piątek, 14 lipca 2023


Popow twierdzi, że powodem jego zwolnienia był konflikt z przełożonymi, którym nie podobały się jego wypowiedzi na temat sytuacji na froncie w Ukrainie. Tak zapewne było, bo Popow wprost oskarżył swoich przełożonych o zdradę armii. Nie wymienił ministra obrony Siergieja Szojgu, ale powiedział, że został usunięty na rozkaz ministra.

— Nasza armia nie mogła być penetrowana od frontu przez ukraińskie wojsko, ale zostaliśmy uderzeni od tyłu przez naszego szefa, który zdradziecko i podle zrekapitulował armię w najtrudniejszym momencie — podkreślił generał. Z kontekstu jego wypowiedzi wynika, że ma na myśli szefa Sztabu Generalnego gen. Walerija Gierasimowa.

— Była trudna sytuacja, kiedy trzeba było albo milczeć i mówić to, co przełożeni chcieli usłyszeć, albo nazywać rzeczy po imieniu. W imię was i w imię moich poległych w walce kolegów nie miałem prawa kłamać, więc nakreśliłem wszystkie problematyczne kwestie w armii w zakresie pracy bojowej i wsparcia" — tak opisał sytuację Popow w odezwie do żołnierzy 58. Armii.

Generał nazwał głównym problemem i "tragedią" rosyjskiej armii brak artylerii. Według niego skutkuje to masową śmiercią i obrażeniami rosyjskich żołnierzy.

Popow nie sprecyzował, co stanie się z nim dalej. Zaznaczył, że czeka na rozkaz od przełożonych dotyczący jego dalszych losów.

"Bunt trwa" — tak na przemówienie gen. Popowa zareagował analityk polityczny Stanisław Biełkowski. "Generał dywizji Iwan Popow, właśnie usunięty przez Szojgu z dowództwa 58 Armii, oskarża kierownictwo rosyjskiego Ministerstwa Obrony / Sztabu Generalnego Rosyjskich Sił Zbrojnych o zdradę. Inny były dowódca 58. Armii — generał, deputowany Dumy Państwowej Andriej Guruljow — swobodnie publikuje tę sprawę. Obserwujemy, śledzimy" — napisał na swoim kanale Telegram.

Guruljow ujawnił fakt zawieszenia Popowa. Generał i poseł opublikował w Telegramie odezwę do żołnierzy 58. Armii. Popow twierdzi, że o swej dymisji dowiedział się właśnie z wystąpienia swego dawnego dowódcy, dopiero potem dostał oficjalną informację z rosyjskiego MON.

onet.pl

Pierwsza faza jest rodzajem taktycznego preludium. W szachach mówi się o otwarciu. Ukraina wciąż znajduje się w fazie odkrywania, a nie w trybie pełnego ataku. Staje się to jasne, gdy zapytasz żołnierzy na froncie. — Nasza brygada otrzymała rozkaz ataku i zdobycia określonych celów — mówi Iwan. — Rosjanie wysłali nowe oddziały do wzmocnienia, a nasze zadanie dobiegło końca.

Oznacza to, że chociaż walki będą kontynuowane, 35. Brygada nie będzie nacierać z całą siłą. Linie pozostają stabilne, a potencjał zagrożenia nową ukraińską ofensywą w tym sektorze będzie nadal utrzymywany.

Jest jasne, że ostatni atak w tym regionie był tylko manewrem taktycznym mającym na celu przetestowanie rosyjskiej odpowiedzi i związanie wojsk. Inne ukraińskie posunięcia wzdłuż linii frontu również mogły być ukierunkowane na ten cel, zwłaszcza że często są one przeprowadzane tylko siłami batalionu i brygady.

Rosyjski Sztab Generalny jest oczywiście tego świadomy i "stale przesuwa jednostki w różnych kierunkach", jak wyjaśnił w zeszłym tygodniu Walerij Szerszeń, rzecznik ukraińskiego Dowództwa Południowego.

Wydaje się, że Kijów i Moskwa grają w grę w kotka i myszkę. Momentum leży po stronie Ukrainy, która atakuje na co najmniej czterech odcinkach frontu. Jedyne, co pozostaje Rosji w odpowiedzi, to dodawanie personelu w ukraińskich punktach ataku. Pytanie tylko, jak długo rosyjskie wojska będą w stanie się utrzymać. Tygodnie, a może miesiące?

— Wciąż jesteśmy w fazie testowania — mówi Iwan. Ukraińcy wciąż szukają słabych punktów Rosjan, "a to może potrwać tygodnie, a może miesiące. Nikt tego nie wie". Iwan podkreśla, że większość sił ukraińskiej armii nie została jeszcze rozmieszczona i nie wiadomo, kiedy i gdzie uderzą.

To prawda, do tej pory Kijów aktywował tylko ułamek jednostek przeznaczonych do kontrofensywy. Czekają one daleko za linią frontu. Byliśmy w jednej z baz tych sił.

Namioty żołnierzy są ukryte w lesie. Czołgi i inne pojazdy wojskowe stoją między drzewami pod siatkami maskującymi. Koszary są stale zagrożone rosyjskimi rakietami dalekiego zasięgu.

— Wielka ofensywa nie odbędzie się jutro ani pojutrze — mówi 37-letni oficer prasowy jednostki, i uśmiecha się. Przed wojną przez 10 lat pracował jako dziennikarz.

Zanim rozpocznie się atak na pełną skalę, należy najpierw wyeliminować rosyjskie linie zaopatrzeniowe, składy amunicji i paliwa. Procedura przypomina zeszłoroczną ofensywę na Chersoń. Wówczas Ukraina przez trzy miesiące ostrzeliwała logistykę rosyjskiej armii daleko za frontem.

onet.pl/Die Welt

Ekspert budżetowy niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (partia CDU) uważa planowanie finansowe Niemiec za wielki blef — zarówno wobec niemieckiej opinii publicznej, jak i NATO.

— Opowieść o osiągnięciu celu dwóch procent to bajka, ponieważ w obecnej sytuacji może to stać się możliwe tylko dzięki wielu sztuczkom i transferom. To nie wzmocni Bundeswehry w dłuższej perspektywie, wręcz przeciwnie — narazi ją na dramatyczne ryzyko finansowe w nadchodzących latach — stwierdził Ingo Gaedechens.

Polityk CDU powiedział, że jedynym celem niemieckiego rządu jest sprawienie, aby kanclerz i minister obrony dobrze prezentowali się w opinii publicznej do końca okresu legislacyjnego. Potem, jego zdaniem, "wszystkie finansowe tamy pękną". Jeśli specjalny fundusz zostanie wykorzystany najpóźniej do 2027 r., zgodnie z obecnymi planami, pozostaną tylko pieniądze na utrzymanie Bundeswehry na prowizorycznych zasadach. Niemcy nie będą już w stanie kupować nowej broni ani finansować przyszłościowych badań.

Luka między budżetem obronnym a dwuprocentowym celem musiałaby zostać zlikwidowana z dnia na dzień za pomocą wysokiej, dwucyfrowej sumy wielu miliardów euro, co – zdaniem Gaedechensa – "może się udać tylko dzięki ogromnym cięciom we wszystkich innych obszarach, takich jak choćby wydatki socjalne".

Gaedechens nie wierzy, że następny rząd będzie miał siłę, aby to zrobić i uważa za bardziej prawdopodobne, że "Bundeswehra zostanie porzucona", a tym samym stanie się "największą ruiną inwestycyjną w republice". Byłoby wtedy wiele starych i nowych systemów uzbrojenia — ale nie byłoby pieniędzy na ich zrównoważoną eksploatację.

(...)

W siłach lądowych obiecano wystawienie w 2025 r. w pełni wyposażonej i zdolnej do szybkiego rozmieszczenia dywizji liczącej około 15 tys. żołnierzy i kolejnej w 2027 r. Na krótko przed szczytem niemiecki minister obrony Boris Pistorius zobowiązał się również, że Niemcy wystawią w Litwie liczącą ponad 4 tys. żołnierzy brygadę, która miałaby tam stacjonować na stałe.

Ponieważ spotkanie w Wilnie ma przede wszystkim wysłać Rosji sygnał gotowości obronnej ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego, kalkulacje niemieckiego rządu prawdopodobnie się sprawdzą. Wysiłki Niemiec będą chwalone przez sojuszników.

Pozostaje jednak pytanie – czy człowiek odpowiedzialny za organizację strategii wojskowej NATO również będzie pod wrażeniem niemieckich wysiłków? Mowa o Christopherze Cavolim, czterogwiazdkowym generale armii USA, a od 2022 r. najwyższym dowódcy NATO w Europie.

— Cavoli naprawdę dobrze zna Europę. Rozumie historię, a tym samym obecny kontekst, zna języki europejskie — powiedział w wywiadzie dla "Die Welt" Philip Reeker, szef Wydziału Europy w Departamencie Stanu USA w latach 2019-2021.

— Jego zadaniem jest nie tylko udzielanie porad wojskowych sojusznikom, lecz także ocena gotowości państw członkowskich NATO — stwierdził Reeker.

Cavoli może dostrzec sztuczki niemieckiego rządu, który myśli w perspektywie krótkoterminowej. Przykładowo fundusz 100 mld euro przeznaczony na niemieckie zbrojenia w ujęciu realnym — ze względu na odsetki i inflację — realnie w najlepszym przypadku wynosi od 75 do 80 mld euro.

(...)

— Rosja pozostanie znaczącym i nieprzewidywalnym zagrożeniem dla interesów USA i Europy w dającej się przewidzieć przyszłości. Obecna wojna nie osłabiła znacząco rosyjskich sił powietrznych, marynarki wojennej, sił kosmicznych, cybernetycznych ani strategicznych — stwierdził generał podczas przesłuchania w Kongresie USA pod koniec kwietnia. Dodał również, że Rosja "z dużym prawdopodobieństwem rozwinie swoją przyszłą armię jako jeszcze większe i bardziej zdolne siły lądowe".

Oficjalnie kwestie te nie odegrają żadnej roli na nadchodzącym szczycie NATO. Za zamkniętymi drzwiami sprawy mogą jednak wyglądać inaczej.

— Nie rozumiemy, dlaczego wdrażanie zmian jest tak powolne. Wydaje się również, że Berlin nadal nie traktuje poważnie celu NATO zobowiązującego do wydawania dwóch procent PKB na wydatki zbrojeniowe — stwierdził niedawno jeden z wysokich rangą urzędników Kongresu USA. To właśnie ta powolność we wdrażaniu reform budzi wśród sojuszników nieufność co do tego, czy niemiecki rząd rzeczywiście spełni swoje obietnice.

onet.pl/Die Welt