21.10.2021
"Doszedł do nas i upadł. Po pobiciu przez białoruskie służby odnowił się stary uraz kręgosłupa. Kompletnie przemoczonego Razzaka, przebierałyśmy na leżąco. Bardzo cierpiał. Do szpitala odwiozła go karetka wezwana przez Medycy Na Granicy. Musiał być do niej wniesiony na noszach. Reszta syryjskiej grupy została zabrana przez Straż Graniczną. Na miejscu był pełnomocnik, który pojechał za nimi do placówki" - relacjonuje Fundacja Ocalenie.
"Oby ślad nie zaginął po: Ahmadzie, Nedalu, Younesie, Mohammadzie, Younesie i Abdulu Razzaku" - dodaje.
Grupa Granica podkreśla, że migrantom pomagają również mieszkańcy pogranicza: "Jedziemy o świcie do kolejnej 'pinezki' Ma być pięć osób arabskojęzycznych, nie jedli od kilku dni. Na polach szron, wygląda pięknie. Jest mroźnie. Na miejscu po świerkiem stoi sześć osób. Wszystkie okutane w szaliki, kaptury i czapki. Piją herbatę z termosu i jedzą czekoladę. Słońce dopiero zaczyna oświetlać las. 'Merhaba!' - witamy się. 'Dzień dobry' - odpowiada po polsku jedna z okutanych osób. 'A państwo tu pomóc, czy przeszkodzić?'. 'My - pomóc' - uśmiechamy się do siebie nawzajem. Widzimy, że część z nas mocno przez łzy. Zapłakane I. i N. przytulają się do leśnego anioła. 'No, to ja już lecę do pracy. Herbatę ci do końca przeleję do kubka, ale biorę termos, bo przyda mi się na jutrzejszy obchód po lesie' - mówi po polsku do zmarzniętego M. 'Powodzenia!', pani odchodzi w las w stronę wsi. My zostajemy, długo rozmawiamy, częstujemy ciepłą zupą, pomagamy się przebrać w ciepłe ubrania i suche buty".
20.10.2021
Medycy Na Granicy zamieścili w mediach społecznościowych relację z nocnej akcji. "Po północy nasz zespół otrzymał od organizacji pomocowej zgłoszenie o dużej grupie osób potrzebujących pomocy. Poszkodowani przebywali w lasach od wielu dni. Na miejsce udali się Andrzej Dziędziel (kierowca-ratownik), Weronika Bujko-Kiersnowska (lekarka) i Piotr Kołodziejczyk (ratownik medyczny). Zgłoszenie dotyczyło grupy ponad 30 osób przebywających poza strefą stanu wyjątkowego. Na miejsce pojechała też Anna Borkowska (lekarka), która miała zacząć swój dyżur o 8:00, ale przebywała już w naszej bazie. Okazało się, że niemożliwe jest dotarcie do poszkodowanych żadnym pojazdem - musieliśmy zaparkować na końcu drogi i przedrzeć się do grupy nocą przez gęsty las razem z naszym sprzętem oraz pakietami pomocowymi. Nieśliśmy ze sobą około 35 litrów wody oraz kilka termosów z gorącą herbatą. Marsz po grząskim terenie, przez gęsto usiane przewalone drzewa trwał około 40 minut" - czytamy.
Na miejscu medycy zastali grupę ośmiu mężczyzn, sześciu kobiet i 16 dzieci. Najmłodsze z nich miało około roku i było karmione piersią. Cała grupa była wychłodzona, bardzo głodna i spragniona. "Przekazaliśmy żywność, wodę i koce. Jedna z kobiet była w drugim trymestrze ciąży. Jej stan bardzo nas niepokoił - dolegliwości, które zgłaszała, mogły świadczyć o poważnych powikłaniach położniczych. Po nakarmieniu, ogrzaniu i nawodnieniu jej stan się poprawił. Oceniliśmy też medycznie kilkoro dzieci oraz mężczyznę w podeszłym wieku, po amputacji części nogi, który wędrował przez las od wielu dni. Obejrzeliśmy kikut nogi, zaopatrzyliśmy go i przekazaliśmy odpowiednie leki przeciwbólowe" - relacjonuje grupa.
Medycy podali odpowiednie leki kilku innym osobom, które cierpiały z powodu urazów, a także dolegliwości internistycznych i ginekologicznych. "Na miejscu pomagała nam jedna z członkiń grupy, która w swoim kraju pochodzenia pracowała jako pielęgniarka anestezjologiczna. Zostawiliśmy poszkodowanym bardzo duże ilości leków na ich choroby, a także żywność i wodę. Do grupy dotarli również członkowie organizacji pomocowych, którzy wraz z nami świadczyli pomoc humanitarną. Wszyscy nasi pacjenci kategorycznie odmówili przewiezienia do szpitala. Obawiali się bycia oddzielonymi od rodzin. Grupa była nam ogromnie wdzięczna za udzieloną pomoc. Na pożegnanie zostaliśmy wyściskani. Wróciliśmy do bazy po 6:00 rano - cała akcja trwała około sześciu godzin. To była najcięższa z naszych dotychczasowych interwencji. Nigdy, w całym swoim życiu zawodowym, nie widzieliśmy czegoś takiego" - podkreślają Medycy na Granicy.
20.10.2021
Fundacja Ocalenie poinformowała, że 17 osób z grupy uchodźców z Afganistanu, którzy od sierpnia koczują na granicy w miejscowości Usnarz, właśnie przeszło przez druty do Polski.
"Niedawno dostaliśmy wiadomość z Usnarza: 17 zdesperowanych osób przeszło przez druty. Zostały przez polskich funkcjonariuszy pobite, skute i wrzucone do samochodu. Reszta, która nie zdążyła przejść, nic nie widzi od gazu którym zostali spryskani" - informuje Fundacja.
Grupa 32 afgańskich uchodźców koczowała na granicy polsko-białoruskiej na wysokości Usnarza Górnego od co najmniej 10 sierpnia. Według ustaleń Amnesty International (raport opublikowany 30 września) do 18 sierpnia obóz uchodźców znajdował się po stronie polskiej, a później mieli oni zostać wypchnięci przez Straż Graniczną na stronę białoruską. Polscy funkcjonariusze temu zaprzeczają.
gazeta.pl