niedziela, 13 października 2024



Inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. i zapewnieniu Kijowowi zachodniej pomocy wojskowej towarzyszyły obawy, że Moskwa, jeśli zostanie zmuszona za mocno, może podnieść stawkę w sposób, który wciągnie NATO w bezpośrednią konfrontację — czego administracja Bidena i kluczowi sojusznicy USA ostrożnie starają się uniknąć. Ale Zachód systematycznie pogłębiał swoje zaangażowanie w wojnę na Ukrainie, w tym poprzez dostarczanie nowych rodzajów broni i podwajanie wysiłków, aby dostarczyć Ukrainie informacji o celach i innych danych wywiadowczych bez wywoływania katastrofalnej reakcji Rosji.

Pozorna bezczynność Kremla w odpowiedzi na to aktywne zaangażowanie Zachodu doprowadziła niektórych obserwatorów do wniosku, że czerwone linie Rosji są niczym więcej niż psychologicznym podstępem Kremla mającym na celu odwieść Zachód od pomocy Ukrainie. W zakresie, w jakim Moskwa ma rzeczywiste czerwone linie, argumentuje się, że są one tak odległe od wszystkiego, co robi teraz Zachód, że nie ma się czym martwić. Waszyngton i Londyn mogą zatem bezpiecznie pozwolić Ukrainie uderzyć wewnątrz Rosji i zwiększyć dostawy broni do Kijowa bez obawy przed odwetem.

To lekceważące podejście do zarządzania eskalacją, choć wygodne z punktu widzenia zachodnich decydentów, opiera się na niebezpiecznym niezrozumieniu rosyjskiego myślenia strategicznego. To prawda, że ​​Rosja próbowała i poniosła porażkę, mniej poprzez konkretne działania, a bardziej poprzez groźną retorykę, odstraszyć Zachód od zaangażowania się w wojnę. Jednak próg Kremla dla zaangażowania się w eskalację nie jest uzależniony od żadnych konkretnych działań Zachodu. Nie ma precyzyjnej pułapki, że tak powiem, która automatycznie wywołałaby rosyjski atak na NATO lub użycie broni jądrowej.

Zamiast tego czerwone linie Moskwy są kontekstowo określone przez sytuację na polu bitwy na Ukrainie. Putin niechętnie eskaluje, ponieważ uważa, nie bez uzasadnienia, że ​​Rosja wygrywa wojnę w obecnym tempie i nie ma nic do zyskania, wpychając ją w nową, bardziej niebezpieczną fazę.

Putin pokazał od czasu nieudanej kontrofensywy Ukrainy w 2023 r., że nie chce zakłócać tego, co uważa za korzystny status quo militarny, za pomocą działań eskalacyjnych, które osłabiłyby pozycję Rosji. Strategia Rosji wydaje się opierać na założeniu, że gwałtowne zaostrzenie konfliktu może sprowokować bezpośrednią interwencję Zachodu na Ukrainie, co niesie ze sobą widmo szerszej wojny, którą zarówno Moskwa, jak i Waszyngton słusznie uważają za katastrofalną w swoich konsekwencjach.

Na froncie politycznym Kreml starał się zapewnić kluczowych partnerów międzynarodowych, w tym Chiny, Brazylię i Indie, że robi wszystko, co w jego mocy, aby szybko zakończyć wojnę w drodze negocjacji. Otwarcie nowego szczebla na drabinie eskalacji unieważniłoby tę długoletnią pozycję i kosztowałoby Moskwę wsparcie ze strony krajów, których nie może sobie pozwolić na alienację, podczas gdy stara się złagodzić skutki międzynarodowych sankcji.

Zamiast tego Kreml stara się utrzymać kurs w tym, co uważa za swoją skuteczną strategię wyniszczania, wykorzystując swoje ogromne przewagi w sile roboczej i uzbrojeniu, aby powoli zmiażdżyć siły ukraińskie wzdłuż linii kontaktu. Odwrotna sytuacja jest również prawdziwa: prawdziwą „czerwoną linią” Moskwy nie jest konkretne działanie, ale raczej sytuacja, w której dochodzi ona do wniosku, że nie może wygrać wojny bez rozpoczęcia poważnej eskalacji. Ten wniosek, jeśli zostanie osiągnięty, popchnie Putina w stronę opcji, które wcześniej odrzucono jako zbyt ryzykowne lub kontrproduktywne.

Co najważniejsze, ta percepcja nie musi spełniać standardu, że siły rosyjskie na Ukrainie znajdują się na skraju porażki na polu bitwy. Wystarczy, że Kreml dojdzie do wniosku, że Rosja jest na trajektorii porażki, aby zaczął rozważać opcje wysokiego ryzyka, w tym bezpośrednie konwencjonalne ataki na cele na terytorium NATO, a nawet rozważania na wysokim szczeblu, jak mogłaby wyglądać opcja nuklearna.

(...)

Problem leży jednak w postrzeganiu Rosji – wyraźnie przedstawionym w niedawnym ostrzeżeniu Putina skierowanym do NATO – że Zachód będzie nadal stopniowo pogłębić swoje zaangażowanie na Ukrainie, aż potencjalnie poprzez rozmieszczenie wojsk lub bezpośrednie przechwycenie rosyjskich rakiet przez Zachód, ostatecznie uda mu się zapobiec osiągnięciu przez Rosję czegoś, co Kreml uważa za zwycięstwo.

(...)

Sposób na ucieczkę z tego cyklu eskalacji nie polega, jak sugerowano, na wyposażeniu Ukrainy w nową broń i zdolności w błędnej nadziei na danie Kijowowi przewagi, a tym samym drogi do zabezpieczenia pokoju na korzystnych warunkach. Nie polega też na całkowitym odcięciu pomocy Zachodu. Obecny poziom wsparcia wojskowego i politycznego NATO, w połączeniu z międzynarodowym reżimem sankcji wobec Rosji, daje mu już znaczny wpływ na torowanie drogi do negocjacji na najlepszych możliwych warunkach dla Zachodu i Ukrainy.

thehill.com