Nietrudno zauważyć, że intensyfikacja krwawych ataków pod Pokrowskiem przez Rosjan nastąpiła dokładnie przed spotkaniem Putina z Trumpem na Alasce. Miało to dać wrażenie, że rosyjskie wojsko przejęło inicjatywę na froncie w Donbasie i wpłynąć na sposób prowadzenia rozmów (podkreślamy: „rozmów” nie „negocjacji”) przez Amerykanów. Kremlowskiej propagandzie częściowo się udało, ponieważ nawet w polskich mediach pojawiły się alarmujące tytuły: „Rosjanie złamali linię frontu”, „Piekło pod Pokrowskiem” czy „Bitwa o Pokrowsk. Ukraina alarmuje: Rosjanie coraz bliżej”.
Tymczasem sytuacja pod Pokrowskiem była napięta, ale nie beznadziejna. Trzeba pamiętać, że podobne ataki były prowadzone już rok wcześniej, o czym zresztą pisaliśmy na Defence24.pl dokładnie 29 sierpnia 2024 roku w artykule „Katastrofa pod Pokrowskiem? Zełenski zagrał va banque”. Wtedy też Putin nakazał przyspieszyć ofensywę, rzucając do ataku ponad 30 tysięcy swoich żołnierzy.
Można więc mówić tak, jak chce Kreml, że obecnie sytuacja jest tragiczna, bo Rosjanie są już na przedmieściach Pokrowska. Ale można też opisywać realną sytuację, w której „druga armia na świecie” z „uzbrojeniem niemającym analogów” i dużą tolerancją strat w ciągu dwunastu miesięcy nie była w stanie się przebić kilka kilometrów przez ukraińską obronę. Oczywiście rosyjscy dowódcy, nie przejmując się stratami, kilka razy dziennie wysyłali swoich żołnierzy małymi grupkami, by „przesączali” się przez strefę śmierci i zajmowali coraz to nowe pozycje. Nie była to jednak „typowa” ofensywa z atakiem czołgów i wsparciem lotniczym, ale powolne zajmowanie opuszczanego przez Ukraińców terenu i trwanie do czasu nadejścia posiłków.
Znamienne jest to, że działającym w ten sposób Rosjanom udało się wejść do południowo-zachodnich dzielnic Pokrowska, ale nie z kierunku wschodniego, skąd bezskutecznie wyprowadzano ataki od kilkunastu miesięcy. Ukraińskiemu dowództwu udało się jednak zatrzymać i ten swoisty „przeciek”, który zresztą natychmiast zaczęto eliminować. Rosjanie, widząc, że ten kierunek ataku już się nie powiedzie, całkowicie zmienili swoje zamiary i uderzyli skutecznie w kierunku zachodnim, na północ od Pokrowska (a więc zupełnie nie w kierunku tego miasta).
I tam sytuacja rzeczywiście zaczęła się zmieniać bardzo źle dla Ukrainy. Rosyjskie rozpoznanie zadziałało skutecznie, wykrywając miejsca, gdzie linie obrony były słabo obsadzone. Rosjanie zaczęli zajmować kolejne miejscowości, przerzucając niewielkie grupy żołnierzy wzdłuż linii drzew, szczególnie na obszarze koło miejscowości Dobropilla. Co gorsza, w pewnym momencie przedarli się praktycznie bez walki przez nowo zbudowaną „linię obrony Donbasu”. Linia ta według ukraińskich specjalistów z RFU News składa się z „wielowarstwowego systemu okopów, umocnionych punktów i naturalnych barier” i została tak zaprojektowana, by „spowolnić atakujących do czasu, aż operatorzy dronów i mobilne rezerwy będą w stanie zareagować”.
Pomimo tego Rosjanie w ciągu 4 dni przebili się na odległość nawet 18 km od swoich pozycji wyjściowych, zbliżając się niebezpiecznie do drogi łączącej Dobropilla z Kramatorskiem. Sami Ukraińcy przyznają się, że było to możliwe z powodu braku koordynacji we własnych siłach i nieprawdziwych, uspokajających meldunków, jakie płynęły od stacjonujących w tamtej okolicy brygad. W rzeczywistości, nawet dobrze przygotowane linie obronne okazały się słabo obsadzone, co bardzo skutecznie wykorzystali Rosjanie. Nie zadziałało też ukraińskie rozpoznanie, które nie wykryło ruchu rosyjskich pododdziałów i nie zneutralizowało sił w tzw. strefie śmierci.
Jak się jednak okazało, Rosjanie nie docenili Ukraińców i ponownie poprowadzili atak wąskim pasem, nie martwiąc się o ewentualny kontratak i okrążenie. To, co sprawdziło się wcześniej, np. w rejonie Bachmutu i Awdijiwki, tutaj jednak doprowadziło do katastrofy. Ukraińcy, by zmienić trudną sytuację w rejonie rosyjskiej „ofensywy”, wysłali bowiem do kontrataku 1. Korpus Gwardii Narodowej „Azow”.
Jak na razie komunikaty ukraińskich sił zbrojnych o własnych działaniach są bardzo wstrzemięźliwe. Wskazuje się w nich jednak wyraźnie na dwa sukcesy. Po pierwsze, Ukraińcom udało się zlikwidować praktycznie wszystkich Rosjan, którzy przedarli się do Pokrowska (miasta i przedmieść. Tutaj główną rolę grały siły 7. Korpusu wojsk desantowo-szturmowych. Po drugie, z powodzeniem likwidowany jest również wyłom w „Linii obrony Nowego Donbasu”, jaki Rosjanie utworzyli na północ od Pokrowska.
W przypadku Pokrowska sprawa była o tyle ułatwiona, że po konsolidacji obrony szybko udało się odciąć tych Rosjan, którzy przedarli się do samego miasta. Nie było to duże zgrupowanie, ponieważ nawet ostrożne szacunki wskazywały, że po przejściu przez „strefę śmierci” do celu docierało około 20% stanu wyjściowego atakujących pododdziałów. Najbardziej niebezpieczne były trzy rosyjskie grupy taktyczne, które skrycie przedzierały się najpierw przez 4 dni do strefy przemysłowej w miejscowości Piszczane, a później przez 10 dni przenikały do znajdującego się około 5 km od Pokrowska (pokonując około 600 m dziennie).
(...)
Efektem operacji w okolicach samego Pokrowska było odrzucenie Rosjan na pozycje wyjściowe, oddalone o 4-5 km od samego miasta.
Jeszcze lepiej uporały się ze swoim zadaniem jednostki 1. Korpusu armii Gwardii Narodowej Ukrainy, na czele którego stanęła słynna brygada „Azow”. Bezlitośnie wykorzystały one kształt wyłomu, w którym Rosjanie posuwali się do przodu, ale nie na boki. W pierwszym etapie doszło do czołowego uderzenia 1. pułku szturmowego „Da Vinci”, który odrzucił Rosjan do miejscowości Zołotyj Kołodjaź. Kontrnatarcie kontynuowano dalej, wypychając rosyjskie pododdziały 4 km na wschód, już poza „Linię obrony Nowego Donbasu”.
W międzyczasie na boki wąskiego wyłomu uderzyła brygada „Azow” (od południa) i 93. brygada zmechanizowana od północnego wschodu. Dzięki temu manewrowi Ukraińcom udało się odciąć od dostaw dwa zgrupowania rosyjskich żołnierzy. Podobne uderzenie powtórzono kilka kilometrów dalej na wschód i w ten sposób powstał trzeci „kocioł” pomiędzy rosyjskimi pozycjami i dwoma, poprzednio odciętymi ugrupowaniami.
W oficjalnym komunikacie ukraińskim wskazuje się, że w dniach od 4 do 16 sierpnia 2025 roku, „w wyniku wspólnych działań jednostek i pododdziałów Sił Zbrojnych Ukrainy i Gwardii Narodowej Ukrainy, wchodzących w skład I Korpusu Azowskiej Gwardii Narodowej, w obwodzie donieckim oczyszczono następujące miejscowości: Hruźke, Rubiżne, Nowodiane, Zołotyj Kołodjaź, Petriwka i Wesele. W dalszej części tzw. działania stabilizacyjne są realizowane w kierunku miasta Dobropille”.
(...)
Znamienne jest przy tym to, że rosyjskie wojsko nie zdołało przerzucić na nowo zajęte tereny dużej liczby sprzętu technicznego. Według danych ukraińskich utracili bowiem w tym rejonie „tylko”: 8 czołgów (uszkodzonych lub zniszczonych), 6 bojowych wozów piechoty, 103 samochody i motocykle, jedną wyrzutnię rakietową, 18 armat i 91 bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.
defence24.pl