Następnego dnia ojciec wstał bardzo wcześnie i pojechał z powrotem do Moskwy. Potraktował poważnie radę egzaminatora z Uniwersytetu Moskiewskiego. Wydawało się, że egzaminator chciał mi jednak pomóc, być może w ramach częściowego zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę. Po przyjeździe do Moskwy ojciec udał się prosto do biura rekrutacyjnego Instytutu Ropy Naftowej i Gazu. Jakimś cudem znalazł tam kogoś, kto zechciał z nim porozmawiać prywatnie, i ojciec naświetlił mu moje położenie. Rozmówca taty powiedział mu, że doskonale wie o tym, iż na MGU panuje antysemityzm, ale w Instytucie Ropy Naftowej i Gazu nie ma tego problemu. Powiedział też, że poziom kandydatów na matematykę stosowaną jest bardzo wysoki, w dużym stopniu dzięki uczniom takim jak ja, którzy nie zostali przyjęci na Uniwersytet Moskiewski, dlatego egzamin wstępny na pewno nie będzie łatwy.
– Jeśli jednak pana syn jest tak bystry, jak pan mówi – dodał – to zostanie przyjęty. U nas nie ma przypadków dyskryminacji Żydów na egzaminach wstępnych.
– Muszę jednak pana z góry uprzedzić – ciągnął – że studiami doktoranckimi zajmuje się u nas zupełnie inna kadra i pana syn zapewne nie zostanie na nie przyjęty.
To było jednak zmartwienie, którym trzeba będzie się zająć za pięć lat – na razie musieliśmy rozwiązać bieżący problem. Ojciec odwiedził jeszcze kilka innych moskiewskich uczelni, na których wykładano matematykę stosowaną, ale nigdzie nie spotkał się z takim zrozumieniem jak w Instytucie Ropy Naftowej i Gazu. Gdy więc wieczorem wrócił do domu i opowiedział o wszystkim mamie i mnie, postanowiliśmy od razu, że będę zdawał na matematykę stosowaną właśnie na tej uczelni.
Instytut był jedną z kilkunastu moskiewskich szkół wyższych przygotowujących techników dla różnych gałęzi przemysłu – były to uczelnie takie jak Instytut Metalurgii czy Instytut Inżynierii Kolejowej (w Związku Radzieckim wiele szkół wyższych nazywano „instytutami”). Począwszy od końca lat sześćdziesiątych, antysemityzm panujący na Uniwersytecie Moskiewskim „spowodował, że pojawiła się potrzeba umieszczenia gdzieś studentów matematyki pochodzenia żydowskiego”, jak pisze Mark Saul w swoim artykule. Instytut Ropy Naftowej i Gazu „zaczął zaspokajać tę potrzebę, wykorzystując antysemickie nastawienie innych uczelni do zdobycia bardzo dobrych studentów”. Dalej Mark Saul wyjaśnia:
Potoczna nazwa tej szkoły, Kierosinka, była odzwierciedleniem dumy i cynizmu studentów. Słowem kierosinka Rosjanie nazywają piecyk naftowy, urządzenie niezbyt zaawansowane technicznie, ale za to pozwalające skutecznie stawić czoło niesprzyjającym warunkom. Studenci i absolwenci instytutu byli nazywani kierosineszczikami, a uczelnia stała się bezpieczną przystanią dla żydowskich studentów zafascynowanych matematyką.
Jak to się stało, że akurat do Kierosinki trafiły tak duże talenty? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Wiemy, że również inne szkoły wyższe korzystały na wykluczeniu Żydów z Uniwersytetu Moskiewskiego. Wiadomo także, że wprowadzenie polityki nieprzyjmowania studentów ze względu na pochodzenie etniczne było świadomym działaniem, które początkowo spotkało się z pewnym oporem. Być może niektóre uczelnie stwierdziły, że łatwiej będzie im dalej przyjmować Żydów, niż wprowadzać na siłę nowe reguły. Potem jednak skala zjawiska urosła i w Kierosince pojawiła się liczna grupa żydowskich studentów. Dlaczego było to tolerowane? Krążą plotki, że krył się za tym spisek tajnej policji (KGB) mający na celu trzymanie żydowskich studentów pod obserwacją na jednej lub dwóch uczelniach. Być może jednak choć częściowo stały za tym bardziej szlachetne motywy: może władze uczelni dostrzegły w takim podejściu szanse na rozwój instytucji i robiły wszystko, co możliwe, by utrzymać taki stan rzeczy.
Wydaje mi się, że to ostatnie zdanie jest bliższe prawdy. Rektor Instytutu Ropy Naftowej i Gazu, Władimir Nikołajewicz Winogradow, był sprawnym administratorem znanym z tego, że rekrutuje profesorów zainteresowanych nowatorskimi metodami nauczania i prowadzenia badań, którzy chcą wykorzystywać w salach wykładowych najnowsze zdobycze techniki. Wprowadził zasadę, że wszystkie egzaminy (włącznie z wstępnymi) mają mieć formę pisemną. Oczywiście, także w przypadku egzaminów pisemnych istniało niebezpieczeństwo niesprawiedliwego oceniania (jak to się stało podczas mojego egzaminu wstępnego na MGU), ale taka zasada zapobiegała przynajmniej tak rażąco nieuczciwemu traktowaniu kandydatów, jak podczas mojego egzaminu ustnego. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że niedopuszczenie do dyskryminacji kandydatów pochodzenia żydowskiego było osobistą decyzją Winogradowa i jeśli tak było, to wymagało to zapewne dużo dobrej woli, a nawet odwagi z jego strony.
Edward Frenkel - Miłość i Matematyka
