czwartek, 11 grudnia 2025



3 grudnia Komisja Europejska (KE) wpisała Rosję na unijną listę państw wysokiego ryzyka („czarna lista”), które wykazują strategiczne braki w swoich systemach przeciwdziałania przestępczości finansowej. Formalnie decyzja ta wejdzie w życie w ciągu dwóch miesięcy od jej opublikowania, jeśli nie zostanie odrzucona przez Parlament Europejski i Radę Europejską. Objęcie Federacji Rosyjskiej (FR) ograniczeniami nastąpiło pomimo nieumieszczenia jej na podobnym wykazie przygotowanym przez międzynarodową Grupę Specjalną ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF), której UE jest członkiem założycielem.

Przeprowadzona przez KE ocena wykazała niestosowanie się Rosji do standardów FATF dotyczących m.in. niezależności rosyjskiej jednostki analityki finansowej (Rosfinmonitoringu), współpracy Rosfinmonitoringu z jego międzynarodowymi odpowiednikami (np. w zakresie wymiany informacji), jak również zapewnienia przejrzystości beneficjentów transakcji i odpowiedniego śledzenia operacji aktywami kryptograficznymi. Zdaniem KE luki te wykorzystuje się do prania pieniędzy, finansowania terroryzmu oraz obchodzenia sankcji. Ponadto FR ściśle kooperuje z Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną (KRLD), która znajduje się nie tylko na listach FATF i UE, lecz także została objęta restrykcjami ONZ.

Wpisanie Rosji na „czarną listę” nastąpiło po długotrwałej presji ze strony kilku państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego, który w lipcu wręcz wymusił na KE ponowną ocenę systemu finansowego FR. Oznacza to, że nie należy się spodziewać sprzeciwu eurodeputowanych wobec podjętej decyzji. Do zawetowania regulacji przez Radę Europejską potrzeba natomiast większości głosów państw członkowskich, której zebranie jest wątpliwe. Obecność na „czarnej liście” będzie skutkować poważnym wzmocnieniem presji ekonomicznej na Rosję i uszczelnieniem funkcjonującego unijnego reżimu sankcyjnego. Ponadto będzie prowadzić do dalszego ograniczenia relacji gospodarczych z FR ogółem.

Komentarz

Wpisanie Rosji na „czarną listę” UE uderzy we wszystkie podmioty powiązane bezpośrednio lub pośrednio z FR (dotychczas restrykcje finansowe na nią nakładane dotyczyły wybranych podmiotów wymienionych w pakietach sankcyjnych). Unijne organizacje finansowe będą miały obowiązek szczegółowej weryfikacji transakcji z udziałem rosyjskich firm i obywateli tego kraju, także tych realizowanych poprzez państwa trzecie, oraz raportowania o nich. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do ich beneficjentów banki będą domagać się szczegółowych wyjaśnień albo rezygnować z przeprowadzenia transakcji.

Trudności z realizacją operacji transgranicznych z rosyjskimi podmiotami mogą przyspieszyć proces rezygnacji UE z importu surowców energetycznych z FR. Wymóg szczegółowej kontroli transakcji finansowych będzie poważną barierą współpracy z tamtejszymi podmiotami, co może prowadzić do dalszej redukcji unijno-rosyjskiej wymiany gospodarczej ogółem. W trzecim kwartale 2025 r. jej obroty spadły do najniższego poziomu od 2002 r. (tj. ok. 13 mld euro, przy czym UE notuje dodatnie saldo w tych relacjach). Udział Rosji w unijnej wymianie handlowej zmniejszył się do ok. 1%, a najważniejszymi towarami importowanymi z tego państwa pozostawały gaz (3 mld euro) i ropa naftowa (0,9 mld euro).

Decyzja UE zwiększa ryzyka związane z intensywną współpracą z Rosją także dla państw trzecich. Instytucje finansowe z Chin, Indii czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich najprawdopodobniej będą zmuszone ograniczyć tę kooperację, jeśli nie chcą narażać swoich relacji z unijnymi bankami. Oznaczać to będzie wzrost kosztów współpracy FR z zagranicą i wydłużenie czasu dostaw. Prawdopodobnie Rosja zacznie dynamicznie budować alternatywne kanały rozliczeniowe, np. z wykorzystaniem kryptowalut.

Decyzja UE o zaliczeniu FR do grupy państw o wysokim ryzyku przestępczości finansowej to odpowiedź na odmowę objęcia jej podobnymi ograniczeniami przez FATF. Od początku rosyjskiej pełnoskalowej agresji na Ukrainę państwa zachodnie bezskutecznie podejmowały próby rozszerzenia „czarnej listy” FATF, co oznaczałoby konieczność szczegółowej weryfikacji transakcji finansowych rosyjskich podmiotów przez wszystkie kraje przestrzegające standardów tej organizacji (ok. 200 krajów i jurysdykcji). Państwa intensywnie współpracujące z FR jednak nie wyrażały na to zgody. W lutym 2023 r. udało się jedynie zawiesić ją w prawach członka FATF. W efekcie UE, która wcześniej wzorowała się na rekomendacjach tej organizacji, zdecydowała się na nałożenie odrębnych ograniczeń wobec Rosji.

osw.waw.pl


Państwom UE udało się porozumieć w czwartek w sprawie zamrożenia rosyjskich aktywów na stałe, bez konieczności przedłużania co pół roku za zgodą wszystkich stolic - ogłosiła duńska prezydencja. Przybliża to Wspólnotę do decyzji o wykorzystaniu tych aktywów do sfinansowania wsparcia dla Ukrainy.

Jak poinformowało w czwartek dziennikarzy źródło unijne, rozwiązanie to przyjęła bardzo wyraźna większość państw członkowskich. Jeszcze w czwartek uruchomiona została procedura pisemna, która zostanie sfinalizowana w piątek o godz. 17.

Zgoda państw na stałe zamrożenie rosyjskich aktywów nie przesądza o tym, czy dojdzie do udzielenia Ukrainie pożyczki reparacyjnej, sfinansowanej z ich użyciem. Decyzja jest jednak postrzegana jako istotny przełom, zbliżający Wspólnotę do tego. - Prace nad finansowaniem Ukrainy w 2026-27 dalej trwają - poinformowało źródło.

Do tej pory wykorzystaniu aktywów sprzeciwiała się Belgia. Jeszcze w środę premier Belgii Bart de Wever w swoim wystąpieniu w parlamencie zwracał uwagę na poważne wady prawne rozwiązania, które właśnie w czwartek zaakceptowali ambasadorowie.

Chodzi o wykorzystanie art. 122 Traktatu o Funkcjonowaniu UE mówiącego o udzielaniu pomocy finansowej w nadzwyczajnych sytuacjach. Na ten artykuł powołuje się Komisja Europejska, proponując stałe zamrożenie rosyjskich aktywów.

- Ten artykuł dotyczy stanu wyjątkowego. Gdzie jest ten stan wyjątkowy? W Ukrainie panuje stan wyjątkowy. Ale Ukraina nie jest w Unii Europejskiej - powiedział w środę de Wever.

Tymczasem w czwartek wicepremier Belgii i minister finansów Vincent Van Peteghem stwierdził, że "w pewnym momencie" zamrożone rosyjskie środki będą musiały zostać użyte do sfinansowania wsparcia na rzecz Ukrainy. Dodał, że Belgia nie pójdzie jednak na łatwe kompromisy.

Van Peteghem zabrał głos tuż przed posiedzeniem Eurogrupy, na którym ministrowie finansów państw strefy euro wybiorą przewodniczącego tego gremium. Wicepremier Belgii jest jednym z dwóch kandydatów na to stanowisko, obok Greka Kyriakosa Pierrakakisa.

Uzgodnione w czwartek rozwiązanie zmieni podstawę prawną, w oparciu o którą Unia Europejska unieruchamia aktywa banku centralnego Rosji. Prezentując 3 grudnia propozycję legislacyjną dotyczącą wykorzystania rosyjskich depozytów do sfinansowania pomocy dla Ukrainy, Komisja Europejska zaproponowała wprowadzenie zakazu ich transferu z powrotem do Rosji. Zakaz ma zostać - zgodnie z propozycją KE - ustanowiony rozporządzeniem, którego przyjęcie wymaga jedynie większości kwalifikowanej państw członkowskich (15 państw stanowiących 65 proc. ludności UE). Zakaz w odróżnieniu od przedłużanych co pół roku sankcji będzie wprowadzony na stałe.

Wprowadzenie takiego zakazu pozwoli obejść Węgry, których potencjalne weto co pół roku wzbudzało obawy, czy uda się przedłużyć sankcje nałożone przez UE na Rosję.

Podstawą rozwiązania zaakceptowanego przez państwa członkowskie w czwartek pozostaje kwestionowany przez premiera Belgii art. 122 Traktatu o funkcjonowaniu UE.

PAP


Grzegorz Braun ujawnił, że zdiagnozowano u niego odwarstwienie siatkówki. - Po prostu się czasem tak weźmie i oderwie - wyjaśnił. Jest to choroba oka, w której dochodzi do oddzielenia się warstwy siatkówki od warstwy tęczówki oka. Często może nie dawać żadnych objawów, a konsekwencje mogą być poważne - od zaburzenia widzenia po nawet utratę wzroku. Zwykle konieczny jest zabieg chirurgiczny i, jak się okazuje, Grzegorz Braun ma już taki za sobą. Doszło jednak do powikłań, które są wyjątkowo rzadkie, ale się zdarzają. Wśród nich wymienia się rozwój zaćmy, krwawienia i infekcję.

plotek.pl


W Australii w środę czasu miejscowego wszedł w życie zakaz korzystania z platform społecznościowych przez użytkowników poniżej 16. roku życia. Australia jest pierwszym krajem na świecie, który zdecydował się na takie restrykcje.

Zakaz jest efektem poprawki do ustawy o bezpieczeństwie w sieci, przyjętej w listopadzie 2024 r. przez parlament w Canberze. Zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie poprawka została zatwierdzona wyraźną większością głosów, a według przeprowadzonego wówczas sondażu ośrodka YouGov ograniczenia popierało 77 proc. Australijczyków.

Dotyczyć one będą platform Facebook, Instagram, Snapchat, Threads, TikTok, X, YouTube i Reddit oraz serwisów streamingowych Kick i Twitch. Nieobjęte restrykcjami są natomiast: Discord, GitHub, Google Classroom, LEGO Play, Messenger, Pinterest, Roblox, Steam, WhatsApp, YouTube Kids oraz 4chan. Rząd, który jest pod presją, aby rozszerzyć zakaz także na gry online, zapowiedział, że lista nie jest ostateczna i będzie podlegać przeglądowi.

Kluczowym elementem przepisów jest to, że to same platformy społecznościowe - a nie dzieci czy rodzice - muszą egzekwować zakaz. Muszą one podjąć "rozsądne kroki", aby uniemożliwić dzieciom dostęp do swoich serwisów, i stosować technologie weryfikacji wieku, takie jak przesyłanie oficjalnego dokumentu tożsamości lub rozpoznawanie twarzy/głosu, ale rząd nie sprecyzował, jakich technologii powinny używać platformy. Za poważne lub powtarzające się naruszenia mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 49,5 mln dolarów australijskich (ok. 32 mln USD).

Podnoszone są wprawdzie obawy, że technologie weryfikacji wieku mogą błędnie blokować niektórych użytkowników, nie wykrywając jednocześnie innych, którzy są niepełnoletni, oraz że mogą być łatwe do obejścia. Krytycy wskazują też, że ograniczeniami nie są objęte platformy gamingowe i chatboty oparte na sztucznej inteligencji - mimo doniesień o przypadkach, gdy chatboty zachęcały dzieci do popełnienia samobójstwa.

Platformy społecznościowe - które dostały rok na dostosowanie się do nowych przepisów - argumentowały, że zakaz będzie nieskuteczny, trudny do wdrożenia, może izolować wrażliwych nastolatków i popychać innych w ciemne zakamarki internetu. Przekonywały również, że może stanowić zagrożenie dla prywatności użytkowników. Ostatecznie ogłosiły jednak, że będą przestrzegać nowych przepisów. Już w zeszłym tygodniu aplikacje należące do Meta - Instagram, Facebook i Threads - rozpoczęły dezaktywację kont użytkowników poniżej 16. roku życia.

Premier Anthony Albanese podkreślił w zeszłym roku po przyjęciu zakazu, że nikt nie twierdzi, iż jego implementacja będzie doskonała, ale przyjęcie takich ograniczeń jest słuszne, bo dzięki nim portale społecznościowe będą "mniej szkodliwe dla młodych Australijczyków" i będą musiały traktować bezpieczeństwo dzieci jako priorytet.

Według przeprowadzonego w 2025 r. badania 96 proc. australijskich dzieci w wieku 10-15 lat korzystało z platform społecznościowych, a siedem na 10 z nich miało kontakt ze szkodliwymi treściami.

Podczas przesłuchań przed komisją parlamentarną w październiku Snapchat szacował, że w Australii ma ok. 440 tys. użytkowników w wieku od 13 do 15 lat, TikTok podał, że ma ok. 200 tys. kont użytkowników poniżej 16. roku życia, a Meta - że na Facebooku i Instagramie jest ich około 450 tys.

Źródła w branży sugerują jednak, że platformy społecznościowe bardziej niż problemów z implementacją obawiają się, że inne kraje mogą pójść w ślady Australii i wprowadzić podobne zakazy. Rozważają je - lub podjęły pierwsze kroki w kierunku ich wprowadzenia - Dania, Norwegia, Francja, Grecja, Hiszpania, Nowa Zelandia, Malezja i Singapur. 

PAP


Metoda karania (zwana również metodą narzucania kosztów) polega na wymuszeniu na wrażliwym państwie kapitulacji poprzez narzucenie mu wysokich kosztów: bólu i strat. Odnosi skutek, kiedy napastnik zdoła narzucić większe koszty, niż ofiara jest gotowa ponieść, aby chronić to, czego żąda agresor. Należy podkreślić, że zdolność ofiary do przeciwstawienia się napastnikowi nie wynika jedynie z jej naturalnego potencjału do stawiania oporu, chociaż jest on niezwykle ważny, ale także z umiejętności uzyskania pomocy od stron trzecich. Kiedy napadnięte państwo ponosi nadmierne koszty i nie ma wsparcia z zagranicy – lub sądzi, że jakiekolwiek wsparcie będzie niewystarczające – to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ulegnie żądaniom agresora.

(...)

Dlaczego właściwie Chiny miałyby wybrać metodę karania zamiast metody podboju? Jeśli pretendent może użyć brutalnej siły, aby osiągnąć swój cel, to byłoby to dla niego korzystniejsze niż poleganie na metodzie, która bazuje na perswazji i w naturalny sposób nie jest w pełni kontrolowana przez napastnika. Tak jak łatwiej jest zanieść uparte dziecko do kąpieli niż przekonywać je, żeby poszło samo, zajęcie terytorium wroga jest zwykle skuteczniejsze niż przekonywanie go do poddania się.

Inaczej mówiąc, brutalna siła sprawia, że wola ofiary praktycznie traci znaczenie. W ten sposób wyeliminowana zostaje kluczowa zmienna, która w innej sytuacji byłaby poza kontrolą napastnika, co znacząco ułatwia zadanie atakującemu. Takie działanie może okazać się niezwykle cenne, zwłaszcza gdy pretendent stara się odebrać napadniętemu państwu coś niezwykle wartościowego, na przykład jego narodową autonomię czy integralność terytorialną. Ponieważ napadnięte państwo może nie chcieć poświęcić takiego kluczowego dobra, napastnikowi może bardziej się opłacać odebrać je siłą niż próbować spowodować jego utratę.

Może się wydawać, że metoda karania ma swoje zalety. Przede wszystkim podbój wydaje się trudniejszy i bardziej kosztowny do przeprowadzenia, nawet jeśli ostatecznie się powiedzie. W pewnych okolicznościach karanie wydaje się mniej wymagającą metodą realizacji celów napastnika. Na przykład po I wojnie światowej B.H. Liddell Hart, zszokowany ogromnymi kosztami zwycięstwa osiągniętego dzięki zastosowaniu brutalnej siły na froncie zachodnim, opracował słynną koncepcję „działań pośrednich”, czyli strategii opartej na narzucaniu kosztów, która według niego pozwoliłaby Wielkiej Brytanii pokonać kontynentalną armię przy poświęceniu niewielkiej części krwi przelanej w wojnie. Pod wpływem podobnych refleksji nad okropieństwami wojny Giulio Douhet twierdził, że narody mogłyby używać sił powietrznych do zmuszania wrogich państw do poddania się, unikając przy tym krwawych kampanii lądowych.

Inną zaletą metody karania jest to, że przynajmniej w jej bardziej rozbudowanych wariantach występuje mniejsze prawdopodobieństwo skutecznej interwencji stron trzecich. Jakiekolwiek działanie militarne może być postrzegane – zwłaszcza przez sojuszników i partnerów ofiary – jako agresja, a w związku z tym jako działanie uzasadniające reakcję bądź wymagające reakcji. Jednak ryzyko sprowokowania interwencji zazwyczaj rośnie proporcjonalnie do zasięgu, skali, intensywności, skuteczności oraz powtarzalności zastosowanych sił. Zatem im bardziej ekspansywna, brutalna, skuteczna i powtarzalna jest strategia militarna agresora, tym bardziej będzie on postrzegany przez kluczowych obserwatorów jako zagrożenie dla ich własnego bezpieczeństwa. Na przykład zastosowanie przez Niemcy metody wojny błyskawicznej w Polsce wywołało strach w stolicach całej Europy. Z punktu widzenia Tokio, Canberry czy Hanoi przytłaczająca, zdecydowana inwazja Chin na Tajwan byłaby najpewniej bardziej dobitnym potwierdzeniem chińskiego zagrożenia dla ich ważnych interesów niż zawężona, skoncentrowana blokada zorganizowana przez Chiny w celu przekonania Tajwanu do złagodzenia stanowiska. Chiny mogłyby więc sądzić, że użycie brutalnej siły w celu podporządkowania sobie zaatakowanego państwa z dużym prawdopodobieństwem wywołałoby reakcję koalicji, której Pekin stara się uniknąć.

(...)

Metoda karania ma też jednak swoje znaczące ograniczenia wynikające z kilku powodów. Pierwsze z nich bierze się z faktu, że, jak to wyraził Thomas Schelling, „łatwiej jest odstraszyć niż zmusić”. Według rozumowania Schellinga łatwiej jest przekonać kogoś, żeby nic nie robił – łącznie z akceptacją sytuacji takiej, jaka jest lub jak się rozwinęła – niż przekonać go do podjęcia działania, którego nie chce podjąć. Strona starająca się skłonić inną do podjęcia pozytywnych działań musi doprowadzić do zmiany status quo. Jest to na ogół trudniejsze zadanie niż odstraszanie.

(...)

Zatem podstawowy problem metody karania polega na tym, że opiera się ona na dwóch czynnikach: gotowości państwa obranego za cel do poddania się w obliczu poziomu przemocy, który jest niższy niż poziom skłaniający sojuszników i partnerów tego państwa do przeprowadzenia skutecznej interwencji, oraz niechęci sojuszników i partnerów do eskalacji – nawet umiarkowanej – aby pomóc temu państwu na tyle, żeby mogło kontynuować opór. Jeśli zaatakowane państwo jest gotowe i zdolne do znoszenia cierpień, napastnik musi eskalować, a to z kolei może sprowokować potężną odpowiedź jego sojuszników, partnerów i być może też innych państw.

Na tym polega paradoks metody karania stosowanej w cieniu interwencji koalicji – wobec zaatakowanego państwa i jego obrońców napastnik musi zastosować działania, które zakwestionują jego zapewnienia, że nie jest zagrożeniem dla szerszej koalicji. Te działania doprowadzą do wzmocnienia determinacji członków koalicji do podjęcia skutecznej interwencji w imieniu zaatakowanego państwa, pozostawiając napastnikowi następujące opcje: eskalowania i ryzyka wybuchu większej wojny, której starał się uniknąć, zaakceptowania impasu tożsamego z porażką lub wycofania się.

Jest zatem mało prawdopodobne, aby państwo, które jest wystarczająco silne i zdolne do stosowania metody podboju, zaakceptowało wady metody karania. Jednocześnie państwo, które jest zbyt słabe, aby próbować metody podboju, raczej nie jest w stanie skutecznie użyć metody karania. Chociaż potężne państwo w swojej ogólnej strategii prawdopodobnie wykorzystałoby metodę narzucania kosztów, raczej nie polegałoby na niej całkowicie, czy w głównej mierze, biorąc pod uwagę jej ograniczenia. Osłabianie ofiary przez działania takie jak blokada czy bombardowanie może mieć znaczenie, ale samodzielnie prawdopodobnie nie wystarczy, by przełamać zaciekłą obronę państwa mającego dostatecznie silnych i zaangażowanych sojuszników i partnerów.

Trudno jest zatem sobie wyobrazić, dlaczego Chiny miałyby stosować metodę karania. Gdyby były w stanie najechać i podporządkować sobie państwo takie jak Tajwan, to właśnie to byłoby ich najlepszą strategią.

Elbridge A. Colby - Strategia wypierania