niedziela, 16 października 2022


Do sobotniej strzelaniny na poligonie wojskowym w Rosji, w której, według oficjalnych informacji, zginęło 11 osób, a 15 zostało reannych, doszło po wypowiedzeniu przez jednego z dowódców obraźliwych słów pod adresem Allaha - informuje w niedzielę niezależny portal Meduza.

Projekt dziennikarski Astra, który cytuje Meduza, podał, że do strzelaniny mogło dojść na tle religijnym. Astra powołuje się na jednego z wojskowych, który twierdzi, że był świadkiem zdarzenia.

Rozmówca projektu utrzymuje, że konflikt zaczął się od tego, że trzech żołnierzy - Dagestańczyk, Azer i Adygejczyk - chcieli "napisać raporty w sprawie tego, że nie chcą już służyć, bo to nie ich wojna". Jeden z dowódców - według rozmówcy serwisu to podpułkownik Andriej Łapin - "zebrał wszystkich" i powiedział, że "to święta wojna".

Po tym - twierdzi świadek - wojskowi pochodzący z Tadżykistanu oświadczyli, że święta wojna, to wojna muzułmanów przeciwko niewiernym. W odpowiedzi Łapin miał wtedy nazwać Allaha "słabeuszem" albo "tchórzem". Dowódca miał powiedzieć: "czyli Allah to tchórz, jeśli nie pozwala walczyć za ten kraj, przed którym złożyłeś przysięgę". Ta wymiana - jak relacjonuje źródło - "zszokowała" wielu obecnych na miejscu.

Wkrótce podczas ćwiczeń ze strzelania trzy osoby pochodzące z Tadżykistanu, służące na podstawie kontraktu, powiedziało innym muzułmanom, by odeszli na bok, a następnie zabili Łapina, po czym zaczęli strzelać w kogo popadnie. Zdaniem źródła mieli oni zabić jeszcze 29 osób.

Jeden z wojskowych po usłyszeniu strzelaniny rzekomo zabił dwóch napastników i ranił trzeciego, któremu jednak udało się uciec.

Astra zaznacza, że nie zdołała potwierdzić tożsamości osób, które miały brać udział w konflikcie.

(...)

Na południu Ukrainy stosunek strat ukraińskich do rosyjskich wynosi 1 do 6,5 - poinformowała w niedzielę wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar.

Malar podkreśliła, że takie dane przekazał dowódca zgrupowania Południe ukraińskich sił zbrojnych generał Andrij Kowalczuk.

Obecnie stosunek strat sił ukraińskich do rosyjskich wynosi w przybliżeniu 1 do 6,5. Jak wskazał generał, "krytyczny punkt" stosunku strat to 1 do 8; później armia przeciwnika będzie "rozsypywać się" pod względem psychologicznym.

Dowódca zaznaczył, że siły rosyjskie są w "dosyć trudnej sytuacji na południu, ale to nie czas, by się rozluźniać". "Wręcz przeciwnie - trzeba zgromadzić całą naszą siłę i moc i wypchnąć rosyjską armię z naszej ziemi" - oznajmił generał.

(...)

Siły okupacyjne rozpoczęły ewakuację tzw. państwowych instytucji z zajętej przez nie części obwodu chersońskiego na południu Ukrainy - przekazuje w niedzielę sztab generalny sił zbrojnych Ukrainy.

"Okupanci wzmacniają działania filtracyjne w obwodzie chersońskim i zaczęli proces ewakuacji tzw. państwowych instytucji" - czytamy w wieczornym komunikacie sztabu.

Z informacji, jakie posiada sztab, wynika, że z Chersonia na anektowany Krym wywożeni są pracownicy i majątek banków oraz zakładów emerytalnych.

Nie ma paniki, jest zamieszanie przed "gestem dobrej woli".

(...)

Sztab Generalny: Rosja nasila ataki na mieszkańców w okupowanej części obwodu chersońskiego, kradnie mienie. Rosjanie nasilają ataki na Ukraińców mieszkających w okupowanych częściach obwodu chersońskiego, które mogą obejmować sprawdzanie ich rzeczy osobistych i włamania do domów.

(...)

Rosyjskie dowództwo wysyła na linię frontu nie odpowiednio przeszkolonych zmobilizowanych. "Szkolenia dla zmobilizowanych praktycznie nie ma: w Rosji trwa ono jeden dzień, na granicy z Ukrainą ogranicza się do niecałego tygodnia...", powiedział jeden ze zmobilizowanych.

"To tylko nieprzygotowane "mięso" na razie pójdzie tutaj". Wojskowi Federacji Rosyjskiej omawiają mobilizację w Federacji Rosyjskiej i narzekają na żałosne wyposażenie armii rosyjskiej w porównaniu z Siłami Zbrojnymi Ukrainy.

onet.pl

Wybitni rosyjscy milbloggerzy, którzy 14 października ogłosili istnienie „hitlist” pochodzących podobno z rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) i atakujących milbloggerów w celu ich relacjonowania operacji na Ukrainie, cofnęli swoje roszczenie 15 października. Jak donosił ISW 14 października, rosyjski milblogger Siemion Pegov z kanału WarGonzo Telegram oskarżył „poszczególnych generałów i dowódców wojskowych” rosyjskiego Ministerstwa Obrony o stworzenie „listy hitów” rosyjskich milbloggerów, których Ministerstwo Obrony zamierza ścigać za „zdyskredytowanie” sposobu prowadzenia przez Ministerstwo Obrony wojny na Ukrainie. Twierdzenie Pegova zostało wzmocnione przez kilku innych milblogerów i wywołało znaczną panikę w związku z cenzurą w hipernacjonalistycznej rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.

Pegov ogłosił jednak 15 października, że ​​„nie ma więcej list” i że kwestia list została usunięta z porządku obrad i pogratulował swoim zwolennikom i szerszej społeczności milbloggerów za to, że są nietykalni w obliczu prób represji. Pegov powtórzył również, że od tygodni zna tę listę i wie, że struktury władz administracyjnych i politycznych rozpoczęły już prace nad śledztwami w poszczególnych kanałach. Pegov twierdził, że dowiedział się, kto był autorem listy i pochwalił swoich zwolenników i kolegów za wspieranie go. Inni wybitni milbloggerzy wzmocnili wypowiedzi Pegova i stwierdzili, że milbloggerzy nadal przewodzą walce o prawdę w przestrzeni informacyjnej.

Jak wcześniej ocenił ISW, ogłoszenie mobilizacji stało się katalizatorem załamania się rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, co jeszcze bardziej postawiło coraz bardziej wyalienowany MON /w sporze/ z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i kohortą milblogerów, których on okresowo wspierał i wzmacniał. Rosyjska społeczność milbloggerów mogła strategicznie wypuścić pogłoski o listach celów Ministerstwa Obrony przeciwko samemu Ministerstwu Obrony, ujawniając informacje i sprawiając wrażenie, że pokonała ataki Ministerstwa Obrony przeciwko bloggerom – niezależnie od tego, czy były one prawdziwe, czy nie. Dyskurs wokół istnienia tych list wskazuje na ciągłe podziały strukturalne między establishmentem MON, milblogerami i Kremlem.

Prywatna Kompania Wojskowa Grupy Wagnera prawdopodobnie kontynuuje starania o zapewnienie sobie wyższości nad rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON) i konwencjonalnymi rosyjskimi siłami lądowymi. Film opublikowany w mediach społecznościowych 13 października pokazuje żołnierzy 126. Brygady Obrony Wybrzeża Floty Czarnomorskiej w bliżej nieokreślonym miejscu w obwodzie chersońskim, którzy skarżą się, że walczą na tym obszarze od początku wojny bez przerw i rotacji oddziałów. Żołnierze twierdzili, że są „miażdżeni” przez siły ukraińskie i podkreślali, że dysponują jednym BTR (transporterem opancerzonym) na 80 osób, co znacznie ogranicza ich manewrowość. Po tym, jak wideo krążyło, kanał Telegram związany z Grupą Wagnera ogłosił 14 października, że ​​kierownictwo Grupy Wagner zdecydowało o przekazaniu czterech pojazdów terenowych do 126. Batalionu Obrony Wybrzeża w celu wsparcia ich wysiłków na rzecz utrzymania linii frontu w obwodzie chersońskim. Ta wymiana jest godna uwagi w świetle wcześniejszej oceny ISW, że finansista Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn aktywnie próbuje zabiegać o przychylność prezydenta Rosji Władimira Putina i oddzielić siły Grupy Wagnera od konwencjonalnych sił MON. Przekazanie podstawowego sprzętu oddziałowi konwencjonalnych rosyjskich sił lądowych może być dorozumianą krytyką widocznej niezdolności MON do zapewnienia takich potrzeb własnym żołnierzom.

(...)

Zmobilizowane siły rosyjskie wzięły udział w bratobójczej kłótni na poligonie w obwodzie białogrodzkim 15 października. BBC i rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowały, że zmobilizowani żołnierze rosyjscy strzelali do siebie na bliżej nieokreślonym poligonie w obwodzie białogrodzkim, w wyniku czego zostało, co najmniej 11 zabitych i 15 rannych. Rosyjskie Ministerstwo Obrony określiło sprawców strzelaniny jako „terrorystów” i stwierdziło, że pochodzą z nieokreślonego kraju Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). Zmobilizowani rosyjscy mężczyźni nadal trenują na poligonach w całej Federacji Rosyjskiej.

Władze rosyjskie podobno intensyfikują swoją taktykę, aby zmobilizować więcej rosyjskich mężczyzn. Władze w Moskwie i Sankt Petersburgu podobno przeprowadzają obławy mobilizacyjne, podczas których ubrana po cywilnemu policja blokuje wejścia do prywatnych domów, aby uniemożliwić obywatelom uniknięcie otrzymywania zawiadomień o mobilizacji. Rosyjskie źródła podały, że policja w Moskwie otoczyła kordonem Rynek Radiowy Mitinsky w Moskwie, aby przetrzymywać mężczyzn i wydawać im wezwanie do mobilizacji. Według doniesień rosyjskie władze przeprowadziły 14 października nalot mobilizacyjny na firmę budowlaną „MIPSTROI1” w Moskwie i zmusiły 250 mężczyzn do udania się do komisariatu wojskowego. Moskiewski Komisariat Wojskowy odmówił wydawania zawiadomień o mobilizacji w miejscach publicznych w pobliżu stacji metra.

Rosyjskie źródła nadal dokumentują problemy z rosyjską mobilizacją. Deputowany do Dumy Państwowej Maksym Iwanow podobno krytykował rosyjskie komisariaty wojskowe w obwodzie swierdłowskim i oskarżał komisariaty o „ściganie ilości nie jakości” w celu pospiesznego uzupełnienia kwot rekrutacyjnych. Rosyjskie źródła opublikowały nekrolog 28-letniego szefa departamentu urzędu moskiewskiego, który został zmobilizowany 23 września, wysłany kilka dni później pomimo braku doświadczenia bojowego i zabity w akcji na Ukrainie 10 października. Ta głośna śmierć wywołała podobno masowy exodus pracowników w wieku poborowym z moskiewskiego urzędu. Źródła rosyjskie wyrażają frustrację, że rosyjscy poborowi nie są przydzielani do ról odpowiednich dla ich specjalizacji wojskowych. Podobno specjalista od artylerii został przydzielony do jednostki strzelców zmotoryzowanych, a oficer Specnazu z Rosgwardii został przydzielony do dowodzenia batalionem czołgów. Wybitny rosyjski blogger poinformował, że brakuje jednolitych standardów szkolenia dla zmobilizowanego personelu, co skutkuje tym, że niektóre zmobilizowane siły nie uczą się umiejętności wykraczających poza podstawowe posługiwanie się bronią.

understandingwar.org

Mimo jednoznacznego wsparcia politycznego dla Kijowa ze strony Bukaresztu, w tym zdecydowanej i konsekwentnej krytyki działań Kremla oraz apeli o zaostrzenie sankcji przeciw Rosji, politykę Rumunii wobec trwającego konfliktu określić można jako nad wyraz ostrożną. Stanowcze deklaracje polityczne kontrastują z symboliczną skalą oficjalnego wsparcia militarnego udzielanego Ukrainie po 24 lutego br., które Instytut Gospodarki Światowej w Kilonii szacuje na ok. 3 mln euro. Według dostępnych danych Bukareszt wysłał jak dotąd jedynie niewielki transport paliwa, kamizelek, hełmów oraz amunicji, co kontrastuje ze skalą pomocy udzielanej Kijowowi przez inne państwa regionu (z wyjątkiem Węgier). Dopiero pod koniec kwietnia rumuńskie władze przyjęły nowelizację umożliwiającą przekazywanie krajom sojuszniczym i partnerskim broni z rezerw wojskowych. Dzięki tej zmianie Rumunia prawdopodobnie dostarczyła Ukrainie 28 czołgów T-72, w tym pięć w pełni sprawnych. O pięciu pakietach wsparcia ze strony Bukaresztu (zawierających m.in. broń strzelecką, amunicję i części zapasowe) donosił w sierpniu minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow. Żadna z powyższych informacji nigdy nie została jednak oficjalnie potwierdzona przez rumuńskie władze. Innymi przejawami ich ostrożności w działaniach były m.in. niepodpisanie opublikowanego 28 lutego br. listu ośmiu państw flanki wschodniej NATO wzywającego do jak najszybszego przyznania Ukrainie statusu kandydata do UE (Bukareszt chciał prawdopodobnie, by uwzględniono także Mołdawię) oraz stosunkowo późna (względem odwiedzin innych głów państw regionu) wizyta prezydenta Iohannisa w Kijowie, która odbyła się dopiero 16 czerwca.

Bukareszt konsekwentnie sugeruje, że realna pomoc militarna udzielana przezeń Ukrainie jest wyraźnie większa, jednak ze względów bezpieczeństwa nie może zostać ujawniona. Wydaje się, że władze rumuńskie chciałyby uniknąć sytuacji, w której Moskwa mogłaby odczytać ich posunięcia jako przejaw bezpośredniego zaangażowania w trwający konflikt. Bukareszt nie tylko odmawia jakichkolwiek komentarzy na temat możliwych dostaw rumuńskiej broni dla Kijowa, lecz także nie potwierdza wykorzystywania terytorium kraju do takich transportów z państw NATO. Powoływanie się na kwestie bezpieczeństwa wynika prawdopodobnie w równej mierze z realnych obaw Bukaresztu przed reakcją rosyjską oraz z chęci ukrycia – w istocie ograniczonej w porównaniu do zaangażowania krajów regionu – skali rumuńskiej pomocy wojskowej dla Kijowa.

Można zakładać, że wstrzemięźliwość w kwestii dostaw broni na Ukrainę związana jest przede wszystkim z niechęcią do pomagania Kijowowi kosztem własnego potencjału zbrojeniowego. Rumunia dysponuje względnie skąpymi zasobami uzbrojenia i sprzętu, które mogłaby przekazać bez uszczerbku dla swoich zdolności obronnych (prawdopodobnie dostarczane Ukrainie uzbrojenie to – jak się wydaje – głównie sprzęt wycofany ze stanu armii rumuńskiej). W kraju obecne są też obawy, że dostawy mogłyby zostać odebrane przez Moskwę jako prowokacja i stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Mołdawii, na której terytorium – w separatystycznym Naddniestrzu – stacjonują wojska rosyjskie (ok. 1,6 tys.). Drugą przyczyną przyjętej postawy może być zaś tradycyjnie nieufny stosunek Rumunii do Ukrainy.

Bukareszt skupia swoją aktywność na pomocy humanitarnej – od początku marca pod Suczawą działa unijne centrum logistyczne dystrybuujące i koordynujące wsparcie dla Ukrainy. Do wschodniego sąsiada trafiają również regularnie transporty z pomocą dla najbardziej potrzebujących. Na rumuńskim terytorium schronienie znalazło 80 tys. migrantów, którym zaoferowano m.in. bezpłatny transport publiczny, usługi medyczne, dostęp do edukacji, a także ułatwienia w legalnym zatrudnieniu. Według MSW podległe mu instytucje od początku konfliktu do końca sierpnia wydały na „usługi świadczone dla uchodźców” ok. 60 mln euro. Równolegle Bukareszt udziela wsparcia materiałowego oraz humanitarnego dla zmagającej się ze znacznym napływem migrantów Mołdawii (przebywa tam ich tylu co w całej Rumunii), a także organizował tzw. zielone korytarze ułatwiające szybki tranzyt uchodźców z granicy mołdawsko-ukraińskiej w głąb kraju. Państwo angażuje się również w pomoc w eksporcie ukraińskiego zboża. Wedle Komisji Europejskiej na Rumunię (głównie poprzez Dunaj) przypada ok. 50% całości realizowanego przez UE eksportu produktów rolno-spożywczych sąsiada. Rząd dokonał też inwestycji infrastrukturalnych za kwotę kilkudziesięciu milionów euro w celu przyjęcia większej ilości ukraińskich towarów.

W nielicznych oficjalnych wypowiedziach ukraińskich decydentów dominuje raczej wdzięczność za rumuńską pomoc, zwłaszcza humanitarną (przyjęcie uchodźców) i logistyczną (eksport produkcji przez porty dunajskie do Konstancy). Bukareszt jest również doceniany przez Kijów za poparcie złożonego pod koniec września przez prezydenta Zełenskiego wniosku o członkostwo Ukrainy w NATO. Kijów nie krytykuje przy tym skali rumuńskiej pomocy wojskowej (mając zapewne świadomość ograniczonych możliwości sąsiada w tym zakresie). Pozytywne wypowiedzi ukraińskich władz na temat udzielanego wsparcia należy intepretować jako podyktowane chęcią utrzymania dobrosąsiedzkich relacji, potrzebnych do rozwoju współpracy gospodarczej i transportowej.

Władze w Bukareszcie obawiają się wreszcie, że potencjalny sukces rosyjskiej ofensywy na Ukrainie mógłby doprowadzić do głębokiej zmiany sytuacji strategicznej państwa. W pesymistycznym scenariuszu oznaczałoby to pojawienie się wojsk rosyjskich na granicy, a także – co równie ważne – zagroziłoby to suwerenności Mołdawii. Dlatego w kontekście trwającej wojny Rumunia konsekwentnie postrzega NATO jako kluczowego gwaranta swojego bezpieczeństwa i dąży do wzmocnienia obecności wojsk Sojuszu na swoim terytorium i na Morzu Czarnym. Z tego względu Bukareszt z dużym zadowoleniem przyjął decyzję o zwiększeniu amerykańskiego kontyngentu (o tysiąc osób) i pozyskaniu 500 żołnierzy francuskich (wojska amerykańskie i francuskie zaczęły przybywać do Rumunii odpowiednio 8 i 28 lutego). Już po 24 lutego dodatkowych 300 żołnierzy zdecydowała się wysłać także Belgia – w ramach Sił Odpowiedzi NATO (NRF); pierwsza grupa wyruszyła na początku marca. Od 1 maja na bazie obecnych w Rumunii oddziałów państw Sojuszu Północnoatlantyckiego powstaje Grupa Bojowa NATO (tworzona przez Francję – jako państwo ramowe – oraz Belgię, Polskę oraz USA). Inwazja Rosji na Ukrainę skłoniła też władze w Bukareszcie do podjęcia decyzji o zwiększeniu od 2023 r. wydatków na obronność z 2% do 2,5% PKB. Dodatkowe środki mają przyspieszyć trwający proces modernizacji rumuńskiej armii.

osw.waw.pl