sobota, 20 kwietnia 2019


Podczas rozwijania swojego biznesu Jack Ma stał się najbogatszym człowiekiem w Chinach, a jego wartość rynkową szacuje się na 36 miliardów dolarów. Chociaż jego życie mogłoby przypominać kadry z najnowszego filmu o azjatyckich milionerach, to jednak chińskie realia odbiegają znacznie od bajkowej opowieści. Jack Ma, świadom niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą dobrobyt w Chinach, podczas jednego ze swoich przemówień powiedział „Myślę, że pośród wszystkich chińskich milionerów zaledwie kilku udało się dobrze skończyć”.

(...)

Szybki wzrost gospodarczy ostatnich lat spowodował rozwój wielu chińskich firm. Inwestorzy tacy jak Guo Guangchang czy Wang Jianling szybko podbili azjatyckie rynki, tym samym stając się posiadaczami informacji w teorii przypisanych KPCh. Chińscy inwestorzy podobnie jak Jack Ma zdecydowali się na przerwę w kierowaniu działalnością oraz na zwrot w stronę nauki i zaprzestanie intensywnych działań na płaszczyźnie biznesowej, unikając dzięki temu bankructwa czy więzienia. Obecnie Guo Guangchang zasiada w zarządzie Fosun International po tym, jak w 2015 roku został poddany śledztwu, podczas gdy Wang Jianling jest zaangażowany w działalność charytatywną. Mniej szczęścia miał Wu Xiaohui – były prezes Anbang Insurance Group, który dzięki swoim koneksjom z Dengiem Xiaopingiem stworzył polityczne zaplecze dla rozwoju biznesu nie tylko na Dalekim Wschodzie, ale również w Stanach Zjednoczonych. To właśnie zakup słynnego nowojorskiego hotelu Waldorf Astoria spowodował, że biznesmen znalazł się pod obserwacją KPCh. Kres jego kariery nastąpił w maju zeszłego roku, kiedy to został skazany na 18 lat więzienia za „przestępstwa na tle finansowym”.

polska-azja.pl

Ablowi udało się przekonać do projektu szefa propagandy Josepha Goebbelsa. Argumentował, że realizacja pomysłu pomoże amerykańskiej opinii publicznej lepiej zrozumieć niemiecki narodowy socjalizm.

Hitlerowskie ministerstwo propagandy zezwoliło pracownikowi nowojorskiego Columbia University na zorganizowanie w Niemczech konkursu na najciekawsze wspomnienia „bojowników”. Dodatkową zachętą była nagroda – 700 dolarów dla najlepszej pracy.

W pierwszych latach po przejęciu władzy, Hitlerowi zależało na dobrych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, dlatego pomimo oporów Abel dostał pozwolenie na projekt. Jego książka ukazała się w USA w 1938 roku i przeszła całkowicie niezauważona przez fachowców i opinię publiczną. Z 683 zebranych wówczas relacji do chwili obecnej zachowało się 581 dokumentów.

(...)

„NSDAP połączyła cele narodowe z reformami socjalnymi, co przesądziło o jej atrakcyjności dla wielu weteranów wojny i idealistów” – napisał w swojej relacji dla Abla piekarz Sens.

Hertha von Reuss z Berlina tłumaczyła, że „od klęski wojennej cierpiała z powodu hańby Niemiec”. Przypadkowo przyszła na wiec z udziałem Hitlera, który „oczarował ją” i „nadał sens jej życiu”.

„Z Hitlera promieniowała niewidzialna siła, która działała na wszystkich jak magnes” – pisał Hans Thaysen.  Gustav Kohlenberg twierdził, że każde zebranie nazistów było dla niego „wewnętrznym przeżyciem, rodzajem nabożeństwa”.

Książę Friedrich Christian Prinz zu Schaumburg-Lippe argumentował, że „w świecie zwalczających się klas jedynie Hitler, sam robotnik, był w stanie odebrać milionowej armii proletariatu wiarę w Międzynarodówkę, przywracając im wiarę w solidarność własnego narodu”.

Wśród relacji nie brakuje także wypowiedzi awanturników, którzy bez ogródek deklarowali, że motywem przyłączenia się do nazistów była chęć bezkarnego bicia „bolszewików i Żydów”. 

dw.com

W 2010 roku, czyli gdy Orban dochodził do władzy, produktywność węgierskiego pracownika stanowiła 73 proc. średniej unijnej, czeskiego 77 proc., a polskiego 70 proc. W 2017 roku produktywność Węgra stanowiła już jedynie 68 proc. średniej unijnej, czeskiego 81 proc., a polskiego 76 proc.

W 2010 roku PKB na głowę na Węgrzech stanowiło 65 proc. średniej unijnej, w Polsce 62 proc., a w Czechach 83 proc. Obecnie poziom rozwoju Węgier to 68 proc. średniej unijnej, Polski to już 70 proc., a Czech 89 proc. A więc w obu tych kluczowych wskaźnikach Węgry wylądowały za nami i wyraźnie straciły do Czech. Jedyne, co w latach 2010-2017 Orbanowi wyszło, to ograniczenie dług publicznego z 80 proc. do 74 proc. PKB. Tyle że w Polsce również on spadł z 53 do 51 proc. PKB, a w Czechach z 37 do 35 proc. Węgry nadal są więc zdecydowanie najbardziej zadłużonym krajem Grupy Wyszehradzkiej.

A jak wygląda ekonomiczno-społeczna sytuacja węgierskich obywateli? Orban wiele mówi o węgierskich rodzinach, wprowadził też sporo zmian w systemie ekonomiczno-społecznym. Między innymi niski liniowy PIT na poziomie 15 proc. Problem w tym, że w zamian podwyższył on VAT do absurdalnego poziomu 27 proc. (najwyższego w Europie), a także ograniczył wiele świadczeń socjalnych. Polityka niskich i liniowych podatków dochodowych w połączeniu z wysokimi podatkami pośrednimi i cięciami socjalnymi to oczywiście gotowa recepta na eksplozję nierówności.

Co też dokładnie miało miejsce – w 2010 r. wskaźnik Giniego wynosił na Węgrzech 24,1 i był jednym z najniższych w Europie. Obecnie Gini na Węgrzech wynosi 28,1 i jest już niemal na poziomie Polski (nad Wisłą spadł on w tym czasie z 31,1 do 29,2). W 2010 roku odsetek osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem ekonomicznym na Węgrzech i w Polsce był na bardzo podobnym poziomie (odpowiednio 30 proc. i 28 proc.). W 2017 roku wciąż aż 26 proc. Węgrów jest zagrożonych ubóstwem, co jest zdecydowanie najgorszym wynikiem wśród krajów V4. W Polsce w tym czasie wskaźnik ten spadł do 19 proc., na Słowacji wynosi 18 proc., a w Czechach 12 proc.

(...)

Węgrzy są tak samo zlaicyzowani jak Europa Zachodnia. Według Eurobarometru 2012, 22 proc. Węgrów zadeklarowało się jako ateiści lub agnostycy. W Belgii takich osób było 23 proc., w Danii 25 proc., a w Niemczech 27 proc. Polska pod tym względem przypomina południową Europę, nie Węgry. W Polsce agnostyków lub ateistów według tego badania było tylko 5 proc., we Włoszech 6 proc., w Portugalii 7 proc., a w Grecji zaledwie 3 proc.

Węgrzy mają też jeden z najwyższych w Europie wskaźników aborcji. Dokonywanych jest tam 340 aborcji na tysiąc urodzeń, czyli dużo więcej niż w zdegenerowanej podobno Francji (268) czy w Niemczech (135). Nawet w Szwecji (334) odbywa się mniej aborcji rocznie niż na Węgrzech. Trudno też powiedzieć, żeby Węgrzy byli bardziej przywiązani do instytucji małżeństwa. Na Węgrzech 47 proc. dzieci rodzi się poza małżeństwem, czyli więcej niż przeciętnie w UE (43 proc.). Tymczasem w Niemczech pozamałżeńskich urodzeń jest tylko 35 proc., a we Włoszech zaledwie 28 proc. Tutaj także najbardziej przypominamy Włochy (w Polsce co czwarte dziecko przychodzi na świat poza małżeństwem), a nie Węgry.

krytykapolityczna.pl

NFZ co roku przeznacza na cały sektor psychiatrii tylko około 3% środków. Woli założyć, że część jego podopiecznych zrezygnuje z domagania się pomocy ze strony publicznych placówek i poszuka jej w prywatnych ośrodkach badawczych. Te od lat oferują możliwość skorzystania z terapii nowatorskimi lekami lub technikami. Pośrednio i nieoficjalnie — odciążają fundusz, redukując liczbę pacjentów. Urzędnicy najwyraźniej nie rozumieją, że zaniedbywanie leczenia psychologicznego i psychiatrycznego podnosi koszta terapii wszystkich innych chorób. Rozwój zaburzeń psychicznych jest bowiem czynnikiem ryzyka między innymi dla dolegliwości ze strony układu krążenia, oddechowego czy pokarmowego. Z raportu WHO wynika, że każdy dolar zainwestowany w leczenie depresji i lęku zwraca się czterokrotnie: przez poprawę zdolności do pracy, polepszenie wydajności i kreatywności pracownika, oraz zmniejszenie wydatków na leczenie chorób towarzyszących. Krótkowzroczne zaniedbania w niedługim czasie odbiją się na stanie polskiej gospodarki, w bezpośrednich i ukrytych wydatkach: świadczeniach dla coraz szerszych grup osób z niepełnosprawnością, kosztach zwolnień chorobowych, większej rotacji pracowników.

Przez ostatnich trzydzieści lat liczba chorych na depresję wzrosła ponad dwukrotnie. Aktualnie dotyka ona około 350 milionów osób na świecie. Tymczasem ponad połowa chorych na nią Polaków nie szuka pomocy lekarza. Ci z objawami chorób psychosomatycznych są często latami odsyłani do specjalistów innych dziedzin. Kompletny system profilaktyki powinien utrwalać prozdrowotne wzorce, przyspieszać diagnozę, minimalizować konsekwencje rozwoju zaburzeń i ich powikłań. Dopóki nie zostanie wdrożony, dopóty grupa osób poszukujących efektów „terapeutycznych” w środkach z czarnego rynku będzie rosła. Przykładowo, stosowanie substancji psychoaktywnych to powszechna u osób z depresją próba samoleczenia. Na zmniejszone łaknienie i trudności ze snem – marihuana, na obniżenie sprawności psychoruchowej i nadmierną senność — amfetamina, kokaina i inne stymulanty, na spadek libido i fobię społeczną — ecstasy, na ból psychosomatyczny — opioidy, na skrajnie pesymistyczne postrzeganie świata — psychodeliki.

krytykapolityczna.pl