poniedziałek, 30 grudnia 2024



Sascha Lehnartz: Za nami kolejny rok kryzysu. Liberalne demokracje wydają się przygnębione i wyczerpane. Dlaczego tak się dzieje?

Iwan Krystew: Myślę, że obecnie doświadczamy punktu krytycznego. I to nie tylko dla liberalnych społeczeństw. Są momenty, w których zmienia się cały świat. Doświadczamy przewrotu politycznego, który szykuje się już od jakiegoś czasu. Rok 2024 był rokiem, w którym głosowała prawie połowa światowej populacji. Wyniki różnią się w zależności od miejsca, ale ogólna zasada jest taka, że rządzący wypadli raczej słabo. Nie poszło im dobrze ani w Europie, ani w Ameryce.

Jednak nawet tam, gdzie rządzący wygrali, w Indiach, RPA czy Turcji, sprawy nie potoczyły się gładko. Jedynym wyjątkiem był prawdopodobnie Meksyk. Niemal wszędzie mieliśmy do czynienia z dziwną mieszanką wściekłych wyborców i spanikowanych elit. 

(...)

Więc Niemcy są szczególnie bezradni?

To bardzo niewygodna sytuacja dla Niemiec. Nawet jeśli "koniec historii" był tytułem amerykańskiej książki, to był ideologią niemiecką. I nagle wszystkie kryzysy, których obecnie doświadczamy, są również kryzysami powojennej tożsamości Niemiec. Wojna w Gazie pogrąża Niemcy w kryzysie tożsamości ze względu na rolę Izraela w powojennej tożsamości Niemiec. Rosyjska wojna przeciwko Ukrainie powoduje kryzys tożsamości z powodu niemieckiego poczucia winy wobec Rosji. Kryzys w niemieckim przemyśle samochodowym również wpływa na powojenną tożsamość, ponieważ niemieckie samochody były ucieleśnieniem odrodzenia kraju. Tak więc każdy kryzys polityki zagranicznej jest również kryzysem tożsamości narodowej.

Donald Trump wkrótce obejmie władzę w USA. Co czeka Europę?

Nie możemy jeszcze wiedzieć, w jakim kierunku pójdzie jego polityka. W końcu jest nieprzewidywalny. Jednak jedno wydaje się pewne: wszystko wydarzy się bardzo szybko. Wiele będzie się działo poza instytucjami. Jesteśmy raczej powolni i przewidywalni, a on będzie nas bombardował decyzjami. Dziś ma innych zwolenników niż w 2016 r., typów z Doliny Krzemowej, takich jak Musk, którzy chcą "zakłóceń". To będzie wyzwanie dla Europy. Taki już nasz los — nie paraliżują nas nasze porażki, ale sukcesy. UE jest nadmiernie zinstytucjonalizowana, nadmiernie zbiurokratyzowana i nadmiernie uregulowana. Działało to dla nas w poprzednim świecie. A teraz żyjemy w świecie, w którym nasze zalety stają się wadami.

Czy to może być również powód dziwnej frustracji, tego gniewu, który odczuwa wielu ludzi? Ten paradoks, że nasze społeczeństwa wytworzyły niesamowity dobrobyt — a mimo to ludzie są niezadowoleni i czują się przytłoczeni współczesnym światem?

To strach ludzi, którzy czują, że ich świat znika. Jednak prawdą jest, że jeśli poważnie porównać dzisiejszą sytuację z latami 20. czy 30. ub. w., to ci ludzie nie wiedzą, o czym mówią. Tutaj, w Wiedniu, gdzie teraz siedzimy, 100 lat temu tysiące ludzi wciąż umierało z głodu. Bieda była tak wielka, że w 1918 r. cesarz nakazał rozbieranie zmarłych przed pochówkiem, aby ich ubrania mogły być przekazywane dalej. W latach 30. XX wieku prawie wszyscy mężczyźni na ulicy byli byłymi żołnierzami. Dziś żyjemy w społeczeństwach, w których nikt nie chce już wstępować do wojska.

onet.pl/Die Welt