poniedziałek, 19 września 2022


Prezydent Rosji Władimir Putin w coraz większym stopniu polega na nieregularnych siłach ochotniczych i zastępczych, a nie na konwencjonalnych jednostkach i formacjach Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. ISW informowało wcześniej, że Putin przez całe lato, a zwłaszcza po klęsce wokół obwodu charkowskiego, omijał rosyjskie wyższe dowództwo wojskowe i kierownictwo Ministerstwa Obrony. Chłodne relacje Putina z dowództwem wojskowym i rosyjskim MoD mogą częściowo tłumaczyć coraz większy nacisk Kremla na rekrutację źle przygotowanych ochotników do nieregularnych jednostek ad hoc, zamiast prób wciągnięcia ich do rezerw lub rezerw zastępczych dla regularnych rosyjskich jednostek bojowych.

Wybitny rosyjski blogger poinformował, że siły rosyjskie „już rozpoczęły proces formowania i obsadzenia 4 Korpusu Armii, przynajmniej na poziomie dokumentacji”. (...) Rosyjscy poddani federalni zaczęli wcześniej reklamować usługi kontraktowe w jednostkach ochotniczych mniej więcej w czasie formowania 3. Korpusu Armii. Siły rosyjskie w coraz większym stopniu rekrutują także więźniów, z udziałem oddziałów kozackich, rozmieszczają elementy rosyjskich służb bezpieczeństwa, takich jak rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa i Rosgwardia, oraz potajemnie mobilizują ludzi z okupowanych obwodów: donieckiego i ługańskiego.

Tworzenie takich jednostek ad hoc doprowadzi do dalszych napięć, nierówności i ogólnego braku spójności między siłami zbrojnymi. Źródła ukraińskie i rosyjskie donoszą o przypadkach, gdy rosyjskie siły zbrojne odmawiają wypłaty zasiłków dla weteranów, jednorazowych premii za rekrutację lub udzielenia leczenia żołnierzom BARS (Rezerwy Rosyjskiej Armii Bojowej). Niektóre formacje wojskowe oferują zachęty finansowe za każdy kilometr pokonywany przez daną jednostkę, zachętę, z której zapewne skorzysta niewielu żołnierzy, biorąc pod uwagę, że siły rosyjskie znajdują się w defensywie niemal wszędzie, z wyjątkiem obszarów wokół Bachmuta i Doniecka, gdzie zyski były powolne i bardzo ograniczone. Publikacje rosyjskiej opozycji w Insider donosiły o przypadkach dyskryminacji etnicznej w jednostkach czeczeńskich, zauważając, że czeczeńscy przywódcy rozmieszczają nie-Czeczenów na pierwszej linii przed zaangażowaniem Czeczenów w bitwę. Profesjonalny personel wojskowy prawdopodobnie będzie miał do czynienia z problemami behawioralnymi wśród rekrutowanych więźniów, zwłaszcza biorąc pod uwagę prawdopodobną częstość występowania więźniów skazanych za brutalne przestępstwa, narkotyki i gwałty. Ługańska i Doniecka Republika Ludowa (LNR i DNR) wcześniej odmawiały walki o swoje terytorium. Wszystkie te grupy mają różne poziomy wyszkolenia wojskowego, zdecentralizowane struktury dowodzenia, różne postrzeganie wojny i motywacje do walki, co zwiększa prawdopodobieństwo konfliktu i słabej koordynacji jednostek. Jedyne, co ich łączy, to zupełne niedostateczne wyszkolenie i przygotowanie do walki.

Formowanie nieregularnych, pospiesznie szkolonych jednostek nie dodaje siłom rosyjskim walczącym na Ukrainie skutecznej siły bojowej.  Forbes zauważył, że 3. Korpus Armii wtargnął do obrony rosyjskich pozycji wokół obwodu charkowskiego podczas kontrofensywy, ale nie zrobił żadnej różnicy i „rozpłynął się”, bez wpływu na operacje rosyjskie.

Siły rosyjskie prawdopodobnie próbują przeprowadzić bardziej przemyślane i kontrolowane wycofanie się w zachodnim obwodzie chersońskim, aby uniknąć chaotycznej ucieczki, która charakteryzowała upadek rosyjskich pozycji obronnych w obwodzie charkowskim na początku tego miesiąca. Rosjanie silnie wzmocnili zachodni obwód chersoński w ciągu ostatnich kilku miesięcy, w tym jednostkami powietrznodesantowymi i przynajmniej niektórymi elementami 1. Armii Pancernej Gwardii. Te pozornie bardziej profesjonalne, dobrze wyszkolone i wyposażone jednostki są skoncentrowane na niewielkim obszarze obwodu chersońskiego i były przygotowane do spodziewanej kontrofensywy. Wydaje się, że radzą sobie znacznie lepiej niż siły rosyjskie w obwodzie charkowskim. Ukraińcy zniszczyli szereg jednostek 1. Armii Pancernej Gwardii w obwodzie charkowskim, zmuszając je do ucieczki i zdobywając duże ilości wysokiej jakości sprzętu.

Ukraińska kontrofensywa w obwodzie chersońskim jednak postępuje, a siły rosyjskie wydają się próbować ją spowolnić i cofnąć się do pozycji bardziej obronnych, zamiast zatrzymać ją lub odwrócić. Wydaje się, że ciągłe ukraińskie ataki na rosyjskie naziemne linie komunikacyjne (GLOC) przez rzekę Dniepr do zachodniego obwodu chersońskiego mają coraz większy wpływ na rosyjskie dostawy na prawym brzegu – ostatnie doniesienia wskazują na niedobory żywności i wody w okupowanym przez Rosję mieście Chersoń i na przynajmniej chwilowe osłabienie ognia rosyjskiej artylerii. Słabej jakości jednostki pośredniczące załamały się w niektórych sektorach rosyjskich linii frontu, umożliwiając postępy Ukrainy. Siły ukraińskie prawdopodobnie odzyskają znaczną część, jeśli nie całość zachodniego obwodu chersońskiego, w nadchodzących tygodniach, jeśli będą w dalszym ciągu interweniować w rosyjskie GLOC i naciskać na ich postęp. Ukraińskie zdobycze mogą nadal być powolne, jeśli rosyjskie wojska utrzymają spójność, ale mogą również znacznie przyspieszyć, jeśli siły rosyjskie zaczną się łamać.

Wybitny rosyjski milblogger twierdził również, że rosyjskie dowództwo wydało w zeszłym tygodniu zakaz odwrotu dla wszystkich jednostek służących w Donbasie, wymagając, aby rosyjskie siły działające na osi utrzymały swoje pozycje niezależnie od rozwijającej się sytuacji przed nimi. Ta kolejność byłaby warta uwagi na dwa sposoby, jeśli raport jest dokładny. Po pierwsze, obwód doniecki jest jedynym obszarem na Ukrainie, na którym siły rosyjskie wciąż podejmują działania ofensywne. Pojawiają się sporadyczne doniesienia o ograniczonych ukraińskich kontratakach, ale nie ma dowodów na to, że Ukraina przygotowuje na tym obszarze kontrofensywę na dużą skalę. Rozkaz sugeruje jednak, że rosyjskie wojsko może obawiać się ukraińskiej kontrofensywy w świetle ich ostatnich ofensywnych działań. Po drugie, pokazuje głęboką nieufność do zdolności bojowych jednostek otrzymujących rozkaz, w przeciwieństwie do pozornie większego zaufania rosyjskich dowódców do jednostek w zachodnim obwodzie chersońskim, gdzie przeważają rozsądne próby przeprowadzenia kontrolowanego wycofania. 

understandingwar.org

Od 14 września dochodzi do ostrych starć między siłami Kirgistanu i Tadżykistanu niemal na całej długości granicy (z wyłączeniem jej wschodniego i wysokogórskiego odcinka). Do tej pory w toku walk prowadzonych przy użyciu m.in. artylerii, czołgów, śmigłowców i UAV miało zginąć łącznie ok. 100 osób, a po stronie kirgiskiej ewakuowanych miało być ok. 140 tys. cywilów. Oba kraje obarczają się wzajemnie odpowiedzialnością za wybuch walk, choć zdecydowanie bardziej wiarygodna wydaje się wersja Biszkeku, oskarżającego o agresję Tadżykistan. Starć nie powstrzymały apele prezydenta Rosji (rozmowy telefoniczne z obydwoma prezydentami) i sekretarza generalnego ONZ ani też bezpośrednie dyskusje przywódców obu państw prowadzone w trakcie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW) w Samarkandzie w dniach 15–16 września.

Komentarz

Napięcia graniczne pomiędzy Kirgistanem i Tadżykistanem mają charakter chroniczny i zasadniczo są efektem braku delimitacji i demarkacji granic od czasu rozpadu ZSRR (1991). Przez lata sytuacja zaostrzała się wraz z narastaniem problemów lokalnych – sporów o dostęp do ziem uprawnych i pastwisk oraz źródeł wody w warunkach coraz większego przeludnienia obszarów spornych. Dodatkowo pole do napięć stwarzają izolacja regionu (słabe skomunikowanie i oddalenie od centrów – zwłaszcza po stronie kirgiskiej) oraz prawdopodobne konflikty o kontrolę nad szlakami przemytniczymi. W analogicznych do obecnych walkach, które miały miejsce w kwietniu ubiegłego roku, zginęło łącznie co najmniej 50 osób. Oba państwa pozostają przy tym sojusznikami w ramach zdominowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (każde z nich gości też rosyjskie bazy wojskowe), a także są członkami założycielami SzOW, której szczyt odbywał się w trakcie trwania starć.

Do obecnej eskalacji dochodzi w warunkach narastających problemów – zarówno wewnętrznych, jak i regionalnych. Oba kraje borykają się z coraz większymi wyzwaniami socjalnymi (wzmocnionymi kłopotami gospodarczymi Rosji, będącej celem masowych migracji zarobkowych), każde z nich silnie odczuwa też niestabilność regionalną, którą wzmogły najpierw przejęcie władzy w Afganistanie przez talibów, a następnie skutki rosyjskiej inwazji na Ukrainę (rozregulowanie systemu bezpieczeństwa, skoncentrowanie Moskwy na Zachodzie). Istotnym czynnikiem pozostają problemy polityczne władz obu państw – relatywna słabość układu rządzącego w Kirgistanie oraz zaostrzenie autorytarnego kursu w Tadżykistanie (krwawa pacyfikacja autonomii w Górskim Badachszanie w maju br., nasilające się represje wobec muzułmanów, zaangażowanie Duszanbe w spory wewnątrzafgańskie, a przede wszystkim przygotowywany dla syna urzędującego prezydenta proces sukcesji władzy). W tej sytuacji konflikt z sąsiadem jest atrakcyjnym instrumentem konsolidacji społecznej. Brakuje potwierdzonych informacji na temat przyczyn wybuchu jego aktualnej fazy, lecz zarówno jego uwarunkowania, jak i przebieg wskazują na to, że służy on przede wszystkim Duszanbe.

Choć intensywność i uwarunkowania zewnętrzne walk mają bezprecedensowy charakter, to w świetle dotychczasowych doświadczeń ich szybkie przekształcenie w pełnoskalowy konflikt jest mało prawdopodobne – oba państwa nie wydają się do tego zdolne, każde z nich poddaje się również presji dotyczącej wygaszenia walk. Zarazem spodziewane zamrożenie starć i deklaracje przyspieszenia procesu delimitacji i demarkacji granic nie dają nadziei na pełne rozwiązanie sporu i usunięcie go z wewnątrzpolitycznej agendy w obu krajach.

Konflikt kirgisko-tadżycki pozostaje też ważnym testem dla Rosji (dotychczasowego hegemona w sferze bezpieczeństwa regionalnego) i jej metod działania w warunkach coraz niekorzystniejszego położenia (problemy na Ukrainie), oraz Chin, tradycyjnie zainteresowanych stabilnością swojego zachodniego pogranicza i pchanych wbrew własnej woli do odgrywania aktywnej roli w dziedzinie bezpieczeństwa Azji Centralnej.

osw.waw.pl

Wracając po trzydniowej wizycie w Kazachstanie, jeden z obecnych na pokładzie papieskiego samolotu dziennikarzy zapytał głowę Kościoła o stosunek do dostaw broni dla Ukrainy. Papież w odpowiedzi wytłumaczył, jak Kościół katolicki interpretuje pojęcie „sprawiedliwej wojny”. Stwierdził, że Kościół dopuszcza „proporcjonalne” wykorzystanie broni śmiercionośnej w obronie przed państwem agresorem. – Samoobrona jest nie tylko legalna, ale również jest wyrazem miłości do ojczyzny. Ten, kto nie broni siebie, nie broni czegoś, nie kocha tego. Ten, kto broni, kocha to – wyjaśnił, cytowany przez Reuters. Dostawy broni nad Dniepr, jak stwierdził papież, są „moralnie dopuszczalne”, jeżeli takie decyzje są podejmowane „w warunkach moralności”. Niemoralne, jak mówił, byłyby dostawy broni, gdyby miały na celu np. „sprowokowanie większej wojny”. Moralność takich decyzji, jak sugerował, zależy od ich motywacji.

Najnowsze wypowiedzi papieża kontrastują z tymi, które padły w czerwcu, gdy mówił m.in. o „szczekaniu NATO u bram Rosji”. Próbował też „pogodzić” Ukraińców i Rosjan podczas Drogi Krzyżowej w kwietniu w Koloseum, zapraszając do udziału ukraińską pielęgniarkę i rosyjską lekarkę mieszkające w Rzymie.

wp.pl

Chiny i Rosja od lat zacieśniają swoje relacje, próbując stworzyć przeciwwagę dla globalnych wpływów Zachodu. Niesprowokowana inwazja na Ukrainę gwałtownie osłabiła jednak Rosję i doprowadziła do zjednoczenia się Zachodu. Czy Chiny są teraz rozczarowane Rosją? 

Chiny są ewidentnie rozczarowane tym, że Rosja nie wygrywa, zakładały, że Rosja wygra szybko, tak jak w 2014 roku. Jednocześnie Chiny dość skutecznie to rozczarowanie ukrywają, obwiniając o rosyjskie niepowodzenia działania Stanów Zjednoczonych. Chiny nie mają większych złudzeń co do Rosji, wiedzą, że nie można na niej za bardzo polegać. Rosja miała jednak wygrać i doprowadzić do rozłamów na Zachodzie, a tymczasem Rosjanie zepsuli to zadanie i doprowadzili do największej jedności Zachodu od końca zimnej wojny.

Jak w tej sytuacji Chińczycy zareagują na słabnięcie Rosji spowodowane wojną w Ukrainie? 

Rewizjonistyczny blok chińsko-rosyjski teraz osłabł, ale same Chiny nie ucierpiały specjalnie na tej wojnie. Chińczycy znają Rosjan i nie będą próbować ich zmieniać. Widząc rozwój sytuacji, nawet jeżeli jest on niepomyślny, będą próbowały wykorzystywać teraz tę sytuację na wszystkie możliwe sposoby. Spróbują na przykład wyciskać Rosję jak cytrynę, kupując w niej dużo taniej surowce, takie jak ropa naftowa, gaz ziemny czy węgiel.

Pekin ma teraz bardzo mocną pozycję negocjacyjną. Podczas gdy Rosji zamykają się kolejne rynki zbytu, Chiny nie cierpią na brak surowców, zwłaszcza w kwestii gazu mają prawdziwy dostatek: mają własny gaz, turkmeński, birmański i jeszcze importowany terminalami LNG. Pekin może więc teraz dyktować Moskwie twarde warunki i wykorzystać słabość Rosji na przykład do podpisania nowych umów na dostawy bardzo tanich surowców albo na budowę nowych gazociągów na koszt Rosji. Chiny w każdej sytuacji szukają możliwych do osiągnięcia korzyści, choć trzeba wyraźnie podkreślić, że te możliwe zyski gospodarcze będą i tak znacznie mniejsze niż poniesione przez Chiny i Rosję straty strategiczne.

A strat tych jest jeszcze więcej: Chiny choćby zorientowały się, że kopiowany przez nie od lat rosyjski sprzęt i technologie odstają od zachodnich dużo bardziej niż myślano.  

To prawda, ale to drugorzędny problem, ponieważ Chińczycy sami wskoczyli już na taki poziom w rozwoju swojej gospodarki i sił zbrojnych, że poradzą sobie bez Rosji.

Czy wiadomo cokolwiek o tym, co chiński przywódca chciał teraz powiedzieć Władimirowi Putinowi? 

O kulisach spotkania wiemy bardzo niewiele, ale możliwe, że Xi Jinping trochę Władimira Putina zrugał. Oczywiście po chińsku, tak by Putin zachował twarz. Na stronie Kremla zostało napisane, że Putin rozumie zgłaszane przez Chiny uwagi i udzielił na nie odpowiedzi. Takie słowa, w oficjalnym rosyjskim przekazie, można rozumieć jako konieczność tłumaczenia się Rosjan ze swoich niepowodzeń. Jest też drugi wątek, bardziej niejednoznaczny, ale mogący sugerować pewien dystans. Według Kremla Chiny oświadczyły, że chcą być mocarstwem, które wprowadza stabilność, i będą w tym zakresie pracować z rosyjskimi kolegami.

To dyplomatyczny język, ale uderza bijące z tych słów poczucie wyższości Chińczyków, to nie jest żadne partnerstwo.  

Dokładnie! To typowy sinocentryzm, Chiny są najważniejsze, relacje z nimi mogą być tylko asymetryczne. I takie też są stosunki rosyjsko-chińskie, z tym że asymetria się coraz bardziej pogłębia. A obecne relacje między tymi państwami świetnie zobrazowano kilka lat temu na okładce "Economist", na której wielka chińska panda ściskała małego misia wymachującego rosyjską flagą. Dziś miś jest jeszcze mniejszy, choć jeszcze agresywniej macha flagą.

Dlaczego w ogóle doszło teraz do tego spotkania? 

Chiny wspierały Rosję dotychczas na poziomie ideologicznym i politycznym, gospodarczo jednak znacznie mniej, ponieważ kluczowe jest dla nich, by samemu nie zostać objętymi zachodnimi sankcjami. Chiny chcą i rubla zarobić, i dolara nie stracić. Ta postawa się nie zmieni. 

W międzyczasie pojawiła się jednak jedna istotna rzecz, która doprowadziła do osobistego spotkania Xi i Putina: sierpniowa wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie. Ona bardzo zirytowała Pekin, który postanowił teraz "oddać" Waszyngtonowi poprzez zamanifestowanie dalszego wsparcia Rosji. To wszystko jest tylko na poziomie dyplomatycznym, ale Zachód bardzo mocno odnotował to spotkanie, więc konsekwencje mogą być ciekawe. Pamiętajmy jednak, że aspekt międzynarodowy jest tu drugorzędny, najważniejszy jest aspekt wewnętrzny w Chinach. W połowie października odbędzie się w Chinach organizowany raz na pięć lat zjazd partii i Xi Jinping musi teraz zamanifestować swoją siłę.  

W jaki sposób wyjazd z kraju i spotkanie ze słabym Władimirem Putinem miałoby pokazać siłę Xi Jinpinga? 

Xi Jinping po prostu nie może pokazać, że cała jego polityka rosyjska poszła do kosza, że jego inwestycja w Putina okazała się błędem. To by sugerowało, że może nie jest tak nieomylny, jak próbuje twierdzić. Więc Xi nie może się zdystansować od Putina, bo wykreowali tak publicznie bliską relację, że stali się więźniami tego wizerunku. Koszt zerwania byłby bardzo wysoki.

A jak bliska jest tak naprawdę osobista relacja Xi Jinpinga i Władimira Putina? Obaj przywódcy starają się przedstawiać jako prawdziwych partnerów i przyjaciół, Xi wielokrotnie fotografowany był choćby z tradycyjnym rosyjskim kieliszkiem alkoholu. 

Jaka jest rzeczywiście natura relacji Xi i Putina, nie wiadomo. Niby wiele ich łączy, pili wódkę, jedli lody, pływali po Newie i oglądali hokeja, ale to wszystko jest ewidentnie na pokaz. Moje przeczucia są takie, że ta ich polityczna przyjaźń to dobra propaganda, zasłaniająca prozaiczną rzeczywistość. Xi i Putin nie mogą rozmawiać inaczej niż przez tłumaczy, bo nie mają wspólnego języka: Putin zna tylko niemiecki i ponoć trochę angielski, a Xi nie skalał się nauczeniem żadnego języka poza chińskim. Na mniej oficjalnych nagraniach ich relacja wydaje się typowo biznesowa: jeden coś mówi, drugi przegląda dokumenty, jest bardzo rzeczowo, merytorycznie, nie da się z nich wyczuć jakiejkolwiek zażyłości. 

Chiny wspólnie z Rosją próbują zdobyć wpływy wśród państw rozwijających się w Afryce, Azji i Ameryce Południowej, tak zwanego globalnego Południa. Czy rosyjskie niepowodzenia w Ukrainie, wywołanie kryzysu żywnościowego i energetycznego, zniweczyły te starania Moskwy i Pekinu? 

W Polsce dużo mówimy o lokalnych zwycięstwach Ukrainy, ale strategicznie patrząc, Rosja w skali globu aż tak nie przegrywa. Państwa Trzeciego Świata, nazywanego dziś globalnym Południem, są raczej neutralne, a może nawet po cichu kibicują Rosji w tej wojnie. Więc z perspektywy Chin, które chcą być nowym liderem państw Trzeciego Świata, nadal jest sens trzymać się z Rosją i tworzyć przeciwwagę dla wzmacniającego się Zachodu.

Jak to możliwe? Państwa mniej rozwinięte i mniej bogate najbardziej cierpią na wzroście cen energii czy braku żywności. 

Tak, wiele państw afrykańskich czy azjatyckich ucierpiało na kryzysach żywnościowym i surowcowym. Ale państwa te naturalnie kibicują tym, którzy mogą pokonać Zachód, ponieważ w przeszłości wiele wycierpiały z rąk Zachodu. Bardzo mocno działa więc w nich rosyjska i chińska propaganda, która straszy, że Zachodowi trzeba się przeciwstawiać, bo inaczej ten zły Zachód przyjdzie do nich i będzie ich na siłę zmieniał, demokratyzował, co rezonuje, bo przypomina czasy kolonialne. Takie rosyjskie argumenty trafiają choćby do Indii. 

My w Polsce kompletnie nie znamy skali niechęci do Zachodu w krajach globalnego Południa. Z powodu zbrodni kolonializmu ona jest w dużej mierze uzasadniona, choć nie usprawiedliwia złudzeń wobec Rosji. W państwach rozwijających się często uważa się bowiem, że Rosja jest siłą antyimperialistyczną i przyjazną, ponieważ ona w przeszłości ich nie kolonizowała. O rosyjskich zbrodniach i imperializmie najczęściej państwa te mogły tylko słyszeć, nie doświadczyły ich na własnej skórze, odwrotnie od zbrodni zachodnich.

Podam jeden przykład: gdy Wietnam mówi, że ze wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa ONZ tylko Rosja ich nigdy nie najechała, to trudno z tym polemizować, bo to po pierwsze prawda, a po drugie to pokazuje nam odmienną perspektywę. 

Czy spotkanie przywódców Chin i Rosji może mieć jakiś wpływ na wojnę w Ukrainie? 

Na wojnę w Ukrainie to nie będzie miało realnego wpływu, bo Chiny by musiały się w nią otwarcie zaangażować, a uniemożliwia im to grożenie przez USA nałożeniem poważnych sankcji gospodarczych. Co więcej, sama Ukraina już zaczyna straszyć Chiny mówieniem o rozwijaniu swoich relacji z Tajwanem (który przez Pekin uważany za jego zbuntowaną prowincję - red.), więc tutaj Chińczycy nie przekroczą raczej żadnych czerwonych linii. 

Natomiast bardzo ciekawe będzie podejście Zachodu do tego spotkania. Na Zachodzie główną narracją od lat było nazywanie relacji Chin i Rosji "osią wygody", przekonanie, że oba te państwa łączą wyłącznie korzyści osiągane ze współpracy. W tej narracji ukryte jest jednak ważne przesłanie, że skoro ta relacja jest wyłącznie pragmatyczna, to Zachód, dogadując się z Rosją, może ją odciągnąć od Chin. To od lat było wykorzystywane przez europejskich lobbystów, zarabiających krocie na współpracy z Rosją. 

Ale w ostatnich latach pojawiła się na Zachodzie druga, odmienna, wyraźna narracja mówiąca o prawdziwym sojuszu Rosji i Chin. Również w niej ukryte jest pewne przesłanie: narracja ta wpycha bowiem Chiny do jednego narożnika z Rosją, sugeruje, że państwa te trzeba zawsze traktować łącznie, a więc w tej sytuacji Chiny musiałyby płacić za błędy Rosji. Dla tej narracji spotkanie Xi i Putina jest prezentem i może ją wzmocnić. Tym samym spotkanie może wpłynąć na zmianę postrzegania przez Zachód relacji chińsko-rosyjskich. Natomiast czy rzeczywiście tak się stanie, czy Zachód nie będzie jednak dalej kupował chińskiej narracji o swojej neutralności, to się okaże. Interesy sugerowałyby, że Zachód jednak nie zechce nic zmieniać, bo koszty zerwania z Chinami byłyby ogromne.

tvn24.pl

Siły rosyjskie nadal prowadzą bezsensowne operacje ofensywne wokół Doniecka i Bachmutu, zamiast skupić się na obronie przed ukraińskimi kontrofensywymi działaniami, które wciąż postępują. Rosyjskie wojska nadal atakują Bachmut i różne wsie w pobliżu Doniecka, które mają znaczenie emocjonalne dla prowojennych mieszkańców Donieckiej Republiki Ludowej (DNR), ale niewiele więcej. Rosjanie najwyraźniej kierują niektóre z bardzo ograniczonych rezerw dostępnych na Ukrainie na te wysiłki, a nie na wrażliwe rosyjskie linie obronne pospiesznie rozrzucone wzdłuż rzeki Oskil we wschodnim obwodzie charkowskim. Rosjanie nie mogą liczyć na zyski wokół Bachmutu lub Doniecka na wystarczająco dużą skalę, aby wykoleić ukraińskie kontrofensywy i wydaje się, że kontynuują niemal robotyczne wysiłki, aby zdobyć teren w obwodzie donieckim, który wydaje się coraz bardziej oderwany od ogólnych realiów teatru wojny. 

Niepowodzenie Rosji w rzuceniu posiłków na dużą skalę do wschodniego Charkowa i obwodu ługańskiego powoduje, że większość okupowanej przez Rosję północno-wschodniej Ukrainy jest bardzo narażona na dalsze ukraińskie uderzenia. Rosjanie być może zdecydowali się nie bronić tego obszaru, mimo wielokrotnych deklaracji prezydenta Rosji Władimira Putina, że celem „specjalnej operacji wojskowej” jest „wyzwolenie” obwodów donieckiego i ługańskiego. Priorytetowe traktowanie obrony rosyjskich zdobyczy na południu Ukrainy, nad utrzymaniem północno-wschodniej Ukrainy, ma sens strategiczny, ponieważ obwody chersońskie i zaporoskie są obszarami krytycznymi zarówno dla Rosji, jak i dla Ukrainy, podczas gdy słabo zaludnione obszary rolne na północnym wschodzie są znacznie mniej ważne. Jednak dalsze rosyjskie operacje ofensywne wokół Bachmutu i Doniecka, które wykorzystują część bardzo już ograniczonej skutecznej siły bojowej Rosji kosztem obrony przed ukraińskimi kontrofensywami, mogą wskazywać, że podejmowanie decyzji w rosyjskim teatrze wojny pozostaje wątpliwe /merytorycznie/.

understandingwar.org