Michał Sutowski: - Niedawno po raz kolejny ogłoszono wysokość średniej płacy w Polsce, na nieco ponad 5,5 tysiąca złotych, czyli około 4 tysięcy na rękę – ilu Polaków odnalazłoby się w takich wyliczeniach?
Katarzyna Duda: To jest średnia GUS z lutego, dokładnie 5569 złotych brutto, która nie dotyczy przedsiębiorstw zatrudniających mniej niż 10 osób ani wszystkich zatrudnionych na zleceniu i dziele. Zliczono ją więc z 8,5 miliona ludzi, gdy wszystkich pracujących jest około 16,5 miliona.
- Czyli to jest średnia dla niemal połowy rynku pracy?
I to tej lepszej. Bo w grupie przedsiębiorstw, gdzie zatrudnia się poniżej 10 osób – to wynika wyraźnie z raportów Państwowej Inspekcji Pracy – skala naruszeń praw pracowniczych jest znacznie większa, można więc spokojnie przyjąć, że zarobki tych w sumie 4 milionów pracowników będą niższe. Do tego dochodzi „śmieciowa” część rynku pracy czy, mówiąc bardziej precyzyjnie, zatrudnieni na umowach cywilno-prawnych: zlecenia, co dotyczy ponad miliona osób, i na umowach o dzieło. A także osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą.
- Ilu tych „zleceniobiorców” to dobrowolni freelancerzy, a ilu – przymusowi prekariusze? I chyba można założyć, że ci bez etatu zarabiają, oczywiście średnio, mniej niż ci z umowami o pracę?
Trudno to wszystko stwierdzić. Co do wynagrodzeń, to ZUS dopiero niedawno zaczął liczyć, ile osób w ogóle pracuje na dziełach.
- Jak to możliwe?
Ponieważ instytucje państwa nie zawsze nadążają za zmianami zachodzącymi w świecie pracy. O zapóźnieniu instytucji świadczy np. to, że nadal nie są prowadzone statystyki dotyczące skali pracy za pośrednictwem platform internetowych. Pewnie upłynie kilka lat, zanim poznamy prawdziwą skalę tego zjawiska.
(...)
- Trochę zatem wiemy o strukturze zatrudnienia, ale co my właściwie wiemy o polskich zarobkach? Poza tym, że tę średnią co miesiąc przy wypłacie to widzi raczej mniejszość? I że podobno Niemcy nam tych płac zazdroszczą…
Firma Symmetrical Labs opublikowała niedawno badanie, z którego wynikało, że 17 proc. pracujących zarabia średnią krajową lub wyżej, czyli około 4 tysięcy złotych netto, reszta poniżej. Z tego poniżej około jednej piątej zarabia minimalną krajową i między 3 a 4 tysiące na rękę, a 34 proc. – między 2 a 3 tysiące złotych.
- To nie wygląda na jakąś wielką polaryzację, względnie „morze biedy” i niewielką grupę bardzo zamożnych. Dochody rozkładają się w miarę równomiernie.
Tylko 2 proc. ma miesięczne dochody od 7,5 tysiąca w górę, w tym 1 proc. powyżej 10 tysięcy miesięcznie – cały czas mówimy o zarobkach netto. Ale tych zarabiających minimum wcale nie jest najwięcej. Nie ma w Polsce „dwóch światów”, biegunowo od siebie odległych, jest raczej kontinuum różnych dochodów, przy czym oczywiście większość zarabia… raczej mniej niż więcej.
- A gdybyśmy kręcili, powiedzmy, serial o „statystycznym Polaku”, takim średniaku polskim, to ile on powinien zarabiać? Medianę? Pracować w biurze, w szkole czy fizycznie?
Mediana to 4100 brutto, czyli blisko 3 tysiące na rękę – to wartość środkowa – dokładnie połowa zarabiających jest wynagradzana poniżej tej wartości a druga połowa powyżej, aczkolwiek to znaczy różne rzeczy w zależności od miejsca zamieszkania, sytuacji rodzinnej, posiadania mieszkania na własność lub na kredyt, wynajmowanego komercyjnie lub na preferencyjnych warunkach, itp. To może nam przecież różnicować faktycznie rozporządzalny dochód o 1–2 tysiące złotych – i bardzo zmieniać sytuację życiową. Najwięcej jednak dowiemy się, patrząc na strukturę wynagrodzeń według GUS, publikowaną co dwa lata – obejmuje ona prawie 8,5 miliona pracowników, z czego blisko jedna trzecia w sektorze publicznym.
- I co z niej wynika?
Na samej górze są przedstawiciele władz publicznych, urzędnicy i kierownicy – to jest grupa wyraźnie najbogatsza. Następnie mamy specjalistów, potem techników i średni personel, pracowników biurowych – schodzimy coraz niżej, dalej są robotnicy przemysłowi, rzemieślnicy, pracownicy usług i sprzedawcy, potem rolnicy, ogrodnicy, leśnicy i rybacy; wreszcie pracownicy wykonujący proste prace: sprzątający, pomoce domowe, ale też pomocnicy w budownictwie czy przemyśle.
- I gdzie są średniacy? Kto jest najbardziej przeciętny?
To jasne, że nie przedstawiciel władzy publicznej, kierownik ani specjalista, bo oni wszyscy są najczęściej w górnych 2 proc. dochodów; lekarze na przykład zarabiają średnio 9 tysięcy złotych brutto, podobnie architekci. Najgorzej z kolei wypadają ochroniarze, rolnicy i leśnicy, gdzie 60–70 proc. grupy zawodowej zarabia blisko 2 tysiące złotych.
- Przeciętniak to będzie zatem pracownik biurowy?
Zapewne, ewentualnie lepiej zarabiający pracownik usług, np. kelner czy barman albo robotnik wykwalifikowany.
- To typ wykonywanego zawodu, a czy są silne podziały branżowe, jak to było np. w PRL? To znaczy, że różnice zarobków wynikają nie tylko z tego, co robisz, ale przede wszystkim – gdzie?
Fakt, że dużo zarabia się w technologiach informatycznych, bankowości czy telekomunikacji, nie będzie pewnie zaskakujący, nieźle jest też w przemyśle ciężkim i energetyce. Blisko średniej są przemysł lekki, media i reklama, a także budownictwo. Ciekawie robi się za to na dole – zdecydowanie najgorzej zarabia się w sektorach ochrony zdrowia, usług dla ludności, nauce i szkolnictwie, a także kulturze i sztuce.
- To są średnie, ale też chyba rozwarstwienie w tych branżach jest różne? Wszyscy nauczyciele zarabiają z grubsza podobnie, ale wszyscy pracownicy ochrony zdrowia już niekoniecznie?
Dlatego, mimo tych różnic między gałęziami gospodarki, najwięcej powie nam inny wskaźnik, czyli wielkość przedsiębiorstwa, bo tu prawidłowość jest bardzo czytelna. W firmach zatrudniających do 19 pracowników zarabia się po prostu mniej, nawet specjaliści czy kierownicy dostają wyraźnie niższe wynagrodzenia niż ludzie na tych samych stanowiskach w firmie, gdzie pracuje 50 czy 70 osób. Próg, po którym następuje skokowa różnica, to właśnie 19 osób i średnia na rękę 3100, wyżej zarabia się tylko więcej.
- A co do zasady lepiej się zarabia jako pracownik umysłowy niż fizyczny? Czy ta reguła zawsze obowiązuje?
Wbrew pozorom nie wszędzie. Różnice są bardzo wyraźne tylko na samej górze i na samym dole, tzn. umysłowi na górze zarabiają bardzo dobrze, co pewnie nie jest zaskakujące, a fizyczni na dole bardzo źle. Już „pośrodku” sprawy się komplikują, nie ma przepaści w środkowych, powiedzmy, 40 proc. – hydraulik może zarabiać lepiej niż dziennikarz czy muzealnik, nie mówiąc o nauczycielce.
krytykapolityczna.pl