Każde społeczeństwo jest jak piramida, jeśli chodzi o to, jak blisko są ludzie przywódcy i jak mogą na niego wpływać. W demokracjach piramida jest płaska, o ostrym kącie podstawy i rozwartym kącie wierzchołka, podczas gdy w autokracjach (monarchiach absolutnych, tyraniach) kąt wierzchołka jest bardzo ostry, a kąty podstaw są tylko trochę poniżej 90 stopni. Nasze społeczeństwo jest typowym przykładem takiej wyniesionej piramidy autokratycznej.
Około 80 proc. populacji stanowi jej podstawę. Są to zazwyczaj ludzie, którzy żyją skromnie lub są po prostu biedni. Świat oglądają raczej w telewizji niż w internecie, nigdy nie podróżują za granicę. Są naturalnie antyamerykańscy, nawet jeśli nigdy nie byli w Ameryce. Ten antyamerykanizm rodzi się z zazdrości, bo wiedzą bardzo mało. Często ich obraz świata jest zawinięty w teorie spiskowe, pseudohistorię i inne dziwne wyobrażenia. Są bierni i chociaż są niezadowoleni ze swojego życia, zazwyczaj są posłuszni autorytetom.
W obecnej sytuacji większość tych ludzi - około 70 proc. - popiera wojnę Putina w Ukrainie. Wierzą w krwiożerczych antyrosyjskich banderowców i zły Zachód, któremu Rosja się przeciwstawia. Ale nie są fanatykami w tej kwestii. Woleliby nie wysyłać swoich dzieci na wojnę i chcieliby uniknąć trudów wojny. Jest bardzo niewielu ludzi, którzy są entuzjastami wojny. Ci, którzy zgłaszają się na ochotnika do walki, robią to z biedy i rozpaczy, bo ich życie jest niespełnione.
Drugi poziom piramidy to 18-19 proc. populacji. Są to ludzie dobrze wykształceni i kulturalni, którzy powszechnie korzystają z internetu, wyjeżdżają za granicę i dobrze znają świat. Wielu z nich ma źródła dochodu niezależne od władzy. Inni, wręcz przeciwnie, pracują w państwowych korporacjach i biurokracji, służąc przywódcom, ale nie będąc ich częścią.
Ci ludzie są często, choć nie zawsze, zamożni. Mogą mieć nawet mały domek na Łotwie czy w Bułgarii, a nawet mieszkanie na tzw. Lazurce, czyli na Lazurowym Wybrzeżu. Ci ludzie dobrze rozumieją świat, a wielu z nich ma silne zasady moralne i ceni wolność. Inni, przeciwnie, sprzedają swój talent władzom i w zamian za milczenie otrzymują sowite pensje na uniwersytetach, w biurokracji i firmach związanych z władzą.
Wśród tej grupy około 70 proc. nie aprobuje obecnej wojny, co publicznie wyraża w taki czy inny sposób. Sporo osób z tej grupy jest wstrząśniętych ostatnimi wydarzeniami i zmienia swoją lojalność wobec władz na moralny sprzeciw wobec nich, rezygnując z pracy w urzędach publicznych czy np. państwowych środkach masowego przekazu. Jednak nie wszyscy lojaliści tak postępują. Aktorka Czułpan Chamatowa jest przykładem protestującej większości w tej grupie, podczas gdy dyrygent Walerij Giergijew jest przykładem lojalnej mniejszości.
Wreszcie wierzchołek piramidy — 1-2 proc. populacji — to miejsce dla głównych beneficjentów obecnego systemu rosyjskiego. Ci ludzie są w pełni oddani władzy. Są dobrze wykształceni i wszystko rozumieją, nie mają mieszkań, ale rezydencje na Zachodzie, duże depozyty w zagranicznych bankach (od Szwajcarii po Zjednoczone Emiraty Arabskie) i pracę w międzynarodowym biznesie.
Są to najwyżsi rangą urzędnicy, szefowie korporacji państwowych, deputowani Dumy i senatorowie Rady Federacji, gubernatorzy i wielogwiazdkowi generałowie armii, FSB czy GRU. Sprzedali swoją wolność Putinowi, a w zamian otrzymali bogate i beztroskie życie. Są bezwarunkowymi wykonawcami jego woli — nie z powodów ideologicznych, ale czysto egoistycznych. Są wśród nich ideolodzy tacy jak Aleksander Dugin i Anton Wajno, ale nie jest ich wielu. A co najważniejsze, mają oni różne pomysły i próbują je realizować dzięki swojemu "dostępowi do człowieka".
Teraz w tej "elitarnej" grupie panuje terror i frustracja. Główne słowa, które słyszysz w biurach Kremla, na Łubiance i w kancelarii prezydenta na placu Starym, to: "Oszukali nas".
Wojną rosyjsko-ukraińską Putin położył kres ich dolce vita, czyniąc ich pieniądze i wille w najlepszych miejscach na świecie niedostępnymi i wymagając od nich jeszcze większej lojalności. Tymczasem ich współudział czyni wielu z nich zbrodniarzami wojennymi, którzy staną przed sądem w Hadze. Nie taka była ich umowa z Putinem.
Na domiar złego stoją oni przed widmem większego terroru, jeśli obecny reżim, odrzucony przez cały świat, będzie kontynuował swoją agresję — albo przed perspektywą zredukowania się do nuklearnego popiołu. To nie jest przyszłość, którą wyobrażają sobie właściciele jachtów, kolekcji rolls-royce'ów i lamborghini, arcydzieł malarstwa i przytulnych willi wśród toskańskich winnic.
onet.pl
