niedziela, 24 marca 2024



- „Przypomnę też o niedawnych, mówiąc wprost, prowokacyjnych, oświadczeniach szeregu oficjalnych zachodnich struktur o możliwych zamachach terrorystycznych. To wszystko wygląda na otwarty szantaż i zamiar wystraszenia, zdestabilizowania naszego społeczeństwa. Dobrze wiecie o tym, więc teraz nie będę się wdawać w detale" – tak właśnie Putin we wtorek (19 marca), dzień po tym, jak jego Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że triumfalnie wygrał „wybory", mówił do swoich kolegów na rozszerzonym kolegium Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Oni oczywiście wiedzieli o ostrzeżeniu, które 7 marca wyszło z Waszyngtonu. Wtedy ambasada USA w Moskwie, a za nią też placówki dyplomatyczne innych państw uprzedziły swych przebywających w Rosji obywateli o szykujących się „nieuniknionych" atakach na masowe imprezy w Moskwie i być może w innych miastach federacji.

Stany Zjednoczone o niebezpieczeństwie uprzedziły też rosyjskie służby, wskazując, że zagrożenie stanowi ISIS, a konkretnie jego odłam działający w Afganistanie.

Putin, po fachu kadrowy oficer tajnej policji, uznał te ostrzeżenia za „prowokację" i polecił je tak właśnie traktować kolegom, kadrowym oficerom tajnych policji, którym te tajne policje jako prezydent powierzył.

Trzy dni po kolegium FSB, dwa tygodnie po tym, jak Rosja została ostrzeżona, bojówka terrorystyczna rozstrzeliwała widzów koncertu w ogromnym podmoskiewskim Crocus City Hall, podpalała gmach.

(...)

Atak ze strony afgańskiego skrzydła ISIS absolutnie nie mieści się w geopolitycznej ideologii Putina. Według niego Rosja zagrożona przez wrogi Zachód, tocząca z nim wojnę ma oparcie w „światowej większości", czyli państwach i społeczeństwach Południa. Co więcej, jest tego Południa rzecznikiem i bojownikiem o jego prawa deptane przez „światowego hegemona". Cios z tamtej strony jest zgodnie z narracją jego orędzi i wystąpień niespodziewanym ciosem w plecy.

wyborcza.pl