poniedziałek, 5 czerwca 2023


W optyce ChRL relacje z państwami Azji Środkowej mają istotne znaczenie gospodarcze (import gazu ziemnego z Turkmenistanu czy ropy z Kazachstanu) i w zakresie bezpieczeństwa (stabilizacja Afganistanu), a także stanowią ważny element rozwoju relacji z Rosją. Powstanie w 2001 r. Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW) miało usprawnić współdziałanie Rosji i Chin w regionie. Nierównowaga ich potencjałów spowodowała jednak nieefektywność SzOW dla realizacji chińskich interesów, w tym stabilizacji Azji Centralnej. Chiny, zdając sobie sprawę z ograniczeń w projekcji siły, akceptowały nieformalny podział obowiązków, w ramach którego odpowiadały za współpracę gospodarczą, zaś Rosja – za kwestie polityczne oraz ewentualne interwencje „stabilizacyjne”. Przykładem tej współpracy była interwencja w Kazachstanie w 2022 r.

Dla ChRL istotny był nie tylko wzrost eksportu do Azji Środkowej i importu surowców energetycznych, ale również wsparcie elit państw regionu w utrzymaniu władzy. Było ono realizowane m.in. poprzez projekty infrastrukturalne (np. budowę kazachskiego odcinka autostrady Lianyungang–Petersburg), a także wspólne ćwiczenia aparatu bezpieczeństwa i policji. W 2022 r. wymiana handlowa ChRL z Kazachstanem, Uzbekistanem, Kirgistanem, Tadżykistanem i Turkmenistanem była warta ponad 70 mld dol. (najwięcej w historii), a wartość chińskich inwestycji w ostatnich 30 latach wyniosła ponad 14 mld dol. W 2013 r. w Kazachstanie Xi Jinping ogłosił lądowy wymiar inicjatywy „Pasa i Szlaku”, w tym rozwój połączeń transportowych z UE. ChRL wykorzystywała również chaotyczne wycofanie USA z Afganistanu w 2021 r. do zaprezentowania w społeczności międzynarodowej własnego zaangażowania dyplomatycznego w Azji Środkowej jako czynnika stabilizującego.

Atak na Ukrainę skomplikował współpracę rosyjsko-chińską w SzOW, m.in. ze względu na wzrost obaw państw Azji Centralnej przed neoimperialną polityką Rosji, a także z powodu braku konsensusu w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Sceptycyzm państw regionu wobec działań Rosji i jej rosnąca zależność od ChRL stanowią szansę, aby Chiny wzmocniły obecność gospodarczą, polityczną i wojskową w Azji Środkowej, a także pozycję w społeczności międzynarodowej, m.in. dzięki uzyskaniu poparcia dla Globalnej Inicjatywy Rozwoju czy Globalnej Inicjatywy Bezpieczeństwa. Ważnym elementem są w tym kontekście deklaracje państw regionu o wsparciu dążenia ChRL do przejęcia Tajwanu. Sygnałem rosnących chińskich ambicji w Azji Środkowej była wypowiedź Xi podczas spotkania z Władimirem Putinem na szczycie SzOW w Samarkadzie w 2022 r., która dotyczyła konieczności uwzględniania przez Rosję chińskich interesów w regionie. Przed szczytem przewodniczący ChRL, podczas oficjalnych wizyt w Uzbekistanie i Kazachstanie, pierwszych po zniesieniu przez ChRL restrykcji pandemicznych, złożył też deklaracje wsparcia podmiotowości państw regionu. W styczniu 2022 r. stosunki Chin z Turkmenistanem zostały podniesione do rangi strategicznego partnerstwa. Zintensyfikowano również prace nad częścią zawieszonych chińskich inwestycji w regionie, w tym np. połączeniem kolejowym między Chinami, Kirgistanem i Uzbekistanem. Doszło też do aktywizacji w relacjach z Afganistanem (choć bez dyplomatycznego uznania rządu talibów), gdzie wizytę w marcu 2022 r. złożył ówczesny minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi.

Szczyt Chiny – Azja Centralna (18–19 maja 20223r.) wzmocnił wizerunek ChRL jako aktywnego podmiotu w regionie. Zwiększył m.in. przekonanie przywódców państw Azji Środkowej, że Chiny wspierają ich suwerenność. Strona chińska nadała spotkaniu specjalną oprawę, nawiązując m.in. do tradycji Jedwabnego Szlaku. Zawarto rekordową liczbę ponad 80 porozumień, także przy okazji wizyt dwustronnych, które złożyli przywódcy większości państw uczestniczących w szczycie (oprócz Turkmenistanu). W wymiarze wielostronnym ustanowiono zasadę spotkań na najwyższym szczeblu jako mechanizmu regularnej komunikacji Chin z państwami regionu. Kolejny zjazd odbędzie się w 2025 r. w Kazachstanie. Prowadzone będą również rozmowy w sprawie dalszej instytucjonalizacji współpracy, tj. utworzenia sekretariatu Chiny – Azja Centralna (najpewniej w ramach MSZ ChRL). Chiny miały (zarówno na forum wielostronnym, jak i w ustaleniach dwustronnych) zaoferować regionowi wsparcie finansowe o wartości ponad 3 mld euro, zadeklarować przyśpieszenie współpracy w zakresie handlu elektronicznego, lotnictwa cywilnego i ułatwień celnych, a także uzyskać od Uzbekistanu zapewnienie utrzymania dostaw gazu. Istotną nowością było podkreślenie przez Xi potrzeby ściślejszej wielostronnej kooperacji w sferze bezpieczeństwa. Nie ujawniono szczegółów tej propozycji, ale będzie się ona zapewne koncentrować na wzmocnieniu współpracy organów policyjnych, w tym ćwiczeń antyterrorystycznych, które zostały zawieszone podczas pandemii. Na tematyce bezpieczeństwa szczególnie koncentrowały się komunikaty po spotkaniu Xi z przywódcami Kirgistanu i Tadżykistanu, w których zapowiedziano m.in. wspólne ćwiczenia wojskowe.

Deklaracje polityczne ze szczytu (w tym wspólne oświadczenie wszystkich uczestników) wskazują, że państwa Azji Środkowej akceptują chińskie koncepcje globalne, w tym GIR i GIB, a także popierają „pokojowe zjednoczenie” Tajwanu z ChRL, co wyraził wprost m.in. prezydent Kazachstanu. Chiny unikały antyamerykańskiej retoryki, a także odniesień do relacji z Rosją, nie chcąc prawdopodobnie stawiać uczestników szczytu – starających się prowadzić zbalansowaną politykę – w kłopotliwej pozycji. Nie poruszano również np. kwestii Sinciangu, gdzie dużą część osób prześladowanych przez ChRL stanowią Kazachowie i Tadżykowie. Współpraca w walce z Islamskim Ruchem Wschodniego Turkiestanu (regionalną organizacją separatystyczną) została wymieniona wprost jedynie w komunikacie po spotkaniu Xi z przywódcą Kirgistanu.  

Większa aktywność ChRL w rozwijaniu współpracy politycznej i bezpieczeństwa z państwami Azji Centralnej nie stanowi przełomu w chińskiej polityce zagranicznej, zwłaszcza w kontekście stosunków z Rosją. ChRL nadal traktuje je priorytetowo, ale próbuje wykorzystać słabość Rosji do zwiększenia własnego wpływu na sytuację w Azji Centralnej. W ocenie Chin Federacja Rosyjska nadal odgrywa istotną rolę w regionie (także z perspektywy państw Azji Środkowej), ale jej obecne problemy pozwalają tę pozycję stopniowo ograniczać. Efektem ma być również większa niezależność Chin od Rosji w kontekście stabilizowania sytuacji w regionie. Nie oznacza to jednak gotowości i woli ChRL do prowadzenia operacji stricte wojskowych (np. na rzecz utrzymania władzy przez obecnych przywódców), choć rozwój współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa może oznaczać dążenie do uzyskania takich możliwości.

Szczyt Chiny – Azja Centralna był także kolejnym elementem wzmacniania statusu ChRL w kontaktach z państwami rozwijającymi się, w tym pozyskiwania partnerów w sytuacji intensyfikacji rywalizacji z USA. Utworzenie stałego mechanizmu spotkań na najwyższym szczeblu będzie przedstawiane społeczności międzynarodowej jako stabilizacyjny efekt polityki Chin, także w kontekście trudnej sytuacji gospodarczej i społecznej w Afganistanie.

Z punktu widzenia UE działania Chin oznaczają konieczność przyśpieszenia realizacji inicjatyw rozwojowych zaplanowanych w Azji Centralnej. Mają one odciągać państwa regionu od współpracy z reżimami autorytarnymi, ale także stanowić element dywersyfikacji dostaw do UE surowców, metali ziem rzadkich itp. Może się to odbywać w ramach programu Global Gateway, którego częścią jest zarówno umowa (mapa drogowa) zawarta 18 maja br. przez KE w Kazachstanie, a dotycząca m.in. pozyskiwania metali ziem rzadkich, jak i projekt finansowania rozbudowy elektrowni wodnej w Tadżykistanie (zapora Rogun). Istotna jest intensyfikacja dialogu politycznego wzmacniającego poczucie bezpieczeństwa i suwerenność państw regionu, prowadzona w koordynacji z USA. W te działania należy w większym stopniu włączać powołanego w 2019 r. Specjalnego Przedstawiciela UE ds. Azji Środkowej. Elementem współpracy z USA powinna być również identyfikacja możliwych mechanizmów obchodzenia sankcji przez państwa regionu, prawdopodobnie przez podmioty współpracujące w tej sferze z ChRL. W zależności od konkretnych przypadków mogłoby to pociągnąć za sobą rozszerzenie sankcji na poszczególne podmioty z Azji Centralnej. Negatywne efekty tych działań powinny być równoważone przez przekaz koncentrujący się na zyskach ze współpracy gospodarczej z UE i ze wsparcia politycznego udzielanego przez nią państwom regionu, zachęcając je do zmniejszenia kooperacji z Rosją i Chinami.      

pism.pl

Chiny zbudowały swoją potęgę gospodarczą w oparciu o tak zwana dywidendę demograficzną, czyli duży udział ludności młodej, w wieku produkcyjnym, w populacji ogółem. Dzięki temu stały się fabryką świata. Teraz już tej korzystnej struktury demograficznej już nie mają, wręcz przeciwnie, zmagają się pierwszy lat od wielu dekad z kurczeniem się i starzeniem populacji. Ale taką korzystną strukturę demograficzną mają jeszcze Indie. Czy to jest coś, co ten kraj jest w stanie i chce wykorzystać, by stać się nową fabryką świata?

Indie są dziś tam, gdzie Chiny były 30 lat temu. Chcą pójść drogą Chin, czyli rozwinąć własny przemysł i eksportować na cały świat, a przede wszystkim stworzyć miejsca pracy. Dywidenda demograficzna rzeczywiście tam jest, ale łączy się z nią też parę problemów. Według szacunków, każdego roku na rynek pracy wchodzi tam 12 mln ludzi - i dla nich trzeba stworzyć miejsca pracy, bo inaczej będą bezużyteczni. Trzeba ich przygotować do zawodu, rozwijać pracochłonne sektory gospodarki. Do tej pory Indie się rozwijały w dużej mierze w oparciu o usługi, ale w usługach pracuje kilka milionów ludzi, rzesze młodych, aspirujących, nie znajdą tam pracy. Więc ta dywidenda demograficzna Indii może jeszcze okazać się bombą demograficzną. By ją wykorzystać, muszą wykształcić tych ludzi, ściągnąć inwestycje, rozwinąć przemysł, rozwiązać wąskie gardła biurokratyzacji i infrastruktury. W tym ostatnim przypadku działania już widać, Indie inwestują na potęgę w drogi, porty i koleje. Jest to jednak wyścig z czasem. Na razie mają młode społeczeństwo, średnia wieku wynosi tam 28 lat, ale to okienko demograficzne nie będzie trwało długo, zapewne około 20-30 lat.

A jak to się ma do zmian, które widzimy we współczesnym świecie, także tych dotyczących rynku pracy, jak automatyzacja? Czy jest jeszcze w ogóle sens, żeby walczyć o to, by być globalną fabryką?

I to jest kolejny problem. Ambicje i aspiracje Indii byłyby nawet do zrealizowania, gdyby nie to, że świat się mocno zmienił, wygląda inaczej niż 30 lat temu. Chiny załapały się na odpowiednią falę, były motorem globalizacji, kiedy kapitał podążał tam, gdzie było najtaniej. Czy da się powtórzyć chiński model takiego rozwoju? Z pewnością będzie trudniej. Pojawiły się nowe megatrendy - mówimy o deglobalizacji, powrocie protekcjonizmu. W handlu międzynarodowym będą pojawiać się bariery. Do tego dorzućmy zmiany technologiczne, jak automatyzacja, sztuczna inteligencja. Popyt na pracę fizycznych robotników w takiej skali jak obecnie będzie spadać.

Czy Indie jednak na razie nadal próbują skopiować ścieżkę chińską?

W największym stopniu, ciągle chcą zdążyć. Chcą tez skorzystać na tym, że świat zachodni ma teraz poważny problem z Chinami. Odkryliśmy, że jesteśmy od nich uzależnieni, nie podoba się nam to, jak ustawiają się wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę. W takim otoczeniu Indie wypinają swoją pierś i mówią: jesteśmy demokracją, nam można zaufać, bo jesteśmy tacy jak wy, więc jeśli chcecie dywersyfikować łańcuchy produkcji, to przyjdźcie do nas. To jest jednak jedyne państwo poza Chinami z tak ogromnym rynkiem wewnętrznym. To dlatego Indie są teraz bardzo aktywne w polityce międzynarodowej. Zabiegają o to, żeby ściągnąć do siebie jak najwięcej biznesu, międzynarodowych korporacji i firm z państw zaprzyjaźnionych, z innych państw demokratycznych.

(...)

Mówił Pan o tym, że zmienia się światowa gospodarka, mamy odejście od globalizacji, ale zmienia się także politycznie, w rozumieniu układu światowych sił. Centra polityczne światowe wyglądają teraz trochę inaczej. Czy pana zdaniem Indie mogą aspirować do takiej roli centrum koordynującego, łączącego państwa globalnego południa, krajów BRICS albo rywalizować o rolę takiego lidera z Chinami?

Ja bym wręcz postawił tezę, że w sensie geopolitycznym Indie są jednym z największych wygranych wojny w Ukrainie. Nie potępiając jasno Rosji, zostawiły sobie otwarte drzwi. Teraz na wyścigi jeżdżą do nich i przedstawiciele Rosji, i innych państw BRICS, i delegacje państw zachodnich. W czerwcu premier Modi uda się na wizytę państwową z pełnym ceremoniałem i kolacją u prezydenta Joe Bidena, był zaproszony na G7 do Japonii, potem witany z pompą w Australii. Objeżdża świat jako ktoś, na kogo wszyscy czekają i na kogo liczą. Dodatkowo Indie wzmocniły swoją pozycję wśród państw Globalnego Południa, zwłaszcza tych, które nie chciały wybierać między Rosją a Zachodem, które uważają, że to nie jest ich wojna. Ja bym postawił nawet drugą tezę, że Indie rywalizują z Chinami o przywództwo w Globalnym Południu. Co więcej myślę, że prowadzą w tej rywalizacji, choć mają mniej do zaoferowania w kontekście twardych argumentów.

Twardych argumentów, czyli pieniędzy. Nie wybudują kosztownego portu czy lotniska w Afryce jak Chińczycy.

Może i zbudują, ale jedno, a Chiny kilkanaście czy kilkadziesiąt. Zasoby indyjskie są dużo mniejsze, ale jednocześnie jest takie przeświadczenie, że jest to łagodna potęga, łagodne mocarstwo, które nic nie narzuca, za to jest rzecznikiem wspólnych interesów. Mają mniej do zaoferowania, ale nie są zagrożeniem. Teraz, w ramach G20 zwłaszcza, Indie cały czas mówią o tym że "są głosem pozbawionych głosu", że są reprezentantem interesów Globalnego Południa, a pamiętajmy, że to ponad 120 państw. Znamienna była majowa wizyta premiera Modiego w Papui Nowej Gwinei. Premier tego państwa witał go na lotnisku kłaniając się mu do stóp i dotykając jego stopy w geście bardzo znaczącym w hinduizmie i powiedział, że wita Modiego jako "lidera państw Globalnego Południa".

To jest sentyment, który w wielu miejscach na świecie Indie mają i który został wzmocniony po ich niezależnym stanowisku wobec wojny w Ukrainie. Dla wielu z tych państw najważniejsze teraz jest, żeby wojna się skończyła, żeby ceny żywności i energii się ustabilizowały i pieniądze rozwojowe płynęły do państw najbiedniejszych a nie do Europy na bezsensowny z ich perspektywy konflikt. To wszystko mówi Modi zabiegając o umorzenie długów krajów najbiedniejszych, o politykę klimatyczną, która będzie odpowiadała na wyzwania w tych państwach. Indie znajdują się na granicy dwóch światów: państwa bardzo zacofanego, rozwijającego się i miejscami biednego oraz mocarstwa globalnego, które może być mostem między aspiracjami, potrzebami i problemami najbiedniejszych a uchem najbogatszych. Wydaje mi się, że zwłaszcza w tym roku, gdy Indie sprawują prezydencję w G20, ich postrzeganie w wielu państwach stanie się bardziej pozytywne niż w odniesieniu do Chin. Długofalowo Indie mogą tę rywalizację z Chinami o pierwszeństwo w krajach Globalnego Południa wygrać, a mi się wydaje, że już wygrywają.

gazeta.pl

Zagraniczni korespondenci w ChRL – jeszcze ich trochę zostało – donoszą, że w całym kraju są odwoływane koncerty, festiwale, wernisaże i wszystkie imprezy rozrywkowe lub kulturalne na żywo. Powód jest zawsze podobny „wydarzenie zostało przełożone z nieprzewidzianych powodów” lub „siłę wyższą” na bliżej nieokreślony czas. To prawna formułka zwalniająca z odpowiedzialności w przypadku okoliczności poza kontrolą organizatora, ale w realiach rządów partii komunistycznej to także eufemizm dla wyższych czynników partyjno-rządowych.

Jednym z wyjaśnień jest skandal, w którym władze ukarały firmę produkcyjną Xiaoguo grzywną w wysokości około 275 mln RMB (2 mln USD) i zawiesiły jej występy w dwóch dużych miastach „na czas nieokreślony.” Powodem był żart komika Li Haoshi w poprzedni weekend z wojskowego sloganu Xi Jinping. Władze aresztowały później kobietę za obronę żartu komika, a jego samego  przed ostatnim weekendem. Formalnie, koncerty i inne wydarzenia masowe w ChRL muszą być wcześniej zatwierdzone przez lokalne biuro Ministerstwa Kultury i Turystyki, ale w przeszłości egzekwowanie przepisów nie było tak rygorystyczne i wiele koncertów odbyło się bez uprzedniej zgody. Sprawa Li Haoshi mogła wywołać popłoch wśród urzędników, którzy na wszelki wypadek odwołują imprezy, aby jeszcze raz wszystko sprawdzić.

Myślę jednak, że incydent z Li Haoshi co najwyżej przyśpieszył planowane od dłuższego czasu działania władz. Niektóre z odwołanych wydarzeń wydają się nieść niewielkie, jeżeli nie zerowe, ryzyko, że ktoś będzie robił na nich żarty z sekretarza generalnego KPCh czy czynił w ogóle jakiekolwiek aluzje polityczne. Jak podają agencje odwołano na przykład również zjazd kobiet-przedsiębiorców z branży technologicznej w Szanghaju lub koncert w Guangzhou japońskiego zespołu chóralnego Kissaquo inspirowanego buddyzmem. 15 maja Pekińskie Centrum LGBT ogłosiło zamknięcie, również powołując się na siłę wyższą. Pekin od dawna planował zwiększenie kontroli nad branżą rozrywkową czy sztuką wyższą. Pandemia, odwołując wszystkie imprezy w ogóle, pozwoliła odłożyć sprawę na później, ale teraz nadszedł czas działania dla aktywu partyjnego.

Moim zdaniem, KPCh i Xi Jinping przestali się zadowalać, że kultura masowa czy ta dla bardziej wybrednego odbiorcy1 nie porusza pewnych tematów. To za mało. Partia wraca do paradygmatu kultury socjalistycznej (z chińską charakterystyką), w którym twórcy mają być ideologicznym pasem transmisyjnym i kształtować nowego człowieka. Myślę, że niedługo będziemy mieli do czynienia już nie z listą tematów zakazanych, ale listą tematów dopuszczonych, polecanych przez partię komunistyczną.

zawielkimmurem.net

28 maja odbyła się druga tura wyborów prezydenckich w Turcji. Według cząstkowych wyników podanych przez Najwyższą Komisję Wyborczą (przeliczono ponad 99% głosów) wygrał je dotychczasowy przywódca Recep Tayyip Erdoğan, uzyskując 51,91% poparcia. Na jego rywala – popieranego przez szeroki sojusz opozycyjny Kemala Kılıçdaroğlu – zagłosowało 48,09% wyborców. Frekwencja była nieco niższa niż w pierwszej turze i wyniosła 84,22%. Poza pojedynczymi incydentami głosowanie i liczenie głosów przebiegło spokojnie. Wynik elekcji zaakceptowała opozycja.

Komentarz

Wybory stanowiły sprawdzian poparcia społecznego dla Erdoğana, rządzącego krajem nieprzerwanie od 2002 r. (najpierw jako premier, a potem głowa państwa). Ich stawką było zaś dalsze trwanie systemu, który przez te dwie dekady zbudował. Biorąc bowiem pod uwagę, w jak dużym stopniu dzisiejsza Turcja jest w wymiarach ustrojowym, politycznym, gospodarczym, biznesowym i tożsamościowym zrośnięta z osobą urzędującego prezydenta, należy uznać, że ewentualne odsunięcie go od władzy oznaczałoby nie tylko roszadę personalną, lecz także de facto zmianę systemu politycznego. Pomimo pojedynczych nieprawidłowości obie tury wyborów należy uznać za uczciwe pod względem prawdziwości wyników. Jednocześnie jednak były one z licznych względów bardzo nierówne. Obóz rządzący korzystał w kampanii ze wsparcia aparatu państwa i sprawuje niemal pełną kontrolę (bezpośrednią i pośrednią) nad krajową przestrzenią medialną. Od lat wykorzystuje też organy ścigania i sądownictwo do nękania i represjonowania przeciwników politycznych i krytyków (m.in. dziennikarzy, prawników, działaczy NGO i osób prywatnych).

Do elekcji doszło w warunkach kryzysu finansowego skutkującego postępującą pauperyzacją ludności, głębokiej polaryzacji społecznej oraz szoku po trzęsieniu ziemi z lutego br., w którym zginęło ponad 50 tys. osób. Okoliczności te negatywnie odbijały się na poziomie poparcia dla Erdoğana i sprawiały, że jego konkurent dominował w części sondaży przedwyborczych. Tym samym realnym scenariuszem wydawało się zwycięstwo opozycji po raz pierwszy od 20 lat. Wybory 14 maja (parlamentarne i pierwsza tura prezydenckich) wyraźnie wygrane przez partię rządzącą i Erdoğana pokazały jednak, że notowania opozycji znacznie przeszacowano. Gorszy od oczekiwanego rezultat przełożył się zaś na wyraźny spadek morale po tej stronie sceny politycznej, a w konsekwencji – na demobilizację części jej elektoratu. Dotyczyło to w pierwszej kolejności Kurdów, dodatkowo zniechęconych tym, że Kılıçdaroğlu sięgnął przed drugą turą po ostrą retorykę nacjonalistyczną i antyuchodźczą.

Zwycięstwo prezydenta należy uznać za jego duży sukces, choć osiągnął on wyraźnie gorszy wynik niż w poprzednich wyborach w 2018 r. (wówczas już w pierwszej turze zdobył 52,6% głosów). Rezultat ten potwierdza po raz kolejny, że pomimo ogromnego elektoratu negatywnego i narastających trudności finansowych Erdoğan pozostaje politykiem bezalternatywnym. Swoje zwycięstwo zawdzięcza on splotowi kilku czynników. Po pierwsze strukturalnym przewagom nad opozycją. Po drugie temu, że dla znacznej części elektoratu głosowanie na niego ma znaczenie tożsamościowe, a zatem jest w dużej mierze niezależne od aktualnej sytuacji wewnętrznej. Po trzecie zaś umiejętnemu dyskontowaniu rzeczywistych osiągnięć 20 lat rządów oraz konsekwentnemu delegitymizowaniu opozycji (m.in. oskarżaniu jej o powiązania z kurdyjskimi terrorystami).

Za sukces opozycji należy uznać sam fakt wystawienia wspólnego kandydata (mimo dzielących ją głębokich różnic) oraz nawiązanie przez niego równorzędnej walki z Erdoğanem. Kılıçdaroğlu prowadził dynamiczną kampanię i w wielu aspektach celnie punktował obecnego prezydenta i obóz rządzący. Elekcja po raz kolejny zakończyła się jednak porażką opozycji. Dla samego Kılıçdaroğlu były to już piąte przegrane wybory parlamentarne i drugie prezydenckie, odkąd w 2010 r. objął kierownictwo największej siły opozycyjnej – Republikańskiej Partii Ludowej (CHP). Wydaje się, że bez zasadniczych zmian personalnych i programowych w tym obozie jego szanse na sukces wyborczy pozostaną mało realne także w przyszłości. Trzeba się zatem spodziewać, że rola Kılıçdaroğlu jako lidera opozycji zostanie zakwestionowana.

Wyraźne zwycięstwo obozu rządzącego zarówno w wyborach parlamentarnych 14 maja, jak i prezydenckich, jak również pierwsze wypowiedzi Erdoğana po ogłoszeniu wyników wskazują przede wszystkim na zamiar kontynuowania dotychczasowej polityki w większości obszarów. Zarazem, zapewniwszy sobie władzę na następną kadencję, prezydent będzie jednak musiał skonfrontować się z kilkoma poważnymi wyzwaniami. W pierwszej kolejności chodzi o kryzys finansowy wynikający w dużej mierze z prowadzonej polityki monetarnej (celowego utrzymywania niskich stóp procentowych) oraz niedoboru rezerw walutowych, sukcesywnie zużywanych na (nieskuteczne) podtrzymywanie kursu liry. Drugi problem to zmęczenie społeczeństwa obecnością na terenie kraju syryjskich uchodźców – ponad 3,5 mln osób. Dążąc do jego rozwiązania (a przynajmniej do zademonstrowania obywatelom takiej woli), władze będą kontynuowały proces normalizacji stosunków z Syrią oraz dialog w tej sprawie z Moskwą i Teheranem. Jednocześnie wydaje się, że w odniesieniu do USA, UE, rozszerzenia NATO czy wojny na Ukrainie stanowisko Turcji raczej nie ulegnie znaczącej zmianie.

osw.waw.pl