piątek, 19 czerwca 2026



Karol Nawrocki, podejmując decyzję o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego, ma rację moralną. Tyle tylko, że właśnie zrobił coś, co zamyka jakiekolwiek szanse na to, by Zełenski wycofał się ze swojej, obiektywnie oburzającej, decyzji o nadaniu jednej z jednostek ukraińskiej armii nazwy "Bohaterów UPA".

Sprowadzając owe szanse do zera, prezydent Nawrocki, zamiast uprawiać dyplomację, uprawia antydyplomację.

Można oczywiście powiedzieć, że strona ukraińska miała dostatecznie dużo czasu, żeby zmienić swoją decyzję. Problem polega na tym, że powiedzieć tak może tylko ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o dyplomacji.

Dyplomacja nie polega bowiem na tym, że zmusza się partnera do czegoś i to jeszcze na oczach całego świata, tylko na tym, że doprowadza się do sytuacji, w której, wywierając czasem nawet brutalną (ale zawsze dyskretną) presję, tworzy się okoliczności, w których partner może udawać, że podjął pożądaną przez nas decyzję z własnej, nieprzymuszonej woli.

Prezydent Nawrocki, publicznie grożąc Zełenskiemu odebraniem Orderu Orła Białego, zrobił coś dokładnie przeciwnego.

Gdy już to zrobił, powinien czekać, by dać czas dyplomacji. Jej świętą zasadą jest bowiem to, że nikt nie może w niej tracić twarzy. Oczekiwanie, że Zełenski wycofa się ze swojej decyzji w ciągu kilkunastu dni po publicznie wyrażonej groźbie odebrania Orderu Orła Białego, było — dyplomatycznie rzecz ujmując — niezbyt mądre. To kolejny dowód tego, że prezydent i jego doradcy uprawiają antydyplomację.

Decyzję Karola Nawrockiego może jeszcze oczywiście zatrzymać Donald Tusk. Problem polega na tym, że z powodów wewnętrznych zrobić tego w zasadzie nie może.

(...)

Kwestią, która wymaga wyjaśnienia, jest to, jakie racje kierowały prezydentem. Istnieją dwa wytłumaczenia. 

(...)

Moralne zwycięstwo to, dodajmy, niezwykle oryginalny polski wkład w historię światowej dyplomacji.

Światowa dyplomacja albo przynajmniej dyplomacja uprawiana przez poważne państwa to sztuka, w której sukces jest sukcesem, a porażki nikt sobie nie lukruje opowieściami, że może i nic mu nie wyszło, ale miał rację. Moralne zwycięstwo, dawanie świadectw i na końcu Gloria victis, czyli Chwała zwyciężonym, to coś, czym pocieszają się narody, które, czy to z racji swojej głupoty, czy też z uwagi na głupotę swoich przywódców, po prostu wygrywać nie potrafią. Moralne zwycięstwa to domena narodów drugiej ligi.

onet.pl