyznał, że w jego kręgu "zaczęło narastać poczucie cudzej wojny".

Podobne nastroje przenikają do administracji prezydenckiej i rządu. Źródła "Meduzy" przyznają, że coraz bardziej niepokoi je "całkowita izolacja najwyższego kierownictwa kraju" w obliczu ciągłych porażek militarnych.

— Nie jesteśmy w nic wtajemniczeni, dużo dowiadujemy się z wiadomości — zarówno ukraińskich, jak i zachodnich. Wygląda to tak, jakbyśmy cały czas szli na ustępstwa i jeszcze próbowali to ukryć — wyjaśnił rozmówcy bliski rządowi, dodając, że "przygnębiające wrażenie" zrobiło też zawieszenie przez Kreml udziału w "umowie zbożowej".

Rozmówca zauważył, że wśród wysokich rangą urzędników coraz bardziej rozsądna wydaje się pozycja przedstawicieli "elity", którzy "nie do końca pasują do operacji specjalnej".

W czasie wojny wśród najwyższych urzędników rosyjskich utworzyła się "partia milczenia" Jej przedstawiciele wolą sumiennie wykonywać niektóre wojenne instrukcje wydawane przez "wyższą kadrę", ale nie obnoszą się z militarystycznymi poglądami. Wśród przedstawicieli tej partii — zdaniem rozmówców "Meduzy" — ma znajdować się m.in. premier Michaił Miszustin i mer Moskwy Siergiej Sobianin.

Mimo rosnącego niezadowolenia rosyjscy urzędnicy i biznesmeni nie zamierzają jednak podejmować żadnych działań przeciwko Putinowi: — Chcę tylko, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło — powiedział jeden z rozmówców.

onet.pl/meduza.io

Strona ukraińska pod wpływem informacji napływających z Polski i USA zaczęła korygować swoje stanowisko odnośnie do eksplozji rakiety w Przewodowie. 16 listopada prezydent Zełenski twierdził, że rakieta nie była ukraińska. Przyznał, że w trybie poufnym kontaktował się w tej sprawie z przywódcami innych państw (w tym z prezydentem RP). Tego samego dnia wieczorem zapewnił, że Ukraina stara się ustalić szczegóły incydentu, zaapelował o włączenie jej ekspertów do prowadzonego śledztwa oraz o dostęp do miejsca zdarzenia i danych, którymi dysponują partnerzy zachodni. 17 listopada Zełenski potwierdził, że ukraińscy eksperci wezmą udział w śledztwie, i podkreślił, że do czasu jego zakończenia nie da się wskazać, jakie rakiety lub ich części spadły na teren Polski. Zastrzegł, że „nie wie dokładnie”, co się stało, ale w jego opinii był to „pocisk rosyjski”. Wyraził wdzięczność dla partnerów Ukrainy, że nie obwiniają jej za tragiczny incydent.

17 listopada ukraiński wywiad wojskowy (HUR) potwierdził, że Białoruś planuje uruchomienie produkcji amunicji artyleryjskiej i do wieloprowadnicowych systemów rakietowych przy wykorzystaniu linii produkcyjnych pozyskanych z Iranu. Władze Białorusi planują też uruchomienie produkcji pocisków kalibru 152 mm i 122 mm oraz osiągnięcie zdolności przejścia na zamknięty cykl produkcji amunicji 220 mm i 300 mm przy wykorzystaniu importowanych podzespołów. Według HUR rozmowy białorusko-irańskie mają się odbyć w dniach 20–23 listopada w Teheranie.

17 listopada prezydent Recep Tayyip Erdoğan poinformował o przedłużeniu umów na wywóz zbóż i innych produktów żywnościowych z portów kompleksu odeskiego o kolejne 120 dni (porozumienia kończą się 19 listopada). Decyzję podjęto w wyniku konsultacji Turcji i ONZ z Rosją i Ukrainą, potwierdził ją sekretarz generalny ONZ. Erdoğan rozmawiał również z Władimirem Putinem o dostawach zboża do krajów afrykańskich. Rosyjski MSZ wydał komunikat o braku sprzeciwu wobec przedłużenia umowy. Podkreślił jednocześnie, że zezwolenie na wywóz artykułów rolnych z Ukrainy wiąże się z wypełnieniem memorandum między Rosją i ONZ o normalizacji warunków wywozu rosyjskiego zboża i nawozów mineralnych. Moskwa zabiega o wznowienie eksportu rosyjskiego amoniaku przez port w Odessie, z kolei Kijów domaga się rozszerzenia listy towarów i portów (m.in. o Mikołajów) mogących korzystać z korytarza zbożowego.

osw.waw.pl

W związku z prowadzoną w Ukrainie wojną wzrastają rosyjskie wydatki zbrojeniowe, które w 2023 r. mają być o ponad 40 proc. wyższe, niż pierwotnie planowano. Te wydatki są w coraz większym stopniu finansowane poprzez emisję długu - powiadomiło w sobotę brytyjskie ministerstwo obrony.

W codziennej aktualizacji wywiadowczej poinformowano, że 16 listopada Rosja przeprowadziła największą w historii emisję długu w ciągu jednego dnia, pozyskując 820 mld rubli (13,6 mld dolarów).

"Jest to ważne dla Rosji, ponieważ emisja długu stanowi kluczowy mechanizm podtrzymywania wydatków na obronę, które znacznie wzrosły od czasu inwazji na Ukrainę. Deklarowane przez Rosję wydatki na obronę narodową na 2023 r. planowane są na około 5 bln rubli (84 mld USD), co stanowi wzrost o ponad 40 proc. w stosunku do wstępnego budżetu na 2023 r., ogłoszonego w 2021 r. Emisja długu jest kosztowna w okresach niepewności" - czytamy komunikacie resortu.

"Wielkość tej aukcji z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazuje na to, że rosyjskie ministerstwo finansów postrzega obecne warunki jako względnie korzystne, ale przewiduje coraz bardziej niepewne środowisko fiskalne w przyszłym roku" - oceniło brytyjskie ministerstwo.

(...)

Niezależne rosyjskie media: Liczba więźniów gwałtownie się kurczy, ponieważ więźniowie są rekrutowani do walki w Ukrainie. Liczba rosyjskich więźniów spadła o 23 000 w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, prawdopodobnie z powodu wspieranej przez Kreml prywatnej firmy wojskowej Wagner Group, która prowadzi kampanię rekrutacyjną.

(...)

Jeśli padnie cały system energetyczny Ukrainy, to wg scenariusza optymistycznego jego przywrócenie zajmie 3 dni, a według pesymistycxnego 7-10 dni - mówi A. Charczenko, dyr. Centrum Badań nad Energią. Dodał, że to się nigdy na świecie nie zdarzyło, więc trudno o obiektywne prognozy.

(...)

Świętogórsk. Wolontariusze przywieźli do miasta chleb. Elektryczności i ciepła już dawno nie ma. Ludzie od dawna nie widzieli chleba. 

(...)

Rosyjskie szturmy pod Bachmutem, na wschodzie Ukrainy, trwają przez całą dobę, wróg nieustannie atakuje w dzień i w nocy; sytuacja jest trudna, ale skutecznie się bronimy; cały teren walk został dosłownie usłany ciałami martwych żołnierzy agresora - relacjonował ukraiński oficer Andrij Illienko na antenie telewizji Espreso.

Wojskowy podkreślił, że Bachmut to "ukraińska twierdza", a walki o miasto mogą trwać jeszcze przez długi czas. - Trzymaliśmy się (pod Bachmutem), gdy wyzwalano obwód charkowski, a potem chersoński. Teraz też się trzymamy. Jest to miejsce o ogromnym znaczeniu podczas tej wojny - ocenił oficer.

(...)

Rosja przerzuca spod Chersonia do obwodu ługańskiego resztki swoich najlepszych wojsk, szczególnie jednostki powietrznodesantowe; są to dobrze przygotowani żołnierze, lecz te działania wroga nie wpłyną znacząco na sytuację na froncie - powiadomił lojalny wobec Kijowa szef władz Ługańszczyzny Serhij Hajdaj.

Oddziały rosyjskich spadochroniarzy wyróżniają się tym, że są zaprawione w boju i wciąż zdolne do walki. Te formacje mogą na jakiś czas wyhamować postępy ukraińskich wojsk w obwodzie ługańskim, lecz nie będą w stanie przeprowadzać operacji kontrofensywnych - poinformował Hajdaj na antenie telewizji 1+1.

Szef regionalnych władz zwrócił uwagę na fatalne przygotowanie niedawno zmobilizowanych żołnierzy przeciwnika. - To nawet nie są wojskowi, lecz mięso armatnie rzucone na front. Ci ludzie giną setkami i oddają się dziesiątkami do ukraińskiej niewoli. Nawet w ciągu kilku miesięcy nie da się przygotować cywila do udziału w tak intensywnych walkach, jak ma to miejsce na Ukrainie - ocenił Hajdaj.

onet.pl

Po miesiącach rosyjskiej okupacji na podwórka domów w Chersoniu wyszły dzieci. Z radością i niebiesko-żółtymi flagami zatkniętymi na patykach witają ukraińskich żołnierzy. (...)

„Mój syn nie był na podwórku z osiem miesięcy. Bałam się go wypuszczać. Rosjanie byli nieprzewidywalni, nigdy nie wiedzieliśmy, co im strzeli do głowy” – wyjaśniła jedna z matek, spotkanych z synem w centrum miasta.

Na widok ukraińskich samochodów wojskowych dwóch chłopców przed blokiem energicznie salutuje i wykrzykuje „Sława Ukrainie!”. Jeden z nich trzyma w ręku plastikowy, niebieski karabin. „Jesteśmy kozakami” - mówi dziewięcioletni Sasza. „Jesteśmy ukraińskimi kozakami i pilnujemy tu Ukrainy!” – rezolutnie dodaje jego kolega, Artem.

Rozmowie przysłuchuje się 14-letni Wład. Oparty o ścianę łuska w zębach pestki słonecznika, wypluwając łupinki na asfalt. Pytany, jak wyglądało życie podczas okupacji odpowiada, że niedużo widział, bo wiele czasu spędził w schronie.

„Uciekaliśmy tam z rodzicami za każdym razem, kiedy na miasto leciały bomby. Schron był w piwnicy. Czasem siedzieliśmy w niej po kilka dni. Raz nawet chyba cały tydzień. Było nudno, ale rodzice zabraniali nam wychodzić” – mówi.

W trakcie okupacji Rosjanie wzywali rodziców, by posyłali dzieci do rosyjskiej szkoły, ale rodzice chłopaka na to nie pozwolili. Dlatego uczył się zdalnie w domu, u nauczycieli, którzy nie przeszli na stronę wroga.

„Rodzice nie chcieli mnie puścić do rosyjskiej szkoły. Mieliśmy lekcje online z naszymi starymi, ukraińskimi nauczycielami” – opowiada Wład.

Dwie ośmiolatki, Weronika i Ala, chodziły do rosyjskiej szkoły. „Rodzice mówili, że dla nas jest to bardziej bezpieczne” – mówi mniejsza Ala.

„Ja wolę jednak szkołę ukraińską. Nie podobało mi się w rosyjskiej, bo nic nie rozumiałam, a w ukraińskiej szkole rozumiałam wszystko i bardzo lubię swoją nauczycielkę” – zapewnia Weronika, która w rozmowie używała języka ukraińskiego.

Ala odpowiada na pytania po rosyjsku. Mimo to dziewczynka deklaruje, że nie czuła się swojsko w szkole, prowadzonej przez Rosjan.

„Mi także bardziej podobała się ukraińska szkoła, bo rozumiem język, a w rosyjskiej dużo nie rozumiałam. Oni mają nawet inne litery! Wcześniej ich nie znałam” – wyznaje. 11-letni Wołodymyr pyta dziennikarzy, czy mają jakieś wojskowe naszywki. Jest trochę rozczarowany, kiedy słyszy, że może dostać tylko cukierki, jednak chętnie je przyjmuje. Opowiada, że przez wojnę stracił najlepszego przyjaciela.

„Jak przyszli Rosjanie, to mój najlepszy przyjaciel, który był najlepszy, jeszcze przed wojną spytał, czy jestem za Rosją. Odpowiedziałem mu, że nie, że jestem za Ukrainą. I tak przestałem się z nim kolegować. Ja jestem Ukraińcem, a nie jakimś Rosjaninem! Już się nawet nie witamy” – mówi.

„Rosjanie to złodzieje. Ich armia kradnie i wynosi z domu sedesy. Z naszymi, ukraińskimi żołnierzami, jest lepiej, a Chersoń to Ukraina!” – wykrzykuje na pożegnanie Wołodymyr.

onet.pl