Ekspert budżetowy niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (partia CDU) uważa planowanie finansowe Niemiec za wielki blef — zarówno wobec niemieckiej opinii publicznej, jak i NATO.
— Opowieść o osiągnięciu celu dwóch procent to bajka, ponieważ w obecnej sytuacji może to stać się możliwe tylko dzięki wielu sztuczkom i transferom. To nie wzmocni Bundeswehry w dłuższej perspektywie, wręcz przeciwnie — narazi ją na dramatyczne ryzyko finansowe w nadchodzących latach — stwierdził Ingo Gaedechens.
Polityk CDU powiedział, że jedynym celem niemieckiego rządu jest sprawienie, aby kanclerz i minister obrony dobrze prezentowali się w opinii publicznej do końca okresu legislacyjnego. Potem, jego zdaniem, "wszystkie finansowe tamy pękną". Jeśli specjalny fundusz zostanie wykorzystany najpóźniej do 2027 r., zgodnie z obecnymi planami, pozostaną tylko pieniądze na utrzymanie Bundeswehry na prowizorycznych zasadach. Niemcy nie będą już w stanie kupować nowej broni ani finansować przyszłościowych badań.
Luka między budżetem obronnym a dwuprocentowym celem musiałaby zostać zlikwidowana z dnia na dzień za pomocą wysokiej, dwucyfrowej sumy wielu miliardów euro, co – zdaniem Gaedechensa – "może się udać tylko dzięki ogromnym cięciom we wszystkich innych obszarach, takich jak choćby wydatki socjalne".
Gaedechens nie wierzy, że następny rząd będzie miał siłę, aby to zrobić i uważa za bardziej prawdopodobne, że "Bundeswehra zostanie porzucona", a tym samym stanie się "największą ruiną inwestycyjną w republice". Byłoby wtedy wiele starych i nowych systemów uzbrojenia — ale nie byłoby pieniędzy na ich zrównoważoną eksploatację.
(...)
W siłach lądowych obiecano wystawienie w 2025 r. w pełni wyposażonej i zdolnej do szybkiego rozmieszczenia dywizji liczącej około 15 tys. żołnierzy i kolejnej w 2027 r. Na krótko przed szczytem niemiecki minister obrony Boris Pistorius zobowiązał się również, że Niemcy wystawią w Litwie liczącą ponad 4 tys. żołnierzy brygadę, która miałaby tam stacjonować na stałe.
Ponieważ spotkanie w Wilnie ma przede wszystkim wysłać Rosji sygnał gotowości obronnej ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego, kalkulacje niemieckiego rządu prawdopodobnie się sprawdzą. Wysiłki Niemiec będą chwalone przez sojuszników.
Pozostaje jednak pytanie – czy człowiek odpowiedzialny za organizację strategii wojskowej NATO również będzie pod wrażeniem niemieckich wysiłków? Mowa o Christopherze Cavolim, czterogwiazdkowym generale armii USA, a od 2022 r. najwyższym dowódcy NATO w Europie.
— Cavoli naprawdę dobrze zna Europę. Rozumie historię, a tym samym obecny kontekst, zna języki europejskie — powiedział w wywiadzie dla "Die Welt" Philip Reeker, szef Wydziału Europy w Departamencie Stanu USA w latach 2019-2021.
— Jego zadaniem jest nie tylko udzielanie porad wojskowych sojusznikom, lecz także ocena gotowości państw członkowskich NATO — stwierdził Reeker.
Cavoli może dostrzec sztuczki niemieckiego rządu, który myśli w perspektywie krótkoterminowej. Przykładowo fundusz 100 mld euro przeznaczony na niemieckie zbrojenia w ujęciu realnym — ze względu na odsetki i inflację — realnie w najlepszym przypadku wynosi od 75 do 80 mld euro.
(...)
— Rosja pozostanie znaczącym i nieprzewidywalnym zagrożeniem dla interesów USA i Europy w dającej się przewidzieć przyszłości. Obecna wojna nie osłabiła znacząco rosyjskich sił powietrznych, marynarki wojennej, sił kosmicznych, cybernetycznych ani strategicznych — stwierdził generał podczas przesłuchania w Kongresie USA pod koniec kwietnia. Dodał również, że Rosja "z dużym prawdopodobieństwem rozwinie swoją przyszłą armię jako jeszcze większe i bardziej zdolne siły lądowe".
Oficjalnie kwestie te nie odegrają żadnej roli na nadchodzącym szczycie NATO. Za zamkniętymi drzwiami sprawy mogą jednak wyglądać inaczej.
— Nie rozumiemy, dlaczego wdrażanie zmian jest tak powolne. Wydaje się również, że Berlin nadal nie traktuje poważnie celu NATO zobowiązującego do wydawania dwóch procent PKB na wydatki zbrojeniowe — stwierdził niedawno jeden z wysokich rangą urzędników Kongresu USA. To właśnie ta powolność we wdrażaniu reform budzi wśród sojuszników nieufność co do tego, czy niemiecki rząd rzeczywiście spełni swoje obietnice.
onet.pl/Die Welt