czwartek, 17 kwietnia 2025



8 kwietnia Senat USA zatwierdził nominację Elbridge’a Colby’ego na stanowisko podsekretarza obrony do spraw polityki (Under Secretary of Defense for Policy), co czyni go głównym doradcą sekretarza obrony w zakresie kształtowania polityki bezpieczeństwa narodowego i trzecią najważniejszą osobą w Departamencie Obrony. W czasie pierwszej kadencji Donalda Trumpa Colby piastował stanowisko zastępcy asystenta sekretarza obrony ds. strategii i rozwoju sił zbrojnych (Deputy Assistant Secretary of Defense for Strategy and Force Development) i odegrał pierwszoplanową rolę przy tworzeniu Strategii obrony narodowej z 2018 r. Jest znany z poglądu, że Stany Zjednoczone powinny się skupić na odstraszaniu i powstrzymywaniu Chin oraz zredukować swoją obecność na innych teatrach (europejskim i bliskowschodnim). Z tego względu jego kandydatura wzbudziła opór części senatorów republikańskich, zwłaszcza tych szczególnie zaniepokojonych irańskim programem nuklearnym. Wyrazem tego była ponadmiesięczna przerwa pomiędzy przesłuchaniem Colby’ego przed senacką komisją a głosowaniem nad jego nominacją. Ostatecznie tylko jeden senator opowiedział się przeciw niej.

Już w dniu inauguracji prezydenta Trumpa, 20 stycznia, w Departamencie Obrony zaprzysiężono grono nowych urzędników wyższego szczebla, których powołanie nie wymagało zatwierdzenia przez Senat, a którzy będą współkształtowali strategię obronną USA. Na szczególną uwagę zasługują Austin Dahmer (Deputy Assistant Secretary of Defense for Strategy) i Alexander Velez-Green (Senior Advisor to the Under Secretary of Defense for Policy). Ten pierwszy był wcześniej doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego senatora Josha Hawleya (także zwolennika priorytetyzacji zagrożenia ze strony Chin). Ten drugi zaś w przeszłości również doradzał Hawleyowi w kwestiach bezpieczeństwa, a ostatnio zajmował się obronnością w The Heritage Foundation.

Colby wraz z Dahmerem i Velezem-Greenem będą mieli kluczowy wpływ na kształt nowej Strategii obrony narodowej oraz obecność Sił Zbrojnych USA na całym świecie. Aktualnie w Pentagonie trwa rewizja tej obecności (Global Force Posture Review), a jej rezultaty mogą stać się punktem wyjścia do ewentualnych zmian. Zarówno Colby, jak i jego współpracownicy od lat opowiadali się za zmniejszeniem amerykańskich sił w Europie, a nawet za cięciami w Wojskach Lądowych Stanów Zjednoczonych na rzecz wzmocnienia Marynarki Wojennej w konfrontacji z Chińską Republiką Ludową. Wszyscy trzej są autorami opracowań i raportów, w których prezentują szczegółowe rozwiązania, jakie chcieliby zaimplementować w Siłach Zbrojnych USA.

Komentarz
  • W kształtowaniu strategii obronnej Colby będzie odgrywał rolę szczególną ze względu na ograniczone doświadczenie sekretarza obrony Pete’a Hegsetha. Do tej pory Colby proponował skupienie się na największych wyzwaniach: powstrzymywaniu chińskiej dominacji na Indo-Pacyfiku i ochronie własnego terytorium. Optował za ograniczeniem zaangażowania USA w innych regionach świata, choć nie mówił o wycofaniu się z nich, a raczej o przerzuceniu większej odpowiedzialności na sojuszników i partnerów we współpracy z Waszyngtonem. Podczas przesłuchania przed senacką Komisją Sił Zbrojnych wskazywał, że Stany Zjednoczone nie są w stanie prowadzić równoległych konfliktów zbrojnych na różnych teatrach, a to Pekin stanowi dziś podstawowe zagrożenie dla Waszyngtonu. Podkreślił, że nadrzędnym celem USA powinno być powstrzymanie hegemonii Chin na Indo-Pacyfiku.
  • Pojawiają się sygnały wskazujące, że Departament Obrony rozważa ograniczenie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Pod koniec marca „The Washington Post” donosił o tymczasowych wytycznych dotyczących Strategii obrony narodowej (Interim National Defense Strategic Guidance), jakie miał rozesłać Hegseth. Z relacji prasowej wynika, że mówią one o skoncentrowaniu Sił Zbrojnych USA na zagrożeniach w regionie Indo-Pacyfiku oraz na bezpieczeństwie krajowym przy jednoczesnej akceptacji większego ryzyka na innych teatrach (w tym europejskim). Podczas przesłuchania przed komisją Izby Reprezentantów przedstawicielka Departamentu Obrony Katherine Thompson nie chciała potwierdzić, że Pentagon popiera dalszą obecność sił zbrojnych na Starym Kontynencie, zasłaniając się trwającym Global Force Posture Review – przeglądem amerykańskiej obecności militarnej w świecie, który może stanowić podstawę decyzji o ewentualnej relokacji wojsk USA zaangażowanych poza granicami kraju. Na początku kwietnia stacja NBC informowała o planach zredukowania amerykańskiej obecności na wschodniej flance NATO o nawet 10 tys. żołnierzy.
  • Kluczowe dla decyzji w kwestii zaangażowania wojskowego Stanów Zjednoczonych za granicą będzie to, jak duży budżet Departamentu Obrony uda się uchwalić nowej administracji. Jeżeli okaże się on znacznie wyższy niż ten przyjęty za prezydentury Joego Bidena, a tym samym środki te zaspokoją oczekiwania antychińskich jastrzębi w zakresie finansowania odstraszania w regionie Indo-Pacyfiku, to możliwe będzie zachowanie przynajmniej części obecności rotacyjnej w Europie. Prowizorium budżetowe obowiązujące do końca tego roku fiskalnego nieznacznie (o 6 mld dolarów) zwiększa wydatki względem zeszłego roku. Niewykluczone jest jednak również istotne podniesienie nakładów na obronność w ramach trwającego procesu rekoncyliacji budżetowej. Z niedawnej zapowiedzi Trumpa wynika, że łącznie wydatki na ten cel mogą wynieść ponad 1 bln dolarów (w 2024 r. – 886 mld). Dodatkowe fundusze mają zostać przeznaczone przede wszystkim na modernizację marynarki i sił powietrznych. Byłoby to zbieżne z postulatami zgłaszanymi przez Dahmera i Veleza-Greena (zob. Aneks).
Aneks. 

Wpływ priorytetyzacji zagrożenia chińskiego na budżet Pentagonu według raportów Dahmera i Veleza-Greena

Austin Dahmer (Deputy Assistant Secretary of Defense) w raporcie Resourcing the Strategy of Denial: Optimizing the Defense Budget in Three Alternative Futures, opublikowanym w 2023 r. w Marathon Initiative (think tanku współzałożonym przez Colby’ego), analizuje trzy możliwe scenariusze zmian w amerykańskim budżecie obronnym.

1. Utrzymanie obecnego poziomu finansowania Pentagonu

Bez zwiększenia budżetu Pentagonu o 10% rocznie w tej dekadzie niemożliwe będzie utrzymanie amerykańskiego zaangażowania wojskowego w Europie, na Bliskim Wschodzie i na Indo-Pacyfiku. Dahmer zaleca:
  • zmniejszenie wydatków na Wojska Lądowe o ok. 70 mld dolarów rocznie i przesunięcie tych środków – wraz z innymi oszczędnościami – na Marynarkę Wojenną i Siły Powietrzne, które zyskałyby dodatkowo po ok. 40 mld dolarów;
  • zmniejszenie obecności Sił Zbrojnych USA o ok. 20 tys. żołnierzy w Europie oraz ograniczenie personelu cywilnego o 5% poprzez całkowitą rezygnację z Europejskiej Inicjatywy Odstraszania (European Deterrence Initiative), czyli sił rotacyjnie rozmieszczonych na wschodniej flance NATO po 2017 r. (dowództwa dywizji, dwóch brygadowych zespołów pancernych ABCT, brygadowego zespołu piechoty IBCT i brygady lotnictwa wojsk lądowych CAB);
  • zmniejszenie Wojsk Lądowych USA o ekwiwalent trzech dywizji (w tym dwóch Gwardii Narodowej) poprzez likwidację czterech brygadowych zespołów bojowych Stryker SBCT (w tym dwóch Gwardii Narodowej), sześciu brygadowych zespołów bojowych piechoty IBCT (w tym pięciu Gwardii Narodowej) i dwóch brygad lotnictwa CAB Gwardii Narodowej;
  • wstrzymanie licznych programów modernizacji i zakupu pojazdów lądowych, w tym czołgów M1A2 SEPv3 Abrams, transporterów opancerzonych AMPV, śmigłowców AH-64 Apache i UH-60 Black Hawk;
  • wycofanie z Sił Powietrznych wszystkich samolotów szturmowych A-10C (aktualnie jest ich tam ok. 200);
  • przeznaczenie zaoszczędzonych w ten sposób środków budżetowych na pozyskanie większej liczby okrętów dla Marynarki Wojennej (dwie fregaty, trzy myśliwskie atomowe okręty podwodne, ponad 30-letni plan rozwoju U.S. Navy), przyśpieszony rozwój bombowców strategicznych B-21 Raider oraz zwiększenie liczby zamawianych i produkowanych rocznie samolotów F-35.
2. Zmniejszenie finansowania Pentagonu

Zmniejszenie budżetu Pentagonu o ok. 10% miałoby przede wszystkim uderzyć w Wojska Lądowe, choć cięcia dotyczyłyby wszystkich rodzajów sił zbrojnych:
  • Wojska Lądowe utraciłyby ekwiwalent siedmiu dywizji, czyli dziewięciu brygadowych zespołów bojowych Stryker (w tym dwóch Gwardii Narodowej), 10 brygadowych zespołów bojowych piechoty IBCT (w tym ośmiu Gwardii Narodowej), dwóch brygadowych zespołów pancernych ABCT (w tym jednej Gwardii Narodowej) oraz pięciu brygad lotnictwa Wojsk Lądowych CAB (w tym dwóch Gwardii Narodowej). W zamian proponuje się rozbudowę struktur obrony powietrznej, w tym systemów Patriot;
  • Marynarka Wojenna miałaby wycofać przedwcześnie ze służby dwa najstarsze lotniskowce typu Nimitz i dwa najstarsze okręty desantowe z ciągłym pokładem lotniczym (ekwiwalent lekkiego lotniskowca) typu Wasp, rozwiązane miałoby też zostać jedno (z dziewięciu) skrzydeł lotnictwa lotniskowcowego CVW. Uwolnione fundusze miałyby posłużyć do inwestycji w wydłużenie służby trzech najstarszych okrętów podwodnych typu Ohio (nosicieli pocisków manewrujących Tomahawk), zakup trzech dodatkowych myśliwskich okrętów podwodnych typu Virginia i dwóch dodatkowych fregat rakietowych oraz przyśpieszyć rozwój morskich bezzałogowców;
  • Siły Powietrzne i Korpus Piechoty Morskiej miałyby zmniejszyć o nieokreśloną wartość liczbę swoich eskadr lotniczych.
3. Zwiększenie finansowania Pentagonu
  • W przypadku podwyższenia budżetu Pentagonu o 10% rocznie Dahmer postuluje rozwój Wojsk Lądowych o ekwiwalent czterech dywizji (4 ABCT, 2 SBCT, 5 IBCT, 2 CAB), lecz zastrzega, że wszelkie inwestycje w U.S. Army należy opóźnić do czasu wysycenia inwestycjami i dodatkowymi środkami Marynarki Wojennej oraz Sił Powietrznych;
  • Marynarka Wojenna miałaby przedłużyć służbę 17 starych krążowników typu Ticonderoga i trzech najstarszych okrętów podwodnych typu Ohio oraz zakupić trzy dodatkowe myśliwskie okręty podwodne typu Virginia i dwie dodatkowe fregaty rakietowe, a także przyśpieszyć rozwój morskich bezzałogowców i lotnictwa morskiego;
  • Siły Powietrzne miałyby przyśpieszyć prace nad bombowcem strategicznym nowej generacji B-21 i myśliwcem nowej generacji NGAD oraz znacząco zwiększyć liczbę zamawianych samolotów transportowych i latających tankowców;
  • Dodatkowe środki miałyby pozwolić Korpusowi Piechoty Morskiej na utworzenie dodatkowych pięciu batalionów piechoty oraz zwiększyć planowaną liczbę eskadr samolotów F-35 B/C.
Alexander Velez-Green (Senior Advisor to the Under Secretary of Defense for Policy) w 2024 r. przygotował analogiczny raport dla The Heritage Fundation – A Conservative Defense Budget for Fiscal Year 2025. Podkreśla w nim brak wystarczających środków budżetowych na jednoczesne zaangażowanie militarne USA w Europie, na Bliskim Wschodzie i na Pacyfiku. Uznaje, że:
  • Stany Zjednoczone muszą skupić się na Indo-Pacyfiku oraz będą musiały przenieść fundusze, sprzęt i personel z Europy do tego regionu przy utrzymaniu znacznie zmniejszonej obecności na Starym Kontynencie;
  • sojusznicy europejscy muszą wydawać więcej na obronność – osiągać co najmniej 2% PKB wydatków na ten cel i dążyć do 3% PKB;
  • sojusznicy europejscy muszą przewodzić w pomocy wojskowej dla Ukrainy i wziąć na siebie główną odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy, pozwalając USA skoncentrować się na Indo-Pacyfiku.
osw.waw.pl


Pogląd, że Gorbaczow był większym reformatorem niż Deng Xiaoping jest ideologicznym zniekształceniem faktów. Wystarczy porównać dzisiejsze Chiny i Rosję, ich gospodarki i wpływy na świecie. Taka ocena jest odzwierciedleniem dominującego na Zachodzie przekonania, że ​​istnieje tylko jeden właściwy sposób życia, jeden adekwatny system polityczny i gospodarczy – liberalna demokracja i wolny rynek. Działania Deng Xiaopinga i Michaiła Gorbaczowa zmieniły nie tylko bieg historii w Chinach i ZSRR, ale także przekształciły światową geopolitykę. Zachód szczerze przyjął Gorbaczowa, którego polityka doprowadziła do upadku „imperium zła”. Coraz bardziej martwi go dziedzictwo Denga, które przekształciło Chiny w gospodarczą superpotęgę, walczącą o należne jej miejsce pod słońcem.

Porównując sytuacje rewolucyjne w Chinach przed Dengiem, w Związku Radzieckim przed Gorbaczowem i na współczesnym Zachodzie (a konkretnie w Stanach Zjednoczonych), nie należy zapominać, że ich przyczyny są zupełnie inne. Rewolucje komunistyczne, najpierw w Imperium Rosyjskim, a następnie w Chinach, były utopijnymi eksperymentami, mającymi na celu rozwiązanie realnych problemów struktury politycznej, gospodarczej i społecznej, w tym głównego, istotnego problemu kapitalizmu – bogacenia się mniejszości kosztem większości. Czynniki geopolityczne – I wojna światowa w przypadku Imperium Rosyjskiego i II wojna światowa w przypadku Chin – odegrały decydującą rolę w „sukcesie” tych eksperymentów.

Jednak komunizm jako środek walki z kapitalizmem okazał się porównywalny do leku, który zabija pacjenta, choć nie natychmiast.

Przemoc niezbędna do urzeczywistnienia utopijnych idei (które, jak uważał Marks, były przeznaczone dla wysoko rozwiniętych społeczeństw europejskich, a nie dla Rosji czy Chin), a także nieefektywność kolektywnej własności środków produkcji i scentralizowanej gospodarki skaziły te eksperymenty niemal od samego początku. Aby tego uniknąć w swoich krajach, elity Zachodu poszły na kompromis z uciskaną większością. New Deal Franklina Delano Roosevelta w Stanach Zjednoczonych i pojawienie się socjaldemokracji w Starym Świecie uratowały świat zachodni przed „widmem nawiedzającym Europę”.

Dlatego kontrrewolucje, które miały miejsce – ewolucyjne i udane (przynajmniej do tej pory) w Chinach oraz radykalne i nieudane (choć w upadku nienaturalnego systemu totalitarnego były i pewne pozytywy) w Związku Radzieckim – były w pewnym sensie postrzegane jako nieuchronny powrót „synów marnotrawnych” na łono systemu panującego. A triumfujący Zachód, z beztroską pewnością siebie, zaczął rozprzestrzeniać swój styl życia na cały świat. Wkrótce stało się jasne, że większa część planety nie mogła lub nie chciała tego zaakceptować, a dwaj byli komunistyczni giganci, odrzuciwszy stary porządek, nie zgodzili się na uległe podporządkowanie jedynemu supermocarstwu. Rzeczywiście, Rosja próbowała w latach 90. naśladować Zachód, ale się nie udało.

Zniknięcie ideologicznych rywali ujawniło problemy kapitalizmu, które nie zniknęły, lecz zostały przesłonięte przez wady ideologii i praktyki głównego konkurenta. Problemy te jeszcze bardziej się pogłębiły wraz z globalizacją, którą początkowo zachodnie (i nie tylko) elity przyjęły z zadowoleniem. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2024 r., Daron Acemoglu, napisał: „Amerykańska demokracja coraz bardziej nie spełnia swoich podstawowych funkcji, a Partia Demokratyczna pogorszyła problem, służąc wąskiej, uprzywilejowanej elicie. Aby przywrócić jej perspektywy i swój rodzaj rządów, Ameryka musi powrócić do korzeni klasy robotniczej”. Oczywiście, łatwiej powiedzieć niż zrobić, zwłaszcza że troska o klasę robotniczą była wyjątkiem, a nie naturalnym podejściem obu dominujących partii w Stanach Zjednoczonych. W Europie problemy polityczne i gospodarcze, w dużej mierze spowodowane złym przywództwem, są jeszcze poważniejsze.

Peter Turchin pisze o czterech strukturalnych czynnikach niestabilności, które prowadzą do kryzysu społecznego i mogą stworzyć sytuację rewolucyjną: zubożenie mas prowadzące do ich masowej mobilizacji, nadprodukcja elit prowadząca do konfliktów wewnątrz elit, niestabilność systemu finansowego i osłabienie legitymacji państwa, a także czynniki geopolityczne. Jednakże zauważa, że ​​„w przypadku dużych, potężnych imperiów czynniki geopolityczne mają tendencję do bycia mniej ważnymi. Takie państwa są zbyt duże, aby podlegać wpływom działań sąsiadów, a rozpad społeczny jest tam spowodowany przez siły wewnętrzne”.

To prawda. Związek Radziecki upadł głównie z powodu wewnętrznych sprzeczności.

Zarówno Deng, jak i Gorbaczow w pewnym momencie zdali sobie sprawę, że „normalny tryb życia” jest szkodliwy dla ich krajów. Chiny, w przeciwieństwie do ZSRR, pod rządami Deng Xiaopinga potrafiły zmienić kurs i nie tylko uratować kraj, ale także stworzyć podstawy do stania się potęgą równą Stanom Zjednoczonym. Profesor Zhang Weiwei z Uniwersytetu Fudan, który był tłumaczem Deng Xiaopinga, powiedział, że po spotkaniu z Michaiłem Gorbaczowem w Pekinie (maj 1989 r.) Deng Xiaoping opisał swojego odpowiednika w kręgu doradców jako naiwnego i słabego.

Można się zgodzić z tą charakterystyką, choć gdyby Gorbaczow okazał się bardziej surowy i mniej humanitarny, wynik mógłby być taki sam, lecz bardziej krwawy. To, co sprawdza się w Chinach, niekoniecznie sprawdzi się w Rosji. Gorbaczow zrozumiał, że radziecki model polityczny i gospodarczy jest niewykonalny i należy go zreformować. Pod tym względem przypomina Denga, który dekadę wcześniej doszedł do podobnych wniosków na temat systemu chińskiego. Ale na tym podobieństwa się kończą.

Deng wiedział, czego chce, i powoli, acz konsekwentnie, niekiedy stosując brutalne środki i metody (jak na przykład bezwzględne stłumienie protestów na placu Tian’anmen w 1989 r.), zmierzał do celu przywrócenia Chinom wielkości. Pragnienie demokracji i wolności, którym hołdowali protestujący na placu Tiananmen, mogło być szczere, ale naiwne. Nawet gdyby władze nie stłumiły demonstracji i spróbowały spełnić żądania, szanse na ustanowienie liberalnej demokracji były zerowe. Nie ma jednak wątpliwości, że oznaczałoby to koniec reform gospodarczych i wzrostu gospodarczego w Chinach.

Michaił Gorbaczow natomiast wierzył w możliwość urzeczywistnienia socjalizmu na wzór szwedzki i w szczerość amerykańskich obietnic o nierozszerzaniu NATO na wschód. Zaprzysiężony wróg Gorbaczowa, Borys Jelcyn w latach 90. kontynuował politykę swego poprzednika w ramach zmniejszonych granic Federacji Rosyjskiej, tworząc kraj, w którym rządzili oligarchowie, a większość ludności stała się jeszcze biedniejsza niż za rządów radzieckich.

Peter Turchin ma rację, twierdząc, że zarówno kryzysy gospodarcze, społeczne i polityczne w Chinach i Związku Radzieckim, jak i skuteczne reformy Denga oraz nieudane reformy Gorbaczowa, były spowodowane przede wszystkim czynnikami wewnętrznymi. Podobnie, obecne dążenie Donalda Trumpa do przywrócenia wielkości Ameryce jest niczym więcej niż reakcją na wewnętrzne problemy Amerykanów. Jednak wszystkie te procesy pokazują, że gdy duże i potężne (nawet potencjalnie) kraje doświadczają głębokich kryzysów, które wpływają na wszystkie warstwy społeczeństwa, cierpią nie tylko ich sąsiedzi, ale cały świat. W tym miejscu warto przywołać tytuł książki francuskiego dyplomaty i intelektualisty Alaina Peyrefitte’a: „Kiedy Chiny się obudzą… świat zadrży”. A sytuacja geopolityczna nigdy już nie będzie taka sama.

Oczywiście, aby zmienić społeczeństwo na tyle, by odbiło się to na całym świecie, potrzebna jest nie tylko niezwykła (niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu) osoba u steru państwa, ale także kraj wystarczająco duży, aby przeprowadzić eksperymenty.

(...)

Trump wywołał zamieszanie w amerykańskiej polityce krajowej i międzynarodowej, w wyniku czego nie tylko Demokraci, ale także wielu Republikanów odwróciło się od niego, zwłaszcza w trakcie jego pierwszej kadencji. Pokazał to, że nigdy nie było znaczących różnic między elitami Demokratów i Republikanów. Hillary Clinton, uosobienie skorumpowanej polityki Demokratów, przegrała wybory w 2016 r. nie z powodu ingerencji zagranicznej, ale dlatego, że rozłam między elitą polityczną i ekonomiczną z jednej strony a narodem amerykańskim z drugiej stał się zbyt widoczny. Na pierwszy rzut oka uosabiała „liberalnych interwencjonistów”, którzy niewiele różnili się od neokonserwatywnych jastrzębi rządzących pod rządami republikanina George’a W. Busha. Tak więc „oświecony” światopogląd Baracka Obamy i podstawowe instynkty Donalda Trumpa w zakresie polityki zagranicznej były w wielu kwestiach (choć nie we wszystkich) bliższe sobie niż preferencje w zakresie polityki zagranicznej osób takich jak Hillary Clinton.

Nieprzewidywalne i ekscentryczne posunięcia Trumpa w polityce zagranicznej uświadomiły niektórym sojusznikom Ameryki, że ślepe podążanie za samozwańczym przywódcą „wolnego świata” nie zawsze jest dla nich korzystne. Politycznie niepoprawne tweety i oświadczenia Trumpa zmusiły tych, którzy zwalczali go na Kapitolu i w liberalnych mediach, do odrzucenia poprawności politycznej.

Ta ostatnia, podobnie jak orwellowska demagogia, jak dotąd skutecznie ukrywała prawdziwe oblicze amerykańskich elit.

Turchin pisze w swojej książce z 2023 r.: „Aby zrozumieć, dlaczego Donald Trump został czterdziestym piątym prezydentem Stanów Zjednoczonych, należy mniej zwracać uwagę na jego osobiste cechy i manewry, a bardziej na głębokie siły społeczne, które wyniosły go na szczyt. Trump był jak mała łódź złapana na grzbiecie potężnej fali przypływu”. Jak pisze Tucker Carlson w swojej książce z 2018 r., trafnie zatytułowanej Ship of Fools: How a Selfish Ruling Class is Bringing America to the Brink of Revolution, „szczęśliwe i zadowolone kraje nie wybierają ludzi takich jak Donald Trump na prezydenta. Taką osobowość mogą wybrać zdesperowani". To samo można powiedzieć w 2024 r., ponieważ Demokraci niczego nie wyciągnęli ze swojej porażki w 2016 r.

Prezydentura Trumpa może okazać się jedynie chwilowym incydentem w historii Ameryki i wszystko wróci do normy. Ale raczej nie. Mimo że nie potrwa ona dłużej niż cztery lata wyznaczone przez wyborców, jej skutki będą odczuwalne przez wiele lat. W związku z tym można się zastanawiać, co miał na myśli Henry Kissinger, gdy nieco tajemniczo zauważył w wywiadzie dla Financial Times latem 2018 r.:„Myślę, że Trump może być jedną z tych postaci w historii, które od czasu do czasu pojawiają się, aby zaznaczyć koniec pewnej ery i wymusić porzucenie poprzednich pretensji. Nie oznacza to koniecznie, że wie o tym lub myśli o jakiejś wielkiej alternatywie. „Być może to zwykły zbieg okoliczności”.

globalaffairs.ru




W pierwszych miesiącach inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. dzienne wydatki Rosji na amunicję artyleryjską osiągnęły podobno szczyt 38.000 pocisków dziennie. Niektóre szacunki, takie jak te sporządzone przez rząd Estonii, podają tę liczbę jeszcze wyższą, wynoszącą 60.000 wiosną 2022 r. Jednak po tym szczycie dzienna szybkostrzelność ustabilizowała się, wahając się od 7000 do 16.000 pocisków, ale średnio około 10.000 pocisków dziennie. 

Mimo znacznego zwiększenia krajowych możliwości produkcyjnych w 2023 r. Rosja miała problemy z utrzymaniem ilości ognia wymaganej w przedłużającym się konflikcie o wysokiej intensywności ze względu na brak dostępnej amunicji i podatność na ataki dalekiego zasięgu i precyzji przeprowadzane przez Ukrainę na kluczowe węzły logistyczne i obiekty magazynowe. 

Pierwsze doniesienia o użyciu północnokoreańskiej amunicji przez siły rosyjskie na dużą skalę zaczęły pojawiać się w mediach społecznościowych w listopadzie 2023 r., trzy miesiące po rozpoczęciu dostaw z północnokoreańskiego portu Rajin. Posty na Telegramie i X zawierały zdjęcia wyprodukowanych przez Koreę Północną rakiet 122 mm, 152 mm i 122 mm - oprócz szeregu innych rodzajów amunicji. 

(...)

Aby oszacować ilość amunicji, którą Korea Północna przekazała Rosji, OSC /Open Source Centre/ zebrało ponad 180 zdjęć satelitarnych, identyfikując co najmniej 64 rejsy podjęte przez Angara, Maria, Lady R i Maia-1. Co znamienne, wszystkie te statki odbyły te rejsy bez transmisji na swoich transponderach AIS, co oznacza, że ​​każdy statek musiał zostać zidentyfikowany na każdym obrazie. Aby oszacować liczbę możliwej północnokoreańskiej amunicji wysłanej w tych kontenerach, OSC wykorzystało zdjęcia z wcześniej przechwyconych północnokoreańskich transportów amunicji i innych otwartych źródeł amunicji pochodzącej z KRLD, takich jak pociski artyleryjskie kal. 122 mm i 152 mm. 

Te skrzynie i amunicję zmierzono i zmodelowano w trzech wymiarach, a następnie ułożono w modelowanych kontenerach. Pozwoliło nam to oszacować z dużą dokładnością objętość różnych amunicji, które Angara, Lady R, Maria i Maia-1 mogły przewieźć w każdym kontenerze podczas tych 64 podróży.

Aby pomóc oszacować całkowitą objętość amunicji w tych kontenerach, OSC wykorzystało oficjalny ukraiński procentowy podział dostaw amunicji z Korei Północnej, sprawdzony przez Reuters . Oceny te stwierdzały, że podział między typami amunicji z Korei Północnej wynosił prawdopodobnie 60% pocisków haubic 122 mm, 25% pocisków haubic 152 mm i 15% rakiet 122 mm.

Łącznie analiza ujawnia, że ​​z Korei Północnej do Rosji wysłano ponad 15 000 kontenerów, które potencjalnie zawierały ponad 6 milionów pocisków artyleryjskich kalibru 122 mm i 152 mm oraz rakiet kalibru 122 mm.

(...)

Gdy amunicja dotrze na rosyjski Daleki Wschód, musi zostać przetransportowana koleją do składów amunicji w pobliżu granicy z Ukrainą, a następnie wysłana w kierunku linii frontu .

Oceny strony ukraińskiej, do których dotarła agencja Reuters, a także zdjęcia satelitarne o wysokiej rozdzielczości zebrane i przeanalizowane przez OSC, wskazują, że dostawy kolejowe zaczęły docierać do różnych rosyjskich składów amunicji wkrótce po rozpoczęciu dostaw z Rajin.

Zdjęcia satelitarne składów w Tichoretsku, Mozdoku, Toropets, Kirzhachu i Karaczewie pokazują, że pod koniec 2023 r. i w 2024 r. do obiektów przybywają dwudziestostopowe kontenery. Ekskluzywne dokumenty udostępnione przez agencję Reuters szczegółowo opisują dostawy północnokoreańskiej amunicji do konkretnych jednostek w Mozdoku i Toropets w kwietniu i maju 2024 r. Zdjęcia satelitarne pokazują, że niebieskie kontenery przybywają w tym samym miesiącu, a następnie przez cały rok.

We wrześniu 2024 r. kilka z tych obiektów zostało zaatakowanych przez ukraińskie ataki dronów. Znaczenie tych dostaw amunicji sprawiło, że stały się one celem o wysokiej wartości, a znaczne części obiektów w Toropiec i Tichoriecku zostały zniszczone. Raporty wskazywały, że te ataki mogły obniżyć rosyjskie stawki artyleryjskie nawet o połowę , co po raz kolejny podkreśla strategiczną wartość amunicji docierającej do tych składów.

stories.opensourcecentre.org