środa, 1 lipca 2020


Dane potwierdzają, że przyrost zadłużenia rzeczywiście koncentrował się w grupie gospodarstw o najwolniej rosnących dochodach. Relacja długu do dochodu wzrosła najbardziej drastycznie w przypadku gospodarstw, których udział w zagregowanych dochodach nie wzrastał lub kurczył się. Dotyczy to zwłaszcza klasy średniej, definiowanej jako gospodarstwa pomiędzy 50. a 90. percentylem rozkładu dochodów. Stanowią one ok. 55 proc. całkowitego przyrostu zadłużenia od roku 1950. Gospodarstwa z dolnego 50 proc. rozkładu dochodów generują względnie mały, dziesięcioprocentowy wzrost całkowitego zadłużenia. Co więcej, ich udział w tym zadłużeniu z czasem spada.

Boom na rynku kredytów pod zastaw mieszkań w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dziesięcioleciach dotyczył przede wszystkim klasy średniej. Podczas gdy dochody klasy średniej wzrosły o 20 proc. od 1970 r., jej zadłużenie zwiększyło się o 250 proc. Ten związek pomiędzy powolnym wzrostem dochodów i wysokim poziomem zadłużenia jest nieoczywisty. W konwencjonalnej logice ekonomicznej oczekuje się, że gospodarstwa będą pożyczać w oczekiwaniu wyższych – a nie takich samych czy niższych – zarobków w przyszłości.

O co więc tu chodzi? W dużym skrócie, amerykańskie rodziny z klasy średniej pozostają w tyle pod względem dochodów, a więc pożyczają pod zastaw swoich domów, aby sfinansować wydatki. W miarę wzrostu cen nieruchomości, rosła wartość tego głównego składnika majątku gospodarstw domowych klasy średniej. Po skorygowaniu o inflację i uwzględnieniu zmian jakościowych, w okresie od połowy lat 70. ubiegłego wieku do połowy lat 2000 ceny domów w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 75 proc. Wskaźniki majątku „mieszkaniowego” do dochodu wzrosły w klasie średniej ponad dwukrotnie, ze 140 do 300 proc. dochodu w roku 2007. Pozwoliło to gospodarstwom domowym zaciągać kredyty zabezpieczone wyższą wartością aktywów mieszkaniowych i zwiększać wydatki ponad poziom dochodów. Wykazujemy, że ten mechanizm wykorzystywania zasobów mieszkaniowych „jako bankomatu” wyjaśnia 50 proc. przyrostu zadłużenia gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych notowanego od lat 70.

Do wieloletniego funkcjonowania tego mechanizmu przyczynił się zbieg dwóch okoliczności. Po pierwsze, na skutek deregulacji finansowej w latach osiemdziesiątych pojawiły się nowe produkty finansowe, umożliwiające gospodarstwom domowym finansowe zdyskontowanie zasobów mieszkaniowych; były to m.in. kredyty konsumenckie pod zastaw nieruchomości (ang. housing equity loans). Szczególną rolę odegrała tu reforma podatkowa z roku 1986. Znosiła ona możliwość odliczania odsetek od kredytów gotówkowych, natomiast utrzymywała ją dla hipotecznych, co prowokowało zwrot ku tym ostatnim. W latach 80. banki intensywnie reklamowały te nowe produkty, posługując się sloganami typu: „Teraz, skoro wartość twojego domu rośnie, pora z tego skorzystać”. Po drugie, spadek stóp procentowych sprawił, że możliwe stało się refinansowanie jednej hipoteki za pomocą innej, bardziej korzystnej (ang. cash-out refinancing) przy jednoczesnym zachowaniu kontroli nad kosztami obsługi długu.

(...)

Z nastaniem kryzysu hipotecznego w roku 2008 ten mechanizm uśmierzania bólu nierosnących dochodów zaciął się. To, co po nim zostało, to jeszcze więcej długów, niska dynamika płac i mniejsza wartość majątków. Dziesięciolecie po globalnym  kryzysie finansowym stało się świadkiem niespotykanego w historii Stanów Zjednoczonych pogłębienia nierówności. W konsekwencji COVID-19 dotknął amerykańskie społeczeństwo w chwili, gdy ludzie borykali się jeszcze ze skutkami poprzedniego kryzysu.

obserwatorfinansowy.pl