niedziela, 7 stycznia 2018


"Istnieją teorie, które wyjaśniają genezę i przebieg zachowań altruistycznych i prospołecznych u różnych gatunków. Wiemy, że są one szczególnie istotne w grupach społecznych o stałym składzie. Regułą w przyrodzie jest to, że jeżeli osobnik spotyka się z drugim osobnikiem tylko raz, to strategia egoistyczna jest wówczas najlepsza. Nie ma bowiem znaczenia to, czy ja go oszukam, pomogę mu - czy on pomoże bądź oszuka mnie, ponieważ nie niesie to za sobą większych konsekwencji. Gdy jestem jednak w stałej grupie - zamocowany społecznie między kimś a kimś, to bardzo ważne są wszystkie relacje społeczne pomiędzy członkami grupy. Może być tak, że chciałbym się zachować w sposób egoistyczny. Jest to jednak strategia krótkoterminowa, bo szybko spotkam się z ostracyzmem ze strony innych, będąc skategoryzowany jako ten, który bierze, a nie pomaga" - podkreślił w rozmowie z PAP prof. Trojan.

Jak zaznaczył naukowiec, już wcześniejsze badania na szczurach wskazywały na to, że jedno zwierzę zrobi wszystko, żeby uwolnić drugie z pułapki - pod warunkiem, że uwięziony szczur będzie z należał do tej samej grupy. Jeśli będzie z innej - wówczas zwierzę nie zareaguje na jego uwięzienie.

naukawpolsce.pap.pl

Problemem III RP była nie tylko niezachwiana wiara w wolny rynek, ale też opowieść, jaką sprzedawano ludziom. „Jeśli będziesz zapierdalać, to ci będzie dane”, „jesteś wart tyle, ile sobie wyrwiesz” – tak można ją streścić.

Ludzie w to uwierzyli?

Dlaczego by mieli nie uwierzyć? Słyszeli to od polityków, ekonomistów i bankierów. Słyszeli to w szkole i w domach. Taką narrację grzały też przez lata najważniejsze media.

W efekcie wychowaliśmy całe pokolenia z syndromem sztokholmskim – pełne uwielbienia dla systemu, który jest przeciwko nim. Pracownicy – często ci najbardziej wyzyskiwani – mówią jak pracodawcy. Młody, wkurzony, marnie zarabiający prekariat krzyczy, żeby ciąć podatki i liberalizować rynek pracy. A to ich przecież jeszcze bardziej pogrąży. Czasami spotykam ludzi na śmieciówkach, na umowach o dzieło, albo w ogóle pracujących na czarno, którzy mówią, że fiskus ich okrada. Nie mają urlopów (bo umowa o dzieło), prawie nie płacą podatków (bo robota na czarno), rynek miota nimi jak szmacianymi lalkami, a oni ciągle mówią o tym, że trzeba poluzować z biurokracją.

(...)

W Magazynie Porażka, który prowadzisz, często naśmiewasz się z tzw. life-coach’ów. Właśnie za to, że propagują taki język?

Coaching to lek, który późny kapitalizm wymyślił na chorobę, którą sam stworzył. Do tego lek, który nie dość, że nie działa, to jeszcze szkodzi. Sami coache to współcześni szamani, którzy żerują na niedociągnięciach systemu społeczno-gospodarczego, w którym żyjemy.

Przekonują, że sukces (przedstawiamy najczęściej jako sukces materialny) jest efektem indywidualnych starań. Że możesz osiągnąć wszystko, jeśli tylko weźmiesz się do roboty. To kompletna bzdura. Większość ludzi sukcesu, o którym wspominają mówcy motywacyjni, tego z drogimi samochodami, wakacjami pod palmami i domami z basenami, po prostu nigdy w życiu nie zazna. Bo to odstępstwo, a nie reguła. Regułą jest zwykłe życie. Takie piętnaście razy zwyklejsze, niż pokazują w telewizji – w małych kawalerkach z popsutymi zębami i w znoszonych butach.

Bo większość społeczeństwa może osiągnąć sukces tylko w przypadku społeczeństwa, które osiągnęło sukces jako całość. A to zupełnie nie zależy od sumy indywidualnych wysiłków tylko mądrych polityk publicznych oraz instytucjonalnych sposobów ograniczania zakusów silniejszych wobec słabszych.

(...)

I nic nie można zrobić?

Zawsze coś można zrobić. Ale uśredniając, nauczono nas po prostu wyolbrzymiać wpływ, jaki mamy na własne życie. Ci, którym się udało, częściowo przeceniają sukces także dlatego, że po prostu tak działają nasze mózgi. Przeceniamy swój wkład we własne osiągnięcia, a nie doceniamy wkładu innych osób, często tych, którym się nie udało. To się nazywa hipoteza sprawiedliwego świata. Bez względu na rzeczywisty bieg wydarzeń większość z nas i tak będzie uważała, że dobre rzeczy, które nas spotkają, są zasłużone.

Tymczasem ludzie są bogaci albo biedni w zależności od tego, w jakich gospodarkach przyszło im żyć i pracować, w jakich rodzinach się urodzili, w jakim momencie historycznym, kiedy był ostatni kryzys. Nakładają się na to tysiące makroczynników zupełnie niezależnych od naszych działa. Myślisz, że Bill Gates osiągnąłby tyle samo, gdyby urodził się niewidomy albo w Somalii? Nie sprawdzimy. Ala jakoś tak się stało, że urodził się widzącym mężczyzną z klasy wyższej, w jednym z wiodących gospodarczo i politycznie państw świata. Jeśli zarabiasz w Polsce pół średniej krajowej, jak mniej więcej jedna trzecia Polski, to zazwyczaj nie dlatego, że za mało zapierdalasz – najczęściej nie masz ani chwili wolnego.

krytykapolityczna.pl