Politolog Wiktor Bobyrenko podziela tę opinię. Dodaje jednak, że Załużny i armia pozostają poza kontrolą prezydenta. To irytuje tego drugiego.
— Załużny nie jest odpowiedzialny przed Bogiem, społeczeństwem czy państwem. Wręcz przeciwnie, to generał, który już przeszedł do historii. Jest jednak postacią, z której ośrodek prezydencki jest niezadowolony. Szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak jest szarą eminencją i kontroluje parlament, rząd oraz inne instytucje. Zełenski oczywiście podejmuje decyzje, ale Jermak je przygotowuje. Jedyną instytucją w kraju, która nie jest pod kontrolą urzędu prezydenta, są siły zbrojne. Im się to nie podoba. Z kolei Załużny opiera się próbom przejęcia nad nim kontroli — mówi Bobyrenko.
Dlatego, zdaniem eksperta, prezydent zaczyna działać na podstawie emocji, a nie logiki.
— Wyobraźmy sobie, że na mapie świata Zełenskiego życie jest teatrem. A w tym teatrze on był primadonną. Jermak jest reżyserem sztuk, w których główną rolę gra Zełenski. Są scenarzyści, którzy piszą dobre teksty. Jest orkiestra i ludzie na podkładach wokalnych, powiedzmy, parlament. A na koniec każdej sztuki ludzie dają owację na stojąco głównemu aktorowi. A Zełenski był głównym i jedynym aktorem na scenie. Oklaskiwały go parlamenty całego świata — opisuje Bobyrenko.
— A potem na scenie pojawił się Załużny i oklaskuje się go częściej i głośniej. Prezydent tego zazdrości i czuje się urażony, że społeczeństwo lubi Załużnego bardziej niż jego. I nie chodzi tu o logikę i politykę, nie o wyważone podejmowanie decyzji. To czyste emocje — dodaje politolog..
Kolejnym pytaniem, które się nasuwa, jest to, dlaczego historia zwolnienia Załużnego ciągnie się od tylu miesięcy. W końcu prezydent ma prawo odwołać głównodowodzącego. Zamiast tego plotki o odwołaniu Załużnego pojawiają się co miesiąc, ale szybko znikają.
— Otoczenie prezydenta rozumie, że zwolnienie Załużnego doprowadzi do jeszcze większych problemów. Spowoduje niezadowolenie i krytykę w społeczeństwie. A Zełenski poniesie straty wizerunkowe. W rezultacie prezydent stworzy sobie realnego, a nie potencjalnego konkurenta politycznego w następnych wyborach. Chcieliby przenieść generała na inne stanowisko. Albo znaleźć mechanizmy, które pozwolą Załużnemu odejść, ale on się nie zgadza. I na tym polega impas — ocenia Fesenko.
Bobyrenko uważa z kolei, że tylko w ostatnich dniach Zełenski stracił 5-7 pkt proc. w rankingu zaufania. W końcu społeczeństwo nie akceptuje zwolnienia Załużnego, a ta sytuacja w niekorzystnym świetle stawia prezydenta.
— Dzięki takim działaniom Zełenski wyrośnie na polityka, który nie będzie w stanie wygrać wyborów. Dopóki Załużny jest głównodowodzącym, nie może startować i nie jest konkurentem, ale Zełenski działa pod wpływem emocji. W pewnym momencie nie powstrzyma się i zastąpi go kimś innym — mówi ekspert.
onet.pl