środa, 10 września 2025



Edyta Żemła: Panie generale, będzie wojna?

Oficer wojsk lądowych w stopniu generała: Będzie.

Oficer sił powietrznych w stopniu generała: Tak, nie mam złudzeń.

Oficer w stopniu pułkownika: Będzie.

Oficer Marynarki Wojennej: Tak, Rosjanie dają wyraźnie sygnały, że Polska po Ukrainie może być następna.

Oficer ze sztabu: Wszystkie informacje z wywiadów wojskowych państw NATO wskazują, że tak.

Oficer wojsk lądowych, dowódca jednostki: Tak, Putin nie zatrzyma się na Ukrainie.

Oficer ze struktur NATO: Myślę, że wybuch wojny to perspektywa od trzech do pięciu lat.

Oficer kontrwywiadu wojskowego: Nie liczmy na demokratę na Kremlu, bo się przeliczymy. To oznacza, że wojna nam grozi. Wojna będzie.

Emerytowany generał: Tak. Zbliżamy się do góry lodowej. A jeśli ktoś tego nie widzi, to przypomnę, że na Titanicu do końca trwał bal.

Premier Donald Tusk w Sejmie: Według wywiadowczych informacji Rosja przygotowuje się do pełnoskalowej wojny w ciągu trzech, czterech lat. (Wypowiedź z 8 marca 2025 roku).

Generał Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego: Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tym pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa. (Wypowiedź z 4 października 2024 roku podczas inauguracji roku akademickiego w Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu).

onet.pl


W nocy z 9 na 10 września kilkanaście rosyjskich dronów nadlatujących znad Ukrainy i Białorusi naruszyło przestrzeń powietrzną Polski.

Rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow odmówił komentarza, stwierdzając, że władze Polski nie kontaktowały się w tej sprawie z Moskwą, a UE i NATO tradycyjnie oskarżają Rosję bez podawania argumentów. W wydanym po południu oświadczeniu resort obrony FR podkreślił, że na terytorium RP nie zaplanowano żadnych celów do zniszczenia. Wskazano, że maksymalny zasięg lotu użytych w ataku rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych, które rzekomo naruszyły granicę z Polską, nie przekracza 700 km. Zadeklarowano gotowość do konsultacji w tej sprawie z Ministerstwem Obrony Narodowej RP.

Rosyjskie agencje skrupulatnie informowały o konsekwencjach wydarzenia oraz reakcjach na nie w Polsce i innych państwach zachodnich, nie mówiąc przy tym o pochodzeniu bezzałogowców. Podawano, że Polska była zmuszona czasowo zamknąć niektóre lotniska oraz że odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów. Media powielały też m.in. komunikaty białoruskie – cytowano szefa Sztabu Generalnego Białorusi Pawła Murawiejkę, który oznajmił, że jej obrona przeciwlotnicza w nocy śledziła drony, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną w wyniku działania [ukraińskich] środków walki radioelektronicznej (WRE), i informowała Polskę o zagrożeniu, pozwalając skutecznie działać jej obronie powietrznej.

W rozmowie z rosyjską państwową agencją RIA Nowosti chargé d’affaires ambasady FR w Polsce Andriej Ordasz, wezwany do polskiego MSZ, nazwał oświadczenia władz w Warszawie o rosyjskim pochodzeniu dronów zestrzelonych nad terytorium RP bezpodstawnymi. Według niego nie przedstawiono na to żadnych dowodów. Przypomniał także, że jedynym przypadkiem, gdy udało się potwierdzić pochodzenie obiektu powietrznego, który naruszył polską przestrzeń powietrzną, była ukraińska rakieta z listopada 2022 r., która „zabiła dwóch Polaków”. Taka linia narracyjna stała się szybko dominująca w rosyjskich mediach i sieciach społecznościowych. Lansowano wersję, że drony zostały umyślnie wypuszczone przez Ukrainę, by sprowokować Polskę do włączenia się do wojny przeciwko Rosji. W państwowej telewizji pojawiła się również teza, że incydent to dzieło „europejskich podżegaczy wojennych”, dążących – wbrew woli prezydenta USA – do storpedowania „procesu pokojowego”. Akcentowano, że kluczowa będzie reakcja na zajście administracji Donalda Trumpa.

osw.waw.pl


MSWiA poinformowało, że jeden z rosyjskich dronów, który naruszył polską przestrzeń powietrzną, spadł w miejscowości Wyryki (powiat włodawski, woj. lubelskie), gdzie uszkodził budynek mieszkalny. Według doniesień RMF FM jego mieszkańcy uniknęli tragedii, ponieważ chwilę przed zdarzeniem zeszli piętro niżej. - Herbatę pili na dole i to wtedy im runęło. Na piętrze został strop przebity - powiedział sąsiad małżeństwa. - Gdyby spali, to nie wiadomo, co by było - podkreśliła inna sąsiadka. 

Według doniesień Wirtualnej Polski dom, na który spadł dron, został mocno zniszczony. Zerwany został bowiem dach, a ściany - uszkodzone. Dodatkowo pokoje zasypał gruz. Dron uszkodził również stojący niedaleko samochód. Jak zrelacjonowali dziennikarze, "na podwórku domu widać było porozwalane cegły, a w budynku gospodarskim powybijane szyby". - Ten dom strasznie długo stawiali. A teraz go stracili - powiedziała sąsiadka małżeństwa. Głos w sprawie zabrał również wójt gminy Wyryki Bernard Błaszczuk. - Są zrozpaczeni, bo to jest dom, to jest dobytek ich życia - powiedział.

- Wystraszyłam się tak, że aż całą gorącą kawę na siebie wylałam. Zaczęło tak huczeć, a ja tylko skuliłam się w kącie i tak siedziałam - zrelacjonowała pani Krystyna, która mieszka obok, w rozmowie z Wirtualną Polską. Podobne przeżycia mieli inni mieszkańcy. - Byłam sama w domu, dzwonię do męża rozpłakana, bo ja nie wiedziałam, co to się stało. Bo to było tak jakby tuż obok - zrelacjonowała jedna z rozmówczyń. Inni natomiast próbowali nagrać zdarzenie. Wielu z mieszkańców odczuwa jednak strach spowodowany przez groźną sytuację. - Ja się boję, to było straszne. Spokoju już nie będzie, to się już powoli zaczyna - powiedziała pani Barbara w rozmowie z "Super Expressem".

gazeta.pl