niedziela, 7 kwietnia 2024


W chińskich komunikatach dotyczących przebiegu poszczególnych spotkań eksponowano przede wszystkim (pozorną) neutralność Pekinu, który opowiada się za jak najszybszym zakończeniem konfliktu i gotowość do pełnienia roli mediatora. Większość rozmówców chińskiego dyplomaty miało również wyrażać „wdzięczność” Chinom za zaangażowanie się w wysiłki na rzecz pokoju i rozmów.

W tym duchu utrzymana była również informacja nt. pierwszego spotkania w Moskwie, gdzie 2 marca Li Hui rozmawiał z wiceministrem spraw zagranicznych Michaiłem Galuzinem, którego zapewnił o gotowości Chin do mediacji między Rosją, Ukrainą i pozostałymi stronami. Natomiast wg informacji rosyjskiego MSZ, w przebiegającej w przyjaznej atmosferze rozmowie wskazano, że „jakakolwiek dyskusja na temat politycznego i dyplomatycznego rozwiązania [konfliktu] jest niemożliwa bez udziału Rosji i uwzględnienia jej interesów bezpieczeństwa. Jednocześnie zauważono, że ultimatum stawiane Rosji przez Kijów i Zachód oraz związane z nim formy ,,dialogu” tylko podważają perspektywy ugody i nie mogą służyć jako podstawa rozwiązania [konfliktu]”. Rosyjski punkt widzenia w dużym stopniu nakreślił przebieg dalszych rozmów w Europie, w których Li Hui powielał stanowisko Moskwy.

4 marca w Brukseli wysłannik chińskiego rządu rozmawiał z przedstawicielami Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESSZ) Michaelem Siebertem i  Niclasem Kvarnströmem. Chińskie MSZ w krótkim komunikacie poinformowało jedynie o „wymianie poglądów” w sprawie Ukrainy, co wskazuje na poważną różnicę zdań w tej kwestii. Li Hui miał również wyrazić stanowczy sprzeciw wobec wpisania chińskich firm na listę sankcji przeciw Rosji i wezwał do bezwarunkowego ich usunięcia z tejże listy. Jednak treść chińskiego komunikatu znacząco różniła się od informacji przedstawionej przez UE –  urzędnicy ESSZ poinformowali chińskiego dyplomatę, że suwerenność i integralność terytorialna Ukrainy musi być podstawowym warunkiem jakichkolwiek rozstrzygnięć końcowych. Zwrócono również uwagę, że rosyjska wojna jest zagrożeniem egzystencjalnym dla UE, a chińska postawa wobec wojny ma negatywny wpływ na relacje z UE. Ponadto wyrażono oczekiwanie, że Chiny natychmiast wezwą Rosję do bezwarunkowego wycofania wojska i sprzętu z całego terytorium Ukrainy w jej międzynarodowo uznanych granicach. UE nalega również, aby Chiny zaprzestały dostarczania urządzeń i technologii podwójnego zastosowania, wykorzystywanych przez rosyjski przemysłowi zbrojeniowy.

Podobne rozbieżności informacyjne można zaobserwować po konsultacjach Li Huia z wiceministrem spraw zagranicznych RP Teofilem Bartoszewskim 6 marca w Warszawie. Zdawkowy komunikat strony chińskiej, kładący nacisk na wdzięczność Polski za zaangażowanie się Pekinu w mediacje, kontrastował z informacją polskiego MSZ, akcentującą krytykę chińskiego wsparcia dla Rosji i brak przyzwolenia na jakiekolwiek próby usprawiedliwiania agresji ,,uzasadnionymi obawami bezpieczeństwa”. Jednocześnie minister Bartoszewski docenił sprzeciw Chin wobec rosyjskich gróźb nuklearnych, wyrażając nadzieję na konkretne działania Pekinu na forum międzynarodowym w tym zakresie.

Jeszcze większą asymetrią charakteryzują się chińskie i ukraińskie komunikaty dotyczące konsultacji Li Huia w Kijowie, z udziałem m.in. wpływowego szefa gabinetu prezydenta Zełenskiego Andrija Jermaka, wicepremier i minister gospodarki Julią Swiridenko, ministra spraw zagranicznych Dmytro Kułeby oraz przedstawicieli armii i służb wywiadowczych. Odnosząc się do trwającego zaledwie pół dnia pobytu Li Huia, władze Chin poinformowały jedynie o „szczerych i przyjacielskich rozmowach nt. kryzysu ukraińskiego”. Natomiast wg obszernego sprawozdania kancelarii prezydenta Ukrainy, chińskiego dyplomatę zapoznano z sytuacją na froncie, funkcjonowaniem „korytarza zbożowego”, ochroną jeńców cywilnych, kwestią powrotu ukraińskich dzieci deportowanych przez Rosję i zagrożeniami związanymi z zajęciem przez Rosję Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej (ZPJ). Ponadto, chińskiej delegacji przedstawiono szczątki północnokoreańskiej rakiety oraz inne elementy uzbrojenia dostarczanego Moskwie przez państwa trzecie.

Należy odnotować, że strona ukraińska nie krytykowała bezpośrednio Chin za wspieranie Rosji, zamiast tego formułując postulaty, których faktycznym adresatem był Kreml, m.in.  w zakresie zakończenia deportacji ukraińskich dzieci do Rosji, wymiany jeńców wojennych, udzieleniu Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa nuklearnego, czy opuszczenia ZPJ. Narracja ta wskazuje, że choć Kijów nie ma złudzeń odnośnie do chińskiego parasola nad Kremlem w czasie wojny, to jednocześnie nie może sobie pozwolić na to, żeby Pekin stały się jego wrogiem. Wskazówką w tym względzie jest nieoczekiwane odwołanie przez prezydenta Zełeńskiego szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksija Daniłowa. Jego nagła dymisja wiązana jest z dosadną krytyką Li Huia i chińskich propozycji pokojowych, którą 19 marca ukraiński polityk wygłosił publicznie.

Pod koniec tournée Li Hui odwiedził Niemcy i Francję, które w ogóle nie opublikowały komunikatów na temat spotkań z chińskim wysłannikiem, co można interpretować jako dowód na wyraźną różnicę zdań. W rozmowie z sekretarzem stanu w MSZ RFN Thomasem Baggerem, Li Hui  zadeklarował, że Chiny są skłonne do współpracy przy organizacji konferencji pokojowej, ale „w odpowiednim czasie”  i „z równym udziałem wszystkich stron”. Innymi słowy, chiński dyplomata dał do zrozumienia, że bez przedstawicieli Rosji, Pekin nie usiądzie do rozmów w sprawie Ukrainy. Warto odnotować, że Thomas Bagger to były ambasador RFN w Polsce, który w ub. roku przekonywał na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że „imperialna wojna Rosji” wyznaczyła przełom w polityce Berlina – w sytuacji, gdy „bezpieczeństwo w Europie musi być w przewidywalnym czasie organizowane przeciw Rosji, a nie z Rosją”.

Z kolei na spotkaniu w Paryżu, 11 marca, Li Hui próbował odwoływać się do francuskiej nostalgii za „autonomią strategiczną”, wskazując, że „Chiny i Francja, jako dwa niezależne i ważne państwa o globalnym oddziaływaniu”, powinny kształtować pokojowy i stabilny świat wielobiegunowy oraz zapewnił, że Pekin chce utrzymywać z Paryżem ścisłą komunikację w sprawie „kryzysu ukraińskiego”. Pomimo że przedstawiciele francuskich władz zapewniają, że nie zaprzestaną wspierania Ukrainy, to należy odnotować, że również Władimir Putin nie wyklucza, że Francja może odegrać rolę w negocjacjach pokojowych.

Choć w przeciwieństwie do ub. roku w agendzie drugiej rundy konsultacji Li Huia w Moskwie nie znalazło się spotkanie się z ministrem spraw zagranicznych Sergiejem Ławrowem i wiceministrem Andriejem Rudenką, to do rozmów w tym gronie doszło dwa tygodnie później, gdy chiński dyplomata odwiedził Rosję ponownie, tym razem jako obserwator wyborów prezydenckich, które w chińskim komunikacie uznano za „demokratyczne, transparentne i uczciwe”. W rozmowie z Li Hui, 18 marca, Sergiej Ławrow opowiedział się za rozwiązaniem konfliktu na drodze negocjacji, ale pod pewnymi warunkami: Rosja nie będzie uczestniczyć w wydarzeniach promujących „propozycje Zełeńskiego” (10-punktowy plan pokojowy), a rozpoczęcie procesu negocjacyjnego powinny być poprzedzone powrotem Kijowa do rozmów z Moskwą, wstrzymaniem (zachodnich) dostaw uzbrojenia do Ukrainy oraz uznaniem „uzasadnionych interesów Rosji”.

W ten sposób druga misja Li Huia rozpoczęła się i de facto zakończyła się w Rosji, określając chińskie stanowisko w czasie rozmów z pozostałymi stronami. Wobec odzyskania inicjatywy na froncie, Moskwa postawiła publicznie warunki, które obecnie utrudniają (a wręcz wykluczają) dalszą „chińską grę pozorów” i angażowanie się Chin w jakiekolwiek inicjatywy pokojowe podejmowane przez Ukrainę i jej sojuszników, które Pekin mógł wykorzystywać np. jako element nacisku na UE w sporze nt. dostępu do rynku samochodów elektrycznych.

Na brak wymiernych efektów działań Li Huia wydaje się również wskazywać fakt, że – w przeciwieństwie do ubiegłego roku – po powrocie dyplomaty do Chin nie zorganizowano „otwartej” konferencji prasowej, a jedynie briefing dla zagranicznych dyplomatów i przedstawicieli mediów. Zgodnie z krótką informacją, Li Hui poinformował, że zaangażowanie Chin w „dyplomację wahadłową” jest doceniane przez wszystkie strony, a jego rozmówcy mieli wyrazić nadzieję, że Chiny jako stały członek Rady Bezpieczeństw ONZ i przyjaciel zarówno Rosji, jak i Ukrainy, jeszcze konstruktywniej zaangażują się w polityczne rozwiązanie „kryzysu ukraińskiego”. Podsumowując efekty swej drugiej misji dyplomatycznej Li powiedział, że ,,każda ze stron obstaje przy swoim stanowisku i istnieje znaczna różnica w rozumieniu zagadnień rozmów pokojowych”.

obserwatormiedzynarodowy.pl

Głównym powodem rewizji dotychczasowej logiki działania PI-Ch /Państwa Islamskiego Chorasanu/ jest zapewne drastyczny spadek potencjału organizacji po umocnieniu się w Afganistanie talibów po 2021 r. Dodatkowy – jak się wydaje – impuls do wprowadzenia zmian dała destabilizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie po wybuchu konfliktu w Gazie (październik 2023 r.). Pierwsza okoliczność zmusza PI-Ch do szukania oparcia i budowy własnej pozycji poza Afganistanem. Druga przyniosła perspektywę aktywizacji islamskich radykałów oraz ich sympatyków i sponsorów[3]. W efekcie nastąpiło ożywienie PI (zamachy terrorystyczne) za granicą, które daje nadzieję na zwiększenie jego rangi oraz wzrost zainteresowania donatorów i ochotników.

Tylko w ostatnich miesiącach PI-Ch – zgodnie z własnymi deklaracjami i oficjalną linią władz – przeprowadziło ataki na dużą skalę: w irańskim Kermanie przy okazji obchodów rocznicy śmierci Ghasema Solejmaniego (3 stycznia, 94 ofiary śmiertelne) oraz na katolicki kościół w Stambule (28 stycznia, jeden zabity), wreszcie – wzięło odpowiedzialność za atak na Crocus City Hall w Krasnogorsku (22 marca, co najmniej 139 ofiar śmiertelnych). Każdy z nich wpisuje się w priorytety ideologiczne ugrupowania: Iran jest państwem szyickim, wszystkie zaatakowane kraje zwalczają obecnie PI w Syrii lub Afganistanie oraz na własnym terenie, wszystkie należą też do grona pogańskich lub heretyckich wrogów kalifatu.

Pośrednim wskaźnikiem aktywności PI-Ch jest skala aresztowań podejrzanych o związki z nim. Miały one miejsce m.in. w Iranie (seria latem 2023 r.), Niemczech (lipiec/sierpień 2023 r., a następnie w grudniu 2023 r. – planowany zamach w Kolonii – i marcu 2024 r. – planowany atak na szwedzki parlament), Rosji (m.in. likwidacja dwóch Kazachów oskarżanych o przygotowanie ataków na moskiewską synagogę w przededniu zamachu z 22 marca), a zwłaszcza Turcji (od czerwca 2023 r. aresztowano 692 osoby podejrzane o związki z PI i PI-Ch, w tym 40 po zamachu w Krasnogorsku).

Ataki przeprowadzone przez PI-Ch budziły i budzą pewne wątpliwości co do realnej odpowiedzialności ugrupowania za nie. Według oficjalnej linii Iranu i Rosji działania organizacji miałyby być inspirowane przez USA i Izrael (zamach w Kermanie) oraz USA i Ukrainę (zamach w Krasnogorsku). Dopuszcza się scenariusz, w którym odpowiedzialność za drugą z tych tragedii ponoszą struktury siłowe FR – byłaby ona przejawem zaostrzającej się rozgrywki w ścisłych elitach państwa. W przypadku tego ataku szczególne wątpliwości rodzą: łatwość, z jaką do niego doszło, profesjonalizm sprawców w jego trakcie kontrastujący z ich rażącą nieporadnością podczas ucieczki, dyskusyjne okoliczności ich schwytania, dowody na uczestnictwo w ataku osób przedstawianych jako terroryści czy wiarygodność zeznań składanych w efekcie (sfilmowanych) tortur. Część alternatywnych teorii dotyczących zamachów ma charakter skrajnie polityczny i propagandowy, inne opierają się na trudnych lub niemożliwych do udowodnienia spekulacjach. Żadna z nich nie neguje jednoznacznie choćby instrumentalnego udziału PI-Ch w atakach w Kermanie, Stambule i – zasadniczo – Krasnogorsku. Nie da się natomiast przesądzać o szczegółach tych wydarzeń. Niezmiennie realna pozostaje ewentualność rozgrywania czy kanalizowania działalności organizacji lub wspierania jej przez służby specjalne graczy zewnętrznych. Niełatwo jednak podważyć wzrost ambicji i sprawczości PI-Ch oraz jego „sukces” polityczny i wizerunkowy w kręgach radykalnego islamu.

(...)

Obecną sytuację wyróżnia nadreprezentacja wśród zamachowców PI-Ch Tadżyków (oprócz nich sporadycznie zatrzymywano Uzbeków, Kazachów, Kirgizów czy Turkmenów). Samo zaangażowanie przedstawicieli regionu w ruchy radykalne nie jest nowością. Na stosunkowo ograniczoną skalę radykalizm islamski ujawnił się w Azji Centralnej przy okazji m.in. wojny domowej w Tadżykistanie (1992–1997), aktywności Islamskiego Ruchu Uzbekistanu i Islamskiej Unii Dżihadu oraz sporadycznych zamachów terrorystycznych w tej części świata (ich ostatnia fala miała miejsce w 2016 r.). Od 2 tys. do 5 tys. osób z regionu było zaangażowanych w Państwo Islamskie oraz pokrewne organizacje w latach 2011–2019 w Syrii i Iraku. Ludzie stamtąd pochodzący przeprowadzali ataki terrorystyczne w USA (2013), Turcji (2015, 2016, 2017), Szwecji i Rosji (2017) oraz uczestniczyli w przygotowaniach do udaremnionych zamachów w RFN. Radykalny islam miał w Azji Centralnej podglebie kulturowe i społeczno-polityczne – wydawał się jedną z odpowiedzi na złą sytuację gospodarczą i autorytarny charakter tamtejszych reżimów – lecz nigdzie nie nabrał dojrzałej formy i nie zyskał szerszej akceptacji społecznej. Istotnymi elementami ograniczającymi jego rozwój niezmiennie pozostawały silny w Azji Centralnej konserwatyzm społeczny oraz obsesyjne wyczulenie na ten problem i rozbudowany aparat bezpieczeństwa miejscowych reżimów.

Specyfika problemu – co skutecznie wykorzystuje PI-Ch – wydaje się leżeć w masowych migracjach zarobkowych z regionu, zwłaszcza do Rosji. Paradoksalnie to właśnie tam radykalizują się m.in. Tadżycy. Kraj ten zapewnia łatwiejszy dostęp do treści radykalnych, brak tam tradycyjnych elementów kontroli społecznej, ekstremizmowi przychodzi też w sukurs frustracja związana z wyobcowaniem i trudnościami z adaptacją do nowego środowiska. Poważnym problemem pozostaje poczucie dyskryminacji ze strony rosyjskich władz i struktur siłowych oraz miejscowej ludności. Zaostrzył się on po agresji FR na Ukrainę – migranci są przymuszani do służby wojskowej w siłach zbrojnych albo wysyłani na terytoria okupowane. Jak dotąd niemal wszyscy centralnoazjatyccy zamachowcy zradykalizowali się właśnie w czasie pobytu w Rosji. Na mniejszą skalę problem dotyczy Turcji, która również stanowi cel migracji zarobkowych (lecz tam w większym stopniu udają się przedstawiciele turkijskich narodów regionu), a przy tym jest eksponowana na wpływ ekstremistów z Syrii i Iraku oraz Europy Zachodniej. Tadżycy i ich sąsiedzi wydają się świadomie wytypowani przez PI-Ch jako grupa wyalienowana i sfrustrowana, podatna zarówno na skrajną wersję islamu, jak i na wizję doraźnych korzyści finansowych, a zarazem dostępna kulturowo i językowo dla tadżyckich (i uzbeckich) kadr organizacji w Afganistanie.

osw.waw.pl