czwartek, 4 lipca 2024



Niedawno na firmamencie pojawił się niejaki Giennadij Rakitin. (...) Poezja Rakitina najwidoczniej trafiła w oczekiwania odbiorców, bo Z-poeta ma na swojej stronie w mediach społecznościowych wielu wielbicieli, w tym około stu deputowanych Dumy Państwowej.

Czymże Rakitin zasłużył na uwagę przedstawicieli klasy politycznej? Co ich zachwyciło? Zacharow cytuje m.in. wiersz „Lider”, poświęcony prezydentowi Rosji. Oto fragment:

Ты как садовник, что в своем саду
Плоды трудов тяжелых пожинает.
Народ ликует, флаги в высоту
Взметнулись. Время тихо наступает.

[w skrócie – pean pod adresem wodza, który jak ogrodnik zbiera żniwo swych wielkich zamysłów i pracy, a naród w zachwycie podnosi w górę sztandary].

23 lutego zacytował ten utwór profil „SWO [specjalna operacja wojskowa]. Cytaty Władimira Putina. Rosja” w serwisie społecznościowym Vkontakte mający 112 tysięcy subskrybentów. Najwidoczniej utwór i jego wymowa przypadły do gustu publice, bo post zebrał ponad 500 lajków, przeczytało go 24 tys. odbiorców. Jak wyjaśnia Zacharow, to kreatywny przekład wiersza „Fuhrer” Eberharda Wolfganga Möllera, członka NSDAP, zdeklarowanego nazisty.

Cały profil Rakitina pełen jest przeróbek twórczości nazistowskich niemieckich wierszokletów z lat trzydziestych XX wieku. Jak pisze Zacharow: „Różnica pomiędzy niemieckim oryginałem a twórczością Rakitina tkwi jedynie w detalach: zamiast Niemcy jest Rosja albo Donbas, a taki np. nieznany żołnierzy, co poległ na polu bitwy, stał się bezimiennym bojownikiem CzWK Wagner”. I żaden z deputowanych i innych wielbicieli utworów Rakitina nie podniósł larum, że poeta szerzy nazistowskie hasła i idee. Wręcz przeciwnie – wyrażano aplauz. Wiersze Z-poety trafiały na konkursy poezji patriotycznej, czytano je na festiwalach i z dużym powodzeniem szerowano w mediach społecznościowych. Rakitin został nawet laureatem konkursu poezji patriotycznej im. Twardowskiego – doszedł do półfinału, otrzymał dyplom.

Tak naprawdę poeta Giennadij Rakitin nie istnieje. Jego profil w Vkontakte został założony przez grupę antywojennych aktywistów. Zdjęcie nobliwego starszego pana wygenerowała sztuczna inteligencja. Na profilu Rakitin przedstawia się jako 49-letni absolwent wydziału filologii MGU. Niewiele szczegółów. Nikt go nie widział, nikt nie ściskał prawicy. Mimo to cały szwadron putinowskich polityków wzruszył się wierszami i ruszył z wiwatami – wśród subskrybentów figurują m.in. senatorowie Dmitrij Rogozin i Andriej Kliszas, deputowani Dumy Państwowej, m.in. Dmitrij Kuzniecow i Nina Ostanina (łącznie 95 deputowanych i 28 senatorów), a także doradczyni Putina ds. kultury Jelena Jampolska, najwidoczniej świetnie zorientowana w delikatnej materii poetyckiej.

28 czerwca Rakitin opublikował na swoim profilu wiersz:

Геннадий долго издевался
Над z-стихами на стене,
В итоге х*й нарисовал он
Войне.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Węgierski premier Viktor Orban pojechał wczoraj /02.06.2024/ do Kijowa. To jego pierwsza wizyta na Ukrainie od początku rosyjskiej napaści. I w ogóle pierwsza od 12 lat. Ostatni raz Orban odwiedzał… Wiktora Janukowycza.  Do tej pory Orban nie tylko unikał spotkań z Wołodymyrem Zełenskim, ale i regularnie krytykował ukraińskie władze. Za rzekome eskalowanie wojny, rzekomą roszczeniową postawę,  upór w odrzucaniu idei negocjacji z Rosją na warunkach Moskwy i wreszcie za upór wobec rozszerzania praw węgierskiej mniejszości na ukraińskim Zakarpaciu.

Jednak w relacjach Kijowa i Budapesztu od kilku miesięcy coś zaczęło się dziać.

Na początku roku Peter Szijjarto, węgierski minister spraw zagranicznych, spotkał się w Użhorodzie ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Dmytro Kułebą, a co ważniejsze, również z Andrijem Jermakiem, szarą eminencją i szefem Biura Prezydenta Zełenskiego. W kwietniu doszło w Brukseli do kolejnego spotkania szefów dyplomacji Ukrainy i Węgier. Po tym brukselskim spotkaniu Szijjarto wystosował zadziwiająco optymistyczną opinię o polepszaniu się relacji węgiersko-ukraińskich. Kilka dni temu podczas unijnego szczytu w Brukseli Orban nieoczekiwanie podszedł do Zełenskiego i odbył z nim okraszoną emocjonalnymi gestami rozmowę w cztery oczy. Publicznie. Takie rozmowy nie są jednak przypadkowe, a starannie reżyserowane przez dyplomatów. I wreszcie Orban wybrał się do Kijowa. Jako szef rządu kraju, który właśnie objął na pół roku prezydencję w Radzie UE.

belsat.eu


Paradę przyjęli stojący na czerwonym dywanie zastępca szefa administracji dzielnicy „Partyzacki Rajon” Ludmiła Filippowicz i kierownik Wydziału Oświaty Weranika Rudaja.

Na czele był przedszkolak w mundurze milicjanta, jadący na stojąco w policyjnym samochodzie elektrycznym. Kiedy mijał stające na podium urzędniczki, stanął na baczność i pozdrowił je.

Za nim maszerowały już pieszo grupy przedszkolaków ubranych w mundury różnych służb bezpieczeństwa. Organizatorzy podkreślili, że uczestnicy „reprezentowali wszystkie możliwe rodzaje wojsk”. Wśród nich były dzieci w mundurach sił specjalnym milicji, których funkcjonariusze zachowywali się szczególnie brutalnie podczas tłumienia protestów. Zastąpili naszywkę „OMON” naszywką „Orlęta”.

Organizatorów szczególnie zachwyciła grupa przedszkolaków z pluszowymi psami w kamizelkach z naszywkami „Służba kynologiczna”.

Jeden z oddziałów dzieci przemaszerował z portretami weteranów II wojny światowej na patykach. To nawiązanie do organizowanej w Rosji propagandowej akcji „Nieśmiertelny pułk”

Parada zakończyła się wspólnym odśpiewaniem hymnu narodowego. Zdaniem władz dzielnicy akcja pokazała, że „nasi najmłodsi obywatele wyrastają na prawdziwych patriotów, nieskończenie kochających swoją ojczyznę”.

belsat.eu


We wtorek, w przeddzień oficjalnego Święta Niepodległości Białorusi, rocznicy wypędzenia przez Armię Czerwoną  wojsk III Rzeszy z Mińska w 1944 r. Alaksandr Łukaszenka wygłosił przemówienie w Pałacu Republiki w Mińsku. Jego fragment zamieścił kanał Telegramu „Pul Pierwogo” .

Łukaszenka poskarżył się, że polskie władze wykorzystują temat kryzysu migracyjnego do „wywarcia presji” na Białoruś.

– Nasi „przyjaciele”, nasi najbliżsi sąsiedzi – kierownictwo Polski – są w tej kwestii szczególnie uparci. Nawet posunęli się do tego… Prezydent Duda udał się do Xi Jinpinga: „Niech pan wykorzysta swoje wpływy na Łukaszenkę, na Putina, aby powstrzymali tę migrację” – stwierdził.

Po raz kolejny obarczył winą za kryzys migracyjny Zachód, który rzekomo zaprosił migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Przypomniał, że przed wprowadzeniem sankcji Białoruś współpracowała w tej kwestii z Zachodem i istniała umowa o readmisji.

– Potem to wszystko odrzucili: „Nie potrzebujemy tego”. OK, jak nie to nie. A ja tego potrzebuję? Czy mam na tym kawałku ziemi wybudować szambo? Nie będziemy ich powstrzymywać – powiedział.

Łukaszenka nie wspomniał jednak, że UE nigdy nie zrezygnowała ze współpracy granicznej z Białorusią. A umowa o readmisji została zerwana przez władze białoruskie.

– Powiedziałem od razu: nie będziemy ich łapać. Naszym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa naszym ludziom. Chyba nie zauważyliście, żeby ktoś szczególnie przeszkadzał nam w życiu – ci biedacy, ludzie z dziećmi, którzy uciekają ze Wschodu – powiedział Łukaszenka.

Niedawno organizacja byłych białoruskich mundurowych poinformowała, że grupy migrantów atakujących polską granicę przechodzą przeszkolenie w strukturach powiązanych z białoruskimi władzami.

Według nieoficjalnych informacji radia RMF FM już kilka dni temu do Mińska kanałami dyplomatycznymi popłynął sygnał, że Polska nie będzie dłużej tolerować presji migracyjnej oraz przetrzymywania w więzieniu polskiego dziennikarza i działacza społecznego Andrzeja Poczobuta.

Według stacji zapadła decyzja o wprowadzeniu bardzo szczegółowych kontroli w wielkim terminalu celnym na granicy z Białorusią – w Małaszewiczach w Lubelskiem. Jest to jedna główna z bram wjazdowych dla towarów płynących ze Wschodu w tym z Chin.

belsat.eu


(…) Późnym wieczorem w piątek, 3 listopada 2017 r., zespół inżynierów rozszedł się po wszystkich dziewięciu piętrach Ritza i przystąpił do wymiany zamków w drzwiach 200 pokojów. Usunięto zasłony z okien i wymontowano drzwi do łazienek. Kilka dużych apartamentów zarezerwowanych zwykle dla biznesmenów i książąt zostało przebudowanych na sale przesłuchań.

Do hotelu Ritz-Carlton, oryginalnie zaplanowanego jako kwatera dla odwiedzających Arabię Saudyjską dygnitarzy, prowadzi aleja palm. Jadąc nią, premierzy i prezydenci obcych krajów mogą podziwiać imponującą pałacową fasadę. Teren, na którym stoi budynek, należy w całości do dworu królewskiego. To 21 hektarów przepychu ze starannie utrzymanymi trawnikami i zacienionym dziedzińcem otoczonym sześćsetletnimi drzewami oliwnymi sprowadzonymi z Libanu.

Wieczorem 3 listopada hotel przejęła jednak grupa oficerów wywiadu i pracowników kancelarii dworu królewskiego. Ochroniarze zajęli stanowiska na każdym piętrze i przy wszystkich wyjściach. Obsłudze hotelu polecono wyprosić dotychczasowych rezydentów i odwołać przyszłe rezerwacje.

– W związku z nieprzewidzianą wizytą przedstawicieli miejscowych władz i potrzebą wprowadzenia podwyższonego stopnia bezpieczeństwa nie jesteśmy w stanie przyjmować nowych gości, do odwołania – wyjaśnił recepcjonista pewnemu przedsiębiorcy, który miał zabukowany pokój na termin odległy o zaledwie kilka dni.

Przed świtem do Ritza zaczęli zjeżdżać goście zupełnie innego rodzaju.

Wielu spośród internowanych kilka pierwszych nocy spędziło w salce konferencyjnej, z której byli od czasu do czasu wyprowadzani pod zbrojną eskortą do łazienki. Ponieważ ochroniarze na ogół kończyli przeszukiwanie po skonfiskowaniu jednego telefonu komórkowego, niektórzy więźniowie zdołali przemycić zapasowe aparaty ukryte w zawojach tradycyjnych szat zwanych thobami.

Zdjęcia zrobione potajemnie pierwszego dnia po przybyciu do hotelu ukazują zrezygnowanych mężczyzn leżących na cienkich materacach pod tanimi kolorowymi kocami. Patrząc na nich, mało kto domyśliłby się, że byli to jedni z najpotężniejszych ludzi w świecie arabskim: niedoszli następcy tronu, miliarderzy, ministrowie, książęta.

Część z nich skrywała sekrety, które należało siłą wydobyć na światło dzienne. Niemal wszyscy posiadali ogromne majątki, według nowych władz Królestwa Arabii Saudyjskiej zdobyte przez dziesięciolecia działań korupcyjnych.

Przez kilka pierwszych dni aresztowano przeszło 50 osób. W kolejnych tygodniach w Ritzu i innych podobnych miejscach w Rijadzie "zameldowało się" kolejne 300.

Za zatrzymania odpowiadała tajna dotąd komisja antykorupcyjna powołana do życia królewskim dekretem. Saudyjski prokurator generalny oświadczył, że pragnie odzyskać 100 mld dol. wyprowadzonych ze skarbu państwa w ciągu kilkudziesięciu lat na drodze korupcji i kradzieży.

Choć aresztowania najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w kraju przeprowadzano w imieniu króla Salmana, stał za nimi szósty syn władcy, Muhammad. Jeszcze trzy lata wcześniej nie słyszeli o nim nawet najpilniejsi obserwatorzy Bliskiego Wschodu. Teraz świeżo upieczony książę koronny przebojem zdobywał nie tylko Arabię Saudyjską, ale i świat.

(...)

Nigdy wcześniej w sposób tak gwałtowny nie utraciło fortun tylu miliarderów, tytanów finansjery, który – jak się zdawało – byli w stanie swym bogactwem poruszyć niebo i ziemię. Patrząc z perspektywy roku 2020, gdy większość zatrzymanych została już uwolniona, a do skarbca Arabii Saudyjskiej napłynęły aktywa warte dziesiątki mld dol., jasne się wydaje, że był to oficjalny debiut Muhammada ibn Salmana.

onet.pl


Z nieprawidłowościami dot. Funduszu Sprawiedliwości łączy się kolejny problem PiS. W środę sejmowa komisja regulaminowa pozytywnie zaopiniowała wniosek o zgodę na uchylenie immunitetu Marcina Romanowskiego. Posłowi Suwerennej Polski i byłemu wiceministrowi sprawiedliwości prokuratura chce postawić 11 zarzutów, w tym działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Tajne głosowanie poprzedziła kilkugodzinna dyskusja oraz wystąpienie prokuratorów, którzy przedstawili szczegóły stawianych politykowi zarzutów. Immunitet stracił już Michał Woś. W obu przypadkach chodzi o nieprawidłowości dotyczące środków z FS. Woś miał być zaangażowany w przekazanie pieniędzy z Funduszu na zakup oprogramowania Pegasus. Z nieoficjalnych doniesień w mediach wynika, że w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości zarzuty może usłyszeć też Dariusz Matecki. 

- Sprawa uchylania immunitetów ma wpływ na nastroje w partii, ale niekoniecznie negatywny. Bardziej bym spodziewał się konsolidacji środowiska. Bez względu na kwestie merytoryczne stojące za uchyleniem immunitetów politykom Zjednoczonej Prawicy, Kaczyński może podgrzewać mit o atakach na jego ugrupowanie - "zaczęło się od Wąsika i Kamińskiego, teraz chcą wsadzać kolejnych". Mity są ważne w polityce - komentuje Bartosz Rydliński.

gazeta.pl