- The Times podał kilka dni temu, że w Kijowie znajduje się aż 400 dywersantów z Grupy Wagnera. Sądzisz, że to możliwe?
Zbigniew Parafianowicz: Informacje o tym, że wagnerowcy są w mieście to prawda. Nie sądzę jednak, że w takiej liczbie. Nie da się bez śladu wprowadzić 600 czy nawet 400 żołnierzy tego batalionu lub innej prywatnej formacji wojskowej Putina. W Kijowie też panuje przekonanie, że jest to niemożliwe.
- W jaki sposób można było zainstalować ich w mieście?
Na pewno wagnerowców nie wprowadzono do miasta miesiąc temu. Raczej odbyło się to tak, jak w Donbasie przed 2014 rokiem. Lidera rosyjskich separatystów, Igora Biezlera, głównego dowódcę walk o Gorłówkę i jednego z najbrutalniejszych komendantów, Rosjanie osadzili w tym mieście wiele lat przed separatyzmem. W Gorłówce prowadził firmę pogrzebową. Sprzedając trumny, można było łatwo ukryć i zalegendować fakt dostarczania broni czy amunicji. W ogromnych skrzyniach, w samochodach z zaciemnionymi szybami możliwe było przewożenie różne rzeczy. W Kijowie musiało być podobnie. Dywersanci długi czas gromadzili broń w mieście i teraz próbują robić z niej użytek. Ukraińcom udaje się jakoś nad tym panować, bo w mieście jak do tej pory nie doszło do spektakularnego zamachu wywołanego przez wagnerowców. Wiadomo, że jeśli wpadną w ręce ukraińskiej obrony miasta, to nie ma wobec nich litości, sprawy załatwiane są od razu. Kilka dni temu, ok. 300 m od Besarabki, ukraińskie siły zniszczyły samochód osobowy, w którym było kilku dywersantów. Wszyscy zostali zabici w walce na krótkim dystansie. Byłem w okolicy, słyszałem odgłosy walki, rano oglądałem zgliszcza samochodu.
- Możesz wyjaśnić, co widać zdjęciu głównym?
Obrońcy centrum złapali dywersanta. Wszystko dzieje się na ulicy Wołodymyrskiej, w okolicy stacji metra Zołoti Worota, niedaleko siedziby Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Był podobnie jak Ukraińcy umundurowany, ale jak widać na zdjęciu, udało się go rozpoznać. Przejazd w bagażniku prawdopodobnie będzie ostatnim. By minimalizować ryzyko podszywania się Rosjan pod Ukraińców, wydano rozkaz, że komunikacja odbywa się jedynie po ukraińsku. Prosta reguła, którą niby można łatwo ominąć, ale Rosjanie nie są aż tak dobrzy w posługiwaniu się biegle ukraińskim. Jest wiele słów mocno się różniących się w obu językach. Kluczowe „broń” - to po ukraińsku zbroya (зброя ), a po rosyjsku oruzhiy (оружие). Brzmią jednak nieco inaczej. Temu też służy cały system oznaczeń, które stosują Ukraińcy żeby utrudnić mistyfikację Rosjan.
- Dywersanci to m.in. wagnerowcy. Co to jest za grupa?
Grupa Wagnera to jedna z prywatnych armii. Takie grupy mocno obniżają koszty prowadzenia różnych działań nieregularnych za granicą. To jeden z powodów ich wykorzystywania. Ale nie jedyny. Specjaliści, doradcy Putina, myśleli o powołaniu takiej grupy już po Pomarańczowej rewolucji. To co się wydarzyło w 2004 roku było dla Putina szokiem. Jego plan był prosty: miał wygrać, władzę miał przejąć Janukowycz, wszystko miało iść jak po maśle. Tymczasem okazało się, że Putin utracił wiele wpływów w Kijowie, a władzę objął Juszczenko. Otoczenie prezydenta zaczęło się więc zastanawiać. Skoro wydarzyło się coś takiego jak Pomarańczowa rewolucja, co nas zaskoczyło, zróbmy coś, co zaskoczy Ukraińców. Wymyślono, że np. na Krymie albo w rejonach mocno prorosyjskich w Donbasie, powstaną prorosyjskie NGO-sy i wokół nich stworzy się prywatne formacje wojskowe. Z założenia miały być one niepowiązanym wprost, ale jednak ramieniem zbrojnym, które miało ochronić „rosyjską wiosnę” wywołaną sztucznie przez Rosjan. Taką grupą do pewnego stopnia są właśnie wagnerowcy. Mówię „do pewnego stopnia”, bo oni pełnią też na świecie inne role, czysto wojskowe. Walczą choćby w Syrii o dostęp do złóż surowców, w Afryce Subsaharyjskiej, w Sahelu, Republice Środkowej Afryki, Mali czy w Burkina Faso podobnie. Aż w 24 krajach Afryki odnotowano działalność wagnerowców. Ich pobyt w Afryce określa się mianem „Projekt kontynent”, co nawet poprzez nazwę sugeruje kolonialne konotacje.
- To oni ochraniają też watażków?
Tak. Prezydenta RŚA de facto utrzymują przy władzy. Rosjanie zapewniali też wsparcie wojskowe Assimiemu Goicie, który dokonał zamachu stanu w Mali. Armia Wagnera stworzona została przez Specnaz GRU (instytucja wywiadu wojskowego) z pomocą jego byłych pracowników. Jednym z pierwszych żołnierzy i najbardziej wyrazistym dowódcą jest płk Specnazu GRU Dmitrij Utkin. Zasada działania jest prosta: to taki outsourcing pewnych usług byłych pracowników wojska, byłych pracowników struktur siłowych, pod dowództwem byłych oficerów wywiadu wojskowego, takich jak właśnie Utkin, mający doświadczenie w wojskach spadochronowych. Ich celem jest organizować operacje pod obcą flagą albo operacje dywersyjne, czyli takie jakie są teraz prowadzone w Kijowie. Odbywa się to niskim kosztem, bo nikt się o takich ludzi nie upomni, nikt nie ma pretensji, że czasem wracają w trumnach.
- Więc nie jest prawdą, że ich rodziny dostają wysokie odszkodowania?
Absolutnie nie. Od czasów Syrii wiadomo, że taki szeregowy żołnierz prywatnej armii w Syrii nie mógł liczyć nawet na ubezpieczenie. Oficer wyższy rangą, taki jak np. Marat Gabidulin, autor książki o wagnerowcach , która zresztą nadal się nie ukazała, bo cofnięto ją z druku na polecenie Jewgienija Prigożyna, takie wsparcie mógł uzyskać.
- Prigożyn, czyli „kucharz” Putina?
Tak, „kucharz” Putina, który zbił fortunę dzięki prezydentowi, a dziś jest głównym sponsorem wagnerowców. Kiedy Gabidulin został ranny w bitwie pod Palmyrą, otrzymał leczenie w jednym ze szpitali, należących właśnie do Prigożyna, który jest właścicielem dwóch klinik: w Petersburgu i w Moskwie. W Petersburgu działa też firma ubezpieczeniowa, która wyższym rangą oficerom wagnerowców opłaca ubezpieczenie, ale nie jest to regułą. Właściwie zasada ta dotyczy tylko wierchuszki. Zresztą pamiętajmy, że nawet rodziny żołnierzy regularnych sił zbrojnych nie dostają odszkodowania za ich śmierć.
- A czy wagnerowcy dobrze zarabiają?
Tacy jak Utkin dobrze, ale szeregowi żołnierze czy dowódcy niższej rangi nie.
- To dlaczego tam idą?
Często są to byli kryminaliści, byli wojskowi, których jedynym sensem życia jest funkcjonowanie w klimacie wojenno-mużykowskim.
gazetaprawna.pl