wtorek, 14 lutego 2023


Obecnie prawdziwym wyborem Władimira Putina jest albo dacza, albo cmentarz. Ta wojna to katastrofa i dlatego jest to kierunek, w którym zmierza rosyjski dyktator — powiedział w wywiadzie dla estońskiej telewizji ETV Edward Lucas, brytyjski publicysta i ekspert zajmujący się Rosją.

— Myślę, że po Putinie nastąpi coś gorszego, jakaś junta, której jeden z elementów będzie wyglądał dobrze w oczach Zachodu — ocenił w niedzielę Lucas, dodając, że obawia się częstej w historii mylnej interpretacji przemian w Rosji. — Boję się, ponieważ mamy naprawdę niewielkie zdolności analityczne pozwalające zrozumieć to, co naprawdę dzieje się teraz w Rosji — wskazał.

Publicysta uznał również, że w Rosji dostrzec już można zalążki wojny domowej, szczególnie widoczne poprzez rozwój prywatnych armii.

Eksperta zapytano również o oświadczenie Kremla, w którym ostrzega się przed trudnością rozróżnienia zachodniej pomocy udzielanej Ukrainie od bezpośredniego zaangażowania.

Lucas zasugerował zignorowanie moskiewskiej propagandy, mówiąc, że "jeśli nie podoba im się sytuacja, w której czują się narażeni na atak, nie powinni byli rozpoczynać wojny przeciwko innemu państwu". Dodał, że jeśli Rosja chce uporać się z innymi aspektami wojny, co do których ma obiekcje, musi ją po prostu skończyć.

PAP

Na wschodzie Ukrainy od wielu tygodni w centrum uwagi znajduje się sytuacja wokół Bachmutu. Wojska rosyjskie nie tylko szturmują samo miasto z trzech kierunków, ale próbują je zdobyć w „kleszcze” od północy i południa, załamując tym samym logistykę i zmuszając ukraiński garnizon do odwrotu. Jak na razie bezskutecznie, choć w ciągu ostatniego tygodnia rosyjskim siłom zbrojnym udało się zbliżyć do obu dróg na odległość mniejszą niż kilometr. Teraz poruszanie się po nich staje się bardzo ryzykowne.

Na północ od Bachmutu toczą się walki o drogę M03, łączącą miasto ze Słowiańskiem. Aby zdobyć nad nią kontrolę, nacierający Rosjanie muszą zająć od zachodu wieś Krasna Hora i przylegającą do niej wieś Paraskowijiwkę lub obejść je od północy. Wczoraj twórca Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn powiedział, że Krasna Hora znalazła się pod pełną kontrolą jego najemników, na dowód pokazując zdjęcia i wideo. Ponadto podkreślił, że miasteczko zostało zajęte wyłącznie siłami jego „prywatnej armii”, a Bachmut i okoliczne tereny „w promieniu 50 kilometrów” były szturmowane wyłącznie przez Wagnerowców. Dziś rosyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło informacje Prigożyna.

W efekcie Paraskowijiwka znalazła się w krytycznej sytuacji – Rosjanie skutecznie okrążyli wieś z trzech stron, wbijając klin między nią a Bachmutem. Dodatkowo ominęły wieś od północy i, według ukraińskiego projektu analitycznego DeepState, są już około pół kilometra od drogi M03. Między wysuniętymi jednostkami rosyjskimi a północną trasą zaopatrzeniową Bachmutu pozostają tylko dwa zalesione obszary.

Na południowy zachód od Bachmutu sytuacja ukraińskich obrońców jest bardziej optymistyczna. Tutaj wojska rosyjskie usiłują przebić się do drogi T 0504, która łączy Bachmut z Konstanynówką. Pozostaje do niej niecały kilometr, a walki toczą się na obrzeżach wsi Krasne koło Bachmutu. Ukraińskim wojskowym udało się jednak ustabilizować sytuację w tym miejscu: w ciągu ostatniego tygodnia linia frontu prawie się nie zmieniła.

W mieście toczą się walki uliczne. Według majora rezerwy Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksija Hetmana, Rosjanie usiłują wkroczyć do miasta od północy i południa, wcześniej odcinając jego obrońców od zaopatrzenia. Kluczowym celem dla nich jest droga do Konstanynówki, która jest obecnie wykorzystywana do logistyki i ewakuacji rannych. Jej utrata mogłaby zmusić ukraińskie dowództwo do wycofania wojsk z miasta.

– Sytuacja w Bachmucie i okolicach z dnia na dzień staje się coraz trudniejsza. Wróg przeniósł swoją uwagę i większość swoich sił właśnie teraz na samo miasto. [Rosjanie] próbują przebić się do sektora prywatnego, do strefy przemysłowej. Bardzo ciężkie walki toczą się o każdy budynek, każdy metr – napisał 11 lutego na swoim kanale w Telegramie major SZU Maksym Żorin.

Ukraiński żołnierz o pseudonimie “Kijanin”, który walczy w Bachmucie, również opisywał trudną sytuację w mieście i na jego obrzeżach. Powiedział, że najtrudniejsza sytuacja była na północ od centrum miasta, gdzie Rosjanie próbowali przełamać obronę SZU dużymi siłami piechoty i ciągle wprowadzali do walki nowe rezerwy.

Pogarszającą się sytuację w Bachmucie obrazuje również fakt, że od dziś wszyscy dziennikarze i cywile przed wjazdem do miasta będą musieli uzyskać specjalne pozwolenie od wojskowej administracji obwodu donieckiego. Bez tego nie zostaną wpuszczeni. Decyzja ta wynika z zagrożenia, jakie stwarzają grupy dywersyjno-rozpoznawcze, które coraz częściej przenikają do miasta.

Z reguły na tym odcinku frontu Rosjanie preferują taktykę małych grup piechoty, które wsparte artylerią podchodzą do ukraińskich pozycji fala po fali i podejmują walkę. Mimo to ukraińskie siły zbrojne utrzymują swoje pozycje, a na niektórych odcinkach frontu (m.in. w okolicach Bachmutu), według dowódcy SZU gen. Walerija Załużnego, odzyskują nawet utracone wcześniej pozycje.

Na północ od Sołedaru, który został zdobyty w styczniu, rosyjska ofensywa na Siewiersk straciła impet i przez tydzień trwały walki na podejściach do wsi Rozdoliwka i Fedoriwka, około 10 km na południe od miasta.

W obwodzie ługańskim siły rosyjskie odsunęły linię frontu od Kreminnej, do której SZU zbliżyły się kilka tygodni temu na odległość zaledwie kilku kilometrów, a obecnie posuwają się w kierunku wyzwolonego wcześniej Łymanu. Miasto to nazywane jest „wschodnią bramą do Słowiańska”, a nacierające oddziały rosyjskie są obecnie oddzielone od Łymanu o około 15 kilometrów. Najcięższe walki toczą się na obrzeżach wsi Torśke i tartaku na granicy obwodów ługańskiego i donieckiego.

Walki na tym odcinku frontu toczą się w trudnych warunkach. Między Łymanem a Kreminną, gdzie obecnie toczą się główne walki, znajdują się lasy sosnowe. Obie strony aktywnie wykorzystują artylerię i pojazdy opancerzone, po czym pozycje wroga są atakowane przez piechotę. Rosjanie intensyfikowali w tym rejonie użycie lotnictwa frontowego. Zarówno rosyjskie siły zbrojne, jak i SZU ponoszą dotkliwe straty.

(...)

W ostatnim tygodniu nasiliły się również walki na całej linii frontu na północ od Kreminnej aż do granicy z Rosją. Jednostki rosyjskich sił zbrojnych próbują posuwać się w kierunku Kupiańska w obwodzie charkowskim. Od linii frontu do tego miasta jest teraz około 10 kilometrów.

Według ukraińskiego analityka wojskowego Kostiantyna Maszowca, Rosjanie usiłują przebić się do rzeki Oskoł w pobliżu wsi Hrianykiwka na północnym wschodzie obwodu charkowskiego.

– Oczywiste jest, że celem wojsk rosyjskich są dwie miejscowości na lewym brzegu rzeki Oskoł na kierunku kupiańskim, które nadal znajdują się pod kontrolą SZU – Hrianykiwka i Masyutiwka. Niewykluczone również, że wróg będzie próbował przejść do ofensywy na kierunku Kisłowka – Iwanówka i dalej na Stepną Nowosielankę, wzdłuż drogi R-07. W tym przypadku jego bezpośrednim celem jest osiągnięcie linii Petropawłowka-Kuriłówka, czyli najbliższych podejść do Kupiańska – mówi Maszowiec.

Według DeepState Rosjanie odnieśli „częściowy sukces” w Hrianykiwce pod koniec tygodnia. Pojawiają się też informacje, że SZU wycofały się ze wsi.

Wydarzenia pod Wuhłedarem w obwodzie donieckim rozwijają się tragicznie dla rosyjskiej armii. Walki na obrzeżach miasta wciąż trwają, a rosyjskie siły zbrojne tylko w ostatnich dniach straciły dziesiątki pojazdów opancerzonych. W mediach społecznościowych krążą filmy pokazujące zniszczone kolumny rosyjskich czołgów i transporterów opancerzonych. Według projektu analitycznego Oryx, który dokumentuje wszystkie potwierdzone wizualnie straty sprzętu po obu stronach, tylko w ciągu trzech dni (od 8 do 10 lutego) Rosjanie stracili 103 sztuki sprzętu wojskowego, w tym 36 czołgów – najwięcej w okolicach Wuhłedaru i Awdijiwki.

Wysokie straty można po części tłumaczyć specyfiką tego odcinka frontu: Wuhłedar to kilka bloków mieszkalnych stojących na wysokim terenie otoczonym polami. Aby przebić się do miasta, należy pokonać kilka kilometrów przez gęsto zaminowany otwarty teren. Prawie wszystkie rosyjskie ofiary są wynikiem ostrzału artyleryjskiego SZU i min lądowych. Ze swojej strony rosyjskie dowództwo dzień po dniu wysyła do szturmu nowe konwoje sprzętu, które zostają niemal całkowicie zniszczone.

Straty rosyjskie były tak znaczne, że niektóre głosy propagandy wyraziły nawet oburzenie z powodu decyzji dowództwa wojskowego odpowiedzialnego za ten sektor. Generałów krytykowali zwłaszcza separatysta Igor Girkin-Striełkow i kompania najemników powiązana z Grupą Wagnera.

Bezmyślne działania szturmowe spowodowały ciężkie ofiary nie tylko wśród sprzętu, ale także wśród kadr Sił Zbrojnych Rosji. Zwrócił na to uwagę brytyjski wywiad, oceniając, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni Rosja prawdopodobnie „poniosła najcięższe straty od pierwszego tygodnia inwazji na Ukrainę”.

– Doprowadziło do tego wiele różnych czynników, w tym brak wyszkolonych żołnierzy, koordynacji i zasobów na całym froncie, co było najbardziej widoczne w Bachmucie i Wuhłedarze – informował brytyjski wywiad.

Rosjanie próbują obecnie okrążyć Wuhłedar, atakując w kierunku północnym z miejscowości Pawlilwka i Mykilśke. Zdjęcia satelitarne wykonane pod koniec ubiegłego tygodnia pokazują, że najbardziej intensywne walki toczą się na wschód od miasta. Ukraińskie pozycje w rejonie sektora prywatnego nieustannie ostrzeliwują rosyjskie systemy ciężkich miotaczy ognia Sołncepiok.

Dla rosyjskich sił zbrojnych sytuacja na obrzeżach Awdijiwki jest również trudna. Tutaj Rosjanie również aktywnie atakowali w zeszłym tygodniu, ale bez powodzenia i z dużymi stratami. Tylko w jednej nieudanej próbie szturmu stracili osiem BWP i dwa czołgi. Linia frontu w tym rejonie przez długi czas pozostaje praktycznie niezmieniona.

belsat.eu


W 1946 roku biuro komisarza Rady Ministrów ZSRR do spraw repatriacji dysponowało szczegółową listą „obywateli radzieckich w szeregach polskiej 3. Dywizji Strzelców Karpackich stacjonującej w hrabstwie Amersham w Anglii”. Z dokumentu zawierającego dane prawie 600 żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego wynikało, że znaczny odsetek składu osobowego dywizji stanowili mieszkańcy byłych północno-wschodnich województw II RP. W latach 1947–1948 przez 312. obóz Repatriacyjny w Grodnie do BSRR powróciło 695 byłych andersowców. Inni podróżowali do ojczyzny przez Wilno i Brześć. W sumie na sowiecką Białoruś w latach 1946–1948 przybyło około 900 żołnierzy II Korpusu Polskiego.

W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1951 roku MGB BSRR (Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej) deportowało większość z nich do obwodu Irkuckiego. Zarekwirowano im dokumenty i rzeczy osobiste. Wśród deportowanych z BSRR andersowców było: 285 osób odznaczonych Krzyżem Monte Cassino; 80 – Krzyżem Walecznych; 7 – Krzyżem Zasługi z Mieczami; 267 – Medalem Wojskowym. Znaczna część deportowanych miała także odznaczenia brytyjskie.

Syn białoruskiego andersowca Władimira Nesterowicza pisał we wspomnieniach: „1 kwietnia 1951 roku, po przerwie wiosennej, musiałem iść do szkoły. Poprzedniej nocy grałem w szachy z przyjaciółmi w budynku rady wiejskiej. Wracając z jednym z nich do domu, zobaczyłem, że nasz dom jest otoczony żołnierzami MGB, którzy trzymali karabiny maszynowe w rękach. Przyjaciel poradził nie zbliżać się do domu i iść do krewnych, którzy mieszkali w naszej wiosce. Tam nocowałem. Rano przyszedł pracownik MGB i kazał iść z nim do domu. Kiedy mnie przyprowadzono, zobaczyłem, że przeszukano dom: wszystko było wywrócone i rozproszone. Naszej rodzinie ogłoszono, że jesteśmy aresztowani i w ciągu godziny musimy spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyjść na zewnątrz. Kiedy wyprowadzono nas z domu, podjechały do niego trzy furmanki, na których kazano nam usiąść. Na każdym z nich siedziało dwóch pracowników MGB. Gdzie nas zabiorą i za co – nie wiedzieliśmy.

Przywieźli do centrum rejonowego, gdzie załadowali nas do «lejka» i pod ochroną żołnierzy zabrali w nieznanym kierunku. Kiedy «lejek» zatrzymał się, zobaczyliśmy, że jesteśmy na stacji kolejowej w Baranowiczach. Zaczęli nas ładować do wagonów towarowych. Wtedy w końcu zdaliśmy sobie sprawę, że nasze nieoczekiwane aresztowanie nie jest błędem ani «nieporozumieniem»” (rękopis w posiadaniu autora).

Dlaczego doszło do deportacji? Władze radzieckie postanowiły usunąć andersowców z zachodnich obwodów ZSRR ze względu na fakt, że byli to żołnierze „burżuazyjnego wojska”, którzy przeszli doskonałe szkolenie wojskowe, mieli doświadczenie bojowe, a w przypadku wojny Wielkiej Brytanii i USA przeciwko Związkowi Radzieckiemu mogli zdaniem Kremla przekształcić się w „piątą kolumnę”. Nie miało znaczenia, że walczyli z nazistami. Oficjalna decyzja o deportacji podkreślała zresztą, że „dana osoba w Armii Radzieckiej nigdy nie służyła i nie ma specjalnych zasług dla państwa radzieckiego. Dlatego należy ją deportować poza BSRR w odległe miejsca Związku Radzieckiego, a majątek skonfiskować”. Jako uzasadnienie deportacji poza BSRR wykorzystano również oskarżenie „o współpracę z zagranicznymi wywiadami”.

W komendach w syberyjskich miejscowościach, do których przywożono deportowanych weteranów II wojny światowej, zmuszano ich do podpisania dokumentu, że decyzją Rady Ministrów ZSRR zostali pozostawieni na osiedlu specjalnym na zawsze, a jeśli spróbują uciec, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Każdego dnia deportowany miał meldować się w komendzie.

new.org.pl

Berlusconi, lider konserwatywnej partii Forza Italia, która wchodzi w skład koalicji rządzącej krajem, wypowiadał się po tym, jak premier Włoch Giorgia Meloni oskarżyła w piątek Francję o narażenie na szwank jedności UE w sprawie Ukrainy poprzez zorganizowanie w Paryżu francusko-niemieckiej kolacji z Zełenskim, z której wykluczono innych europejskich sojuszników.

"Nigdy nie poszedłbym rozmawiać z Zełenskim, ponieważ jesteśmy świadkami dewastacji jego kraju i rzezi jego żołnierzy i cywilów" — powiedział Berlusconi dziennikarzom.

Berlusconi powiedział, że gdyby Zełenski przestał atakować dwie separatystyczne republiki Donbasu, do wojny by nie doszło. — Dlatego oceniam, bardzo, bardzo negatywnie, zachowanie tego pana — dodał Berlusconi.

Berlusconi wezwał również Stany Zjednoczone do wywarcia presji na Zełenskiego i zagroził zaprzestaniem wysyłania broni na Ukrainę, obiecując jednocześnie ogromny program pomocy, jeśli zgodzi się ona na natychmiastowe zawieszenie broni.

Włoskie media komentując wypowiedź Berlusconiego, zaznaczają, że doszło do nowego pęknięcia w koalicji centroprawicy. Podczas dyskusji w telewizji RAI wyrażano też opinie, że 86-letni były premier nie powiedział nic nowego, tylko potwierdził swoje proputinowskie stanowisko, które w ostatnich miesiącach zostało nieco wyciszone po poprzednich polemikach.

Wiceprzewodniczący jego partii, wicepremier i szef MSZ Antonio Tajani, wyjaśnił w oświadczeniu: "Forza Italia zawsze stała po stronie niepodległości Ukrainy, po stronie Europy, NATO i Zachodu".

Ugrupowanie Berlusconiego zapewniło z kolei, że jego poparcie dla Ukrainy "nigdy nie było kwestionowane". Partia w nocie zaznaczyła, że jej lider "wyraził tylko zaniepokojenie, by uniknięto dalszej masakry i ciężkiej eskalacji wojny".

"Rząd ma problem" — oceniła przewodnicząca klubu opozycyjnej centrolewicowej Partii Demokratycznej w Senacie Simona Malpezzi w wywiadzie dla "La Stampy" w poniedziałek. Jego wypowiedź uznała za "bardzo poważną". Jej zdaniem takie stwierdzenia "prowadzą Włochy do coraz większej izolacji w Europie".

Mychajło Podolak – doradca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy — oświadczył cytowany przez dziennik "La Repubblica": "Berlusconi to agitator VIP, który działa w ramach rosyjskiej propagandy, przehandlowuje reputację Włoch na przyjaźń z Putinem".

"Jego słowa przynoszą szkodę Włochom" — dodał. Jego zdaniem były premier powinien "zrzucić maskę i powiedzieć publicznie, że popiera ludobójstwo narodu ukraińskiego".

Berlusconi wielokrotnie chwalił się swoją przyjaźnią z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Były premier Włoch bronił też rosyjskiego przywódcę. We wrześniu 2022 r. stwierdził, że Putin, najeżdżając na Ukrainę, "chciał tylko zastąpić rząd Wołodymyra Zełenskiego przyzwoitymi ludźmi".

W październiku z kolei włoska agencja informacyjna La Presse opublikowała nagrania Silvio Berlusconiego, na którym przemawiając do centroprawicowej partii Forza Italia, która ostatnio doszła we Włoszech do władzy, oskarżył Ukrainę o eskalację konfliktu zbrojnego. Stwierdził też, że "Putin został popchnięty" do ataku i "chciał zastąpić rząd Wołodymyra Zełenskiego rządem porządnych ludzi".

Stwierdził, że w 2014 r. w Mińsku Ukraina i dwie nowo powstałe republiki w Donbasie podpisały protokół o zawieszeniu broni. — Ukraina po roku złamała ten traktat. Zaatakowała obie republiki. Mówią mi, że zginęło 5-7 tys. osób — mówił.

onet.pl/Reuters/PAP

Andrij Piontkowski, politolog z Waszyngtonu, uważa, że Rosjanie muszą stworzyć system obrony przeciwlotniczej niemal od podstaw. - Podczas wizyty Zełenskiego w Londynie padły zapewnienia o gotowości Wielkiej Brytanii do dostarczenia Ukrainie rakiet dalekiego zasięgu typu Storm Shadow. Rakiety te są wystrzeliwane z samolotów. Możliwe, że będą to polskie samoloty MiG-29, które Polacy od kilku miesięcy przygotowują do przekazania Ukrainie - mówił Piontkowski.

- Przez ostatnie półtora miesiąca trwały prace nad modernizacją MiG-ów, wyposażając je w podzespoły i mocowania dla rakiet Storm Shadow. Pociski te mają zasięg do tysiąca kilometrów. Moskwa jest w panice - podkreślił Piontkowski.

- Kilka recenzji na kanałach propagandowych poświęcono już rakietom Storm Shadow. Moskwa nie ma nowoczesnej obrony powietrznej, sądząc po tym, jak łatwo Ukraina załatwiła bombowce strategiczne. Moskwa nie uwierzyła we własne kłamstwa o zagrożeniu ze strony NATO. I nikt poważnie nie rozważał scenariuszy militarnych, w których Moskwa byłaby zagrożona przez wrogie samoloty. To znaczy, że dziś muszą stworzyć w Moskwie od podstaw system obrony powietrznej - powiedział Piontkowski.

onet.pl