piątek, 8 maja 2026



Władze Armenii powinny przeprowadzić referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej, do czego dąży premier Nikol Paszynian — stwierdził prezydent Rosji Władimir Putin podczas konferencji prasowej zorganizowanej po paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie. Według niego kwestia ta "wymaga szczególnego rozważenia".

— Byłoby słuszne zarówno wobec ludności, jak i wobec nas, jako głównego partnera gospodarczego, podjąć decyzję jak najwcześniej, na przykład przeprowadzić referendum. To nie nasza sprawa, ale logiczne byłoby przeprowadzenie referendum i zapytanie obywateli Armenii, jaki będzie ich wybór — powiedział. Dodał, że wówczas można by dążyć do "łagodnego, inteligentnego i korzystnego dla obu stron rozwodu".

Podkreślił również jedno — że wojna przeciwko Ukrainie rozpoczęła się "od przystąpienia lub próby przystąpienia tego kraju do UE".

Stwierdził, że seria wydarzeń i odmowa byłego prezydenta Wiktora Janukowycza dotycząca integracji z UE doprowadziły do "zamachu stanu" w Ukrainie, który z kolei doprowadził do "incydentu krymskiego, sytuacji na południowo-wschodniej Ukrainie i działań zbrojnych".

— Dlatego nie należy doprowadzać do skrajności, trzeba po prostu w odpowiednim czasie powiedzieć, że będziemy postępować tak i tak. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wszystko trzeba kalkulować. Strona armeńska musi kalkulować i my również — oświadczył Putin.

(...)

Na początku tego tygodnia w Erywaniu odbył się szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EWP), w którym wzięli udział przedstawiciele prawie 50 krajów. Po raz pierwszy takie spotkanie odbyło się w stolicy państwa, które nie tylko nie jest częścią Zachodu, ale także przez długi czas uważano za należące do orbity wpływów Rosji.

Obecny na spotkaniu prezydent Francji Emmanuel Macron zwrócił uwagę na zmiany polityczne w kraju i pochwalił Paszyniana za to, że obrał kurs na "integrację europejską".

4 maja na szczyt przybył prezydent Wołodymyr Zełenski, co wywołało ostrą reakcję Kremla. Rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Maria Zacharowa oskarżyła Erywań o "działania przeciwko Rosji", zagroziła "poważnym pogorszeniem" stosunków dwustronnych i skrytykowała Armenię za "bardzo serdeczne" przyjęcie Zełenskiego.

— Po której stronie historii wy właściwie stoicie? Kogo popieracie w historycznym kontekście? — zapytała Zacharowa.

— Oczywiście, prawdopodobnie oczekiwalibyśmy jakichś wyjaśnień ze strony Erywania — powiedział w niedzielę rzecznik prasowy prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrij Pieskow, komentując tę kwestię. Nazwał "nienormalnym" fakt, że Armenia zapewniła Zełenskiemu "platformę do wygłaszania całkowicie antyrosyjskich wypowiedzi". — Nie pasuje to do ducha naszych stosunków z Erywaniem — skwitował Pieskow.

To nie pierwszy raz, kiedy Armenia dystansuje się od Rosji. Ostatnio premier tego kraju oświadczył, że nie uda się na paradę z okazji Dnia Zwycięstwa do Moskwy.

onet.pl\The Moscow Times


- Zlokalizował pan portfel Zondy z 1,1 mln kryptowaluty XRP. To daje wartość 5,7 mln złotych. Jak do tego doszło?

Mec. Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec: Blockchain ma tę specyficzną cechę, że jest widoczny dla wszystkich. W tym przypadku, kiedy mówimy o systemie kryptowaluty XRP, każda transakcja, jaka kiedykolwiek miała miejsce w sieci XRP, jest zapisana w publicznym rejestrze dostępnym bez logowania. Tu działa zupełnie inny mechanizm niż w tradycyjnym banku. Bank prowadzi prywatną bazę danych — tylko on widzi, kto ile ma. Sieć kryptowalutowa działa odwrotnie. Tak naprawdę każdy, kto zna się na blockchain i posiada odpowiednie narzędzia, może "wyśledzić" konkretne portfele. Oczywiście trzeba wiedzieć, czego się szuka. Ja zawodowo interesuję się kryptowalutami i blockchain.

- Są cztery fakty, które z osobna nic nie dowodzą, jednak razem składają się w obraz, którego nie da się wytłumaczyć inaczej niż: "to jest portfel Zondy".

Po pierwsze, portfel założyła sama Zonda, powstał 27 listopada 2023 roku. W sieci XRP założenie portfela trochę kosztuje, więc kto płaci, ten zostawia ślad.

Po drugie, przez dwa i pół roku wszystkie znaczące wpłaty przyszły wyłącznie z Zondy. Żadnych wpłat z banku, od innych użytkowników, z innych giełd. Klient prywatny tak nie funkcjonuje.

Po trzecie, wszystkie wypłaty wracały wyłącznie do Zondy, oznaczone jednym i tym samym wewnętrznym numerem identyfikacyjnym: DestinationTag 23531. Powtarzalność tego numeru jest podpisem konkretnego konta wewnętrznego giełdy, nie indywidualnego użytkownika. Kwoty są o rzędy wielkości większe niż jakikolwiek detaliczny wolumen: są po 100, 150, 200 tysięcy XRP.

- A czwarty fakt?

Najbardziej znaczący. 7 kwietnia 2026 roku, czyli na dzień przed zawieszeniem wypłat, na ten portfel wpłynęło 130 tysięcy XRP w dwóch szybkich transferach, tuż po tym, jak do Zondy wpłynęła niemal identyczna kwota z giełdy Kraken. Wzorzec "przyjmij – przekaż dalej w kilkanaście minut" to klasyczna sygnatura zarządzania rezerwami w czasie rzeczywistym, nie operacji klienta. To nie jest zbieg okoliczności.

- Co to wnosi do sprawy? Pan reprezentuje dużą grupę klientów Zondy. Czy to "znalezisko" oznacza, że jest już jakaś masa, z której będzie można zwrócić choć małą część środków? A jak uda się znaleźć więcej portfeli — to będzie kolejna pula?

Niestety nie. Żaden sąd nie może tych pieniędzy natychmiast zablokować.

- Dlaczego?

To jest fundamentalna cecha kryptowalut. W systemie bankowym dostęp do pieniędzy regulują instytucje — bank wykonuje przelew, bo ma uprawnienia, a jeśli sąd każe zablokować rachunek, bank to robi. W systemie kryptowalutowym instytucji nie ma. Dostęp do środków reguluje wyłącznie znajomość klucza prywatnego. Kto ma klucz, ten ma środki. Nikt poza nim. Nie firma Ripple, która stworzyła XRP. Nie sąd. Nie prokurator. Nie polski rząd ani amerykański.

- To znaczy, że posiadacz tego portfela może w każdej chwili przenieść te pieniądze?

Może przenieść 1,1 miliona XRP gdziekolwiek na świecie w jedną sekundę. Ale to jest ta druga strona medalu tej jawności: nie zrobi tego niezauważenie. Bo blockchain pokazuje wszystko. Istnieje cała branża, której praca polega na czytaniu publicznych blockchainów i katalogowaniu, kto czym dysponuje. Firmy takie jak Elliptic, Chainalysis czy TRM Labs prowadzą bazy etykiet adresów, z których korzysta praktycznie każda regulowana giełda kryptowalut na świecie w ramach swoich systemów przeciwdziałania praniu pieniędzy.

- I co z tego wynika w praktyce?

Jak tylko poważna tzw. analiza on-chain — czyli z konkretnymi datami, hashami transakcji i logiką dedukcyjną — trafia do publicznej przestrzeni, te firmy ją weryfikują i dodają portfelowi etykietę typu: "rezerwa Zondy — wallet powiązany z polskim śledztwem karnym, high confidence".

- Rozumiem, że pana analizę można uznać za "poważną" i teraz temu portfelowi ktoś powinien nadać odpowiednią etykietę?

Tak powinno się wydarzyć. Od tej chwili każdy ruch tych środków na regulowanej giełdzie generuje automatyczny alert compliance. Binance, Coinbase, Kraken – każda z nich widzi adres jako wysoko ryzykowny i zazwyczaj zamraża wpływające środki oraz przekazuje organom ścigania dane klienta, który próbował je wpłacić. To jest kanał, którym w międzynarodowych sprawach upadłości giełd kryptowalutowych najczęściej udaje się ostatecznie zabezpieczyć środki.

- Czyli Zonda jako operator tego portfela jest w pułapce?

Tak, ma dwa wyjścia, z których żadne nie jest dla niej dobre. Może środków nie ruszać — wtedy pozostają zlokalizowane i czekają na rezultat śledztwa. Może je ruszyć — wtedy każda taka próba zostawia kolejne ślady w publicznym rejestrze i prawdopodobnie kończy się zamrożeniem na giełdzie wyjścia plus ujawnieniem danych klienta. Obejście wymagałoby sieci niezarejestrowanych giełd, mikserów i jurysdykcji niewspółpracujących — teoretycznie wykonalne, ale generuje kolejne problemy i ryzyka. Warto się tu powołać na porównanie: w lutym 2025 roku północnokoreańska grupa Lazarus wyprowađziła z giełdy Bybit 1,5 miliarda dolarów. Rok później firmy analityki on-chain wytropiły ponad 88 procent tych środków. Zamrozić udało się 3,5 proc.

- To niewiele…

Reszta leży widoczna i nieosiągalna, bo klucze prywatne ma reżim w Pjongjangu.

- Czyli to nie jest dobra wiadomość dla klientów Bybit.

Owszem. Ale w naszym przypadku różnica jest zasadnicza: kluczem dysponuje człowiek, którego polska prokuratura może znaleźć i postawić zarzuty.

- Znaleziony portfel to 5,7 mln złotych. Klienci Zondy stracili znacznie więcej. Co z resztą?

To jest praca do wykonania. Przy czym blockchain jest jawny i cała historia przepływów jest możliwa do prześledzenia. To jest oczywiście trudna praca, ale może zaprowadzić do kolejnych ukrytych aktywów. Powinny zająć się nią organy ścigania, które mogą mieć także dostęp do informacji niejawnych.

onet.pl\Forbes


Sąd ds. Handlu Międzynarodowego USA orzekł w czwartek, że 10-proc. globalne cła wprowadzone przez prezydenta Donalda Trumpa w miejsce ceł wcześniej zniesionych przez Sąd Najwyższy są nielegalne. Sąd postanowił o wstrzymaniu poboru ceł.

W wydanym w czwartek wyroku, Sąd ds. Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych (CIT) orzekł, że prezydent nie miał prawa nakładać 10-proc. ceł w oparciu o sekcję 122 ustawy handlowej.

Przepisy te pozwalają na wprowadzenie globalnych ceł w wysokości do 15 proc. na okres do 150 dni w wypadku stwierdzenia kryzysu "deficytu bilansu płatniczego" lub zapobieżenia nagłemu spadkowi wartości dolara. Sąd uznał, że taki stan nie zaistniał w obecnej sytuacji i nie może się odnosić do deficytu handlowego, który jest osobnym pojęciem ekonomicznym.

W rezultacie sąd nakazał wstrzymanie pobierania ceł. Decyzja jest skutkiem skargi wniesionej przez władze 24 stanów, w większości rządzonych przez Demokratów, oraz grupę importerów.

Autorzy pozwu twierdzili, że Trump wprowadzając cła w lutym br. starał się obejść ogłoszone trzy dni wcześniej orzeczenie Sądu Najwyższego, który zniósł większość wcześniej nałożonych przez Trumpa ceł, w tym obowiązujące globalnie 10 proc. cła minimalne na większość towarów. Sąd Najwyższy uznał wówczas, że ustawa sankcyjna IEEPA, na którą powoływał się Trump, nie pozwala prezydentowi na jednostronne nakładanie ceł.

Skutek czwartkowego orzeczenia może być ograniczony. Cła przywrócić może sąd apelacyjny, a unieważnione przez niego cła i tak wygasają w lipcu. Wtedy też spodziewane jest wprowadzenie nowych ceł, już na bardziej ugruntowanej podstawie prawnej, mającej umocowanie w postępowaniach dotyczących nieuczciwych praktyk handlowych, m.in. ze strony Chin i Unii Europejskiej.

Prezydent Trump jak dotąd nie odniósł się do wyroku.

PAP


Siły USA przeprowadziły ataki na irańskie porty Keszm i Bandar Abbas - podała w czwartek telewizja Fox News powołując się na przedstawicieli administracji USA. Urzędnik zaznaczył, że ataki te nie stanowią wznowienia wojny.

Według telewizji, wojska USA zaatakowały porty używane do eksportu ropy naftowej na wyspie Keszm oraz w Bandar Abbas. Oba porty leżą nad cieśniną Ormuz.

Irańskie media państwowe podały, że siły USA zaatakowały również irański tankowiec, a wojsko Iranu w odpowiedzi zaatakowało trzy amerykańskie niszczyciele w cieśninie Ormuz.

Cytowany przez Fox News urzędnik zaznaczył, że ataki nie mają oznaczać wznowienia wojny z Iranem. Fox News sugeruje jednak, że jest to odwet za poniedziałkowe ataki Iranu na porty w Omanie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Ówczesna reakcja USA - które uznały, że uderzenia te nie stanowiły pogwałcenia rozejmu i były mało znaczące - miała rozgniewać sojuszników Ameryki w regionie, którzy obawiali się, że USA nie będą ich chronić przed kolejnymi atakami Iranu.

Według "Wall Street Journal" i innych mediów, w reakcji Arabia Saudyjska i Kuwejt wycofały pozwolenie USA na używanie ich baz i przestrzeni powietrznej, co wymusiło wstrzymanie operacji "Projekt Wolność", mającej pomóc statkom handlowym w tranzycie przez Ormuz. W czwartek kraje te ponownie miały zezwolić na korzystanie z baz przez siły USA. 

PAP


Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał w piątek dekret, na mocy którego wyłączył obszar wokół Placu Czerwonego w Moskwie z planu użycia ukraińskiej broni podczas parady w Moskwie, co umożliwi jej zorganizowanie 9 maja. Dekret wchodzi w życie z dniem podpisania.

Zgodnie z dokumentem opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej głowy państwa decyzja została podjęta "w celach humanitarnych, zgodnie z ustaleniami poczynionymi podczas rozmów ze stroną amerykańską w dniu 8 maja 2026 r.".

Wcześniej Zełenski poinformował, że w ramach procesu negocjacyjnego, przy pośrednictwie Stanów Zjednoczonych, Rosja zgodziła się przeprowadzić wymianę jeńców wojennych w formacie 1000 za 1000 oraz ustanowić zawieszenie broni w dniach 9-11 maja. 

PAP