poniedziałek, 8 grudnia 2025



Dla wielu mężczyzn w Rosji pójście na front wydaje się obecnie ofertą pracy nie do odrzucenia. Na komunikatorze internetowym Telegram obok codziennych wiadomości pojawiają się oferty służby na froncie — z premiami za podpisanie kontraktu w wysokości do 42 900 euro [ponad 181 tys. zł], co stanowi fortunę w kraju, w którym średnia pensja wynosi znacznie poniżej 1000 euro [4231 zł] miesięcznie. Zachęty sięgają jeszcze dalej: umorzenie długów, bezpłatna opieka nad dziećmi dla rodzin żołnierzy, gwarantowane miejsca na studiach dla ich potomstwa. Karalność, choroby, a nawet zakażenie wirusem HIV nie są już "z automatu" powodem do wykluczenia z poboru.

Za tym zalewem ofert stoi skoordynowany system działający w ponad 80 rosyjskich obwodach. Pod presją Kremla, aby dostarczać żołnierzy [na front], przypominają one obecnie centra rekrutacyjne, które konkurują ze sobą o mężczyzn w wieku poborowym. To, co zaczęło się jako rozwiązanie awaryjne, rozrosło się do quasi komercyjnej branży headhunterów [ang. dosł. łowców głów] finansowanej z dopłat rządowych i obwodowych budżetów. Obwody zlecają nabór agencjom rekrutacyjnym, a te z kolei niezależnym pośrednikom, którzy reklamują się w internecie, sprawdzają zainteresowanych i przeprowadzają ich przez wojskową biurokratyczną dżunglę.

Obecnie każdy obywatel Rosji może pracować jako pośrednik wojenny — wielu z nich działa jako niezależni headhunterzy, pobierając prowizję za wysłanie mężczyzn na front. "Welt am Sonntag" przez wiele miesięcy analizował tego rodzaju kanały rekrutacyjne w całej Rosji i rozmawiał z wieloma pośrednikami i rekrutami.

Pomimo ogromnych strat rosyjska armia nadal się rozrasta — ku zdziwieniu zachodnich służb wywiadowczych i dyplomatów. Uważają oni przy tym ten rozwój za kluczowy: zarówno dla ewentualnych negocjacji pokojowych, jak i z powodu zagrożenia dalszą ekspansją Rosji.

"Jeśli Putin będzie w stanie nadal finansować ogromne premie (i odszkodowania za śmierć) oraz znaleźć potrzebnych [do walki] mężczyzn", mówi były dyrektor CIA David Petraeus w wywiadzie dla "Welt am Sonntag", Rosja będzie mogła "kontynuować kosztowną, wyczerpującą wojnę, która charakteryzuje konflikt w Ukrainie od czasu ostatnich większych sukcesów obu stron w drugim roku wojny".

Zdolność Rosji do utrzymania stabilnej liczebności wojsk pomimo ogromnych strat jest jednym z powodów obecnej determinacji Putina. Cztery lata po rozpoczęciu inwazji uważa, że może narzucić Ukrainie swoje warunki, dyplomatycznie lub grożąc długotrwałą wojną na wyniszczenie. Pod koniec listopada podkreślił przed rosyjskimi dziennikarzami, że wojna zakończy się dopiero wtedy, gdy ukraińskie wojska wycofają się z terytoriów, do których prawa rości sobie Rosja. W przeciwnym razie, ostrzegł, Moskwa narzuci swoje warunki "siłą broni".

(...)

Aby pozyskać ochotników, Kreml celowo skupił się na najsłabszych członkach społeczeństwa, wykorzystując takie środki jak sukcesywnie rosnące wynagrodzenia, wysokie premie i obietnicę awansu społecznego. We wrześniu 2024 r. Putin upublicznił tę strategię i nakazał rozbudowę sił zbrojnych do 1 mln 500 tys. aktywnych żołnierzy.

— Środki te są skierowane do bardzo konkretnej grupy: osób znajdujących się w niekorzystnej sytuacji społecznej — mówi politolożka Ekaterina Schulmann. — Mężczyzn z długami, przeszłością kryminalną, niskim wykształceniem — ludzi na marginesie społeczeństwa, bez perspektyw.

(...)

Wiele obwodów korzysta z rezerw, aby utrzymać poziom rekrutacji. Według badań przeprowadzonych przez medium iStories tylko w 11 obwodach zaplanowano w budżecie co najmniej 21 mln 450 tys. euro [prawie 91 mln zł] na premie za pośrednictwo — to kwota porównywalna z wydatkami na zdrowie lub sprawy społeczne.

Analiza niemieckiego ekonomisty Janisa Kluge, oparta na danych z 37 rosyjskich obwodów, pokazuje, że średnia premia za podpisanie umowy dla żołnierzy wynosi około 22 180 euro [prawie 94 tys. zł], wliczając dotacje z Moskwy. W Samarze premia wzrosła tymczasowo do ponad 42 900 euro [ponad 181 tys. zł] — wystarczająco, aby kupić dwupokojowe mieszkanie w tym rosyjskim obwodzie. — Takie sumy mogą całkowicie odmienić życie rosyjskiej rodziny — mówi Kluge. — System działa zaskakująco dobrze, ale dla Kremla staje się coraz kosztowniejszy — dodaje.

W niektórych obwodach premie ostatnio spadły. Według Kluge to znak, że osiągnęły już one swoje limity i chcą odciążyć budżety.

Machina rekrutacyjna zapewnia, że co miesiąc do rosyjskich sił zbrojnych wstępuje 30 tys. ochotników — wystarczająco dużo, aby zrekompensować straty ponoszone w Ukrainie. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) w Waszyngtonie oszacowało niedawno, zgodnie z danymi brytyjskich i ukraińskich władz, że Rosja odnotowała około miliona ofiar śmiertelnych i rannych.

(...)

Anton nie wstąpił do rosyjskiej armii w 2024 r. z przekonania. Zrobił to, ponieważ znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Jego imię zostało zmienione w tym reportażu ze względów bezpieczeństwa. 44-letni ojciec trójki dzieci z obwodu moskiewskiego był bezrobotny, miał duże długi i był oskarżony o oszustwo — dlatego nie miał prawie żadnych szans na legalną pracę. Na Telegramie ciągle widział ogłoszenia o służbie wojskowej z wysokimi premiami.

— Moja żona była na urlopie macierzyńskim, moja mama była emerytką — wszyscy byli ode mnie zależni — mówi Anton. — Podczas kłótni moja żona powiedziała: "Lepiej by było, gdybyś poszedł na wojnę". Półtora miesiąca później podpisał umowę. Nie był w to zaangażowany żaden pośrednik. Umowa gwarantowała mu jednak około 2270 euro [9605 zł] miesięcznie oraz premię w wysokości 2110 euro [8900 zł] — ponad dziesięciokrotność jego poprzednich dochodów na czarno. Anton został przeniesiony do Doniecka w Ukrainie, gdzie zajmuje się konserwacją dronów.

Wielu jego kolegów również trafiło tu z powodu trudności finansowych. — Nie ma tu patriotycznych haseł — wszyscy są zmęczeni. Wszyscy chcą wrócić do domu — mówi Anton.

Dla wielu Rosjan służba na froncie stała się losem na loterię, w której można wygrać lepsze życie: według dekretu prezydenckiego nawet za odniesienie obrażeń żołnierze mają dostawać rekompensaty — 10 290 euro [43 tys. zł] za złamany palec, 30 890 euro [130 tys. zł] za zmiażdżoną stopę. Anton opowiada, że podczas krótkich przejazdów bliżej frontu był kilkakrotnie atakowany przez ukraińskie drony. Jeden z nich eksplodował w jego pobliżu. — Moja sytuacja finansowa się poprawiła. Brzmi to smutno, ale dla mnie osobiście ten kontrakt był korzystny — mówi mimo to. Najtrudniejsza dla niego jest rozłąka z dziećmi. — Ale i tak znów bym to zrobił — mówi.

onet.pl\Die Welt


Serhij Lefter, oficer ds. komunikacji 7. Korpusu Szybkiego Reagowania ukraińskich Wojsk Desantowo-Szturmowych, powiedział w rozmowie z RBC Ukraina, że Rosjanie, by zdobyć aglomerację Pokrowsk–Myrnohrad, ściągnęli ostatnio odwody operacyjne [wydzielone siły i środki pozostające w dyspozycji dowódcy niezaangażowane początkowo w walce]. Ukraińskie wojsko obserwowało te przygotowania już od końca listopada.

Rosjanie muszą rzucać do walki kolejne siły, bo zwyczajnie się wykrwawiają. Gdyby zdobycie Pokrowska było takie proste, zrobiliby to dawno temu — stwierdził Lefter.

Obecnie rosyjskim oddziałom udało się umocnić w południowych dzielnicach Pokrowska, podczas gdy północ miasta pozostaje pod kontrolą Ukrainy.

Rosyjscy żołnierze nierzadko przemieszczają się zupełnie odsłonięci, w pełnym świetle dnia, maszerując przez otwarte pola bez najmniejszego kamuflażu. Lefter określił takie działania jako "czyste wariactwo" i podkreślił, że ukraińskie wojsko skutecznie ich eliminuje, mimo że Rosjanie wciąż dosyłają nowe posiłki.

Obecnie linia frontu jest bardzo niejasna. Północne dzielnice pozostają w rękach Sił Zbrojnych Ukrainy, natomiast część południowych ulic jest pod kontrolą Rosjan i traktowana jako strefa "szara". Ukraińcy nadal prowadzą rajdy i oczyszczają południową część miasta.

(...)

Pogoda — częsta mgła i deszcz — utrudnia rozpoznanie dronami. Rosjanie próbowali wprowadzać do miasta ciężki sprzęt pancerny, jednak Ukraińcy w większości go niszczyli. Lżejsze pojazdy są przerzucane bardziej skrycie i ukrywane. Rosyjska artyleria działa z miejscowości na południe od Pokrowska, okresowo ostrzeliwując pozycje ukraińskie.

Mimo trwających walk w mieście nadal przebywają cywile. Według Leftera w sierpniu było tam około tysiąca mieszkańców, aktualna liczba jest nieznana.

Rosjanie wchodzą i nagrywają na kamerach, jacy to oni niby »życzliwi« wobec miejscowych, ale prawda jest taka, że ludzie w Pokrowsku giną od ich broni i ich działań — dodaje.

onet.pl


Ostateczny projekt ustawy o planach wydatków obronnych (NDAA) uniemożliwia wycofanie sił USA z Europy poniżej poziomu 76 tys. żołnierzy bez oficjalnego uzasadnienia Pentagonu i oceny wpływu tego ruchu na bezpieczeństwo USA. Projekt przewiduje też 400 mln dolarów na wsparcie Ukrainy oraz 175 mln USD na wsparcie państw bałtyckich.

Elementy te znalazły się w opublikowanym w nocy z niedzieli na poniedziałek projekcie ustawy, która ma zostać przegłosowana w tym tygodniu. Uzgodniony przez przedstawicieli obydwu partii w obydwu izbach Kongresu tekst zabrania redukcji sił zbrojnych USA w Europie poniżej poziomu 76 tys. na więcej niż 45 dni, dopóki szef Pentagonu i szef Dowództwa Europejskiego (EUCOM) nie przedstawią Kongresowi oddzielnych raportów uzasadniających podjęcie decyzji.

Dokument musi uwzględnić, dlaczego taki ruch jest zgodny z interesami bezpieczeństwa narodowego USA i oświadczyć, że decyzja została podjęta w konsultacji ze wszystkimi sojusznikami NATO i partnerami Sojuszu. Pentagon musiałby skonsultować się z innymi agencjami przed podjęciem decyzji.

Zapisy te są częściowo reakcją na wcześniejsze działania Pentagonu o wycofaniu brygady piechoty USA stacjonującej rotacyjnie w Rumunii. Republikańscy szefowie komisji ds. sił zbrojnych w obydwu izbach skrytykowali tę decyzję i fakt, że została podjęta bez konsultacji z Kongresem ani innymi instytucjami państwa. Według Dowództwa Europejskiego USA (EUCOM) na Starym Kontynencie stacjonuje obecnie ponad 80 tys. żołnierzy USA, z czego ok. 10 tys. w Polsce.

W projekcie, będącym owocem miesięcy negocjacji między partiami i izbami Kongresu, zawarto też podobne zapisy dotyczące obecności sił USA w Korei Płd. Wśród innych elementów liczącego ponad 3 tys. stron projektu znalazły się też dwa inne elementy idące wspak strategii i polityce administracji Donalda Trumpa. Kongres zamierza przeznaczyć 400 mln dolarów na program Ukraine Security Assistance Initiative (USAI), w ramach którego USA zakupują uzbrojenie dla Ukrainy.

Ponadto 175 mln dolarów przeznaczonych zostanie na program Baltic Security Initiative, którego celem jest wzmocnienie obronności państw bałtyckich. BSI ma zostać zapisany jako stały program Pentagonu. Wbrew początkowym oczekiwaniom do projektu nie dołączono też ustawy nakładającej dodatkowe sankcje na Gruzję. Stało się tak w wyniku lobbingu senatora Republikanów Markwayne’a Mullina.

W odróżnieniu od NDAA z poprzednich lat w tekście nie ma wzmianki o programie European Deterrence Initiative (EDI), z którego finansowana była zwiększona obecność sił USA w Europie oraz inwestycje w infrastrukturę. Rok wcześniej na ten cel przyznano niemal 3 mld dolarów.

W tekście wymieniono natomiast osiem inwestycji finansowanych przez Polskę w bazach, gdzie stacjonują siły USA w Polsce: na poligonie w Drawsku Pomorskim, bazie sił lądowych w Powidzu oraz bazach lotniczych w Łasku i Wrocławiu. Łączna suma tych inwestycji to 504 mln dolarów.
Łącznie tegoroczny NDAA zatwierdza wydatki obronne na poziomie 901 mld dolarów, o 8 mld więcej, niż we wniosku budżetowym prezydenta Trumpa.

PAP


Kiepski dzień dla polityki Białego Domu. 

Tajlandia dokonała inwazji Kambodży więc nici z trumpowego pokoju. 

W Londynie spotkanie Macron, Merz, Starmer, Zełenski z wyraźnym "nie" dla amerykańsko-rosyjskiego planu pokojowego, wykluczeniu Europy z rozmów i zmuszeniu Ukrainy do oddania Donbasu. Po dniach zwlekania jasnym jest, że nie będzie kompromisu.

Nie milkną echa wywiadu dla "60 minutes", którego udzieliła Marjorie T. Greene, krytykując Trumpa i ujawniając kilka pikantnych szczegółów z republikańskiego zaplecza.

Japonia denerwuje się na bierność Amerykanów obliczu chińskiej presji. 

Turcja ponownie pakuje się z wojskami do zachodniej i północnej Syrii. 

Chiny notują rekordową nadwyżkę handlową, mimo wojny celnej. 

W Kongresie wylądował projekt National Defense Authorization Act dla 2026, który próbuje związać administracji ręce nie pozwalając na pełną swobodę w odcinaniu Ukrainy od wsparcia lub dowolnego redukowania obecności w Europie. 

Jak na razie efekty polityki Białego Domu można podsumować klasykiem :

"Cnotę stracili, ale rubelka nie zarobili"

(...)

x.com/FilippDM


Na początek zacytuję komentarz politologa Abbasa Gallamowa o logice Putina i o sygnałach zniecierpliwienia społecznego: „Jeśli popatrzeć na wojnę z punktu widzenia rosyjskiej opinii publicznej, to im dłużej ona trwa, tym łatwiej ją zakończyć. Bo to tylko na początku naród żądał zwycięstwa, a teraz już na nie nie czeka. Teraz już wystarczy, żeby ten koszmar jak najszybciej się skończył. Jeszcze niedawno myśl o tym, że Rosja nie może pokonać Ukrainy, była dla przeciętnego Rosjanina czymś nie do zaakceptowania, jak przeciągnięcie sierpem po gardle, a obecnie obywatel już się do tej myśli przyzwyczaił. To nieprzyjemne, owszem, ale da się żyć. A tak naprawdę można po prostu o tym nie myśleć”.

I dalej: „Putin z tej zmiany nastrojów nie zdaje sobie sprawy. Uważa, że im więcej przelano krwi, tym bardziej przekonujący będzie końcowy wynik, bo inaczej ludzie zechcą go za przelanie krwi rozliczyć, zapytają, po co to wszystko było. […] Logika Putina to logika gracza w kasynie, kogoś, kto przegrywa, ale podnosi stawki, licząc, że się odegra. Zaczyna czuć, że za chwilę będzie bankrutem, ale nie może się zatrzymać”.

Śmiała teza. Trudno ją zweryfikować. Ale można się przyjrzeć reakcji społecznej na tzw. aferę Dolinej. Łarisa Dolina to popularna piosenkarka, putinistka, z tych, co to wszystko wyśpiewają, o co umiłowany wódz poprosi, od grudnia 2024 r. jest objęta sankcjami UE. W zeszłym roku Dolina dała się podejść oszustom, którzy rozegrali ją koncertowo: podprowadzili pod sprzedaż wielkiego mieszkania w moskiewskich Chamownikach (pieniądze ze sprzedaży zostały przelane pod wskazane przez oszustów konta). Oszuści zostali dość szybko namierzeni, a sąd zdecydował o zwrocie mieszkania Dolinej (bo padła ofiarą oszustwa), w wyniku czego pieniądze straciła osoba, która to mieszkanie kupiła (a w rezultacie decyzji sądu, następnie straciła). W mediach społecznościowych zawrzało. Na głowę piosenkarki wylał się nieprawdopodobny hejt za to, że wykorzystała swoją pozycję osoby uprzywilejowanej, aby odzyskać forsę. Gazety zaczęły pisać, że ludzie masowo zwracają bilety na koncerty piosenkarki, z filmów wycina się jej wizerunek w obawie, że ludzie nie przyjdą do kina, restauracje i salony piękności jeden za drugim ogłaszają, że nie wpuszczą piosenkarki za próg itd. Dolina ugięła się i wystąpiła z inicjatywą zwrotu przynajmniej części pieniędzy niedoszłej nowej właścicielce mieszkania. Jak sprawa się skończy – nie wiadomo. Przy okazji zwrócono uwagę na masowe (udane) oszustwa w rodzaju tego, jak rozegrano Doliną (nawet ukuto termin „efekt Dolinej”). Ale to temat na inną rozprawkę.

Wróćmy do kazusu Dolinej. „Skandal związany z mieszkaniem Dolinej stał się okazją do wyrażenia emocji. Ludzie, którzy mają różne problemy – boją się wojny albo nie dają sobie rady w życiu, nie znajdują miejsca w społeczeństwa – wszyscy odnaleźli się w tym przypadku. […] Naród stracił cierpliwość, bo zdał sobie sprawę, że niektórym wybrańcom losu żyje się w Rosji o wiele lepiej niż ogółowi, ale ostrze swojego niezadowolenia zwrócił nie na źródło problemu, to znaczy reżim Putina, tylko na jedną z jego drobnych beneficjentek” – napisał politolog Iwan Prieobrażenski (...). „W normalnych warunkach postępek Dolinej nie stałby się powodem takiej masowej kampanii społecznej”. Ale sytuacja normalna nie jest. Władze stale dokręcają śrubę, tego nie wolno, tamtego nie wolno, wsadzają do łagru za słowa, za piosenki, za westchnienia. Zdaniem Prieobrażenskiego, „to frustracja zmęczonego i zastraszonego, zatomizowanego społeczeństwa i poszukiwanie punktu, w którym zbiega się niezadowolenie różnych grup społecznych. Czasem od tego zaczynają się rewolucje. Ale nie w Rosji. Bo choć niezadowolenie z polityki władz jest masowe (obniżenie poziomu życia, niewypłacanie pensji, rozczarowanie z tego powodu, że wojna nadal się ciągnie), to nie przekuwa się ono w zorganizowaną formę”.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl