wtorek, 19 sierpnia 2025



Dzień po spotkaniu z Donaldem Trumpem na Alasce Władimir Putin wezwał "rosyjskich magnatów" do zbudowanej w czasach carskich sali Orderu Świętej Katarzyny Męczennicy na Kremlu, której splendor miał być odzwierciedleniem potęgi rosyjskiego imperium. Pochwalił "szczerość" amerykańskiego prezydenta i dodał: "zbliża nas to do podjęcia koniecznych decyzji" - relacjonuje we wtorek brytyjski tygodnik.

To spotkanie na Kremlu miało być sygnałem dla rosyjskich elit, że wojna może się skończyć, ale oczywiście na warunkach Rosji. "Taki komunikat jest jednocześnie wyrazem zmęczenia wojną, jak i przekonania Putina, że wygra ją albo poprzez walkę, albo przez korzystne negocjacje" - ocenia "Economist", ale zarazem podkreśla, że Putin nie pojechał na Alaskę, by negocjować, lecz by "dumnie obnosić się" z odzyskaną pozycją człowieka, który może wpływać na losy Europy.

"Publicznością tego show, pośpiesznie zorganizowanego na prośbę Putina, był nie tylko Trump, ale też elity Putina i jego obywatele" - podkreśla tygodnik.

Ocenia dalej, że zorganizowane wkrótce po szczycie spotkanie Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i europejskimi przywódcami raczej nie zaniepokoiło Putina; w odczycie Moskwy nie zdarzyło się tam nic ważnego poza wzajemnym poklepywaniem się po plecach i zapewnieniami o poparciu dla Ukrainy.

A telefon, jaki Trump wykonał do Putina pośrodku rozmów z europejskimi gośćmi utwierdził rosyjskiego dyktatora w przekonaniu, że "Trump nie zrobi nic w sprawie Ukrainy nie konsultując się z Rosją" - zauważa "Economist".

Cały spektakl związany z negocjacjami pokojowymi jest Putinowi potrzebny, ponieważ gospodarka Rosji wkracza w recesję; w ciągu siedmiu pierwszych miesięcy 2025 roku deficyt budżetowy przekroczył limit na cały rok, jako że wydatki rządowe w tym okresie wzrosły o 20 proc. Co więcej, 60 proc. ankietowanych Rosjan popiera rozmowy pokojowe. Zaś dobrze poinformowany rosyjski biznesmen przyznaje w rozmowie z tygodnikiem: "Nikogo nie obchodzi jak to (wojna) się skończy, byle się skończyło. Putin może przedstawić wszystko jako zwycięstwo".

PAP

Na obszarze Donieckiego Zagłębia Węglowego, obejmującego około 50 tys. km kw., udokumentowane zasoby węgla szacuje się na 55 mld ton. Występuje tam 330 pokładów, z czego 185 posiada miąższość przemysłową (grubość warstwy), czyli przekraczającą 45 cm. Co więcej, cała Ukraina zajmuje zaledwie 0,4 proc. powierzchni lądów Ziemi, ale posiada 5 proc. światowego potencjału mineralnego.

Na terenie Donbasu, przed zajęciem Krymu, działało 228 kopalń. Przed 2014 r. eksploatowano 65 pokładów. W 2014 r. wydobyto około 65 mln ton.

Przed 2014 r. Donbas generował 16 proc. PKB Ukrainy. Odpowiadał także za 25 proc. całego eksportu z tego kraju. W obwodach donieckim i ługańskim dominował przemysł wydobywczy, metalurgiczny, maszynowy i lekki. Pod względem logistycznym i strategicznym Donbas posiadał rozwiniętą infrastrukturę transportową — m.in. port w Mariupolu, gęstą sieć kolejową obsługującą 40 proc. krajowego ruchu towarowego oraz specjalne strefy ekonomiczne z ulgami podatkowymi.

Na obszarach Donbasu, które po walkach w 2014 i 2015 r. pozostały pod administracją ukraińską, koncentrowała się znacząca część przemysłu kraju.

Kluczowym ośrodkiem straconym przez Ukraińców w 2022 r. był Mariupol – miasto portowe, w którym działały druga i trzecia co do wielkości huta stali w państwie. To właśnie strategiczne położenie i przemysłowy potencjał sprawiały, że Mariupol miał największe znaczenie gospodarcze w tej części Donbasu. Przemysł obecny był także w innych miastach, jak Kramatorsk czy Słowiańsk, lecz ich rola była zdecydowanie mniejsza.

(...)

Od podpisania porozumień mińskich w 2015 r. aż do wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 r. Donbas pozostawał podzielony na dwie części. Jedną kontrolowali tymczasowo Rosjanie, a druga znajdowała się pod administracją ukraińską. Na okupowanych terenach Rosja prowadziła gospodarkę rabunkową. Wydobywany tam antracyt trafiał nielegalnie na rynki mimo sankcji nałożonych na przywódców z okupowanej części obwodów ługańskiego i donieckiego.

– Po stronie ukraińskiej były dwa procesy. Z jednej strony trwała eksploatacja surowców – Donbas to jeden z najbogatszych regionów Ukrainy pod względem kopalin: metali, rud, węgla. Z drugiej strony prowadzono prace nad umocnieniami wojskowymi – mówi money.pl kierownik Zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich Tadeusz Iwański. Jak dodaje, choć obecnie nie mamy dokładnych informacji, co dzieje się w Donbasie za linią frontu, to można stwierdzić, że to teren w dużej mierze wyludniony i niebezpieczny. Operuje tam lotnictwo, drony, grupy dywersyjne oraz armia rosyjska z jednej strony, a ukraińska z drugiej. Mnóstwo ludzi uciekło albo zostało ewakuowanych.

Działalność ekonomiczna jest ograniczona – poza punktową obecnością przemysłu wydobywczego. Usługi niemal zniknęły, bo brakuje ludzi, którzy mogliby z nich korzystać – mówi nam ekspert OSW.

Pod Donbasem znajdują się wciąż nieoszacowane w pełni złoża paliw i minerałów, jednak z rozmów z ekspertami bardziej gospodarczy wyłania się aspekt militarny i polityczny.

Putin chce, aby Ukraina oddała cały obwód doniecki, ale to jest ryzyko, którego Ukraina nie zaakceptuje – i słusznie. Ryzyko polityczne to jedno, ale drugie to konieczność wycofania wojsk z fortyfikacji. Ukraina jest obecnie w bardzo złym stanie gospodarczym. Oddanie fortyfikacji i zmiana granic oznaczałyby konieczność budowy nowych umocnień, co jest bardzo kosztowne – setki milionów dolarów. Ukraina będzie musiała na to zaciągnąć kolejne pożyczki. Tymczasem dług publiczny Ukrainy wynosi już 90 proc. PKB, a prognozy zakładają, że przekroczy w tym roku 100 proc. – mówi money.pl Sergiej Druczin z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego.

Ryzykiem politycznym byłaby – w przypadku zgody na ustępstwa wobec Federacji Rosyjskiej – kwestia przemieszczenia tysięcy ukraińskich żołnierzy nie tylko za front, ale aż na nową granicę państwa.

(...)

Zdaniem Sergieja Druczina dla Kijowa obecnie ekonomicznie najistotniejsza jest Odessa i porty w tym rejonie. Tym bardziej że Ukraińcy stracili port w Mariupolu i tylko tą drogą mogą dalej handlować na morzu.

money.pl

- Dzisiaj ropa naftowa utrzymuje się w granicach 63-66 dol. za baryłkę. Myślę, że poniżej 55 dol. jej cena nie spadnie, bo trzeba pamiętać o kosztach wydobycia, które na przykład w Stanach Zjednoczonych są wysokie. Zresztą, zestawianie dzisiejszych notowań tego surowca z wartościami historycznymi to błąd. Mamy tak wysoką inflację na świecie w ostatnich pięciu latach, że dzisiejsza baryłka za 66-70 dol. jeszcze 10 lat temu kosztowałaby 40 dol. - ocenia Sikorski.

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że ewentualne nastanie pokoju w Ukrainie (o ile rzeczywiście uda się dogadać z Władimirem Putinem) wpłynie na wiele rynków, w tym także na rynek paliw. Może wręcz wywrócić stolik i doprowadzić do nowego rozdania po tym, jak rosyjska ropa znalazła się na cenzurowanym, a wiele gospodarek (nie tylko na Zachodzie, ale również Indie) zaczęło szukać dla niej alternatyw, przede wszystkim w Arabii Saudyjskiej i w USA.

(...)

- Z perspektywy paliw dla nas ważniejsze jest jednak to, co wydarzy się na Białorusi. Mają tam dwie rafinerie - Mozyrz i Nowopołock, które są znacznie bliżej nas niż rafinerie rosyjskie. Przed wybuchem wojny w 2022 r. dla przemysłu paliwowego Białorusi to Ukraina była rynkiem zbytu numer jeden, a Polska - numerem dwa. Zakończenie wojny w Ukrainie i zdjęcie sankcji z Rosji i Białorusi może sprawić, że rynek paliwowy w regionie będzie "ustawiał się" od nowa. A to będzie powodowało presję na spadek cen - dodaje.

(...)

- Nie wyobrażam sobie, aby cena ropy, zwłaszcza w Stanach, zeszła do poziomu 55 dol. Chyba że rzeczywiście nastąpiłby powrót ropy rosyjskiej i próba odebrania części rynku na przykład Arabii Saudyjskiej. Pamiętamy sprzed kilku lat, jak zagrali mocno, wprowadzając 10-dolarowy dyskont cenowy w stosunku do ropy Brent, żeby wywrzeć presję, zwłaszcza na producentów amerykańskich. Saudyjczycy potrafią grać tak mocno, jeśli widzą taką potrzebę - ocenia Adam Sikorski.

money.pl


Przywódcy zachodni podkreślili znaczenie porozumienia pokojowego i gwarancji bezpieczeństwa, które odstraszą od dalszej agresji na Ukrainę i zapewnią bezpieczeństwo zarówno Ukrainie, jak i Europie. Von der Leyen, Meloni i Starmer wyrazili poparcie dla ukraińskich gwarancji bezpieczeństwa wzorowanych na artykule 5 NATO, który zobowiązuje państwa członkowskie do podjęcia „takich działań, jakie uznają za konieczne, w tym użycia siły zbrojnej” w przypadku agresji na jedno państwo członkowskie. Trump oświadczył, że jego intencją jest, aby nieokreślone gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy odstraszyły od przyszłej agresji na Ukrainę. Trump oświadczył również ustnie, że Stany Zjednoczone zapewnią pewne nieokreślone wsparcie dla gwarancji bezpieczeństwa, a państwa europejskie poniosą większość ciężaru tych gwarancji. W relacji Trumpa ze spotkania opublikowanej na Truth Social stwierdzono, że „różne kraje europejskie” zapewnią gwarancje bezpieczeństwa, a Stany Zjednoczone zapewnią „koordynację” tych gwarancji. Stanowisko USA w sprawie amerykańskiego zaangażowania w udzielanie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa pozostaje zatem niejasne. Zełenski oświadczył na wspólnej konferencji prasowej z Trumpem, że Ukraina potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa od swoich partnerów, a także zasobów, aby utrzymać siłę swojej armii, w tym broni, szkoleń i wymiany informacji wywiadowczych, a silna armia ukraińska sama w sobie jest gwarancją bezpieczeństwa. Zełenski zauważył, że Ukraina i jej europejscy partnerzy mają obecnie program zakupu broni od Stanów Zjednoczonych i że jest to część gwarancji silnej armii ukraińskiej.

Ukraina podobno zaproponowała umowę na zakup amerykańskiej broni i produkcję ukraińskich dronów w zamian za amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Financial Times (FT) poinformował 18 sierpnia, że uzyskał dokument, w którym Ukraina obiecała zakup amerykańskiej broni o wartości 100 miliardów dolarów z finansowaniem europejskim, jeśli Stany Zjednoczone udzielą gwarancji bezpieczeństwa, ale zauważył, że dokument nie precyzuje, jaką broń Ukraina chce kupić. FT poinformował, że Ukraina również zaproponowała umowę o wartości 50 miliardów dolarów na produkcję dronów z ukraińskimi firmami, ale dokumenty nie wskazują, jaka część umowy dotycząca dronów będzie stanowiła zakupy, a jaka inwestycje. FT powołał się na cztery osoby zaznajomione ze sprawą, twierdząc, że propozycje te znalazły się na ukraińskiej liście tematów do rozmów z europejskimi przywódcami przed szczytem 18 sierpnia.

(...)

Rosyjski opozycyjny portal medialny „Ważnyje Istorii” poinformował 18 sierpnia, że dane dotyczące wydatków budżetu federalnego Rosji wskazują, że wskaźnik rekrutacji kontraktowej Ministerstwa Obrony Rosji (MON) spadł w drugim kwartale 2025 roku do najniższego poziomu od dwóch lat. „Ważnyje Istorii” poinformował, że rosyjskie MON dokonało wypłat na rzecz 37.900 osób za podpisanie kontraktu w drugim kwartale 2025 roku, ale że w 2024 roku MON dokonało wypłat na rzecz 92.800 osób, co stanowi znaczny spadek. ISW wcześniej zauważył doniesienia, że Kreml przekroczył 30 miliardów rubli (381,5 miliona dolarów) federalnego budżetu na rok 2025 na płatności kontraktowe do lata 2025 roku i zwiększył swój budżet do 35,8 miliarda rubli (455,3 miliona dolarów). Tempo rekrutacji w Rosji prawdopodobnie nie spadło pomimo wyczerpania federalnego budżetu rekrutacyjnego. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew stwierdził 2 lipca, że rosyjskie Ministerstwo Obrony podpisało ponad 210.000 kontraktów z żołnierzami kontraktowymi, co – jak podaje „Ważnyje Istorie” – jest 1,6 razy więcej niż wynika z danych o wydatkach budżetowych. „Ważnyje Istorie” poinformowało, że według innych badań Ministerstwo Obrony Narodowej uzyskało około 191.000 nowych kontraktów, korzystając z regionalnych danych budżetowych, co sugeruje, że Kreml wykorzystuje inne budżety do finansowania rekrutacji. Rosyjscy urzędnicy coraz częściej próbują obejść niedociągnięcia budżetowe, nieformalnie rekrutując poborowych, oferując dodatkowe wynagrodzenia cudzoziemcom i przerzucając ciężar finansowy z budżetów podmiotów federalnych (regionów) zamiast z bezpośredniego budżetu rządu federalnego. Próba Rosji, aby przerzucić ciężar finansowania premii za pobór na podmioty federalne, stanowi kosmetyczną próbę ukrycia faktu, że ograniczony majątek narodowy Rosji nie jest w stanie w nieskończoność utrzymać długoterminowych działań rekrutacyjnych bez uszczuplania innych programów rządowych. Rosnące wyzwania finansowe prawdopodobnie osłabią cały rosyjski aparat generowania sił zbrojnych. Dodatkowe sankcje Zachodu wymierzone w dochody z rosyjskiej ropy naftowej prawdopodobnie zaostrzą poważniejsze problemy gospodarcze, które mogą osłabić długoterminową zdolność Rosji do kontynuowania wojny na Ukrainie.

understandingwar.org


2 sierpnia po uderzeniu bezzałogowego statku powietrznego zatrzymała się rafineria Rosnieftu w Nowokujbyszewsku o mocy 8,3 mln ton rocznie. 11 sierpnia wstrzymała przyjmowanie surowców rafineria w Saratowie, której moc wynosi 5,8 mln ton rocznie.

15 sierpnia ogłoszono zatrzymanie pracy największego na południu Rosji zakładu rafineryjnego Łukoilu w Wołgogradzie, którego moce produkcyjne wynoszą 14,8 mln ton rocznie. Tego samego dnia, po ataku dronów, wstrzymano przyjmowanie ropy naftowej do przetwarzania w zakładzie rafineryjnym Rosnieftu w Samarze, którego moce produkcyjne wynoszą 8,5 mln ton rocznie.

Ponadto 2 sierpnia około połowy mocy produkcyjnych (6,9 mln ton z 13,8) wstrzymała rafineria w Riazaniu, największa z zakładów Rosnieftu, z której paliwo trafia m.in. do stacji benzynowych w Moskwie.

W ten sposób w ciągu niecałych trzech tygodni koncerny naftowe straciły 44,3 mln ton rocznej mocy przerobowych rafinerii, co stanowi 13,5 proc. całkowitej mocy rafinerii w kraju, która według szacunków ekspertów wynosi 328 mln ton rocznie. W ub. roku, według szacunków agencji Reuters, rosyjskie rafinerie przetworzyły 267 mln ton ropy naftowej – i jest to najniższy poziom od 12 lat.

Remont zakładów Rosnieftu w Riazańsku i Nowokujbyszewsku potrwa około miesiąca, poinformowały wcześniej źródła agencji Reuters. Według nich, co najmniej do końca sierpnia będzie zamknięty zakład w Samarze. Trudności z remontem są związane z sankcjami, wyjaśnił w lipcu podczas wystąpienia w Radzie Federacji minister energetyki Siergiej Cywilew. Zachodni sprzęt dla rafinerii naftowych został objęty europejskimi sankcjami już w lutym 2022 r. Powoduje to "zakłócenia", przyznał Cywilew.

onet.pl\The Moscow Times

Nietrudno zauważyć, że intensyfikacja krwawych ataków pod Pokrowskiem przez Rosjan nastąpiła dokładnie przed spotkaniem Putina z Trumpem na Alasce. Miało to dać wrażenie, że rosyjskie wojsko przejęło inicjatywę na froncie w Donbasie i wpłynąć na sposób prowadzenia rozmów (podkreślamy: „rozmów” nie „negocjacji”) przez Amerykanów. Kremlowskiej propagandzie częściowo się udało, ponieważ nawet w polskich mediach pojawiły się alarmujące tytuły: „Rosjanie złamali linię frontu”, „Piekło pod Pokrowskiem” czy „Bitwa o Pokrowsk. Ukraina alarmuje: Rosjanie coraz bliżej”.

Tymczasem sytuacja pod Pokrowskiem była napięta, ale nie beznadziejna. Trzeba pamiętać, że podobne ataki były prowadzone już rok wcześniej, o czym zresztą pisaliśmy na Defence24.pl dokładnie 29 sierpnia 2024 roku w artykule „Katastrofa pod Pokrowskiem? Zełenski zagrał va banque”. Wtedy też Putin nakazał przyspieszyć ofensywę, rzucając do ataku ponad 30 tysięcy swoich żołnierzy.

Można więc mówić tak, jak chce Kreml, że obecnie sytuacja jest tragiczna, bo Rosjanie są już na przedmieściach Pokrowska. Ale można też opisywać realną sytuację, w której „druga armia na świecie” z „uzbrojeniem niemającym analogów” i dużą tolerancją strat w ciągu dwunastu miesięcy nie była w stanie się przebić kilka kilometrów przez ukraińską obronę. Oczywiście rosyjscy dowódcy, nie przejmując się stratami, kilka razy dziennie wysyłali swoich żołnierzy małymi grupkami, by „przesączali” się przez strefę śmierci i zajmowali coraz to nowe pozycje. Nie była to jednak „typowa” ofensywa z atakiem czołgów i wsparciem lotniczym, ale powolne zajmowanie opuszczanego przez Ukraińców terenu i trwanie do czasu nadejścia posiłków.

Znamienne jest to, że działającym w ten sposób Rosjanom udało się wejść do południowo-zachodnich dzielnic Pokrowska, ale nie z kierunku wschodniego, skąd bezskutecznie wyprowadzano ataki od kilkunastu miesięcy. Ukraińskiemu dowództwu udało się jednak zatrzymać i ten swoisty „przeciek”, który zresztą natychmiast zaczęto eliminować. Rosjanie, widząc, że ten kierunek ataku już się nie powiedzie, całkowicie zmienili swoje zamiary i uderzyli skutecznie w kierunku zachodnim, na północ od Pokrowska (a więc zupełnie nie w kierunku tego miasta).

I tam sytuacja rzeczywiście zaczęła się zmieniać bardzo źle dla Ukrainy. Rosyjskie rozpoznanie zadziałało skutecznie, wykrywając miejsca, gdzie linie obrony były słabo obsadzone. Rosjanie zaczęli zajmować kolejne miejscowości, przerzucając niewielkie grupy żołnierzy wzdłuż linii drzew, szczególnie na obszarze koło miejscowości Dobropilla. Co gorsza, w pewnym momencie przedarli się praktycznie bez walki przez nowo zbudowaną „linię obrony Donbasu”. Linia ta według ukraińskich specjalistów z RFU News składa się z „wielowarstwowego systemu okopów, umocnionych punktów i naturalnych barier” i została tak zaprojektowana, by „spowolnić atakujących do czasu, aż operatorzy dronów i mobilne rezerwy będą w stanie zareagować”.

Pomimo tego Rosjanie w ciągu 4 dni przebili się na odległość nawet 18 km od swoich pozycji wyjściowych, zbliżając się niebezpiecznie do drogi łączącej Dobropilla z Kramatorskiem. Sami Ukraińcy przyznają się, że było to możliwe z powodu braku koordynacji we własnych siłach i nieprawdziwych, uspokajających meldunków, jakie płynęły od stacjonujących w tamtej okolicy brygad. W rzeczywistości, nawet dobrze przygotowane linie obronne okazały się słabo obsadzone, co bardzo skutecznie wykorzystali Rosjanie. Nie zadziałało też ukraińskie rozpoznanie, które nie wykryło ruchu rosyjskich pododdziałów i nie zneutralizowało sił w tzw. strefie śmierci.

Jak się jednak okazało, Rosjanie nie docenili Ukraińców i ponownie poprowadzili atak wąskim pasem, nie martwiąc się o ewentualny kontratak i okrążenie. To, co sprawdziło się wcześniej, np. w rejonie Bachmutu i Awdijiwki, tutaj jednak doprowadziło do katastrofy. Ukraińcy, by zmienić trudną sytuację w rejonie rosyjskiej „ofensywy”, wysłali bowiem do kontrataku 1. Korpus Gwardii Narodowej „Azow”.

Jak na razie komunikaty ukraińskich sił zbrojnych o własnych działaniach są bardzo wstrzemięźliwe. Wskazuje się w nich jednak wyraźnie na dwa sukcesy. Po pierwsze, Ukraińcom udało się zlikwidować praktycznie wszystkich Rosjan, którzy przedarli się do Pokrowska (miasta i przedmieść. Tutaj główną rolę grały siły 7. Korpusu wojsk desantowo-szturmowych. Po drugie, z powodzeniem likwidowany jest również wyłom w „Linii obrony Nowego Donbasu”, jaki Rosjanie utworzyli na północ od Pokrowska.

W przypadku Pokrowska sprawa była o tyle ułatwiona, że po konsolidacji obrony szybko udało się odciąć tych Rosjan, którzy przedarli się do samego miasta. Nie było to duże zgrupowanie, ponieważ nawet ostrożne szacunki wskazywały, że po przejściu przez „strefę śmierci” do celu docierało około 20% stanu wyjściowego atakujących pododdziałów. Najbardziej niebezpieczne były trzy rosyjskie grupy taktyczne, które skrycie przedzierały się najpierw przez 4 dni do strefy przemysłowej w miejscowości Piszczane, a później przez 10 dni przenikały do znajdującego się około 5 km od Pokrowska (pokonując około 600 m dziennie).

(...)

Efektem operacji w okolicach samego Pokrowska było odrzucenie Rosjan na pozycje wyjściowe, oddalone o 4-5 km od samego miasta.

Jeszcze lepiej uporały się ze swoim zadaniem jednostki 1. Korpusu armii Gwardii Narodowej Ukrainy, na czele którego stanęła słynna brygada „Azow”. Bezlitośnie wykorzystały one kształt wyłomu, w którym Rosjanie posuwali się do przodu, ale nie na boki. W pierwszym etapie doszło do czołowego uderzenia 1. pułku szturmowego „Da Vinci”, który odrzucił Rosjan do miejscowości Zołotyj Kołodjaź. Kontrnatarcie kontynuowano dalej, wypychając rosyjskie pododdziały 4 km na wschód, już poza „Linię obrony Nowego Donbasu”.

W międzyczasie na boki wąskiego wyłomu uderzyła brygada „Azow” (od południa) i 93. brygada zmechanizowana od północnego wschodu. Dzięki temu manewrowi Ukraińcom udało się odciąć od dostaw dwa zgrupowania rosyjskich żołnierzy. Podobne uderzenie powtórzono kilka kilometrów dalej na wschód i w ten sposób powstał trzeci „kocioł” pomiędzy rosyjskimi pozycjami i dwoma, poprzednio odciętymi ugrupowaniami.

W oficjalnym komunikacie ukraińskim wskazuje się, że w dniach od 4 do 16 sierpnia 2025 roku, „w wyniku wspólnych działań jednostek i pododdziałów Sił Zbrojnych Ukrainy i Gwardii Narodowej Ukrainy, wchodzących w skład I Korpusu Azowskiej Gwardii Narodowej, w obwodzie donieckim oczyszczono następujące miejscowości: Hruźke, Rubiżne, Nowodiane, Zołotyj Kołodjaź, Petriwka i Wesele. W dalszej części tzw. działania stabilizacyjne są realizowane w kierunku miasta Dobropille”.

(...)

Znamienne jest przy tym to, że rosyjskie wojsko nie zdołało przerzucić na nowo zajęte tereny dużej liczby sprzętu technicznego. Według danych ukraińskich utracili bowiem w tym rejonie „tylko”: 8 czołgów (uszkodzonych lub zniszczonych), 6 bojowych wozów piechoty, 103 samochody i motocykle, jedną wyrzutnię rakietową, 18 armat i 91 bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.

defence24.pl


Trump nie spodziewa się, aby przed zawarciem układu pokojowego między Rosją i Ukrainą doszło do zawieszenia broni. Amerykański przywódca powiedział, że ze strategicznego punktu widzenia państwa mogą nie chcieć czasowego wstrzymania ognia i zawieszenia działań zbrojnych. - Mamy zawieszenie broni, a oni się odbudowują i odbudowują. Koncepcja zawieszenia broni podoba mi się z jednego powodu - ludzie przestaliby ginąć natychmiast, a nie za dwa tygodnie, tydzień czy jakkolwiek to zajmie. Ale możemy wypracować porozumienie, w którym będziemy pracować nad porozumieniem pokojowym, podczas gdy oni walczą. Muszą walczyć. Chciałbym, żeby przestali, ale strategicznie rzecz ujmując, mogłoby to być niekorzystne dla jednej lub drugiej strony - mówił prezydent USA. 

gazeta.pl


Na początku spotkania przy stole w Sali Wschodniej Białego Domu, Trump przedstawiał każdego przywódcę, komplementując każdego z nich.

Mówiąc o premierze Wielkiej Brytanii Keirze Starmerze, powiedział, że jest "jego przyjacielem" i że jest lubiany przez ludzi.

Przedstawiając prezydenta Francji Macrona wspomniał, że jest "pierwszym zagranicznym dygnitarzem, którego spotkał" i że polubił go od pierwszego dnia, a teraz lubi go nawet bardziej.

Premier Włoch Giorgię Meloni przedstawił jako "wielkiego przywódcę", kanclerza Niemiec Friedricha Merza jako "bardzo silnego przywódcę", a o Ruttem powiedział, że wygląda lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Prezydenta Finlandii Alexandra Stubba - o którego obecności przy stole początkowo zapomniał - określił jako "młodego silnego człowiekiem". Przedstawiając zaś przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, wspomniał, że niedawno wynegocjował z nią wielką umowę handlową.

PAP